Polecane posty

Ach, ta sielskość, angielskość

Sezon w turystyce powolutku zmierza ku końcowi, a to znaczy, że moje wakacje są coraz bliżej i coraz częściej łapię się na fantazjowaniu o podróżach. Mam tyle pomysłów i marzeń podróżniczych, że nie wiem od czego zacząć. Zauważyłam jednak, że wśród tych marzeń przodują przede wszystkim Wyspy Brytyjskie. Nasza lutowa z Monią podróż do Szkocji i Anglii obudziła moją dawną fascynację tym kierunkiem i nie przestaję szukać brytyjskich inspiracji podróżniczych, a tych jest cała masa. Ale zanim przyjdzie czas na nowe doświadczenia, czas najwyższy wrócić do wspomnień z tej zimowej podróży, bo za niedługo minie calutki rok, a ja na razie głównie o Edynburgu zdążyłam Wam opowiedzieć i to jeszcze nie w całości. Ponieważ Monia niedawno pisała o Yorku, nie chcę na razie powielać tematu i tym razem zabiorę Was na spacer po zielonych terenach deszczowej Anglii. Może ten deszcz nie brzmi zbyt zachęcająco, ale muszę Wam powiedzieć, że ja byłam nim zachwycona, bo właśnie na taką mokrą pogodę tam liczyłam, a jak może pamiętacie, Edynburg to nas kompletnie zaskoczył pięknym słońcem w środku zimy.

Zamek w Oporowie czyli romantyczna odsłona gotyku

Kiedyś bardzo popularne były różnego rodzaju albumy tematyczne z najpiękniejszymi miejscami w Polsce lub na świecie. Później nastała era komputerów i takie zestawienia można było znaleźć na przykład na płytach CD. Miałam taką jedną płytę z zamkami w Polsce; były na niej zdjęcia i opisy większości zamków. Dzisiaj wszystko można znaleźć w sieci. I choć przez te wszystkie lata technologia bardzo się zmieniła, moja fascynacja zamkami nadal jest taka sama. Zamki od zawsze były moim ulubionym elementem podróży, w szczególności te średniowieczne z czerwonej cegły, a w Polsce jest ich co niemiara.

Tam gdzie światło nie dociera

Od kilkunastu dni próbuję się zmobilizować no napisania czegoś sensownego i po prostu mi nie idzie. Zaczynało się od genialnego planu, że siadam i piszę, nawet w kalendarzu sobie zapisywałam, żeby nie zapomnieć, że powinnam się zająć blogiem. Natomiast na tym genialnym planie zazwyczaj się kończyło, bo choć bardzo chciałam, nie wiedziałam o czym mam pisać. Tematów mam dużo. W tym samym kalendarzu mam całą listę miejsc, o których jeszcze Wam na blogu nie wspominałam. Natomiast nic mnie jakoś skutecznie nie przyciągało, toteż ciągle to pisanie odkładałam w czasie. Dzisiaj również miałam kilka podejść, które zakończyły się po prostu zamknięciem laptopa. Ale wreszcie otworzyłam kalendarz na stronie z pomysłami na blogowe wpisy i chyba nareszcie wiem, o czym napiszę.

O niczym i o wszystkim

W sezonie letnim, w nawale pracy, brakuje mi czasu, siły i energii na regularnie blogowanie. Ale bywają momenty, że zmuszam się i siadam przed komputerem i piszę i dopiero wówczas uświadamiam sobie jak bardzo tęskniłam za pisaniem i blogowaniem. Piszę i cieszę się tym procesem. Bo pisanie jest niczym terapia. Pozwala poukładać myśli. Pozwala wypowiedzieć opinie. Chociaż czasami słowa przychodzą z trudem, tworzenie wpisów na bloga to dla mnie wspaniała odskocznia od codzienności i daje mi mnóstwo radości. Ale nie o pisaniu samym w sobie chciałam dzisiaj pisać, a generalnie o blogowaniu.

Z Ordino do La Massana czyli jak sobie po Andorze spacerowałam

Ostatnio ni z tego ni z owego na myśl przyszła mi Andorra i aż trudno było mi samej uwierzyć, że tam byłam, więc wróciłam do zdjęć i do wspomnień i postanowiłam, że jak będę miała troszkę więcej wolnego czasu, to koniecznie muszę dokończyć na blogu tę andorańską opowieść.

Popularne teraz

instagram