5 września 2016

Zapach pergaminu #16 Podróże łamią stereotypy

O Brazylii ostatnio było głośno. Głównie za sprawą Igrzysk Olimpijskich. Ale zanim kraj samby zaczął się przygotowywać do Olimpiady, przedtem gościł u siebie również światowej klasy piłkarzy. W 2014 roku odbyły się tam Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Na to wydarzenie postanowił dotrzeć Tony Kososki. Swoją drogę do celu i przeżycia opisał w książce Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę, która łamie stereotypy o mieszkańcach Brazylii i innych państw Ameryki Łacińskiej. Zapraszam do przeczytania mojej opinii.


Książka wpadła w moje ręce zupełnie niespodziewanie. Świeżutka, pachnąca, prosto z drukarni. Spojrzałam na kolorować okładkę i tytuł, który zastanawia i już wiedziałam, że może mnie się spodobać. Nie miałam co do niej żadnych oczekiwań. Może właśnie dlatego tak dobrze się ją czytało. 

Autorem jest Tony Kososki, gdańszczanin, inżynier mechatroniki na PG, podróżnik. Jego marzeniem była Brazylia. Zaryzykował. Złożył podanie do FIFY o wolontariat. Przeszedł rekrutację i wyjechał na Mundial w Brazylii. A potem poszło już z górki. 

Tony i jego podróż to kolejny dowód na to, że warto mieć marzenia, a jeszcze lepiej zacząć działać w kierunku ich spełnienia. A jak się uda, jest się najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. 

Brazylia była marzeniem, reszta wyszła przypadkiem.

W książce Tony opisuje nie tylko podróż do Brazylii w ramach wolontariatu. Opowiada również o tym, jak zaczęła się ta miłość do kraju samby. To wszystko jest napisane prostym językiem. Podobnie jak w przypadku Przemka Skokowskiego, styl Tony'ego (swoją drogą prawdziwe imię Tony'ego to również Przemek) sprawia, że czytając, czujemy się, jakbyśmy znali go od dawna. Ponadto opowieść naprawdę przenosi do innego świata. Sporą część książki przeczytałam w trakcie podróży do Bośni i Chorwacji. Śmiałam się, że jestem w kilku miejscach jednocześnie. Z jednej strony w drodze na Bałkany, z drugiej w Ameryce Południowej. A momentami to byłam jeszcze myślami w Polsce. 

Co do samej podróży. Część o Brazylii jest bardzo żywa. Widać, że autor dobrze się tam czuł, że faktycznie znaleźć się tam, było jego marzeniem. Potem wyruszył w dalszą drogę po Ameryce Łacińskiej. W całej swej podróży dużą uwagę skupiał na spotykanych ludziach. Miejsca nie były tak istotne. I w sumie racja. Nie liczy się to, gdzie jesteś, ale z kim jesteś. 

Ważnym elementem każdej podróży jest doświadczanie prawdziwego świata. Gdziekolwiek się nie jedzie, jedzie się tam z pewnym wyobrażeniem. Gdzieś w tle są też stereotypy. Podróż polega na tym, żeby to zweryfikować lub zaprzeczyć. Spodobało mi się szczególnie jedno zdanie:

Czasem jednak warto pojechać gdzieś, gdzie jeżdżą wszyscy, żeby wyrobić sobie na temat danego miejsca własną opinię i nie żałować, że pod wpływem innych coś ominęliśmy.
Widzę pewną tendencję wśród podróżników. Dotrzeć na przysłowiowy koniec świata, tam gdzie jeszcze nikogo nie było. Szerokim łukiem omijać miejsca, które pojawiają się na listach must see najczęściej. Każdy lubi odkrywać nowe miejsca. Pokazywać coś, czego jeszcze nikt nie pokazał. Każdy też lubi czytać o takich miejscach. Bo ile razy można oglądać zdjęcia egipskich piramid? Ale w podróżowaniu nie o to chodzi. Co za sens pojechać w dzicz i nie czerpać z tego przyjemności? Albo na siłę przeciskać się w tłumie, który pragnie zrobić niepowtarzalne zdjęcie Mona Lisy? Każdy inaczej odbiera podróż. Każdy szuka w niej czegoś innego. Lubię odkrywać nowe miejsca. Lubię je opisywać na blogu i zachęcać, żeby i inni tam dotarli. Ale nie mam też nic przeciwko miejscom must see. One nie są takie złe, jakby się mogło wydawać. Na przykład słynny Dubrownik. Miasto, które naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło. Dlatego należy podróżować w taki sposób, by podróż nie była męczarnią a przyjemnością. 

Wracając jeszcze do książki, a właściwie do jej zakończenia. Mimo, że ostatnia strona już przeczytana, nadal nie znamy dalszych losów autora. Historia się urywa, ale w zgrabny sposób. Podróż jednak się nie kończy tak nagle. Jej dalsza część zostanie opisana w kolejnej książce, która już jest w planach. Osobiście nie mogę się jej doczekać. Z przyjemnością towarzyszyłam Tony'emu w podróży po Brazylii, Boliwii i Peru. Teraz czekam na więcej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)