Ostatni post w tym roku. Ostatni post z Bałkanów. Nie będzie długiego wywodu. Zamiast tego pokażę jeszcze trochę słonecznych zdjęć z drogi. Nawet sobie nie wyobrażacie jak się zachwycałam widokami widzianymi zza szyby autokaru. Co nieco udało się uwiecznić.
Lato odeszło już bezpowrotnie. Przynajmniej w tym roku. Nie jest to jednak przeszkodą, by trochę powspominać i rozgrzać się oglądając zdjęcia z wakacji.
Kto był choć raz w Chorwacji, na pewno też odwiedził słynny Dubrownik. Każdy o nim słyszał, bo to przecież najbardziej znane chorwackie miasto i najczęściej odwiedzane przez turystów. Ale, o dziwo, aż takich tłumów tam nie było. Myślę, że jest to zasługą w miarę dobrej organizacji ruchu na starym mieście. Albo po prostu miałam szczęście lub nastawiłam się na większość ilość ludzi. Lecz nie o turystach, a o samym mieście chciałabym więcej napisać.
Morze. Co w nim jest takiego niezwykłego? Przecież to tylko bezkresna połać wody. A jednak robi wrażenie. Każdy chciałby je choć raz w życiu zobaczyć. Przypominam sobie reakcję Betty, bohaterki kolumbijskiej telenoweli, kiedy po raz pierwszy wyjechała z Bogoty do Cartageny i zobaczyła morze. Na myśl przychodzi mi podróżniczy zapał mojego dziadka, który zabrał starszą sąsiadkę nad Bałtyk. Widziała go wtedy pierwszy raz. Wspominam swoje wakacje nad morzem, kiedy pogoda nie dopisywała, ale dzięki temu byłam świadkiem sztormu. Ale morze przywodzi na myśl nie tylko miłe chwile. A te wszystkie wojny o dostęp do morza? Niektórym się udało. Inni natomiast przegrali tę walkę. Ale są i tacy, którzy po prostu muszą obejść się smakiem i korzystać z dobrodziejstw innych.
Wczoraj wieczorem wróciłam z ponad tygodniowego wyjazdu na Bałkany. Była to wycieczka zorganizowana, a właściwie pielgrzymka połączona z wypoczynkiem. Wyjazd autokarowy, grupowy, więc nawet w drodze sporo się działo. W tym poście chcę Wam opowiedzieć o wrażeniach z samej podróży do celu i z powrotem, a także podzielić się ogólnymi przemyśleniami po wakacjach. Będzie trochę zdjęć, ale więcej gadania. A już niedługo pojawią się kolejne posty o konkretnych miejscach, do których zawitałam w ostatnim tygodniu. Do pokazania mam również jeszcze kilka miejsc z Polski, więc wreszcie będzie się działo na blogu. Byle tylko czas pozwolił wszystko pokazać.
Julia - kiedyś au pair, obecnie rezydentka na Majorce; z wykształcenia tłumacz - iberysta oraz krajoznawca i turysta historyczny, jakkolwiek dziwnie to brzmi. W wolnych chwilach mól książkowy i przyszła poliglotka. Żyje wg motta: Nie ma rzeczy niemożliwych, więc nigdy nie mów nigdy!