26 listopada 2015

Zapach pergaminu #12 CheEvara w Hiszpanii

Europa Zachodnia jest częstym kierunkiem wyjazdów turystycznych. Ma dobrze rozwiniętą infrastrukturę. Zabytki są zadbane i świetnie wypromowane. Z komunikacją interpersonalną też nie powinno być problemów, bo w większych miastach na pewno są osoby znające angielski, który stał się językiem, można powiedzieć międzynarodowym. Jednak tego typu udogodnienia kosztują. Wakacje po zachodniej stronie naszej granicy są znacznie droższe niż te na Wschodzie. Nie wszystkich stać na pięciogwiazdkowy hotel tuż przy bulwarze nadmorskim. Ale też nie wszyscy chcą w ten sposób spędzać urlop. Jedni wolą cieszyć się podróżą samotnie odkrywając nowe miejsca, które giną na mapie gdzieś w gąszczu "must see". Chcą poczuć prawdziwy klimat miejsca, a nie ten wystawiony na pokaz. Czy Europa Zachodnia jest przygotowana na tego typu turystów?

lubimyczytac.pl
Ewa Kołodziej, dziennikarka i pasjonatka rowerów, postanowiła wybrać się w samotny trip rowerem po Hiszpanii. Spodobał mi się ten pomysł. Raczej mało spotykane, by ktoś przemierzał rowerem Półwysep Iberyjski czysto turystycznie. I nasuwa się pytanie: może po prostu ten rejon nie jest przystosowany do tego typu wycieczek? A może po prostu nikt jeszcze nie wpadł na taki pomysł?

Książka Pod górę zawiera opis przejazdu rowerem przez Hiszpanię. Oczywiście jest to opis subiektywny z wieloma spostrzeżeniami i opiniami. Po części możemy poznać spojrzenie Hiszpanów (i nie tylko) na samotnego podróżnika, który próbuje dokonać niemożliwego. Ale głównie stykami się ze zdaniem autorki na temat tubylców i ludzi, których spotkała na swojej drodze.

Nie zobaczymy tutaj zabytków. Nie będziemy się przeciskać przez tłum turystów. Będziemy cieszyć się drogą, wiatrem we włosach. Bo nie cel jest najważniejszy, a sama droga do niego prowadząca. Niestety książka zupełnie minęła się z moimi oczekiwaniami. Być może były trochę wygórowane, a sama lektura straciła na tym, że przed nią czytałam Autostopem przez życie. Dlatego ta recenzja będzie swego rodzaju recenzją porównawczą.

Sam tytuł, opis i okładka zachęciły mnie, żeby zobaczyć, co się pod tym kryje. Uwielbiam patrzeć na świat z wysokości rowerowego siodełka. A patrzenie na Hiszpanię jest tym bardziej ciekawe. Do tego wątek samotnej podróży. Czego chcieć więcej? Emocji i otwartości na świat. 

Cóż, nie była to pełna wrażeń lektura. Co prawda było mnóstwo przygód i wydarzeń odstępujących od codzienności, aczkolwiek nie udało im się wyjść poza całą resztę książki. Myślę, że w tym wszystkim było za dużo słów. Właśnie, trochę taka przegadana ta książka. Bardziej przypominała artykuł aniżeli pamiętnik z podróży. Tak jak podróżniczka nie zdołała się w pełni otworzyć na kraj, do którego przyleciała z Polski, tak i nie zdołała się otworzyć na czytelnia. W przypadku książki Przemka rzeczywiście czułam się, jakbym czytała wspomnienia najlepszego kumpla. A tym razem był ogromny dystans pomiędzy autorką a czytelnikiem. 

Po przeczytaniu tej książki nie stałam się fanką CheEvary. Aczkolwiek doceniam pomysł i odwagę pani Ewy. Nie przypadł mi jednak do gustu sposób w jaki opowiedziała nam swoje przygody. Cały czas czułam sceptycyzm i wycofanie autorki w sposobie postępowania. Rozumiem, że nie każdy potrafi i chce się otworzyć na nowe otoczenie, ale w podróży, do tego samotnej, wypadałoby wykazać trochę dobrych chęci, zaufać tubylcom i się tak nie spinać. Ostrożność ważna rzecz, ale tutaj było jej aż do przesady. Nie, żeby autorka cały czas trzymała się jakoś z boku otaczającego ją świata, bo było naprawdę sporo sytuacji, kiedy korzystała z towarzystwa i pomocy miejscowych, ale i tak dało się wyczuć pewnego rodzaju dystans. Zabrakło mi świeżości i spontaniczności. Albo, jak już wspomniałam, po prostu miałam zbyt wygórowane oczekiwania. Niestety spojrzałam na tę książkę przez pryzmat poprzedniej, przez co wyostrzyły się pewne rzeczy, jak na przykład wspomniany już dystans CheEvary do nowej rzeczywistości i do samego odbiorcy.

Mimo, że początkowo książka bardzo mnie zaciekawiła, zawiodłam się. Na pewno nie zostałam zachęcona do podróży rowerem po Hiszpanii. Choć autorka przez całą drogę pokazywała, że rowerzysta, do tego obcokrajowiec, na Półwyspie Iberyjskim nie jest do końca osamotniony i jeśli ma mnóstwo chęci, pokona każdą górę, książka w jakiś sposób zasugerowała, że jednak taki rodzaj podróżowania w tamtej części Europy jest niemożliwy. Czy sama to sprawdzę? Na razie połączenie Hiszpanii z rowerem nie bardzo mnie przekonuje. A wyglądało tak pięknie...

Post w ramach akcji Międzyblogowego Kącika Czytelniczego.

PS. Ostatnio mniej mnie w blogosferze. Niestety studia dosyć mocno obciążają mój grafik. Jednak w każdej wolnej chwili coś tam robię, żeby nie tworzyć sobie nie wiadomo jakich zaległości. Mam jeszcze sporo materiałów na posty. Ale brak po prostu wystarczającej ilości czasu, żeby wszystko opracować i wrzucić na bloga. Także cierpliwości, proszę :)

8 komentarzy:

  1. "Raczej mało spotykane, by ktoś przemierzał rowerem Półwysep Iberyjski czysto turystycznie." - z drugiej strony to właśnie pielgrzymki do Santiago de Compostela są najpierwszym ruchem turystycznym w Europie (a chyba i na świecie) który został zorganizowany, opisany i doczekał się jakiej takiej infrastruktury... a rower, to tylko jedna z metod przemieszczania się. Choć faktycznie Hiszpanię i Portugalię wolał bym zwiedzać na piechotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga św. Jakuba rzeczywiście ostatnimi czasy cieszy się sporą popularnością, ale to przecież tylko część Hiszpanii.

      Usuń
  2. Hello Dear Jula!
    Interesting article!
    I wish you great weekend, my dear!
    I kiss you and hug you!
    Thanks for visiting!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na własną rękę tak i bardzo chętnie, ale rowerem chyba bym się nie odważyła. Górzysta ta Hiszpania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach ta Hiszpania:) Oj czasem tak jest, że książki nie przypadają nam do gustu. Pomysł podróżowania autorki bardzo mnie się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się bardzo marzy dłuższa podróż gdzieś właśnie na rowerze - to może być naprawdę niesamowite przeżycie i zupełnie nowe doznania. Wydaję mi się także, że to właśnie Europa Zachodnia może być miejscem idealnym na sam początek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że na początek można by spróbować z naszą polską trasą rowerową - Green Velo.

      Usuń
  6. Jula, bardzo cieakawa recenzja! :)
    Teraz i mnie trochę mniej będzie na blogu, a to ze względu na zmiany, które już zaszły w naszym życiu ;) Zapraszam na mój dzisiejszy wpis :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)))

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)