29 maja 2015

Zapach pergaminu #9 Podróż nie tylko w czasie

Wchodzę do biblioteki pachnącej książkami. Witam się z paniami bibliotekarkami szerokim uśmiechem i zastanawiam się, jaka perełka tym razem wpadnie mi w ręce. Nie miałam niestety dość czasu na spacer między alejkami utworzonymi z wysokich regałów wypełnionych po brzegi najróżniejszymi książkami. Dlatego poprosiłam panią bibliotekarkę, żeby poleciła coś z podróżniczej półki. Zniknęła w gąszczu wołających "weź mnie" woluminów, by po paru minutach przedstawić mi kilka propozycji. Nie musiałam długo się zastanawiać. Wypożyczyłam książkę ze wspomnieniami Kingi Choszcz z jej pierwszej wyprawy. Do Nepalu.

źródło: lubimyczytac.pl
Pierwsza Wyprawa - Nepal została wydana już po śmierci podróżniczki, dlatego nie zawiera żadnych korekt autorki zapisków. Tak, jak stworzyła je podczas podróży, w takiej formie możemy je dzisiaj czytać na łamach książki. Ma to swoje plusy. Rzeczywistość, którą przedstawia Kinga, widzimy tak, jak ona ją widziała, nie w pamięci, nie w wyobraźni, ale na żywo, w danej chwili. Czytając tę pozycję, czułam się trochę tak, jakbym odkryła czyjś pamiętnik i na chwilę stała się osobą, która go pisała. Bo z pamiętnikami to jest tak, że chcąc nie chcąc zawierają emocje i uczucia autora. Nawet jeśli pamiętnikarz opisywał jedynie krajobraz. 

Jeśli ktoś liczy, że biorąc tę książkę do ręki, znajdzie w niej przydatne informacje na temat podróży do Nepalu, czy Indii, albo ujrzy w niej te kraje z perspektywy samodzielnego podróżnika, to lepiej niech w ogóle książki nie chwyta. To nie jest kolejny przewodnik, czy poradnik. Nie mogę też uznać tej pozycji jako takiej inspiracji do własnej podróży. Fakt, że autorka odbywała tę wyprawę dwadzieścia lat temu robi swoje. Właściwie co to 20 lat? (no, dla mnie całe życie :) ). Jednak biorąc pod uwagę szybkość rozwoju technologicznego, a także gospodarczego, to sporo czasu. Dopiero czytając Pierwszą wyprawę, uświadomiłam sobie, ile rzeczy się zmieniło i to niektóre nawet nie do poznania. Aczkolwiek odnalazłam również pewne analogie. Dlatego tym razem nie będę właściwie opisywać samej książki, a bardziej skupię się na różnicach i podobieństwach podróży wczoraj i dziś.

Po pierwsze: ŚWIADOMOŚĆ. Jeszcze jakiś czas temu zagraniczny wyjazd na wakacje był luksusem, a samotna podróż dookoła świata szaleństwem. Dzisiaj jednak świat stoi przed nami otworem. Każdy, jeśli tylko ma chęci, może wyruszyć w drogę. Niezbędne informacje są ogólnodostępne. Internet jest pełen faktów i mitów na temat podróżowania. A to wszystko z pewnych źródeł. Od samych podróżników, którzy postanowili stworzyć swoje miejsce w sieci, które nie tylko staje się pamiętnikiem z wyjazdów, ale także bazą praktycznych informacji, dla tych, którzy dopiero się pakują. A przy okazji można poznać ludzi z pasją, pozytywnie zakręconych tak jak my sami. I w tym momencie świat staje się nagle dziwnie mały.  

Po drugie: SPOSÓB PRZEMIESZCZANIA SIĘ. Akurat w tym przypadku niewiele się zmieniło. Może jedynie dominacja jednych środków transportu nad drugimi. Ale nadal mamy pociągi, samoloty, autostop. Doszedł jedynie Bla Bla Car, choć może i wcześniej stosowano podobne praktyki.

Odnoszę jednak wrażenie, że dzisiaj jakoś łatwiej się przemieszczać z miejsca na miejsce. Jest chyba więcej połączeń. Nie musisz jechać na drugi koniec kraju, by wsiąść w samolot, który zabierze Cię za ocean. Wystarczy, że dotrzesz do najbliższego większego miasta, z lotniskiem. Chyba że akurat załapałeś się na korzystną promocję proponowaną przez linie lotnicze :)

W tym wypadku również jest pomocny Internet. Bo bez wychodzenia z domu możesz zabukować bilet. Tutaj również znajdziesz wspomniane promocje, nie tylko lotnicze.

Po trzecie: NOCLEG. Dzisiaj jesteśmy zarzucani ofertami hoteli, hosteli, pensjonatów. Znajdziemy nocleg w każdym zakątku świata, dzięki portalom takim jak chociażby booking.com czy np. airbnb.com. A dla tych, którzy pragną poznać od kuchni społeczeństwo odwiedzanego państwa, a także podszkolić się z języka, istnieje coś takiego jak CouchSurfing. I tutaj powrócę do książki, której miał dotyczyć post. Ogromnie się zdziwiłam, kiedy przeczytałam, że i 20 lat temu podróżnicy korzystali z podobnego sposobu na nocleg. Nie było internetu, ale udało się zrzeszyć osoby z całego świata, które mogą przyjąć pod swój dach podróżnika. I oczywiście, podobnie jak dzisiaj, taka wizyta nie sprowadzała się jedynie do noclegu. Gospodarze proponowali również żywe uczestnictwo w życiu rodziny, pomagali przy wyborze dalszej trasy, mówili, co warto zwiedzić, gdzie lepiej się nie zapuszczać.

Po czwarte: PAMIĄTKI Z PODRÓŻY. Głównie mam tu na myśli zdjęcia, bo jest to jedna z lepszych pamiątek. Jeszcze w czasach podstawówki, pamiętam, jak byliśmy na wycieczce w Gnieźnie i większość zamiast skupić się na tym, co mówi przewodnik, skakała z "lustrzankami", by uchwycić obiekt w jak najlepszej scenerii. A jakie było potem rozczarowanie, kiedy wywołało się zdjęcia z kliszy, a na tych kilkunastu fotografiach tylko jakieś bohomazy. Jakim zbawieniem są dzisiejsze aparaty. Zdjęć robisz ile chcesz, a jak karta pamięci pełna, zawsze można je wrzucić na pendrive'a i pstrykać dalej. Stop! Przecież teraz nie musisz mieć nawet specjalistycznego aparatu. Wystarczy smartfon. Wywoływanie? Przecież od razu, już w trakcie podróży możesz wrzucić zdjęcia na facebooka, instagrama, czy coś tam jeszcze innego i pochwalić się rodzinie, znajomym... Ale to nie to samo. Oglądanie fotografii na ekranie komputera nie robi takiego wrażenia, jak krajobrazy na tradycyjnych zdjęciach. Poza tym często jest ich tyle, że po prostu nie chce się tego wszystkiego przeglądać. Zgrywamy zdjęcia na dysk i zapominamy o nich. Po latach oddajemy komputer do naprawy, bo już się z niego staruszek zrobił i formatują go... Znacie ten ból? Ale można tego uniknąć. Wystarczy chwilę posiedzieć i wybrać najlepsze ujęcia, wywołać zdjęcia, a potem wkleić do albumu. Pamiątka na całe życie (tak jak ta chińska ciupaga z Krupówek).

Po piąte: KOMUNIKACJA. Ani miejska, ani międzynarodowa, a międzyludzka. Między Tobą, zwiedzającym jeden z cudów świata, a Twoją rodziną, która z niecierpliwością czeka na relację z podróży. Jakim zbawieniem są w tym momencie telefony komórkowe, poczta elektroniczna, portale społecznościowe, skype. A jak było jeszcze dekadę temu? Smartfony były science-fiction. Teraz każdy ma taki, a nawet dwa, bo przecież służbowy i prywatny. A i tak nieraz ciężko się dodzwonić... Teraz wyobraźcie sobie, że musicie znaleźć jakiś papier, przy odrobinie szczęścia uda Wam się kupić kolorową pocztówkę, potem w trzech zdaniach opisać pół podróży i zapewnić, że jesteście cali i zdrowi, następnym punktem będą poszukiwania urzędu pocztowego, próba dogadania się z native-speakerem, który ani me, ani be po angielsku, a tym bardziej po polsku, żeby kupić znaczek; na koniec wysyłamy, ale jaką mamy pewność, że wiadomość dojdzie pod wskazany adres?

Jedno na pewno się nie zmienia, a przynajmniej nie w tak zastraszającym tempie jak technologia. Ludzie. Starożytność, średniowiecze, wiek XX, czy czasy współczesne, a człowiek człowiekowi nadal bratem. Pomijam przypadki wojen, konfliktów itd. Taki świat jest przedstawiany w mediach. Oczywiście on istnieje (niestety), ale nie zmienia to faktu, że i dobroć, przyjaźń, uczynność czy wsparcie nadal można znaleźć w drugim człowieku.

Życie jest dzisiaj łatwiejsze, świat mniejszy, ale brakuje nam czasu, by to docenić. Ciągły pośpiech jest nieodłącznym elementem obecnej rzeczywistości. Czy mamy jeszcze czas by zatopić się w kulturze obcego kraju, by zasmakować regionalnych specjałów, by potańczyć w rytm lokalnej muzyki? Czy mamy dość odwagi, żeby zostawić swój wygodny świat i zacząć odkrywać nowe lądy, poznawać wspaniałych ludzi, w końcu zatrzymać się i żyć?!

Chyba czas kończyć tę pisaninę, bo jeszcze zanudzę Was na śmierć o ile nie stało się to już gdzieś w połowie tego wywodu, który i tak z przedstawioną książką ma niewiele wspólnego. Cóż, tak to już jest, kiedy zabieram się za pisanie, kiedy nie mam na nie żadnego pomysłu i po prostu piszę... Już nawet nie sprawdzałam tekstu, więc za jakiekolwiek błędy przepraszam. Mam nadzieję, że zbytnio Was nie zniechęciłam do tego bloga. Bo już niedługo więcej wycieczek i zdjęć, które na pewno są przyjemniejsze dla oka niż zlepek literek :)

Post w ramach akcji Międzyblogowego Kącika Czytelniczego.

9 komentarzy:

  1. Julo,
    nie tak dawno pisałaś, że nie masz zbytniej ochoty na pisanie. A tutaj? fantastyczna recenzja!!!!!!!!!!!!!
    Szkoda, że biblioteka jest już zamknięta. Zaraz bym popędziła i zabrała książkę polecaną przez Ciebie.
    Miłego weekendu:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle recenzja, co własne przemyślenia zainspirowane książką.
      I tym razem jakoś specjalnie nie miałam chęci na pisanie :) Widocznie zawsze muszę pisać, kiedy nie mam natchnienia, bo wtedy jakoś więcej napiszę ;)
      Weekend będzie miły. Jestem tego pewna.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jak dawno nie czytałam tego typu książek...
    Chyba muszę wrócić....
    A póki co gratuluję recenzji i pozdrawiam serdecznie, j.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto czytać książki podróżników, bo dużo mówią nie tylko o świecie, ale i o samym życiu i o ludziach. Są prawdziwe.
      Dziękuję :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. O! Widzę zmiany na blogu - bardzo mi się podobają:) Bardzo chętnie sięgnę po tę pozycję, bo lubię książki podróżnicze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zmiany przypadły do gustu. Długo mi to trwało, ale w końcu udało mi się stworzyć szablon, który mnie zadowala i nie tylko mnie (jak dobrze to "słyszeć" :))

      Usuń
  4. Fajna recenzja, bardzo szczegółowa :) Muszę się wziąć na blogu za takie recenzje bo mam kilka pozycji podróżniczych :))
    Świetne zmiany na blogu, na bardzo duuuuuży plus :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią bym poczytała. Jest mnóstwo książek podróżniczych, o których wielu nie ma pojęcia, a są one naprawdę godne uwagi. Warto dzielić się swoimi czytelniczymi odkryciami :)
      Jakże się cieszę, że nowy szablon się podoba :)

      Usuń
  5. Świetna dziewczyna... była. Dobrze że choć książki zostały. Non omnis moriar...

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)