Sueños


Podróżnicze cele i marzenia


Jeszcze niedawno wisiała tutaj jakaś niepełna lista moich podróżniczych marzeń. Nie była w pełni dopracowano. W rzeczywistości była zupełnie nieprzemyślana. Aż do dzisiaj. Spojrzałam na nią i stwierdziłam, że, owszem, chciałabym zobaczyć te miejsca, chciałabym tam być i poczuć ich atmosferę, ale... Nie tego chcę od życia. Nie to powinno być głównym celem podróży. Nie chcę po prostu odhaczać kolejnych punktów z listy. Nie chcę biegać w poszukiwaniu czegoś, co może mnie rozczarować, omijając tym samym to, co mogłoby rozpromienić wspomnienia. W drodze pragnę cieszyć się każdą chwilą. Nie zważać na to, że tango w Argentynie jest na razie gdzieś poza moim zasięgiem. Przecież istnieje tyle pięknych miejsc, o których nie mam pojęcia, a które równie dobrze mogłyby być spełnieniem moich marzeń. 

Marzenia są piękne. Warto je mieć. Warto dążyć do ich spełnienia. Ale czasem tylko pozornie są drogą do szczęścia. Nie zawsze to, co wydaje nam się, że mogłoby dać nam szczęście, nam je daje. Jesteśmy tylko ludźmi. Możemy się mylić. Szczęścia wcale nie trzeba szukać w nie wiadomo jakich marzeniach. Czasami szczęście jest tuż obok. Trzeba je tylko dostrzec. Należy nauczyć się patrzeć na świat. Słuchać co do nas mówi. Poczuć jego rytm. Takie też powinny być podróże. Bez pośpiechu. A podróżnik powinien być otwarty na nowe doznania.

Nie, nie jestem podróżnikiem. Jeszcze mi do niego daleko. I wcale nie dążę do tego, by nim zostać. Chcę po prostu cieszyć się życiem. Chcę się cieszyć podróżami, wycieczkami długimi i tymi krótkimi. Bez pośpiechu odkrywać świat, który piękny jest sam w sobie. 

Nie mówię też, że moja lista marzeń podróżniczych wylądowała w koszu na śmieci. Nadal leży ukryta gdzieś między kartami notatnika. Nadal będę do niej wracać, coś wykreślać, coś odhaczać, coś dopisywać. Ale nie będzie ona w żaden sposób wyznacznikiem podróżniczych destynacji. Gdzie dotrę, tam dotrę. Gdzie się nie uda, no trudno, tak pewnie miało być.