23 sierpnia 2016

Perła Dalmacji

Kto był choć raz w Chorwacji, na pewno też odwiedził słynny Dubrownik. Każdy o nim słyszał, bo to przecież najbardziej znane chorwackie miasto i najczęściej odwiedzane przez turystów. Ale, o dziwo, aż takich tłumów tam nie było. Myślę, że jest to zasługą w miarę dobrej organizacji ruchu na starym mieście. Albo po prostu miałam szczęście lub nastawiłam się na większość ilość ludzi. Lecz nie o turystach, a o samym mieście chciałabym więcej napisać.


Czemu miasto zawdzięcza taką popularność? Można by pewnie długo wymieniać. Ciekawa historia. Zabytkowa starówka wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Przepiękna panorama. Perła Dalmacji. A jak jest naprawdę? Cóż, pogłoski wcale się z prawdą nie mijają. Dubrownik jest przepięknym miastem. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, choć Dubrownik bardzo chciałam zobaczyć. Bałam się trochę, że jest przereklamowany, zbyt turystyczny. Na szczęście wcale nie było tak źle. Pomimo ogromnej popularności miasto zachowało niepowtarzalny klimat. 


Już minął ponad miesiąc odkąd przechodziłam przez bramę Pile (Vrata od Pila), żeby wejść na starówkę. A mam wrażenie jakby to było wczoraj. Ach... Jak ten czas szybko leci. Zwiedzanie też trwało zaledwie chwilę. 

W Dubrowniku spędziłam jedynie 3 godziny. Dla niektórych pewnie wystarczająco długo. Według mnie, na Dubrownik zdecydowanie za mało. Pierwsze półtorej godziny poświęciliśmy na spacer z przewodnikiem. Pani Karolina bardzo ciekawie opowiadała o mieście i jego zabytkach. Aczkolwiek pewne rzeczy techniczne bym poprawiła, ale to już taki skutek uboczny studiów :D Także nie na tym będę się teraz skupiać. 

Wycieczkę rozpoczęliśmy i zakończyliśmy na placu przed bramą Pile. Miejsce piękne, słoneczne, ciepłe, ekskluzywne (znajduje się tam najdroższa restauracja w Dubrowniku) i tłumne. Moim zdaniem to właśnie tam było najwięcej turystów. Na starym mieście już się tej ilości tak nie odczuwało.  


Baszta Bokar


Po krótkim wprowadzeniu w historię miasta (której nie będę tutaj przytaczać; zainteresowani mogą sobie wygooglać), przechodzimy przez bramę na Stari Grad, czyli po prostu starówkę Dubrownika. Pierwsze co rzuca się w oczy to sporych rozmiarów budowla o kształcie rotundy. Jest to Wielka Studnia Onufrego. Bez obaw można z niej skosztować czystej wody pitnej. Natomiast zaraz po lewej stronie na tle zabudowy miejskiej wyróżnia się Kościół Zbawiciela z charakterystycznym oknem rozetą nad wejściem. 

Wielka Studnia Onufrego

Kościół Zbawiciela

Ten niewielki plac stanowi początek głównej ulicy Stradun (inna nazwa: Placa). Nie sposób pomylić jej z żadną inną uliczką starego miasta. Jest to bowiem najszersza ulica, a jej powierzchnia błyszczy się najbardziej - tak jest wychodzona przez turystów i nie tylko. Prawdopodobnie została utworzona na miejscu dawnego kanału oddzielającego część północną miasta od południowej. W budynkach na całej jej długości znajdują się restauracyjki, sklepiki z pamiątkami i oczywiście kantory.  



Dochodzimy do wieży zegarowej, gdzie ulica ponownie zamienia się w placyk. Niegdyś plac Luža był centralnym punktem miasta. To tutaj odbywały się wszystkie ważne wydarzenia. Tutaj też można było dokonać pomiaru długości przy pomocy prawego przedramienia postaci Rolanda, który stanowi część kolumny Rolanda (Orlandov Stup). 


Po lewej stronie placu możemy podziwiać przepiękny gotycko-renesansowy pałac Sponza (Sponza Palace). Natomiast naprzeciwko stoi kościół św. Błażeja (Crkva sv. Vlaha) - patrona miasta. 

Pałac Sponza

Kościół św. Błażeja
Podziwiamy również katedrę dubrownicką i kościół św. Ingancego (Crkva sv. Ignacija). Tam wchodzimy z przewodniczką do środka. Zdjęć wnętrza brak przede wszystkim ze względu na zakaz fotografowania. 



Zaraz potem kończymy spacer z przewodnikiem i pozostaje nam drugie półtorej godziny na zwiedzanie na własną rękę. Opcji na wykorzystanie tego czasu było kilka. Wejście na mury otaczające Stari Grad. Wjazd kolejką linową na górę Srđ. Kawa w którejś z kawiarń. Ganianie w poszukiwaniu niebanalnych pamiątek. Lub po prostu spacer wąskimi uliczkami Dubrownika. Wybór niemały, ale ograniczony nieco przez małą ilość czasu. Ciągnęło mnie na kolejkę, bo uwielbiam widoki z wysokości. Mury też ciekawa sprawa. Niestety gonił nas czas i zdecydowaliśmy się na spacerek.

Wzgórze Srđ


Jeszcze raz przechodzimy główną ulicą, fotografujemy co się da, a potem zagłębiamy się w zacienione wąskie uliczki. Tam ludzi nie ma prawie żadnych. Może dlatego ostatecznie Dubrownik uznałam za wcale nie takie tłumne miasto.

Zachodzimy też na taras widokowy, skąd rozciąga się panorama na port, miasto, a także na pobliskie wysepki. Po drodze kupujemy jakieś pamiątki. A czas przeznaczony na zwiedzanie Dubrownika powoli dobiega końca.



Nie żałuję ani chwili spędzonej w Dubrovniku. Mimo to czuję niedosyt. Jest po co wracać. Dla mnie te 3 godziny to zdecydowanie za mało. Chciałabym wejść na mury (koszt: 120 kn). I ta kolejka linowa (koszt: 90 kn/tam i z powrotem). Naprawdę wielka szkoda, że się nie udało. Gdyby nie to, że była to wycieczka zorganizowana... Cóż, może kiedyś uda się nadrobić zaległości już na spokojnie, we własnym tempie.



Z ważniejszych informacji, to chciałabym tylko przypomnieć, że planując wizytę w Dubrowniku, należy pamiętać, że jedzie się tam przez Bośnię. Ogólnie rzecz biorąc nie powinno być żadnych problemów na granicy. Wystarczy mieć dowód osobisty. Ale lepiej upewnijcie się, że jest ważny jeszcze przez co najmniej 3 miesiące. Wspominam o tym, bo w naszej grupie były przez brak nieuwagi problemy. Stop. Nie było, ale mogłyby być, gdyby nie celnik. Nie będę opowiadać całej historii, bo dużo czasu i miejsca by to zajęło, ale ostrzegam. Może się tak zdarzyć, że nikt Was na granicy nie zatrzyma i spokojnie przejedziecie, ale różnie to bywa. Lepiej nie ryzykować, bo przyjemny urlop skończy się nieprzyjemnymi wspomnieniami.

Udało się spełnić jedno z marzeń - przejść się uliczką, nad którą suszy się pranie :D

Post miał się ukazać już jakiś czas temu, ale pogoda nad Bałtykiem nieco się poprawiła i po pracy aż chce się wyjść na plażę. Nie żeby leżeć i się smażyć, bo to nie lipiec. Ale żeby posiedzieć i posłuchać szumu morza. Korzystam, póki jeszcze mogę :)


14 komentarzy:

  1. Choroba! Trzy razy w Chorwacji byłam i do Dubrownika nie dotarłam. Ale to wszystko z powodu mego kierowcy. Nie chciało mu się stać w korkach. Ech....
    A miasto piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w korku staliśmy zaledwie 20 minut, a był on spowodowany jakąś stłuczką, więc gdyby nie ten wypadek, to pewnie całkiem spokojnie byśmy dojechali do Dubrownika.

      Usuń
  2. Dubrownik - miasto legenda, jest kilka takich w Europie, że tam się nie da nie być.
    A czemu nie męczy, bo Dubrownik żyje z turystów ale nie żyje turystami, ma własny rytm, jak Wiedeń czy Rzym. Bo już Berlin męczy, w jednych miejscach jest turystów za dużo a w innych patrzy się na nich z niechęcią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane: żyje z turystów a nie turystami. Prawda.

      Usuń
  3. Pięknie, klimatycznie...czego chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w Chorwacji nie byłam ( jeszcze ) ale po pierwszym zdjęciu poznałam gdzie jest zrobione :). Nie przerażają mnie turystyczne tłumy ani fakt, że Chorwacja może jest przereklamowana. Piękna jest i tego będę się trzymać. Studnia Onufrego bardzo mi się podoba, te wąskie uliczki też. Na suszące się nad głową pranie polowałam w Wenecji - z mizernym skutkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Wenecji to chyba kiepsko z tym suszeniem prania. Ciągła wilgoć temu nie sprzyja. A w Dubrowniku zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć takich obrazów. Choć miasto jest bardzo znane i licznie odwiedzane przez turystów, nadal zachowuje swój niepowtarzalny klimat. Chorwację naprawdę warto zobaczyć. Mnie wcześniej nie ciągnęło w tamte strony, ale teraz już rozumiem ten cały szał wokół Bałkanów. Nie sposób o nich zapomnieć.

      Usuń
  5. Dubrownik faktycznie jest perłą, nie tylko Dalmacji ale całej Europy.
    Prawdopodobnie od Nowego Roku będą wprowadzone limity odwiedzin Dubrownika.
    Przed turystami będą zamykane kolejne miasta. Domaga się tego Wenecja, Barcelona...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie takie złe rozwiązanie z tymi limitami. Wielu turystów pewnie będzie niezadowolonych, ale przynajmniej nie dopuścimy do destrukcji tych miejsc.

      Usuń
  6. Dubrownik przepiękny, tylko ilość ludzi przytłacza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie byłam zaskoczona, że wcale nie było tak źle z tymi tłumami.

      Usuń
  7. Ja byłam troszeczkę przerażona ilością turystów w Dubrowniku. Ciężko było przejść główną ulicą. W Dubrowniku byłam po raz trzeci i moim głównym celem były mury.
    Piękne widoki, niezapomniane wrażenia. Był tylko jeden problem. Kiedy kończyliśmy obchód zaczął strasznie padać deszcz, więc dalsze zwiedzanie miasta było niemożliwe. Ale i tak było super. No w końcu to Dubrownik:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dubrownik widziałam jedynie z daleka, jadąc Riwierą. Nawet z tej odległości wyglądał przepięknie, a co dopiero spacerując uliczkami Starówki. Mam nadzieję, że wkrótce i ja odwiedzę to miasto :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)