Dzień 13: pożegnanie z Estonią

Wschody słońca są magiczne. Gdy jesteśmy świadkami wschodu, dzień jest dłuższych i wydaje się przyjemniejszy. Ale kurczę, żeby wstać na taki wschód, no to trzeba być wariatem, albo być niezwykle zdyscyplinowaną i silną osobą. Lubię spać, nie cierpię wczesnych pobudek. Wolę dłużej posiedzieć z jakimś zajęciem w nocy, niż wstawać przed świtem, żeby coś dokończyć. I gdyby nie dziewczyny i wspólna mobilizacja, spałabym w ciepłym ogromnym łóżku, zamiast wciskać się w grube ciuchy i bez śniadania wychodzić do lodowate powietrze i maszerować kilometrami tylko po to, żeby zobaczyć jak słońce wyłania się zza horyzontu. Ale zwlekłam się z tego łóżka, przemarzłam, szłam niczym robot z zamykającymi się powiekami i nie żałuję. Nawet pomimo tego, że wschód wcale nie był taki spektakularny, jak sobie go wyobrażałyśmy. Tak właśnie zaczął się nasz kolejny dzień na wyspie Saaremaa.

Dzień 12: Saaremaa ~ wyspiarskie zauroczenie

Pamiętam jak dziś, że jeszcze całkiem niedawno nie potrafiłam sobie wyobrazić życia na wyspie. Zanim poleciałam po raz pierwszy na Majorkę, nie wierzyłam, że taka wyspa może być samowystarczalna. Wyspy kojarzyły mi się z więzieniami. A w tej chwili to właśnie wyspy skradają moje serce. I Saaremaa jest tego kolejnym przykładem. Największa estońska wyspa, którą będę się zachwycać tak bardzo jak chociażby Tallinem.

Dzień 11: Parnu ~ estoński Sopot

Po dość intensywnym poprzednim dniu, ten był raczej spokojny i nie aż tak obfity we wrażenia, co sprawiło, że zamiast skupić się na doznaniach i docenianiu nowo odkrywany miejsc, myślałam głównie o tym jak mi zimno.

Dzień 10: zamki, ruiny, mosty, kościoły, bagna i trzęsawiska

Tytuł dzisiejszego wpisu może i nie jest najpiękniejszy, ale jak najbardziej oddaje różnorodność dziesiątego dnia naszej podróży po Estonii. Było intensywnie, było barwnie, było po prostu cudownie. Dokładnie rok od tamtego dnia publikuję stamtąd relację i powiem Wam było to bardzo miłe uczucie, znów tam wrócić chociażby wspomnieniami. Mam nadzieję, że i Wy zachwycicie się kolejnymi estońskimi perełkami, jakie udało nam się wtedy odkryć.

Dzień 9 - estońskich zachwytów ciąg dalszy

Niedługo minie rok od mojej podróży po krajach północno-wschodniej Europy. Miesiąc w drodze, a na blogu opublikowałam dopiero relację z zaledwie tygodnia. Cóż, narzekać na brak tematów nie mogę. Ale pozwolę sobie nieco ponarzekać na brak czasu na pisanie. Wielokrotnie po pracy mam już tylko ochotę na to, żeby się wreszcie położyć i spać. Ale mój mózg mi nie pozwala na odpoczynek i zaczyna planować kolejny dzień pracy i kolejny… A kiedy wreszcie padam na twarz, bo nogi już nie dają rady utrzymać mnie w pionie, i chciałabym wreszcie zamknąć oczy i spać, z zewnątrz dobiegają mnie odgłosy muzyki, bo życie w turystycznych rejonach Majorki zaczyna się po 21... Taka oto właśnie moja rzeczywistość. Więc wybaczcie mi tę 2-miesięczną ciszę na blogu. Myślę, że powoli wracam do żywych. Przepracowywanie się nie ma sensu. Każdy potrzebuje trochę oddechu, a moim oddechem jest właśnie pisanie. Mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, która czekała na mój powrót :) A teraz do rzeczy, czyli relacja z 9. dnia naszej podróży.

Dzień 8: na granicy

Prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne, miało padać przez cały dzień. Ale nie miałyśmy zbyt dużego wyboru. Pada czy nie, trzeba było ruszać w drogę. A bez sensu tylko jechać samochodem do celu, skoro na trasie było kilka ciekawych miejsc. No i jeszcze chciałyśmy troszkę pochodzić po samej Narwie, bo poprzedniego wieczora byłyśmy już zbyt zmęczone. 

Dzień 7: Estonia północna i jej osobliwości

Poza tym, że Tallin jest stolicą Estonii i jest niesamowicie urokliwym miastem, o Estonii nie wiedziałam nic. Nie miałam bladego pojęcia, które miejsca odwiedzić i czego w ogóle się spodziewać. Nasz plan był taki, żeby wypożyczyć samochód na kilka dni i objechać Estonię dookoła, bo w końcu nie jest to jakiś bardzo duży kraj. I to był strzał w dziesiątkę, bo zobaczyłyśmy wiele różnorodnych miejsc i odkryłyśmy różne oblicza tego niezwykłego kraju. Jeśli mam być szczera, to z tych czterech krajów, do których dotarłyśmy podczas naszej podróży (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa), Estonia podobała mi się najbardziej i mam nadzieję i Was zachęcić do odwiedzenia tego państwa, bo naprawdę warto. O Estonii mało się mówi w świecie turystyki, a jest to miejsce po prostu przepiękne.

Dzień 6: zachwytów nad Tallinem ciąg dalszy

Tak się zatraciłam w tej Majorce, że zupełnie zapomniałam o kontynuowaniu wpisów z podróży po północno-wschodniej Europie. A przecież miałam pisać o Tallinie, który tak bardzo mnie sobą zachwycił.

Dzień 5: Tallinn - pierwsze wrażenia

Wow, wow, wow. Tak w skrócie mogłabym opisać moje pierwsze wrażenia z Tallina i na tym właściwie mogłabym też skończyć, bo trudno w ogóle ująć słowami to, jak bardzo mi się tam podobało. Tallin jest miastem przepięknym, niesamowitym, na długo zapadającym w pamięć...

instagram