Andorra - wyjątkowy kraj na mapie Europy
W zeszłym roku była u mnie dość mała różnorodność jeśli chodzi o podróże, toteż w tym roku postanowiłam to nieco zmienić i idąc za ciosem szkockich wojaży, wybrałam się na krótki wypad do Andorry. Nie wiem skąd pojawił mi się pomysł, żeby pojechać akurat tam, ale nie żałuję, bo kraj choć malutki i mało znany, jak najbardziej wart odwiedzenia.
Lecąc z Majorki do Polski po raz kolejny musiałam zdecydować się na podróż z przesiadką. Najkorzystniej wychodzą mi przesiadki w Barcelonie, więc padło właśnie na to lotnisko. Ponieważ w stolicy Katalonii byłam już kilkukrotnie i nie pałam do niej jakimś ogromnym entuzjazmem, wpadłam na pomysł, że pomiędzy lotami, pojadę do Andorry. Początkowo oczywiście zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno dobry pomysł, czy nie lepiej przeczekać kilka godzin na lotnisku i jeszcze tego samego dnia wylądować w Polsce, ale o swoim pomyśle opowiedziałam kilku osobom i wszyscy namawiali mnie, żeby jednak do Andorry pojechać. No i tak zrobiłam. Zarezerwowałam autobus, potem nocleg i nie było odwrotu.
Cieszę się przeogromnie, że wykrzesałam z siebie nieco więcej energii i odwagi i nie poddałam się lenistwu i dotarłam do tego niezwykłego kraju ukrytego w samym sercu Pirenejów. Jedyne czego żałuję to fakt, że pojechałam tam na tak krótko. Jak tylko tam dotarłam, już zaczęłam planować powrót do Andorry, bo jest tam całe mnóstwo przepięknych miejsc, które chciałabym zobaczyć. Dzisiaj Wam opowiem nieco więcej o samej stolicy, a przy następnej okazji pokażę niezwykle urokliwe górskie miasteczko, które jest mekką dla pasjonatów sportów zimowych.
Andorra jest krajem niezwykłym nie tylko pod względem położenia i krajobrazów, ale przede wszystkim ze względu na swój ustrój polityczny - diarchię. Jest to księstwo (Principat d'Andorra), którym zawiaduje jednocześnie dwoje książąt (inaczej współksiążęta), którzy notabene wcale nie mają pochodzenia królewskiego. Władzę we współpracy pełnią tam: prezydent Francji oraz biskup katalońskiej diecezji Urgel. Kraj jest podzielony na siedem parafii. Językiem urzędowym jest kataloński, chociaż powszechne są również hiszpański i francuski z racji na położenie Andorry pomiędzy Hiszpanią i Francją. Księstwo nie należy do Unii, ani nie jest w strefie Schengen, więc obowiązują tam kontrole graniczne, chociaż obecnie są one prowadzone raczej wyrywkowo. Kiedy wjeżdżaliśmy do Andorry, na granicy nie było żadnych służb, a podczas wyjazdu były, ale nikt nas nie zatrzymywał. Stolicą Andorry jest Andorra la Vella i jest to najwyżej położona stolica Europy, bo na wysokości 1023 m n.p.m. To właśnie tam się zatrzymałam podczas mojego pobytu w Pirenejach i choć samo miasto pod względem architektury nie powala na kolana, uważam że jest bardzo przyjazne turystom i może się okazać idealną bazą wypadową na wycieczki po całym kraju.
Andorra la Vella choć jest miastem stołecznym, jest raczej niewielkich rozmiarów. Liczba mieszkańców nie przekracza 20 tysięcy. Co za tym idzie, panuje tam dość kameralny klimat. Miasto jest położone w górskiej kotlinie, zewsząd otaczają je wysokie szczyty górskie. Będąc tam w marcu, jeszcze co niektóre były pokryte śniegiem. Jednak w samej stolicy śnieg to raczej rzadkość. Troszkę się obawiała, że trafię na kiepską pogodę o tej porze roku i niewiele uda mi się zobaczyć, ale muszę przyznać, że miałam niezwykłe szczęście, bo podczas mojego niedługiego pobytu w Andorze świeciło słońce przez cały czas i temperatura powietrza w ciągu dnia osiągała nawet 20 stopni Celsjusza, także byłam naprawdę miło zaskoczona.
Do Andory dojechałam wczesnym popołudniem, więc od razu poszłam się zakwaterować w bardzo przyjemnym hostelu na starówce i potem ruszyłam na spacer po mieście. Chociaż stolica położona jest w kotlinie, stale się rozbudowuje i sporo budynków wznosi się na górskich zboczach, a więc spacer niekiedy bywa naprawdę wymagający. I taki był właśnie mój spacer z dworca do hostelu. Musiałam ciągnąć walizkę pod dość stromą górę. Dopiero później się zorientowałam, że mogłam po prostu wsiąść w windę, których na terenie miasta zlokalizowałam kilka.
Gdy już zostawiłam bagaż w pokoju, od razu ruszyłam na poszukiwania informacji turystycznej. Wymyśliłam sobie, że następnego dnia podjadę do malutkiego miasteczka w średniowiecznym klimacie, ale najpierw chciałam zdobyć wiarygodne wskazówki jak się tam dostać, bo w internecie znajdywałam tylko sprzeczne informacje. Chłopak z informacji sprowadził mnie na Ziemię i odradził wyprawę do owego miasteczka, bowiem z autobusami bywa tam różnie, raz jeżdżą, a raz nie. A ja nie chciałam marnować dnia na czekanie na transport, który być może się nie pojawi, więc poprosiłam go o inne rekomendacje. Podpowiedział również co zobaczyć w samej stolicy i tak za jego wskazówkami spacerowałam sobie po dość tłumnych uliczkach Andorry.
Oczywiście najbardziej urokliwa jest starówka charakteryzująca się kamienną zabudową. Najważniejszym zabytkiem jest Casa de la Vall, czyli budynek pełniący jeszcze do niedawna funkcje siedziby rządu Andorry. Casa de la Vall to konstrukcja XVI-wieczna. Wewnątrz znajduje się muzeum i w planie nawet miałam wizytę, ale czasowo już nie dałam rady.
Bardzo malowniczo położonym obiektem jest kościół p.w. św. Szczepana (Església de Sant Esteve). Został wzniesiony w XII wieku i ma formę typowej romańskiej świątyni. Konstrukcja idealnie wkomponowuje się w górski krajobraz. W środku wnętrze jest skromne, ale w przypadku kościołów jest to akurat ogromna zaleta.
A jak już obeszłam całą starówkę dookoła, wybrałam się na najbardziej popularną ulicę komercyjną z mnóstwem sklepików. Nie od dziś wiadomo, że Andorra jest rajem podatkowym i jedną z gałęzi ekonomii kraju jest turystyka zakupowa. Ja do sklepików nie zaglądałam, bo i tak już nie miałam w walizce miejsca, ale być w Andorze i nie zobaczyć tej słynnej strefy zakupowej - Avenida Meritxell - to tak jak by nie być w Andorze.
Aleja zakupowa jest takim łagodnym łącznikiem najstarszej części miasta z tym nieco nowszym, ale również ciekawym centrum, które skupia się wzdłuż rzeki La Valira. W tej części miasta jest dużo gwarniej. Były tam takie tłumy, że niestety nie udało mi się wyczekać momentu, w którym przy rzeźbie zegara Dalego nie byłoby ludzi. Nieco przychylniejszym modelem okazał się most paryski, który chyba jest taką wisienką na torcie stolicy.
Spacer wzdłuż rzeki uznałabym za całkiem przyjemny, gdyby nie hałas miasta i wartkiego nurtu rzeki, toteż czym prędzej się stamtąd ulotniłam w znacznie spokojniejsze uliczki starówki. To właśnie ta część stolicy mimo wszystko najbardziej przypadła mi do gustu. Poza tym za starówką rozciąga się ogromny taras, skąd mamy widok na całą dolinę. Mogłabym tam siedzieć i siedzieć, ale robiło się coraz chłodniej, no i byłam zmęczona podróżą, więc nawet gwar rozmów dobiegający z baru znajdującego się pod moim oknem nie był w stanie zakłócić mojego snu.
Następnego dnia rześka i wypoczęta wybrałam się na wycieczkę w wyższe partie Andorry, ale o tym opowiem Wam przy następnej okazji, bo teraz chciałabym jeszcze wspomnieć o spacerze szlakiem Rec de Solà w stolicy, który okazał się idealną aktywnością na wykorzystanie poranka przed moim wyjazdem z kraju.
Autobus powrotny z Adnorry do Barcelony miałam zarezerwowany dopiero na 13, doba hotelowa kończyła mi się o 12, więc miałam cały długi poranek na dalsze eksplorowanie Andorry. Trochę bez sensu było wyjeżdżać gdzieś dalej, bo to wiązałoby się z ryzykiem, że nie zdążę na autobus, dlatego idealną opcją był spacer po obrzeżach miasta. Andorra położona jest w kotlinie, z której wychodzą różnorakie szlaki piesze. Jednym z nich jest Rec de Solà górujący nad miastem. Najtrudniejsze jest samo wejście na szlak, bo trzeba pokonać dość sporą różnicę wysokości, a potem dalszy spacer to już sama przyjemność, bo idzie się cały czas po prostu. Ścieżka jest wąska, prowadzi wzdłuż swego rodzaju kanału (skojarzyło mi się to miejsce z levadami, z których słynie Madera). Najważniejsze są jednak widoki. Choć Andorra la Vella nie jest specjalnie urokliwym miastem, jej położenie i górskie szczyty wokół robią robotę.
Żeby w ogóle dostać się na szlak, trzeba pokonać mnóstwo schodów i strome podejścia. Wyruszyłam rano, słońce jeszcze nie zdążyło się zupełnie wyłonić zza gór. Temperatura nie przekraczała w tamtym momencie 10 stopni, więc ubrałam się warstwowo, kurtkę zapięłam pod samą szyję, ale już po pokonaniu kilku stopni, zaczęłam się rozpłaszczać, bowiem wysiłek wspinaczki porządnie mnie rozgrzał. W pewnym momencie nawet zaczęłam się zastanawiać, czy to był dobry pomysł z tą wycieczką, no ale skoro już wyruszyłam, a planu B nie miałam, kontynuowałam spacer. Teraz z perspektywy czasu powiedziałabym nawet, że była to najfajniejsza aktywność, jaką mogła mi wówczas zaoferować stolica Andorry. Zdjęć mam stamtąd mnóstwo. Ścieżka przepięknie się wiła. Drzewka owocowe zaczęły już kwitnąć. Było po prostu bajkowo.
Kiedy doszłam do końca tej andorańskiej levady, zawróciłam z powrotem, choć w rzeczywistości szlak ciągnie się dalej aż do sąsiedniego miasta La Massana. Tym razem nie miałam już jednak czasu na dłuższe spacery. Poza tym we wspomnianym mieście byłam dzień wcześniej. Niemniej wydaje mi się, że spacer tym szlakiem mógłby być naprawdę ciekawy krajobrazowo i nie aż tak wymagający, jak można by się spodziewać po Pirenejach.
Droga powrotna niby taka sama, a jednak mogłam spojrzeć na okolicę z innej perspektywy i nadal byłam zachwycona krajobrazami rozciągającymi się z Rec de Solà. Jeśli kiedyś będziecie w Andorze, to koniecznie zróbcie sobie spacer tym szlakiem. Gwarantuję, że nie będziecie zawiedzeni. Widoki przednie. I wbrew pozorom nie było tam aż tak bezludnie. Co kawałek mijałam się z lokalsami, biegaczami i właścicielami psów; turysty nie spotkałam ani jednego, ale pewnie godzina była jeszcze za wczesna. Chociaż muszę przyznać, że w ogóle w Andorze nie widziałam zbyt wielu turystów. Jest to kraj słynący ze stoków narciarski i pewnie tam skupia się większość przyjezdnych. Poza tym wiosna to taki moment uśpienia, bo śniegu na stokach coraz mniej, a z drugiej strony szlaki piesze jeszcze nie są tak przyjemne dla wędrowców jak w cieplejszych porach roku. Sama chciałabym kiedyś do Andorry wrócić właśnie w okresie letni i pospacerować po górach, bo możliwości jest tam mnóstwo. Istnieje nawet szlak wokół całego kraju - brzmi to jak idealny plan na aktywny dłuższy urlop.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)