12 stycznia 2017

City break ~ miasto kotów i kogutów czyli Ryga moimi oczami

Święta i przełom roku to był zawsze taki rodzinny czas. Tym razem trochę się pozmieniało. Cóż, chyba nic nie trwa wiecznie. Z drugiej jednak strony nie była to jakaś ogromna zmiana. Boże Narodzenie spędziłam w domu z najbliższymi. Natomiast zaraz po świętach ruszyłam w drogę. I już sylwestra oraz Nowy Rok spędziłam prawie 800 km od domu. Ale nie sama. O tym jednak przy innej okazji. Dzisiaj o mieście, w którym przywitałam 2017 rok - Ryga.



Na początek krótkie wyjaśnienie dlaczego Ryga. Nigdy nie ciągnęło mnie w tamte strony. O Rydze nie wiedziałam nic. Nawet o Łotwie niewiele wiedziałam. Prawdopodobnie ten kierunek nigdy nie znalazłby się na liście moich podróżniczych marzeń. Ale tym razem nie chodziło o podróż samą w sobie. 

Już od jakiegoś czasu chciałam pojechać na Europejskie Spotkanie Młodych Taizé. Ostatnio coś pokrzyżowało plany. Bardzo żałuję, że się wtedy nie udało. Tym razem już obyło się bez większych problemów i tak 27 grudnia byłam już w drodze na Łotwę. O moich wrażeniach ze spotkania napiszę w osobnym poście, bo trochę tego jest. Dzisiaj natomiast z tej podróżniczej strony - czyli spacer po Rydze.



plac Liwski


Ryga, mimo że jest miastem stołecznym, wcale nie jest duża. Aczkolwiek można się zgubić. Liczbą ludności można ją przyrównać na przykład do Łodzi. Nie grzeszy pięknością, takie było moje pierwsze wrażenie, które z czasem zaczęło się trochę zmieniać. Zaczęłam w Rydze odkrywać to coś. Tylko już nie wiem, czy po prostu przy bliższym poznaniu miasto da się lubić, czy tak wpłynęła na mnie atmosfera spotkania Taizé? W każdym razie starówkę na pewno warto odwiedzić. Przepiękna, zadbana architektura secesyjna. Właśnie ze względu na zabudowę ryska starówka jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I naprawdę robi wrażenie. Ja byłam zachwycona. Tym bardziej, że nie samo stare miasto może pochwalić się dostojnymi budynkami. Całe centrum nieźle się prezentuje.



siedziba łotewskiego radia przy Placu Katedralnym


Dopełnieniem secesyjnej Rygi są olbrzymie pomniki i rzeźby. Na pierwszym miejscu należy wspomnieć o Pomniku Wolności. Jest ogromny. Widać go z daleka. I naprawdę można go przyrównać do Statuy Wolności - wersja łotewska. A odsłonięty został w 1935 roku jako symbol niepodległości Łotwy.


Inną statuą, która przykuła moją uwagę była rzeźba małpy-astronauty. Dostrzegłam ją między drzewami i na początku nie mogłam odgadnąć, co to tak właściwie jest. Dopiero, gdy trolejbus (tak, widziałam ją tylko z trolejbusu, także nie mam zdjęcia) podjechał na wysokość rzeźby, stała się wyraźniejsza. Po powrocie wyczytałam, że ta 12-metrowa statua miała uczcić wszystkie zwierzęta, jakie zginęły, by pomóc człowiekowi podbić kosmos. Małpę o imieniu Sam możecie spotkać w parku Kronvalda.

Małpa jednak nie jest jedynym zwierzęciem w Rydze. Symbolem łotewskiej stolicy jest bowiem kot. A moim skromnym zdaniem wcale nie jeden kot, a całe stada. Koty są tam po prostu wszędzie. Pewnego dnia, kiedy wracaliśmy na nocleg przez jakieś osiedle na naszej drodze spotkaliśmy jednego kota, za chwilę drugiego... czwartego i zaraz mieliśmy zobaczyć piątek za rogiem budynku. Ale wcale nie było piątego. Zamiast niego naszym oczom ukazał się cały koci gang. Z dwadzieścia najmniej było tam tych kotów. Wszyscy stanęliśmy jak wryci na ten widok. Czegoś takiego to ja jeszcze nigdy nie widziałam. Tyle kotów w jednym miejscu... Tłum niczym na placu, gdzie wydawano ciepłą herbatę.

Dom Kotów

Dom Bractwa Czarnogłowych

Drugim zwierzęcym symbolem, który pojawia się na prawie każdym kroku jest kogut. Wieńczy on mnóstwo ryskich dachów, zawisa na choinkach, pojawia się na magnesach, pocztówkach i innych pamiątkach z Rygi.


W mnogości pojawiają się również świeczniki adwentowe w oknach. Bardzo mnie to zaskoczyło. Bo nie tylko oświetlają prywatne cztery kąty, ale również zobaczymy je w oknach budynków publicznych.


Mała Gildia

Skoro już przy ciekawostkach jestem, to może jeszcze coś z prawa ruchu drogowego. Niby wszystko wygląda tak samo jak w Polsce, a jednak jest trochę inaczej. Gdy jest czerwone światło na przejściu dla pieszych, wszyscy grzecznie czekają na zielone. Ale gdy nie ma ni sygnalizacji, ni przejścia, każdy przechodzi przez ulicę jak mu się żywnie podoba, a samochody muszą najwyżej poczekać. Takie szaleństwo to przede wszystkim przy przejściu z placu spod Pomnika Wolności na stare miasto. Przejście dla pieszych tak szerokie jak kadr fotografii i po całej tej szerokości przechodzą ludzie, mimo że z prawej nadjeżdża tramwaj a z lewej cała kolumna samochodów. Szaleństwo.

Zegar Laima - najpopularniejsze miejsce spotkań w Rydze


Zainteresowałam się również znakami drogowymi. Większość wygląda tak samo. Jednak nie często widzi się znak zakazu skrętu, mimo, że uliczek jednokierunkowych jest całe mnóstwo. Zamiast zakazu przed takimi krzyżówkami zobaczymy podłużny niebieski znak ze strzałką w przeciwną stronę niż ta, w którą nie można skręcić. Na pierwszy rzut oka można go zinterpretować jako nakaz jazdy np. w lewo. Z tym, że nie jest to nakaz, bo prosto też można jechać. Nie można po prostu skręcić, w tym przypadku, w prawo. Dlatego interpretowałabym to jako zakaz skrętu. Co ciekawe, kiedy nie można skręcić np. w prawo, a w lewo nie ma żadnej drogi, czyli można jechać tylko prosto, wówczas pojawia się dobrze nam znany znak zakazu skrętu. Jeszcze jest taka hipoteza, że te podłużne strzałki mogą wskazywać drogi jednokierunkowe, ale wpadłam na to dopiero po powrocie i nie jestem w stanie udowodnić tej tezy. Może wy coś wiecie na ten temat?



Pomijając kwestie ruchu drogowego Ryga jest raczej spokojnym miastem. Podejrzewam, że gdyby nie zbliżający się sylwester i całe mnóstwo młodych europejczyków i nie tylko, łotewska stolica byłaby bardzo cichutka. Taką ciszę i spokój można było znaleźć między innymi w parkach. Jednym z nich jest park Bastejkalns - gdzie rozpoczęłam swój pierwszy spacer po centrum Rygi. 





Oczywiście nie widziałam w Rydze wszystkiego. Nawet nie zrobiłam zdjęć wszystkiemu, co udało mi się zobaczyć. A te fotografie, które mam, jakością nie powalają. Jest to pewien pretekst by na Łotwę wrócić. Ale powiem szczerze, że mimo wszystko nadal nie ciągnie mnie w tamte strony. Aczkolwiek jestem szczęśliwa, że tam byłam, że widziałam, że zdobyłam nowe wspomnienia. I gdybym mogła cofnąć czas i tak bym tam pojechała. 

Choć moja dzisiejsza gadanina dobiega końca, nie kończę jeszcze tematu Rygi. Już przygotowuję kolejne posty. Będzie coś o jedzeniu, muzyce, transporcie... Same fajne rzeczy :)

10 komentarzy:

  1. Warto zaglądać w takie mało popularne kąty. Ryga okazała się ciekawa.
    Secesyjne budynki są dla mnie największym magnesem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ich tam całe mnóstwo.
      Zawsze warto odkrywać to co nieznane. I nie konniecznie nieznane dla świata, ale po prostu nieznane dla nas.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. O Taize mogła byś sobie pogadać z moją żoną... jej klimaty.
    Ryga często kojarzona jest (chyba na zasadzie kierunku geograficznego, bo inaczej to nie widzę) z ... Petersburgiem i na tym tle oczywiście przegrywa, ale myślę że to bardzo ciekawe miasto. Mam w planach, ale kiedy się powiodą to już nie mam pojęcia. Warto było zobaczyć u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ryga wygląda na tle Petersburga, to nie wiem, ale biorąc pod uwagę bogactwo zabytków obu, stolica Łotwy może okazać się taką szarą myszką. Mimo wszystko warto. Zawsze warto zobaczyć coś nowego.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. ja o Łotwie też wiem niewiele, ale chetnie bym ja kiedys odwiedzila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to ewentualnie pojechałabym tam jeszcze raz latem, żeby zobaczyć Rygę w słońcu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Bardzo fajnie, że tam przywitałaś Nowy Rok :) To zawsze fajna odskocznia od tego, co znamy :)
    Ja mam w podróżniczej liście taki mały trójkąt - Wilno - Ryga - Tallin, więc kto wie, może kiedyś dotrę i do Rygi? :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryga w tym trójkącie na pierwszy rzut oka wygląda marnie, ale jak najbardziej zachęcam do realizacji tego marzenia. Tallin ponoć piękny, Wilno też raczej warto zobaczyć, no a Ryga może okazać się taką wisienką na torcie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Oj będziesz miała niesamowite przeżycia.
    Nie znam Łotwy. Mam w planach Litwę, Łotwę i Estonię.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)