20 września 2015

Zapach pergaminu #10 Co się moczy, susząc?

Na pewno każdy z nas ma jakąś swoją listę marzeń większych i mniejszych, które chciałby spełnić przed śmiercią. Jednak nie każdy ma możliwość (głównie mam tutaj na myśli sytuację materialną) osiągnięcia tych bardziej wymagających (czyt. droższych) celów. Ale co byście powiedzieli, gdyby przyjaciel zaproponował Wam, że wszystkie koszty bierze na siebie, a Wy się macie po prostu bawić?

lubimyczytac.pl

Karl Pilkington jest dobrze znaną osobowością w brytyjskiej telewizji. Dostaje propozycje występów w wielu programach i filmach. Jest producentem radiowym. Pisze również książki. Najbardziej rozpoznawalną pozycją jest Idiota za granicą. Ale ja tym razem sięgnęłam po drugą część przygód Idioty czyli Dalsze przygody idioty za granicą. Książkę kupiłam po okazyjnej cenie. I powiem szczerze, że nim po nią sięgnęłam, o istnieniu Karla nie miałam zielonego pojęcia. 

W pierwszej części swoich przygód, Karl zwiedzał glob tropem siedmiu cudów świata. Tym razem jego przyjaciele namówili go, by spróbował spełnić przedśmiertne marzenia. Trzeba zaznaczyć, że lista marzeń nie została stworzona przez Karla, a jest to po prostu lista najczęstszych marzeń, które ludzie chcieliby spełnić nim odejdą z tego świata. 

Bohater ma to do siebie, że podróży nie lubi. Woli siedzieć w domu, gdzie czuje się bezpiecznie. Także na każdym kroku dostrzegamy jego pesymizm i sceptycyzm, co niestety bardzo mnie irytowało. Ale udało mu się to nadrobić trafnymi uwagami na temat rzeczywistości.

Książka jest podzielona na siedem części, nie wliczając w to wstępu i podsumowania. Każda z tych części jest oddzielną podróżą do spełniania, któregoś z marzeń. Ale dążąc do głównego celu, Karl zahacza również o inne atrakcje, które także znalazły się na liście marzeń przedśmiertnych.

Bezludna wyspa. Kto nie marzył o tym by znaleźć gdzieś po środku oceanu bezludną wyspę (słoneczną, z szeroką plażą i egzotyczną dżunglą) i poczuć się przez jeden dzień jak Robinson Crusoe lub Tom Hanks w filmie Cast Away? A może przytrafiłaby się jakaś przygoda w stylu Zagubionych? Tylko czy będąc na takiej bezludnej wyspie, nadal można ją nazywać bezludną?

Oglądanie wielorybów na wolności. Wyprawa sama w sobie jest pięknym czasem, kiedy nasze plany stają się rzeczywistością, kiedy wreszcie spełniają się nasze marzenia. I to właśnie o samej wyprawie najwięcej się mówi. Gdzie się było, co się widziało, co się jadło itd. Ale każdy podróżnik wie, że wyprawa nie zaczyna się w momencie, gdy staniemy na szlaku, ale znacznie wcześniej. Pomysł jest początkiem. A drugim etapem są przygotowania, m.in. pakowanie ubrań:
Czy kiedykolwiek dostaliście ubranie, które was zestresowało? Przed wyprawą na Alaskę dostałem grubą kurtkę. Po jej wewnętrznej stronie musiałem napisać swoje imię, nazwisko, numer telefonu do kontaktu w razie wypadku i... grupę krwi. Imię, nazwisko i telefon mogą się przyda, gdy zostawię gdzieś kurtkę, ale po co grupa krwi? Nawet jej nie znam. Nie mogłem uwierzyć, że nie potrafię odpowiedzieć na pytanie zadane przez kurtkę! Umówiłem się na wizytę lekarską, by zrobić test, a kiedy lekarz zapytał, dlaczego chcę znać swoją grupę krwi, odpowiedziałem, że moja kurtka chce to wiedzieć!
Route 66. Prosta droga. Żadnych samochodów, żadnych sygnalizacji świetlnych, żadnych dziur. Błyszczący Harley i wiatr we włosach. Wolność. To jest jedyne co na razie mogłoby mnie zachęcić do wyjazdu do Stanów. Ameryka jest inna niż Europa. Nowoczesna. Za wszelką cenę pragnie się wyróżnić. Wszystko jest tam ogromne.
Nawet gołębie miały szersze klaty niż te londyńskie.
Dlatego Karl za kierownicą Smarta na Route 66 musiał wyglądać przekomicznie.

Szczyt Fudżi. Japonia. Technologia na najwyższym poziomie. Świat zautomatyzowany do bólu. I człowiek. Zapracowany, ale nie przepracowany. Może to pozytywny skutek medytacji i oczyszczenia umysłu, który jest przeładowany informacjami napływającymi zewsząd?
Kiedyś potrzebowaliśmy jedynie małych karteczek przyklejonych na lodówce. Teraz lodówki stały się ogromne, ale nie po to, żeby pomieścić więcej jedzenia, lecz aby dało się nakleić więcej karteczek na drzwiach.
Chyba nie bardzo udało mi się opisać, co można znaleźć w książce. Ale to jest trochę inna książka, niż te, które czytywałam do tej pory. Jest motyw przewodni - przedśmiertna lista marzeń. Jest droga - spełnianie tych marzeń. I jest mnóstwo przemyśleń na temat samych marzeń, jak i rzeczywistości. I wiecie co? Kiedy zaczynałam czytać książkę, miałam nadzieję odbyć książkową podróż po najróżniejszych zakątkach świata. A się okazało, że wcale nie na miejscach skupiałam największą uwagę, a na spostrzeżeniach bohatera. Wydaje mi się, że świat potrzebuje pesymistów, bo ich spojrzenie na rzeczywistość jest proste, a jednak skłaniające do zatrzymania się i docenienia małych rzeczy. Ileż to razy podczas lektury tej książki mówiłam w myślach: racja, faktycznie, rzeczywiście...

Przeważnie sięgam po książki, które aż kipią energią. Tym razem trafiłam na zupełnie innego bohatera, który jest tak różny ode mnie. Irytowało mnie to, ale też udało mi się spojrzeć na świat z innej strony, z tej, której jeszcze nie znałam.

I na koniec przedstawiam Wam pomysł Karla Pilkingtona.
...zamiast uczyć dzieci w szkole różnych języków obcych, powinniśmy uczyć je alfabetu Braille'a. W dzisiejszym świecie ważne jest oszczędzanie energii, a książki wydrukowane w ten sposób można czytać w ciemności.
Ja jestem jak najbardziej za. Mimo wszystko, jednak języków obcych bym nie wycofywała ze szkół.

Uff, skończyłam. Nic mi się nie chciało kleić. Post w ramach akcji Międzyblogowego Kącika Czytelniczego. A co do pytania postawionego w tytule - odpowiedź w książce :)

10 komentarzy:

  1. Bardzo, ale to bardzo przyciągająca, jak dla mnie recenzja książki. I chciałabym ją przeczytać.
    Ciekawa puenta z tym Braill'em ;)
    A co do Stanów - a myślałam, że ja Cię choć troszkę do nich przekonałam (zwłaszcza Georgią), a tu proszę - Route 66 ;) Ale wybaczam, też bym się samą tą drogą przekonała ;))))
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Georgia jest zaraz na drugim miejscu ;)

      Usuń
  2. Znam - typowo angielski humor. Doskonale odnajduję tu klimaty... Hobbita!
    Czasami nurtuje mnie pytanie czemu autorowi zabrakło odwagi, by przekroczyć granice politycznej poprawności i napisać to co faktycznie myśli, bo że tak myśli, to wynikało z kontekstu danego opisu, bał się o ostracyzm na Wyspach, czy może o krytyczne opinie recenzentów?
    W każdym razie przeczytać warto.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja zdecydowanie bardziej lubię słuchać Karla niż Go czytać. I jestem fanką Jego ciętych ripost :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kompletnie nie znam i nie słyszałam o tej książce. Zachęciłaś mnie do jej przeczytania...Chociaż nie wyobrażam sobie podróżować i tego szczerze nienawidzić!:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój przyjaciel byłby biedny:) A książka musi być zabawna. "Pytanie zadane przez kurtkę..."padłam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Języki obce w szkołach...
    Cóż, trafiają się dobrzy nauczyciele, ale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyciele owszem trafiają się dobrzy i to nawet często, tylko że problem tkwi w programie nauczania. Nie żebym się na tym specjalnie znała, ale biorąc pod uwagę to, na co jest nacisk w szkołach publicznych, a jak się uczy w szkołach językowych, trzeba przyznać, że języki w polskich szkołach leżą...

      Usuń
  7. Zabawne spostrzeżenia, ale chyba z tych zacytowanych fragmentów mogę stwierdzić, że autor ma wiele racji, choć czasem wydaje się to bardzo abstrakcyjne :P

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)