30 września 2018

Majorka od kuchni ~ czyli co i gdzie zjeść

Jedzenie to coś, bez czego nie możemy się obejść. Nawet w trakcie podróży. A podróż to dobra okazja, żeby zjeść coś innego. W końcu jedzenie to też część kultury. Jako, że wakacje spędziłam w towarzystwie rodziny z Majorki, miałam do lokalnego jedzenia bardzo dobry dostęp. I dzisiaj zamierzam Wam przedstawić tę hiszpańską wyspę od kuchni. Powiem trochę o tradycyjnych potrawach i smakołykach, których powinniście skosztować będąc na Majorce oraz zaproponuję kilka restauracji, w których można smacznie zjeść.


PA AMB OLI - chyba najprostsze z majorkańskich dań, a jest naprawdę wyśmienite. Już nie wyobrażam sobie diety bez pa amb oli. Dla wyjaśnienia jest to najzwyklejszy w świecie chleb z oliwą i pomidorem. Najczęściej na taką kanapkę nakłada się również jakąś wędlinę (jamón serrano lub york), ser lub np. sardynki. Co kto lubi. Pa amb oli można zagryzać oliwkami, zieloną papryką, a nawet winogronami.

FRITO MALLORQUÍ - jedno z najstarszych dań na Majorce, bo już w XIV wieku jedli tam frito. Tradycyjnie przygotowywane jest na bazie wieprzowiny (lub jagnięciny w okresie Wielkanocy) z dodatkiem warzyw sezonowych. W składzie znajdzie się też wątróbka, za którą ja osobiście nie przepadam, a mimo to frito pochłaniałam ze smakiem. Frito jada się na obiad lub kolację.


TUMBET - czyli opcja dla wegetarian. Najprościej mówiąc zapiekane warzywa z sosem pomidorowym, jednak przygotowanie jest znacznie bardziej skomplikowane, albo raczej czasochłonne, bowiem każde warzywo (ziemniaki, cukinia/bakłażan, papryka, cebula) najpierw się podsmaża, a dopiero potem wszystko razem zapieka się w piekarniku. Wszyscy lubiący warzywa będą tym daniem zachwyceni.


TREMPÓ to bardzo prosta sałatka z zielonej papryki, pomidora i cebuli. Oczywiście w towarzystwie oliwy i podstawowych przypraw. Jest idealnym daniem w upalne dni. Można jeść ją jako danie główne, wówczas w towarzystwie pieczywa, lub jako dodatek np. do tortilli de patatas


COCA DE TREMPÓ - z wyglądu przypomina nieco pizzę. Ciasto jest przygotowywane ze standardowych składników, czyli mąka, jajko, woda, oliwa; natomiast górna warstwa może przybierać różne postacie. Tradycyjnie na Majorce jest to trampó: papryka, pomidor, cebula i oczywiście oliwa. Bardzo popularną wersją jest też ta z Sa Pobla, gdzie zamiast trampó mamy pimientos asados oraz bakłażana. Jest to wersja bardziej pikantna, ale zdecydowanie warta spróbowania.
Coca jest sprzedawana w piekarniach, w restauracjach, ale też bardzo często robi się ją w domu. Ja miałam okazję spróbować takiej domowej i niestety teraz bardzo brakuje mi tego smaku, a nie wiem, czy się odważę, żeby przygotować ją tutaj w Polsce.


ARRÒS BRUT - tłumacząc na polski - brudny ryż. Nazwa odnosi się do wyglądu tego dania, które jest mieszaniną ryżu, mięsa, wędlin, warzyw i grzybów oraz różnego rodzaju przypraw, a wszystko to zalane aromatycznym wywarem. Niestety nie miałam okazji skosztować, ale z chęcią bym spróbowała.


BERENJENAS RELLENAS - nie jestem pewna, czy jest to danie tradycyjne, ale na pewno bardzo popularne i przede wszystkim nie takie trudne w wykonaniu. Są to bakłażany nadziewane mięsem mielonym z sosem pomidorowym. Proste i smaczne.


ENSAIMADA - czyli coś na deser albo na śniadanie albo na podwieczorek. Ensaimada to nic innego jak słodkie ciastko, a raczej ciacho. Ma kształt ślimaka i zazwyczaj jest posypana cukrem pudrem. Może zawierać jakieś wypełnienie, np. czekoladę, marmoladę lub jakiś krem. Jednak moją faworytką jest ensaimada sucha, którą można maczać w mleku lub w kakao. Mniam.


COCA - znowu coś słodkiego. Nie mylić z coca de verduras. Ta deserowa coca to słynne ciasto z Valldemossy, miasta Chopina. Jeśli jesteśmy na wycieczce w Valldemossie, a jest to obowiązkowy punkt na mapie Majorki, należy spróbować tamtejszej... (hmm, zastanawiam się, jak to odmienić i napisać po polsku, żeby dobrze wyglądało). W każdym razie coca, to coś co musicie tam posmakować. Podobnie jak ensaimada może mieć wypełnienie lub nie, a na wierzchu jest posypana cukrem pudrem.


TARTA DE ALMENDRA - wydaje mi się, że już gdzieś wspominałam, że Majorka to taki migdałowy raj, bo jest drugim na świecie (a mogłaby być pierwszym) producentem migdałów. Nic więc dziwnego, że migdały królują na majorkańskich stołach. Jednym z bardzo popularnych deserów jest tarta de almendra, czyli nic innego jak ciasto migdałowe. Przypomina nieco naszą polską babkę. Z reguły tarta de almendra powinna być wilgotna, a nie sucha jak pieprz. Jadłam dwie wersje. Tę suchą w Sóller, a tę lepszą w jednej z restauracji w Port d'Alcúdia.


Na Majorce mamy jeszcze sopas mallorquinas, czyli różnego rodzaju zupy, escaldums de pollo, espinagadas, sobrasada (przepyszna wędlina) oraz dania typowe dla innych regionów Hiszpanii, m. in. paella, tortilla de patatas, empanadas, ryby, owoce morza. Ale oprócz typowych dań, muszę jeszcze wspomnieć o przekąskach charakterystycznych dla Majorki. Właściwie to napomknę tylko o jednym producencie (nie, nikt mi nie zapłacił za tę reklamę) - Quely - producent różnego rodzaju ciasteczek, słonych i słodkich.

Tzw. QUELITAS funkcjonują jako dodatek do innych dań, np. zamiennik dla pieczywa lub jako osobna przekąska np. na podwieczorek. Nie będę się rozpisywać na temat smaku tych ciasteczek, bo tego nie da się opisać. Trzeba koniecznie spróbować. Tylko ostrzegam, jeśli raz zasmakujecie quelitas, już nie będziecie mogli bez nich żyć. Przed wyjazdem do Polski kupiłam dwie paczuszki. Niestety więcej nie zmieściło się do i tak wypchanej walizki. Jedna paczuszka została pochłonięta natychmiast. Drugą trzymam na czarną godzinę. Niestety Quely nie prowadzi wysyłki poza Hiszpanię :( Ogromna szkoda. A na zdjęciu słodkie ciasteczka María, idealne na śniadanie.


Ponieważ już trochę się rozpisałam, a chciałabym jeszcze podać Wam kilka namiarów na ciekawe restauracje, oszczędzę Wam wywodu na temat napojów na Majorce. Chyba, że wyrazicie taką chęć, to później mogę coś dopowiedzieć :)

A teraz przedstawię Wam kilka miejsc, w których można smacznie zjeść. Nie tylko dania tradycyjne dla Majorki. Jednak na początek muszę zaproponować jedną z tych restauracji, gdzie będziecie mogli skosztować właśnie smaków wyspy.

RESTAURANT CELLER CA'N COSTA
(Calle Sant Vicenç 12, Alcudia)
Tutaj miałam swoje pierwsze poważne spotkanie z kuchnią Majorki. Tutaj też po raz pierwszy, i prawdopodobnie po raz ostatni, jadłam ślimaki. A propos ślimaków. Wszystkim się wydaje, że są charakterystyczne głównie dla kuchni francuskiej, ale warto wspomnieć, że na Majorce istnieje ferma ślimaków i caracoles są bardzo częstym daniem proponowanym w restauracjach.


Próbowałam też lenguas alcaparradas. Coś, czego nie chciałam smakować, ale jakoś się przekonałam i muszę przyznać, że bardzo mi smakowały te języki w kaparach. 
Restaurację zdecydowanie polecam, jeśli szukacie lokalnej kuchni. Obsługa bardzo miła i na pewno doradzi Wam, czego powinniście spróbować. Oczywiście, jak to w takich miejscach bywa, mówią po angielsku i niemiecku, więc nie obawiajcie się, jeśli Wasz hiszpański nie jest na najwyższym poziomie. 

PIERO ROSSI
(Marina Puerto de Alcudia nr 1, lokal 6., Port d'Alcúdia)
Jest to włoska restauracja, więc królują tam głównie pizze i makarony. Ja jadłam tam pizzę i niestety z przykrością mówię, że jadałam dużo lepsze, np. w PICCO (Avenida de s'Albufera 23, Playa de Muro) - restauracja, która serwuje pizze oraz sushi. Jedyne, co niezbyt mi podeszło, to deser - szarlotka, która zupełnie nie miała smaku szarlotki. 



Jednak chyba najlepszą pizzą jaką jadłam do tej pory na Majorce, była ta w Manacorze, w restauracji SA FONDA (Rambla del Rei en Jaume 3, Manacor), którą odwiedziłam podczas pierwszej podróży na Majorkę.


Natomiast jeśli chodzi o jeszcze jakieś restauracyjki w Alcudii, to mogę polecić bar ME GUSTA (Plaça Carlos V 5b, Alcudia). Znajduje się przy placu k. dawnej bramy miejskiej, niby w centrum, ale jednak z dala od tego całego turystycznego zgiełku. Jak smakują tam dania wytrawne, niestety nie wiem, ale ciasto potrójnie czekoladowe było wyśmienite. 


LA CASA GALLEGA 
(Carrer de l'Hostaleria 11, Port d'Alcúdia)
Tutaj przede wszystkim warto spróbować ryb i owoców morza. Oprócz tego, że serwują dania kuchni Galicji (hiszpańskiej Galicji oczywiście) można tam też skosztować wina galisyjskiego, ale także tego z Majorki. Myślę, że warto zjeść w tej restauracji, pomimo tego, że czas oczekiwania może być naprawdę długi. Ja jadłam tam przepysznego morszczuka oraz sałatkę z awokado, co było akurat polecanym daniem dnia. Warto zapytać, co akurat poleca szef kuchni. 

MIRABLAU
(Carretera d'Artà 13, Port d'Alcúdia)
Coś dla tych, którzy lubią od czasu do czasu wpaść do jakiejś luksusowej restauracji. Jest to jedna z hotelowych restauracji z widokiem na morze w Port d'Alcúdia. Oczywiście jest otwarta dla wszystkich, nie tylko dla gości hotelowych. Dania są tutaj pięknie podawane, ale raczej na talerzu zobaczymy więcej porcelany niż jedzenia. Ekspozycja szaszłyka, którego sobie zamówiłam, naprawdę mnie zaskoczyła. Ale sam smak jak najbardziej normalny. Z kolei deser, którym była wspomniana już tarta de almendra, skradł moje podniebienie. Poleciłabym jeszcze jeden deser, ale w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć jego nazwy. W każdym razie był to deser wegański. 


Skoro jesteśmy na terenie Port d'Alcúdia, to wspomnę o dwóch genialnych lodziarniach. LODZIARNIA GARRIDO (Passeig Marítim 32, Port d'Alcúdia) to już legenda. Te lody trzeba po prostu posmakować, jeśli jesteśmy na Majorce. Mają tam najróżniejsze smaki, nawet jabłkowy, ale chyba sorbet cytrynowy jest moim ulubionym. 


A dla tych, którzy lody uważają za tuczące, proponuję alternatywę w postaci mrożonego jogurtu LLAO LLAO (Calle Mariners 13, Port d'Alcúdia). Chociaż można tam też wypić shake'a czy inny koktajl, najpopularniejszy jest deser, którego bazą jest mrożony jogurt. Do niego, w zależności od wielkości porcji, jaką sobie wybraliśmy, dobieramy dodatki: owoce, posypki i/lub polewy. Lokal jest niewielki i mało rozreklamowany, ale zdecydowanie warto tam wejść. 


VINICIUS 
(Avenida Josep Trias 27, Can Picafort)
Kolejna z włoskich restauracji na mapie Majorki, tym razem w Can Picafort. Tutaj nie można nie spróbować którejś z pizz lub jakiejś sałatki, a może tak jak ja lubicie wszelkiego rodzaju makarony? Lasagna wyśmienita. Porcje są w sam raz, żeby się najeść. Tylko obsługa trochę zakręcona, ale bardzo miła. 

CA'S PADRI 
(Carrer Marina 20, Can Picafort)
W tej knajpce podają pyszne domowe jedzenie, czyli np. paella de mariscos. Warto tam się wybrać jakąś większą grupą i zamówić właśnie paellę. Nie będziecie zawiedzeni. Tym bardziej, że możecie zjeść smaczny obiad z widokiem na morze. 


TERRAMEA 
(Passeig Riuet 5, Porto Cristo)
Pamiętacie, jak pisałam o prawdopodobnie największej atrakcji Majorki, czyli Smoczych Jaskiniach? Jeśli planujecie wybrać się tam na wycieczkę, prawdopodobnie i na jakiś lunch się tam zatrzymacie. Można coś zjeść na terenie kompleksu jaskiń, a można też się przejść do centrum Porto Cristo i z widokiem na kanał w Terramea zjeść pyszną sałatkę, a na przystawkę może boquerones en vinagre? Polecam ze względu na przemiłą obsługę i bardzo czekoladowe brownie. 


Ale się dzisiaj rozpisałam. A to i tak nie wszystko, co można by powiedzieć na temat jedzenia na Majorce. Mogłabym się nawet pokusić o stwierdzenie, że tamtejsze jedzenie zmieniło moje życie, a przynajmniej nastawienie do celebracji posiłków. Jemy po to, żeby żyć, ale też żyjemy po to, żeby jeść. 

Mo., dzięki za motywację. Po przeczytaniu Twojego komentarza od razu zabrałam się za pisanie i popatrz ile tego wyszło :)



4 komentarze:

  1. Rozpisałaś się? bardzo się z tego cieszę. Przedstawiłaś wiele przepysznych potraw.
    Wszystkie tamtejsze sałatki są przepyszne. Nie przepadamy za paellą i owocami morza.
    Jednak chleb z oliwą i pomidorami smakuje wybornie. Kupowaliśmy do smarowania coś bardzo podobnego do masła ale zrobione z oliwy z oliwek z czosnkiem. Wyborne mają pesto czosnkowe. Przywieźliśmy trzy puszki. Te wakacje miałam wycięte z życiorysu, może w przyszłym roku uda nam się odwiedzić znowu Majorkę.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oliwa z czosnkiem w formie pasty do smarowania? Brzmi ciekawie. Mnie najbardziej zasmakowały quelitas i oliwki. Oliwki, które kupuję w Polsce nie mają tego samego smaku. Niestety walizka już nie pomieściłaby słoiczków z tamtejszymi oliwkami :(
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Hiszpańskie jedzenie pychota! Pa Amb Oli jest z tomate triturado? Taka tostada con tomate tylko że na chlebie? Tostada con jamón serrano y tomate to dla mnie najlepsze śniadanie świata!
    Ostatnio jak wracałam z Hiszpanii to w walizce miałam cztery kilo krewetek, kilka opakowań jamona, kilka gatunków sera, puszki z owocami morza, chorizo, fuet a nawet paluszki krabowe. Byłam tylko cztery dni więc ciuchy, aparat i laptopa upchnęłam w małym plecaku.
    Un abrazo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My używaliśmy do pa amb oli tomate ramallet. Wcierało się je w chleb, przyprawiało solą i polewało oliwą. Można też było jeść w formie tostów, np. taki chlebek z grilla. Pychotka.
      Moja następna podróż do Hiszpanii też będzie z prawie pustą walizką, żeby móc do niej wepchnąć jak najwięcej tamtejszego jedzenie :)
      Un abrazo

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)