7 sierpnia 2015

Nad tonią umarłych

Od kiedy na lekcji geografii usłyszałam o miejscu, które jest żywym dowodem na ogromny wpływ działalności przyrody na otoczenie, wiedziałam, że do Trzęsacza muszę po prostu pojechać. I to najlepiej w niedalekiej przyszłości, bo jest to jedno z tych miejsc, które za kilka lat może zniknąć z powierzchni Ziemi. Niestety, jak to w życiu bywa, nie udało się tam dotrzeć tak od razu. Moja podróż do Trzęsacza trwała jakieś cztery lata, jeśli się nie mylę. Ale udało się! 


W XIII wieku w centrum wsi Trzęsacz wybudowano drewniany kościół. Jego odległość od brzegu morza wynosiła wówczas 2km. Ale z czasem Morze Bałtyckie było coraz bliżej. Nie przeszkadzało to jednak, by kościółek był największą chlubą mieszkańców, którzy dbali o niego całym sercem. W XV wieku przebudowano go na murowany. Niestety nie uchroniło to go przed niszczycielską działalnością przyrody.

Najpierw zniszczeniu uległa drewniana wieża dobudowana w latach późniejszych. Mieszkańcom nie udało się również uchronić kościoła przed kradzieżą. A morze było coraz bliżej. W 1771 woda pochłonęła przykościelny cmentarz. Po tym wydarzeniu mieszkańcy zaczęli nazywać Bałtyk tonią umarłych. Wiatr zabrał im również ponownie odbudowaną wieżę. Klęska była coraz bliżej. Latem 1874 roku w kościele odprawiono ostatnią mszę. Od 1900 roku budowla zaczęła się obsuwać. I dopiero na początku drugiego millenium udało się umocnić zbocze klifu, by uratować ostatnią ścianę, jaka pozostała z kościoła.



Obecnie teren ruin jest ogrodzony i nie można podejść bliżej. Południową ścianę dawnej świątyni możemy podziwiać ze specjalnie przygotowanej platformy widokowej. Jest ona dwupoziomowa. Pełni również funkcję zejścia na plażę. Ale zanim postawimy stopę na ciepłym piasku, warto na dłużej zatrzymać się na najwyższym poziomie platformy (20m n.p.m) i spojrzeć na morze. Przepiękna panorama. Aż trudno uwierzyć, że ta spokojna woda pochłonęła tak duży skrawek lądu i wcale nie przestaje nam go zabierać.



Oczywiście z historią ruin wiąże się pewna legenda. Dawno, dawno temu w średniowiecznym Trzęsaczu mieszkało wielu świetnych rybaków. Przy okazji jednego z rejsu w morze, udało im się złowić boginię morza Zielenicę. Przekazali ją miejscowemu proboszczowi, który zamiast oddać nimfę morzu, uwięził ją. Tęsknota za morzem sprawiła, że Zielenica zmarła. Pochowano ją na przykościelnym cmentarzu. Od tej pory ojciec bogini - Bałtyk - wzburzał morze, by olbrzymie fale wreszcie odebrały ciało jego córki i złożyły na dnie morza, gdzie było jego miejsce. 


Często jest tak, że kiedy bardzo chcemy dotrzeć do jakiegoś miejsca, mamy też wobec niego pewne oczekiwania i wyobrażenia o nim. Niestety chyba w większości przypadków doświadczamy rozczarowania. Ale w przypadku Trzęsacza było inaczej. Nie zawiodłam się. Byłam pod wrażeniem, choć oczekiwałam spokojniejszej atmosfery. Miałam nadzieję poczuć mistyczny klimat ruin. Nie spodziewałam się takich tłumów wokół. Ale i tak dało się odczuć, że miejsce jest niezwykłe. Bo jest żywym dowodem na to, że wobec siły natury, człowiek nie ma żadnych szans. Prędzej, czy później nas dopadnie. 

13 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie legendy!

    Chcesz powiedzieć że Bałtyk zagarnął cmentarz wraz z zawartością i że nieboszczycy w trumnach mogli sobie tak dryfować???
    O matko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie jedyna legenda o Trzęsaczu.
      Rzeczywiście przerażając wizja. Jak to pisałam, to się nie zastanawiałam, co się stało z trumnami. Raczej skupiłam się na pomnikach, których gruzy pewnie jeszcze gdzieś tam leżą na dnie Bałtyku. A trumny może udało się jakoś wyłowić...

      Usuń
    2. A ciała zjadły rybki......dobrze, że to było tak dawno!

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że morze zostawi już te ruiny w spokoju!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z naturą człowiek nie ma szans, ale miasto robi co się da, by zabezpieczyć ruiny.

      Usuń
  3. Hello Dear Jula!
    Interesting article and I love pictures!
    I wish you a good weekend!
    I kiss you dearly and thank visit!

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam to miejsce. Byłam w Trzęsaczu.
    Dziękuję za odświeżenie wspomnień.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłem kilka razy, za każdym podobne wrażenia. Choć tu i tak w otoczeniu zieleni, całość kompozycji nie wygląda tak dramatycznie - ale wyobraź sobie podobne miejsce na wschodnich klifach w Norwegii... to dopiero groza i krajobraz w sam raz by zapłodnił do napisania sagi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, w Trzęsaczu miejsce wydaje się bardzo przyjemne i naprawdę trudno uwierzyć, że to pozornie spokojne morze zabrało już tyle lądu.

      Usuń
  6. Historia i legendy związane z tym miejscem ciekawsze są niż chyba samo miejsce. :-)
    Byłem kilka lat temu... Fajnie ale jakoś na kolana mnie nie rzuciło. :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Legendy chyba zawsze są ciekawsze, bo oprócz prawdy zawierają też fikcję, która przyciąga uwagę odbiory :)

      Usuń
  7. Trzęsacz miałam okazję zobaczyć w zeszłe wakacje. Zrobił na mnie duże wrażenie! Przyznam się szczerze, że trochę się bałam iść po tej platformie :P. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się platforma bardzo podobała. Ten widok, ta przestrzeń... Fajna sprawa. Ale wiadomo, każdy lubi co innego.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)