30 października 2020

I jak tu nie polubić Llubí?

Duże miasta są fajne, bo jest w nich sporo atrakcji i raczej nie można się nudzić, jest sporo zabytków, muzeów, kafejek, restauracyjek, czyli wszystko to, czego potrzebuje turysta. Jednak duże miasta na dłuższą metę są męczące. Czasami aż zbyt wiele nam oferują i trudno się na coś zdecydować, a w konsekwencji zniechęcamy się i szybko stamtąd uciekamy. Co innego malutkie miasteczka, a już tym bardziej wieś. Niby nic tam nie ma. Jeden niewielki placyk przy kościele i jeden bar. Mieszkańcy trochę dziwnie na ciebie patrzą, bo od razu widać, że nietutejszy; przecież wszyscy się tam znają na wylot. Poza tym wspomnianym kościołem, zabytków nie ma żadnych. Innych atrakcji też nie uświadczysz. A mimo to, spędzisz tam spokojne, ciekawe popołudnie. 

23 października 2020

Sineu ~ najstarsze miasteczko centralnej Majorki

Niedawno mieliśmy długi weekend w Hiszpanii i postanowiłam jakoś wykorzystać ten dodatkowy dzień wolny. Padło na niedługą i spokojną wycieczkę po centralnej części wyspy. A dokładniej, dotarłam do dwóch miasteczek i przy okazji zrobiłam sobie nieplanowany wcześniej trekking po obrzeżach jednego z nich. Jednak dzisiaj opowiem Wam jedynie o spacerze uliczkami Sineu. Chciałam opisać oba miejsca w jednym poście, ale ostatecznie je rozdzieliłam ze względu na zatrważającą ilość zdjęć...

15 października 2020

Puig de Randa

Jesień już na dobre zadomowiła się na Majorce. Coraz częściej pada. Temperatury spadają. Jednym słowem, pogoda jest dość niepewna i trudno cokolwiek planować z dużym wyprzedzeniem. Ale dobre w tym wszystkim jest to, że wreszcie można wyruszyć na szlak bez obawy przed udarem słonecznym lub nagłym omdleniem na skutek zbyt wysokiej temperatury. Kurtkę przeciwdeszczową na wszelki wypadek można zapakować do plecaka, a w samochodzie zostawić jakieś ciuchy na zmianę, gdyby zaszła taka potrzeba. No i warto też pamiętać o butach, co mnie tym razem zupełnie wyleciało z głowy i koniec końców i tak musiałam wrócić wcześniej do domu, bo gdy zaczęło padać, w butach zrobiło mi się jezioro. Inna kwestia, że nie mam tutaj butów odpowiednich na takie deszczowe eskapady, toteż tak bardzo martwiłam się, żeby deszcz nie popsuł mi planów. Na szczęście główny punkt wycieczki udało się zrealizować jeszcze zanim ciemne chmury dotarły na południowy - zachód wyspy.