1 września 2014

Z plecakiem w Karkonoszach ~ Śnieżne Kotły

Śnieżne Kotły to chyba zaraz po Śnieżce najlepiej rozpoznawalne miejsce w Karkonoszach. Tak i my nie mogłyśmy sobie odpuścić wycieczki w tamtą stronę. Ale Kotły miały być jedynie punktem przejściowym na naszej trasie. Jednak okazały się znaczące dla naszego planu, a do tego w mojej pamięci zakodowały się najgłębiej. 

mapa stworzona dzięki mapa-turystyczna.pl

Zjadamy śniadanie w schroniskowym barze i w tym samym czasie dowiadujemy się o fatalnych prognozach pogodowych na ten dzień. Ale nie bardzo się przejmujemy, gdyż jak do tej pory, żadne się nie sprawdzały. Poza tym powietrze na dworze jest naprawdę przyjemne i nie wygląda na to, by miała nadejść burza. Postanawiamy więc wyjść na szlak. 



Już na samym początku musimy zaliczyć naprawdę strome podejście. Na dodatek utwardzoną asfaltową drogą, czego ja osobiście nienawidzę. Ale o dziwo, tym razem miałam mnóstwo energii. Przeszłam przez tamten mur słabości i dalej nie miało już być żadnych psychologicznych przeszkód. 


Po zdobyciu tej pierwszej góry trasa stała przyjemniejsza. I do tego w całkiem ładnej okolicy. Co jak co, ale widoki w Karkonoszach są jedyne w swoim rodzaju. I to dla nich postaram się tam wracać częściej. 


Zaliczyłyśmy pierwszy punkt naszej trasy. Podziwiamy Śnieżne Kotły. Trochę przerażające, ale mają swój urok. Matka Natura ma talent.


I wtedy zrywa się jeszcze mocniejszy wiatr. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami. Zrobiło się nieprzyjemnie. Widoki przestają być tak wyraziste, jak jeszcze przed chwilą, bo pojawiła się mgła. Czyli jednak prognozy się nie myliły. Z dali dochodzą huki burzy. 


Zostać tam nie mogłyśmy, bo na Śnieżnych Kotłach już nie ma schroniska. Cofać też się nie chciałyśmy, bo właściwie przeszłyśmy połowę trasy. A więc pytanie: idziemy dalej, czy schodzimy do schroniska? Długo się nie zastanawiałyśmy. Lepiej trochę zboczyć z trasy, niż spotkać się oko w oko z burzą. 


Jeszcze nigdy nie byłam tak przerażona. Wiedziałam, że za jakiś czas będę się z siebie śmiać, ale w tamtym momencie marzyłam o jak najszybszym dojściu do jakiegokolwiek schroniska. Zafundowałyśmy sobie więc małą przebieżkę po stromych pagórkach wprost pod drzwi schroniska Pod Łabskim Szczytem. 


Udało nam się tam dotrzeć jeszcze zanim zaczęło padać, czyli nie zmokłyśmy. Przeczekałyśmy tam burzę i deszcz. Trochę odpoczęłyśmy i zastanowiłyśmy się, co dalej. Były dwie opcje. Albo wrócić na zaplanowaną wcześniej trasę, albo pójść inną drogą. W tej kwestii nie mogłyśmy się dogadać. Ostatecznie przy podjęciu decyzji pomogła nam grupa górskich wędrowców. Wraz z nimi ruszyłyśmy Mokrą Drogą na Szrenicę. 


Był to dobry wybór. Bo jak się wcześniej dowiedziałyśmy szlak czerwony prowadzący na Szrenicę ze Śnieżnych Kotłów, był raczej nudny. A zielony, którym w końcu szłyśmy prezentowała się całkiem, całkiem. Niestety widoków zero przez parujące powietrze z dołu. Ale i to miało swój urok. 


Na Szrenicę dotarłyśmy z opóźnieniem, ale to naprawdę nie był żaden problem. I tak miałyśmy jeszcze sporo czasu, by się ogarnąć, zjeść i usiąść przy mapie, by zaplanować dalszą trasę. 
Co o samym schronisku? Zdecydowanie polecam. Porównując cenę z jakością usług, było naprawdę dobrze. Schronisko wyremontowane. Toalety i łazienki czyste, jasne. Przyjemnie było brać prysznic w takim miejscu po tak ciężkim dniu. Dostęp do wrzątku przez całą dobę. Nie zabrakło również gniazdek w pokoju. Sam pokój był również całkiem przyjemny. Miałyśmy nawet umywalkę. I ciekawe widoki, choć poprzez mgłę i tak niewiele było widać. 


Post miał się ukazać znacznie wcześniej, ale ostatnio tyle się u mnie działo. Niestety zdechł mój pies, co kompletnie mnie rozstroiło i naprawdę nie miałam sił, by wspominać jakiekolwiek wyjazdy. Ale powoli wszystko wraca do normy :) 
Zdjęć też jakoś tak mało. Ale najpierw trzeba było się wspinać. Wtedy niełatwo robić zdjęcia i utrzymywać równowagę z wielkim plecakiem, a potem ta nieszczęsna burza to nie za bardzo było czemu zdjęcia robić. 
Pozdrawiam Was serdecznie. 

9 komentarzy:

  1. Faktycznie pieknie tam, ale burzy na pewno wystraszyłabym się co nie miara!
    Współczuję Ci z powodu pieska, bo sama swojego niedawno straciłam.... :(((

    OdpowiedzUsuń
  2. Hello dear Nika!
    Wonderful job, I'm sorry for your dog that died!
    A beautiful autumn darling!
    Kiss and hug!

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję z powodu psa, to ogromna strata.
    Góry.........piękne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ przygodę miałaś w górach, burza to nic przyjemnego. Super zdjęcia!
    p.s. Przykro mi z powodu psa:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacna trasa i ... pogratulować mądrości - doprawdy z burzą w górach nikt jeszcze nie wygrał.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna wyprawa. Burzy to ja się boję wszędzie, a w górach to już bym chyba zeszła z tego świata. Współczuję z powodu pieska, pamiętam jak przeżyłam odejście mojego. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wczoraj wybrałem się na Kotły i na szczęście skończyło się na mgle. Za to dzisiaj burza złapała mnie w drodze na Wysoki Kamień, od strony Zakrętu Śmierci. Rzeczywiście, wrażenia niezapomniane, podobnie jak widok karkonoskiej grani, co chwilę rażonej piorunami. Szkoda, że dostępne prognozy są tak niemiarodajne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Milo wracać i czytać Twoje wspaniałe posty, podziwiać piękne zdjęcia.
    Życie pisze smutne scenariusze. Współczuję z powodu psa.
    Burza w górach to nic przyjemnego. Przeżyłam kilka w Tatrach.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię Śnieżne Kotły oraz samą Szrenicę. Ciekawa jestem jak ta urwista ściana wygląda od dołu, bo póki co zawsze widziałam ją z góry. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)