Polecane posty

Manacor - najnudniejsze miasto na mapie Majorki?

Na Majorkę nareszcie zawitała jesień. Tak jak jestem osobą ciepłolubną, tak w tegoroczne lato mnie wykończyło. Nie dość, że pracy było mnóstwo, to jeszcze te upały, które nie chciały odpuścić. Jak długo mieszkam na Majorce, tak gorącego lata jeszcze nie było. Toteż tym razem naprawdę z niecierpliwością czekałam na jakiś deszcz, albo choćby najmniejszą chmurkę. No i jak tylko zrobiło się przyjemniej, wróciła mi ochota, żeby ponownie wyspę zacząć eksplorować. Ponieważ o najpopularniejszych miejscach sporo już tutaj pisałam, dzisiaj zabiorę Was do miasta, gdzie mało który turysta dociera, no chyba że jest ogromnym fanem tenisa.

Artà - powrót po latach

Są takie miejsca na Majorce, gdzie bywałam bardzo często, ale jakoś nigdy nie napisałam o nich na blogu. Jednym z nich jest miasteczko Artà. Swego czasu przyjeżdżałam tam przynajmniej raz w tygodniu. Jednak nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, by coś więcej opowiedzieć o tym miejscu, bo wydawało mi się po prostu nudne, zwyczajne, codzienne. Co prawda wspominałam kilkukrotnie o Arcie, ale nigdy nie stworzyłam osobnego wpisu, no i chyba właśnie nadszedł ten moment, aby nadrobić zaległości. Bo chociaż na pierwszy rzut oka Artà jest pospolitym miasteczkiem, ma też swój urok.

Spacer po Blanchland

Dzisiaj mam taki trochę jesienny nastrój. Rano zrobiłam sobie pierwszą w tym sezonie herbatkę, bo poranki na Majorce są teraz dość chłodne, więc potrzebowałam czegoś otulającego. Oczywiście w tym momencie znowu jest już okropnie gorąco, ale jednak powolutku i tutaj da się odczuć koniec lata. Przy herbatce odpisałam na Wasze komentarze i przy okazji przeczytałam również mój ostatni wpis, który zainspirował mnie do kontynuacji tych angielskich opowieści. Zapraszam Was na spacer po urokliwej mieścinie wyjętej wprost z epoki regencji.

Ach, ta sielskość, angielskość

Sezon w turystyce powolutku zmierza ku końcowi, a to znaczy, że moje wakacje są coraz bliżej i coraz częściej łapię się na fantazjowaniu o podróżach. Mam tyle pomysłów i marzeń podróżniczych, że nie wiem od czego zacząć. Zauważyłam jednak, że wśród tych marzeń przodują przede wszystkim Wyspy Brytyjskie. Nasza lutowa z Monią podróż do Szkocji i Anglii obudziła moją dawną fascynację tym kierunkiem i nie przestaję szukać brytyjskich inspiracji podróżniczych, a tych jest cała masa. Ale zanim przyjdzie czas na nowe doświadczenia, czas najwyższy wrócić do wspomnień z tej zimowej podróży, bo za niedługo minie calutki rok, a ja na razie głównie o Edynburgu zdążyłam Wam opowiedzieć i to jeszcze nie w całości. Ponieważ Monia niedawno pisała o Yorku, nie chcę na razie powielać tematu i tym razem zabiorę Was na spacer po zielonych terenach deszczowej Anglii. Może ten deszcz nie brzmi zbyt zachęcająco, ale muszę Wam powiedzieć, że ja byłam nim zachwycona, bo właśnie na taką mokrą pogodę tam liczyłam, a jak może pamiętacie, Edynburg to nas kompletnie zaskoczył pięknym słońcem w środku zimy.

Zamek w Oporowie czyli romantyczna odsłona gotyku

Kiedyś bardzo popularne były różnego rodzaju albumy tematyczne z najpiękniejszymi miejscami w Polsce lub na świecie. Później nastała era komputerów i takie zestawienia można było znaleźć na przykład na płytach CD. Miałam taką jedną płytę z zamkami w Polsce; były na niej zdjęcia i opisy większości zamków. Dzisiaj wszystko można znaleźć w sieci. I choć przez te wszystkie lata technologia bardzo się zmieniła, moja fascynacja zamkami nadal jest taka sama. Zamki od zawsze były moim ulubionym elementem podróży, w szczególności te średniowieczne z czerwonej cegły, a w Polsce jest ich co niemiara.

Popularne teraz

instagram