Polecane posty

Tam gdzie światło nie dociera

Od kilkunastu dni próbuję się zmobilizować no napisania czegoś sensownego i po prostu mi nie idzie. Zaczynało się od genialnego planu, że siadam i piszę, nawet w kalendarzu sobie zapisywałam, żeby nie zapomnieć, że powinnam się zająć blogiem. Natomiast na tym genialnym planie zazwyczaj się kończyło, bo choć bardzo chciałam, nie wiedziałam o czym mam pisać. Tematów mam dużo. W tym samym kalendarzu mam całą listę miejsc, o których jeszcze Wam na blogu nie wspominałam. Natomiast nic mnie jakoś skutecznie nie przyciągało, toteż ciągle to pisanie odkładałam w czasie. Dzisiaj również miałam kilka podejść, które zakończyły się po prostu zamknięciem laptopa. Ale wreszcie otworzyłam kalendarz na stronie z pomysłami na blogowe wpisy i chyba nareszcie wiem, o czym napiszę.

O niczym i o wszystkim

W sezonie letnim, w nawale pracy, brakuje mi czasu, siły i energii na regularnie blogowanie. Ale bywają momenty, że zmuszam się i siadam przed komputerem i piszę i dopiero wówczas uświadamiam sobie jak bardzo tęskniłam za pisaniem i blogowaniem. Piszę i cieszę się tym procesem. Bo pisanie jest niczym terapia. Pozwala poukładać myśli. Pozwala wypowiedzieć opinie. Chociaż czasami słowa przychodzą z trudem, tworzenie wpisów na bloga to dla mnie wspaniała odskocznia od codzienności i daje mi mnóstwo radości. Ale nie o pisaniu samym w sobie chciałam dzisiaj pisać, a generalnie o blogowaniu.

Z Ordino do La Massana czyli jak sobie po Andorze spacerowałam

Ostatnio ni z tego ni z owego na myśl przyszła mi Andorra i aż trudno było mi samej uwierzyć, że tam byłam, więc wróciłam do zdjęć i do wspomnień i postanowiłam, że jak będę miała troszkę więcej wolnego czasu, to koniecznie muszę dokończyć na blogu tę andorańską opowieść.

Angielska wieś, na której nic nie ma?

Zanim zaczęłam marzyć o Hiszpanii, marzyłam o Anglii. Chciałam polecieć do Londynu, poczuć jego klimat, który zauroczył mnie w wielu filmach i powieściach. Chciałam zobaczyć angielską wieś, która jawiła mi się jako romantyczna oaza spokoju i sielskości. Kiedyś nawet już byłam bardzo blisko wyjazdu do angielskiej stolicy, w portfelu nawet już miałam funty, ale los postanowił inaczej i ostatecznie Anglia jeszcze długie lata musiała na mnie poczekać (albo ja na nią :D). Z czasem to marzenie nieco wyblakło i pojawiły się na horyzoncie inne ciekawsze destynacje. Lubię sobie powtarzać, że wszystko dzieje się po coś. I pewnie tak właśnie było z tym oczekiwaniem na Anglię. Bo chociaż do Londynu nadal nie dotarłam, na początku tego roku miałam okazję zobaczyć angielską wieś z moich wyobrażeń i to jeszcze w doborowym towarzystwie Mo. Co więcej, mogłam osobiście poznać kolejną blogową koleżanką - Martę, której z tego miejsca jeszcze raz bardzo bardzo dziękuję za gościnę i niezapomniany czas.

Roweropodróże ~ recenzja reportaży rowerowych

Dzisiaj Światowy Dzień Roweru, więc jest to moment idealny na publikację wpisu, który już od bardzo dawna czeka na swoją kolej. Poza tym dawno nie wspominałam o żadnych reportażach podróżniczych, więc tym bardziej zachęcam Was do zapoznania się najpierw z moją recenzją, a później z samymi reportażami.

Popularne teraz

instagram