9 października 2016

Križevac ~ Góra Krzyżowa

Niemalże wszyscy zachwycamy się zachodami słońca. Szczególnie tymi nad morzem. Czerwone niebo i słońce powoli znikające w granatowej wodzie. Ale jeszcze piękniejsze są wschody. Złote słońce wita nowy dzień. Jeszcze nie wiemy co nas czeka. Ale po takim miłym początku dnia, już nic nie będzie nam straszne. Wschody słońca są często niedoceniane ze względu ich wczesnej pory. Mało komu chce się tak wcześnie wychodzić z łóżka, by doświadczyć jednego z piękniejszych momentów dnia. A naprawdę warto. 


Jednym z moich marzeń było właśnie zobaczyć wschód słońca w górach. I szczerze mówiąc nie sądziłam, że tak szybko uda mi się to marzenie spełnić. 



Godzina czwarta nad ranem. Wokół nieprzenikniona ciemność i cisza, a my rozpoczynamy wędrówkę na szczyt Góry Križevac. Towarzyszy nam skupienie i modlitwa. Za chwilę dołącza również wschodzące słońce. 



Góra Krzyżowa ma 520 m n.p.m. i, podobnie jak Góra Objawień, góruje nad Međugorjem. Jej szczyt zwieńczony jest krzyżem, który upamiętnia 1900 rocznicę śmierci Jezusa. Góra pełni też funkcję međugorskiej Kalwarii. 




Dlaczego wchodzimy tak wcześnie? Križevac jest bardziej wymagającą górą niż Podbrdo. Jest wyższa. Droga na szczyt jest nieco trudniejsza. Wśród pielgrzymów przyjęło się, żeby wspinaczkę zaczynać jak najszybciej z dwóch względów. Po pierwsze upały. Już schodząc ok. godziny szóstej słońce dawało się we znaki. Po drugie tłumy. Prawda jest taka, że na szczyt wchodzi pielgrzymka za pielgrzymką. My, mimo wczesnej pory, szliśmy jako druga grupa. Ponadto wędrówka na szczyt połączona jest z modlitwą, dlatego im wcześniej, tym spokojniej i łatwiej się skupić. 



Szlak, podobnie jak na Podbrdo, nie przypomina wydeptanych szlaków, jakie znamy z polskich gór. Droga jest skalista. Każdy sam wybiera, na którą skałkę stanie, a którą pominie. Bez patrzenia pod nogi nie da się wejść. Buty. Tutaj proponowałabym już założyć pełne z grubą podeszwą. Sandały to niemałe ryzyko. Gdybym nie ubrała adidasów, pewnie wróciłabym z pokrwawionymi stopami. Ale! są i tacy, którzy wchodzą boso. Co powinniśmy ze sobą zabrać. Oczywiście woda. Prawda jest taka, że właściwie nic więcej nie potrzebujemy. Niektórzy biorą butelkę do ręki, ale ja bym odradzała właśnie ze względu na nierówne podłoże. Czasami trzeba się podeprzeć, by nie stracić równowagi. Głodomorom, takim jak ja, polecam zabrać jeszcze coś na przekąskę. Wędrówka na szczyt zajęła nam 2 godziny. To wystarczająco dużo czasu, żeby zgłodnieć. A przecież trzeba jeszcze zejść. 



Teraz, kiedy jesień przemieniła się w szarugę a wakacje naprawdę już się skończyły, marzę o tym, by tam wrócić. Tam - w Bośni - czułam, że żyję. Tutaj dopada mnie jakby stagnacja. Wschodów słońca prawie nie ma, a poranki to istna męka. Dni uciekają nie wiadomo dokąd. Świat pędzi, a ja nie nadążam. W podróży jest inaczej. Wszystko stoi w miejscu i czeka na nasze zachwyty, które mogą trwać i trwać...

6 komentarzy:

  1. No właśnie! Ten uciekający czas! Od rana zastanawiam się jak go rozciągnąć. Albo gdzie umykają mi chwile, jak je marnuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że ta góra była nie małym wyzwaniem, zwłaszcza jak patrzę na te kamienie!
    Ale widoki z góry - przepiękne!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoki super. No i wschód słońca. Niesamowite przeżycie.
      Góra niełatwa, ale każdy jest tam w stanie wejść. Trzeba tylko chcieć :)

      Usuń
  3. Julo,
    Twoje teksty są fantastyczne.
    Powinnaś wydać jakąś książkę. A może już jest w sprzedaży?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Lubię pisać. Czasami wychodzi mi to lepiej, czasami gorzej. Jednak nigdy nawet nie marzyłam o własnej książce. Nie wiem, czy w ogóle potrafiłabym jakąś napisać. Ale może kiedyś tam... W końcu nie ma rzeczy niemożliwych.

      Usuń
  4. Droga trudna, widoki wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)