24 lipca 2016

Jeszcze tam wrócę ~ wrażenia z wyjazdu

Wczoraj wieczorem wróciłam z ponad tygodniowego wyjazdu na Bałkany. Była to wycieczka zorganizowana, a właściwie pielgrzymka połączona z wypoczynkiem. Wyjazd autokarowy, grupowy, więc nawet w drodze sporo się działo. W tym poście chcę Wam opowiedzieć o wrażeniach z samej podróży do celu i z powrotem, a także podzielić się ogólnymi przemyśleniami po wakacjach. Będzie trochę zdjęć, ale więcej gadania. A już niedługo pojawią się kolejne posty o konkretnych miejscach, do których zawitałam w ostatnim tygodniu. Do pokazania mam również jeszcze kilka miejsc z Polski, więc wreszcie będzie się działo na blogu. Byle tylko czas pozwolił wszystko pokazać.


Wyjechaliśmy wczesnym rankiem następnego dnia zaraz po wielkiej ulewie, która sparaliżowała całe Trójmiasto. Dzień nie był zbyt przyjemny. Zimno, ciemno i cały czas jeszcze siąpiło z nieba. Nie żal więc wyjeżdżać. W towarzystwie wakacyjnych rytmów Duele el corazón tym przyjemniej wiedzieć, że gdzieś tam na południu będzie na nas czekać słoneczna, ciepła pogoda. 

Im dalej od koła podbiegunowego, tym lepsza aura za szybami autokaru. Przestało padać. Chwilami nawet chmury się rozstąpiły, by ukazać błękit nieba. Częstochowa co prawda przywitała nas przedpołudniowym deszczem, ale i tak było znacznie lepiej niż na północy Polski dnia poprzedniego.


Na Jasnej Górze pielgrzymów całe mnóstwo. Ludzie ze wszystkich stron świata. Ale niestety przez tłumy robi się szum i hałas. Nie są to najlepsze warunki do modlitwy. Jedźmy więc już dalej.

Po jakichś 10 godzinach jazdy (z przerwami) po naszym pięknym kraju, wreszcie wjeżdżamy do Czech. Kolejne kilka godzin przemierzamy czeskimi autostradami, by wczesnym wieczorem osiągnąć cel całodniowej podróży. Dojeżdżamy do Hodonína. O samym miasteczku i hotelu, w którym nocowaliśmy, będę pisać przy kolejnej okazji. Tymczasem przejdźmy do dnia następnego.


Sobota stoi pod znakiem długiej drogi do faktycznego celu wycieczki. Oj, była to baaardzo długa droga. Choć zaczęło się bardzo dobrze. Pogoda do jazdy autokarem idealna. Nie było słońca, ale też nie padało. Czego chcieć więcej? Przez Czechy i Austrię przejechaliśmy bez problemu. 

Południe Czech jest przepiękne. Piękna architektura. Piękna natura. Szkoda, że nie mogliśmy się nigdzie zatrzymać. Ale przynajmniej jest to powód, aby tam wrócić.


Austriackie autostrady są świetne. Równiusieńkie. Z pięknymi widokami, czego w Polsce nie uświadczysz. Bardzo dobrze oznakowane. Nawet nie wiem kiedy, a byliśmy na granicy ze Słowenią. I tam się zaczęło. Początkowo jechało się całkiem nieźle, choć tutaj już zaczęło padać. A im bliżej do chorwackiej granicy, tym wolniej jechaliśmy. Remont autostrady stwarza spore utrudnienia. A jeśli dodamy do tego wzmożone kontrole na granicy, równanie wyniesie 4-godzinny korek na odcinku 7 kilometrów. Można się nieźle wkurzyć.


Wszyscy są zmęczeni. W końcu to już drugi dzień drogi, a końca właściwie nie widać. Ale skoro przetrwaliśmy taki korek, to teraz będzie już tylko lepiej. Ależ się pomyliliśmy. Przecież nieszczęścia chodzą parami. Jakieś 150 km od Splitu zatrzymuje nas policja. Co się okazuje? Musimy zjechać z autostrady. A to z powodu silnego wiatru - bury. Nie pozostaje nic innego, jak jechać inną drogą. Przez góry. Tym samym nadrabiamy 40 km. Jest już 21:30. Na kolację nie zdążymy. Kto wie, czy na śniadanie uda nam się dotrzeć. A wcześniej tak dobrze szło.


Widoków żadnych, bo już się ściemniło. A podejrzewam, że mogłyby być całkiem ładne. Wszyscy zmęczeni. Chciałoby się spać, ale mnie tak trudno zasnąć w autokarze. Jeszcze trochę cierpliwości. Wreszcie o w pół do czwartej nad ranem w niedzielę dojeżdżamy do hotelu w Neum. Nikt już nie myśli o niczym innym, byle tylko się położyć w wygodnym łóżku. Odbieramy więc klucze i schodzimy do pokojów. Miłe było to, że obsługa hotelu tak długo czekała. Nie był do duży ośrodek, więc nie musieli zarywać nocy, a jednak poczekali. Za to następny dzień wynagrodził wszystkie trudy podróży. Ale o tym później.

Tak mniej więcej wyglądała droga do celu. Nie było łatwo, ale teraz już o tym nie pamiętam. Wspomnienia w każdym razie pozostaną na zawsze. Kto by nie wspominał takiej przygody?


Teraz jeszcze chciałabym się podzielić moimi przemyśleniami i odczuciami.
Ta wycieczka była dla mnie wspaniałym prezentem. Nareszcie poczułam, że żyję. Potwierdzają się słowa Andersena, że podróżować to żyć. Cały rok na uczelni. Codzienne dojazdy. Dwa kierunki. Egzaminy. Potem praktyki (choć bardzo mi się podobała praca w redakcji, praca przy komputerze jest dosyć męcząca). Praca na koloniach. Chyba należał mi się ten odpoczynek. Tym bardziej, że jeszcze w tym tygodniu znowu wyjeżdżam. Tym razem jednak już do pracy, a nie na urlop.

Cieszyłam się, że nie muszę się niczym martwić. Nawet organizacja mnie nie dotyczyła. Z drugiej strony trochę mi tego brakowało. Zorganizowane wyjazdy, jak wszystkie inne, mają swoje wady i zalety. Plusem na pewno jest to, że można naprawdę wypocząć i zapomnieć o całym świecie. To organizator wszystko za ciebie załatwi. Dowiozą cię, załatwią nocleg i wyżywienie. Niestety minusów jest chyba więcej. Przynajmniej w moim odczuciu. Jesteś zależny od planu wyjazdy i od innych uczestników. Trzeba czekać, albo się spieszyć. Nie ma takiej swobody. Nie można zboczyć z trasy, żeby zwiedzić niezaplanowany obiekt. Nie można dłużej posiedzieć przy kawie, bo autokar zaraz odjeżdża. Nie mamy wpływu na ilość postojów na trasie. Czas podróży nieco się wydłuża. Nie możemy też zostać jeszcze jeden dzień dłużej, bo przewoźnik musi wracać do kraju, żeby zdążyć na kolejny wyjazd.


Pielgrzymko-wycieczka była organizowana lokalnie. Nie żadne wielkie biuro podróży. Pomysłodawcą był ksiądz, a wykonawcą lokalne przedsiębiorstwo turystyczne. Celem pielgrzymki było Međugorje. Celem wycieczki Neum. Początkowy plan był trochę inny. Bo zamiast Neum miał być Zadar i Split. Z racji tego, że wyjazd był planowany na ostatni gwizdek, destynacje nieco się zmieniły, ale nie wpłynęło to na jakość wycieczki. Jedyne co mnie trochę wkurzyło, to fakt, że przed wyjazdem dokształcałam się z wiedzy o Chorwacji, a ostatecznie wylądowaliśmy w Bośni, o której prawie nic nie wiedziałam. I w tym momencie, mogę po raz drugi powiedzieć, że wrażenia i widoki wynagrodziły wszystkie niedogodności i niedociągnięcia. I ogólnie jestem naprawdę zadowolona z tej podróży. Akumulatory naładowane. Poza tym już się rodzi plan, żeby tam wrócić. Bo pięć dni to dla mnie zdecydowanie za mało (4 dni bowiem spędziliśmy w drodze - minusy wyjazdów autokarowych). Nie zdążyłam się wygrzać. A powrót do zimnej Polski do najprzyjemniejszych nie należał. W nocy spałam w wełnianych skarpetach :D


Teraz już wiecie, gdzie byłam i jakie miejsca już niedługo pojawią się na blogu. Gwoli wyjaśnienia, dlaczego wcześniej nie informowałam o wakacyjnych planach. Niemalże do samego dnia wyjazdu nie wierzyłam, że naprawdę tam pojadę. Dopiero, gdy autokar ruszył, jakoś się uspokoiłam i wiedziałam, że teraz już nic nie będzie w stanie pokrzyżować planów. Było wspaniale. Z wielkim żalem wsiadałam do autokaru ruszającego w kierunku Polski. Chciałabym tam jeszcze trochę zostać. Cóż, nie udało się. Ale wiem, że jeszcze tam wrócę. 

10 komentarzy:

  1. Ja pielgrzymowałem z żoną do Rzymu w 2000 roku, faktycznie zalety i wady, jakie podałaś, ale nam trafił się jeszcze doskonały przewodnik w osobie księdza Duszy (nomen omen - zwanego też Dusza przewodnią;-) ). Generalnie pielgrzymko wycieczki to tylko parafialne, albo przez biura pielgrzymkowe, wtedy mniej jest turystyki a więcej przeżyć duchowych. z drugiej strony spotykałem tez osoby które narzekały, bo za mało zwiedzania i po co ta codzienna msza? ... no to mogły pojechać z Orbisem...

    Bałkany są piękne zawsze, dla nas to już egzotyka.
    Pamiętam jeden z wyjazdów do Grecji - przełom września i października - u nas siąpi i nawet jak by prószyło, a tam upał i kąpiele w morzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i właśnie lepiej, że takie wyjazdy organizowane są tylko lokalnie. Znasz ludzi, którzy z tobą jadą, przynajmniej z widzenia. Nie jest tak obco. Przez co trochę swobodniej.

      My tak trafiliśmy, że wjeżdżając do Chorwacji, przywitała nas taka pogoda, jaką widać na drugim zdjęciu. Potem jeszcze ta bura. Ale zaczęło się wypogadzać i z dnia na dzień robiło się coraz cieplej. Także pogodę mieliśmy idealną. Nie było zimno, ale też nie było męczących upałów, a mimo to można było się wygrzać.

      Usuń
  2. No nie byłaś w Bośni i nic nie napisałaś?! Tam jest przepięknie a ja wspominam ją wspaniale!! :))))) Super, że Ci się podobało! Szkoda, że nic nie wiedziałam, bo poprosiłabym Cię o magnes z Bośni, bo mi stamtąd brakuje takiej pamiątki ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnes najwyżej przywiozę następnym razem ;) Bo czuję, że tam wrócę. Nie wiem, kiedy, ale chciałabym jak najszybciej. Nie sądziłam, że tak mi się tam spodoba. Bośnia to jeden z tych krajów, które jeszcze są niedocenione.

      Poza tym do samego końca nie byłam pewna tego wyjazdu.

      Usuń
    2. Też uważam, że Bośnia jest niedoceniona, tak chociażby np. dla porównania z Chorwacją. Macedonia tez jest przepiękna - polecam! :)))

      Usuń
  3. Potwierdzam, należał Ci się ten odpoczynek :)
    Jak i potwierdzam że praca przy komputerze męczy :)

    Widoki przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna wycieczka! Też lubię takie chwile, kiedy nie muszę niczego organizować i o nic się martwić, bo wszystko zapewnia biuro podróży, czy inny organizator. Oczywiście, że wypoczynek Ci się należał i cieszę się, że był udany! :)
    Też uwielbiam austriackie autostrady, ale wbrew pozorom, nie są one bezpłatne. Co prawda nie trzeba uiszczać opłat na śmiesznych "bramkach" przy których tworzą się kolejki i spowalnia to przejazd, ale należy wykupić tzw. winietę i przykleić ją na przednią szybę pojazdu. Muszę powiedzieć, że wychodzi to taniej niż w PL. winieta na 10 dni na całą Austrię kosztuje ok. 40 zł. w PL tyle zapłacimy za dwa przejazdy tam i z powrotem A4 bodajże... nie rozumiem tej logiki, ale chyba nie muszę :)
    Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w pracy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w dzisiejszych czasach nic nie ma za darmo.
      Dziękuję.

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą. Są plusy i minusy autokarowych wycieczek. Niestety mam tak, jak Ty. Chętnie skręciłabym gdzieś, gdzie nie powinnam, posiedziała trochę dłużej ... Ale niestety nie da się, bo przewodnik pogania. Mimo wszystko fajnie, że naładowałaś akumlatorki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo się cieszę, że po pracowitym roku akademickim miałaś choć chwilę wakacji. Odwiedziłaś wspaniałe miejsca!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)