Andorra - wyjątkowy kraj na mapie Europy

W zeszłym roku była u mnie dość mała różnorodność jeśli chodzi o podróże, toteż w tym roku postanowiłam to nieco zmienić i idąc za ciosem szkockich wojaży, wybrałam się na krótki wypad do Andorry. Nie wiem skąd pojawił mi się pomysł, żeby pojechać akurat tam, ale nie żałuję, bo kraj choć malutki i mało znany, jak najbardziej wart odwiedzenia.

Inspirujący Edynburg

Do tego wpisu niełatwo było mi się zabrać, bo jak już opadły powyjazdowe emocje, opadł też zapał do pisania. Wiem jednak, że już niedługo nie będę miała tak dużo wolnego czasu i pisanie będzie jeszcze trudniejsze, więc mobilizuję się teraz i mam nadzieję, że jak już zacznę, to potem pójdzie z górki...

Blankenese - elegancka dzielnica Hamburga

Dzisiaj zabieram Was do kolejnego labiryntu urokliwych zaułków, jednak zupełnie zmienimy klimat. Zamiast błękitnego nieba i złotego słońca będzie mgła i słota. A białe domki Altei ustąpią miejsca kolorowym budynkom Blankenese. I chociaż atmosfera będzie mniej egzotyczna, gwarantuję, że i tutaj można doświadczyć wielu zachwytów.

Wieżyca - najwyższy szczyt na Kaszubach

Mówi się cudze chwalicie, swego nie znacie. Pisałam tutaj o moich wielodniowych wyprawach po różnych zakątkach Europy. Odkrywałam skrupulatnie perełki Majorki. Ale Kaszuby, z których pochodzę, jakoś zeszły na drugi a nawet i dalszy plan na tym blogu. Jednak w tym przypadku to nie dlatego, że nie znam i nie zwiedzam najbliższej okolicy, ale dlatego, że w wielu miejscach byłam już tyle razy, że zapomniałam, że mogą to być miejsca ciekawe dla turysty z innych regionów Polski. Więc, żeby nieco wyrwać te Kaszuby z otchłani zapomnienia, dzisiaj pokażę Wam jedno z najważniejszych miejsc na mapie regionu.

W Hamburgu na herbatce

Kiedy zakładałam tego bloga, nie miałam co do niego wielkich planów ani ogromnych nadziei. Chciałam po prostu pisać i pokazywać ciekawe miejsca. Wówczas nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę kiedyś mieszkać na Majorce i że dzięki blogowi poznam tak wspaniałych ludzi. Minęło już ponad dziesięć lat, a ja nadal tu jestem i piszę i dzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat podróży. Co prawda niekiedy trochę mi zajmuje, żeby opublikować coś nowego, ale zawsze wracam.

Andratx - tam gdzie czas się zatrzymał

Mówi się, że gmina Andratx należy na Majorce do najbardziej rozwiniętych turystycznie. Nadmorskie miasteczka w tym rejonie wyspy są jednymi z najczęściej wybieranych przez przyjezdnych. Ale w odróżnieniu do miejscowości na wybrzeżu, miasteczko Andratx jest niepozorną mieściną, która skrywa się w cieniu turystycznych kurortów. Jest niezwykle spokojnym miasteczkiem, gdzie na każdego przyjezdnego patrzy się z ciekawością, gdyż turyści spacerujący uliczkami Andratx raczej należą do rzadkości. A przynajmniej takie właśnie wrażenie odniosłam.

Italia 2024: spokojna niedziela w Padwie

Po szalonym i długim dniu w Weronie, na kolejny dzień planów nie miałyśmy żadnych. Długi i spokojny poranek, a podczas śniadania miałyśmy się zastanowić, co robimy. No i wymyśliłyśmy. Jedziemy do Vicenzy, której już nie udało nam się zaliczyć w drodze powrotnej z Werony. Patrzymy na rozkład jazdy pociągów, potem szybkie spojrzenie na zegarek... Mamy jakieś pół godzinki, żeby się zebrać i złapać pociąg. Zrywamy się w ekspresowym tempie, przygotowujemy kanapki i wychodzimy. Powiem Wam, że jeszcze nigdy nie udało nam się tak szybko zorganizować. Na szczęście na dworzec miałyśmy 3 minuty, więc dotarłyśmy tam w mgnieniu oka. Jako że czas nas gonił, od razu skierowałyśmy się do automatów w celu zakupienia biletów. No i w momencie gdy transakcja została zaakceptowana, moja towarzyszka patrzy na monitory: nasz pociąg do Vicenzy odwołany. Kolejny też i następne w inne kierunki również. Stuknęłyśmy się w czoło: no tak, strajk, przecież wczoraj w pociągu ogłaszali ten strajk, a my zupełnie o tym zapomniałyśmy, bo nawet nie próbowałyśmy zapamiętać, w tamtym momencie stwierdziłyśmy, że ta informacja nas nie dotyczy. A wiecie co jest najzabawniejsze w tej sytuacji? Że za każdym razem zanim kupiłyśmy jakiekolwiek bilety, najpierw sprawdzałyśmy na dworcu, czy nasz pociąg istnieje... Ten jeden jedyny raz tego nie zrobiłyśmy i się wkopałyśmy. Ale nie my jedne okazałyśmy się takimi ignorantami. Do okienka kasowego stała długa kolejka pasażerów próbująca przebukować swoje bilety. My zdecydowałyśmy się na całkowitą anulację, bo tego dnia już nie chciałyśmy ryzykować, a na kolejne dni, miałyśmy już inne plany. Widocznie to nie był nasz moment na Vicenzę. Najpierw Werona tak bardzo nas pochłonęła, że na Vicenzę nie starczyło już czasu, a potem ten strajk. Ale przynajmniej jest po co wracać.

Italia 2024: Werona - miasto Julii

Kto nie zna historii tragicznej miłości Romea i Julii? Historii, która wyniosła Szekspira do rangi jednego z najwybitniejszych dramaturgów. Historii, która dzisiaj przyciąga tłumy do włoskiej Werony. Mnie również oczarowała. Poniekąd za sprawą jej wyjątkowości, a poniekąd dlatego, że główna bohaterka jest moją imienniczką. Niegdyś opowieść o związku między Romeem a Julią wydawała mi się piękną historią miłości. Dzisiaj odbieram ten dramat raczej jako historię o młodzieńczym szaleństwie. Niemniej jakie by nie były interpretacje i opinie, postacie Romea i Julii na stałe zapisały się w popkulturze, a dzięki nim Werona stała się prawdopodobnie jednym z najczęściej odwiedzanych włoskich miast. No bo któż by nie chciał stanąć pod słynnym balkonem Julii?

Ermita de Santa Llucia - trekking jak z horroru

Zaczął się listopad, miesiąc kojarzący się (wcale nie bezpodstawnie) z cmentarzami, więc przyszło mi do głowy, że opowiem Wam o wycieczce w iście listopadowym klimacie, choć sama wyprawa miała miejsce jeszcze we wrześniu.

Praga - przedsmak podróży, która do ostatniej chwili stała pod znakiem zapytania

Wstałam dzisiaj o 4:30, bo praca mnie wzywała. Myślałam, że szybko pójdzie, jak zawsze i jeszcze przed siódmą będę z powrotem w domu i trochę odeśpię przed kolejną zmianą. Jednak jak wróciłam do domu, była już prawie ósma i stwierdziłam, że teraz to już nie ma sensu kłaść się do łóżka, więc dokończyłam kilka biurowych spraw, a potem coś mnie tchnęło i weszłam na bloga Moniki nadrobić czytelnicze zaległości. Mo. ma w sobie niesamowitą moc zarażania innych optymizmem i pozytywną energią, toteż po przeczytaniu kilku wpisów, energia tak mnie zaczęła rozpierać, że weszłam na własnego bloga i zaczęłam pisać, choć jeszcze do końca nie wiedziałam o czym tak właściwie chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Zaległości z relacjami mam tak ogromne, że aż nie wiem, czego mam się złapać. Dobrze, że prowadzę taki kajecik, gdzie zapisuję wszystkie pomysły na blogowe wpisy. Po przestudiowaniu wszystkich zapisków, stwierdzam, że najwyższy czas, abym opowiedziałam Wam o mojej jesiennej wyprawie do Włoch. Ale zanim to nastąpi, przerwa na krótki przystanek w czeskiej Pradze.

Hiszpania dzień 30: Barcelona poza turystycznym szlakiem

Skoro widziałyśmy już najważniejsze miejsca w centrum Barcelony, teraz czas na obrzeża, skąd możemy podziwiać panoramę całego miasta. W planie były dwie góry: Montjuic oraz Tibidabo. Do tej pierwszej miałam już podejście w 2019 roku. Na drugą nie było wtedy czasu i to właśnie od niej teraz zaczynamy.

Hiszpania dzień 29: Barcelona szlakiem Gaudiego

Końcówka naszej podróży i wreszcie zaczęłam się porządnie wysypiać i aż emanowałam niekończącymi się zasobami energii na zwiedzanie. I pomimo tego, że to nie było moje pierwsze spotkanie z Barceloną i wiele słynnych miejsc już widziałam, z dużym entuzjazmem podeszłam do powtórnego odkrywania tego miasta. Tego dnia skupiłyśmy się na centrum i najważniejszych, czyli tych najpopularniejszych miejscach, głównie związanych z artystyczną działalnością Gaudiego.

Hiszpania dzień 27: Zaragoza

Do Saragossy (czy też z hiszpańskiego Zaragozy) dojeżdżamy jeszcze przed 5:00 rano, nieco wcześniej niż wskazywał na to rozkład jazdy autobusów. Tym razem brak jakichkolwiek opóźnień na trasie był nam trochę nie w smak. Dworzec zamknięty na cztery spusty. Większość barów też będzie się otwierać nieco później. Tyłki ratuje nam niewielka poczekalnia. Niestety pomimo tego, że sala była zadaszona i miała cztery ściany, na przeszywający chłód nie dało się nic poradzić. Przeczekujemy tam do otwarcia dworca. Te kilkadziesiąt minut dłużyło się w nieskończoność. Nieprzespana noc, ja zakatarzona, chłód, zimne metalowe krzesełka... Nocne transfery wcale nie są takie fajne...

Spacer po magicznym lesie Miramar

1 marca świętowaliśmy na Majorce Dzień Balearów. Z tej okazji postanowiłam Wam przypomnieć o pięknie Majorki i jej różnorodności. Zabieram Was więc na krótką wycieczkę po Tramuntanie.

Hiszpania dzień 26: Segovia

Nauczone doświadczeniem bilety na pociąg do Segovii kupujemy dzień wcześniej, aby w dniu podróży nie było niespodzianek. Tym samym miałyśmy dodatkową motywację, by wcześniej wstać i wycisnąć z dnia wszystko co się da. Nasz pociąg odjeżdża ze znacznie większej stacji niż ten do Avili, więc tym bardziej potrzebowałyśmy niewielki zapas czasu, żeby się nie pogubić. Informacje były kiepskie, trudno nam się było zorientować skąd odjedzie nas pociąg. Na tablicach wszystko i nic. Postanowiłyśmy więc zapytać panią w okienku sprzedającą bilety, ta nam niestety poleciła spojrzeć na tablice, przed którymi stałyśmy już dobre kilkanaście minut i nic sensownego nie wyczytałyśmy. Wreszcie pytamy pana ochroniarza, bo wyglądał na bardziej zorientowanego niż sprzedawcy biletów, i okazało się, że informacja o peronie pojawi się na tablicy, ale dopiero na dwie minuty przed odjazdem. Koniec końców, na niewiele się zdało nasze wcześniejsze przybycie na dworzec. Ale żeby podawać numer peronu tak późno? Ja rozumiem, że nie wiadomo, gdzie pociąg będzie mógł się zatrzymać, a już w ogóle jeżeli jest to tak ogromny dworzec, ale dla podróżnych, szczególnie tych niewprawionych, jest to sytuacja dość stresująca. Na szczęście rzeczywiście na te dwie minuty przed odjazdem na tablicy pojawia się numer peronu i nagle wszyscy zaczynają biec w tę samą stronę, do pociągu. Kosmos. Ale się udało.

Hiszpania dzień 25: Ávila

Rano, jak zwykle, bez pośpiechu, bo i żadnego konkretnego planu nie miałyśmy. Dopiero przy śniadaniu krystalizuje nam się jakaś idea i postanawiamy pojechać do Ávili. Dla mnie miasto to było znane głównie za sprawą św. Teresy, o której dużo mówiło się na lekcjach języka polskiego. Nie miałam natomiast bladego pojęcia, że Ávila jest jednym z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych miasteczek obronnych Hiszpanii, no a starówka jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. I generalnie wszystko by mi się tam bardzo podobało, gdyby nie jeden mały szczegół. Jaki? Dowiecie się, jak tylko wysiądziemy z pociągu...

Hiszpania dzień 24: życie jak w Madrycie cz. II

Kiedyś lubiłam zwiedzać jak szalona. Miałam długą listę miejsc do zobaczenia i skrupulatnie je odhaczałam. Byle tylko jak najwięcej zobaczyć w jak najkrótszym czasie. Na szczęście już się pożegnałam z tego typu podróżami. Teraz nie jest dla mnie ważna ilość a jakość. Nie denerwuję się, gdy okazuje się, że gdzieś już nie zdążę, że jakieś muzeum jest akurat tego dnia zamknięte. Mogę sobie spokojnie usiąść w parku na ławeczce i po prostu obserwować przechodniów. Nigdzie się nie spieszę. I tak nie jestem w stanie zobaczyć całego świata. Lepiej więc cieszyć się momentem, miejscem, chwilą. Taki też właśnie był nasz kolejny dzień w Madrycie. Powolny. Bez planu. Bez fajerwerków.

Hiszpania dzień 23: życie jak w Madrycie

Życie jak w Madrycie? Nie znam genezy tego powiedzenia, ale po wizycie w hiszpańskiej stolicy muszę przyznać, że w tych słowach rzeczywiście coś jest. Może nie ma tam takiej beztroski i zabawy, jaką sobie wyobrażamy, ale Madryt sam w sobie jest bardzo wyjątkowy i nigdy bym nie przypuszczała, że będę się tam tak dobrze czuć. Czyli już wiecie, że mi się tam podobało. A teraz postaram się jakoś wytłumaczyć, dlaczego i co też takiego ten Madryt w sobie ma.

Portugalia dzień 21: Óbidos - białe miasteczko

Stuknęły nam trzy tygodnie w podróży i ostatni dzień w Portugalii. Niestety nie był on najszczęśliwszy. Złe samopoczucie dopadło nas obie. Do tego fatalna deszczowa pogoda. Atrakcja, którą sobie zaplanowałyśmy, akurat we wtorek była niedostępna dla zwiedzających, co popsuło nam całe plany. A ulewa wcale nie pomagała w ich skorygowaniu. Ale pomimo tych wszystkich niedogodności zapamiętałam ten dzień nawet jako całkiem miły, bo dotarłyśmy do niezwykle urokliwego miasteczka, które przepięknie zamknęło nam ten czas spędzony w Portugalii.

Portugalia dzień 17: stara Lizbona

Następnego dnia po naszym bardzo długim spacerze po Lizbonie, postanowiłyśmy pospacerować po nieco mniejszym obszarze, w centrum starej Lizbony. Tereny bardziej turystyczne, więc obawiałam się potwornie zatłoczenia, ale jakimś cudem udało nam się ominąć te najbardziej przeludnione zakątki.

instagram