1 lutego 2018

Już nic nie będzie takie samo

Na blogu królują głównie wpisy podróżnicze, które są moją subiektywną opinią dotyczącą miejsc, które udało mi się odwiedzić. Mam nadzieję, że w jakiś sposób udało mi się nimi Was zachęcić do podróżowania i odkrywania tych miejsc samemu. Bo każdy widzi świat inaczej :) 

Ale dzisiejszy post będzie bardziej osobisty, aczkolwiek nadal trochę w temacie podróży, bo o ich skutkach, przede wszystkim tych związanych z Erasmusem. Bo to na tym doświadczeniu chciałabym się dzisiaj skupić najbardziej.

Uniwersytet Masaryka, Brno, Czechy


Odkąd rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Gdańskim, wyjazd na Erasmusa stał się moim marzeniem. Wyobrażałam sobie słoneczną Hiszpanię, najlepiej Andaluzję. Na śniadanie pan con tomate. Do kolacji wino tinto. I tak dalej, i tak dalej. A wylądowałam w Czechach, w Brnie, w którym przez większość mojego pobytu padało. Tak, nawet teraz pada. Ale w ogóle nie żałuję. To było najlepsze pół roku w moim życiu. Choć tak naprawdę przygoda z Erasmusem rozpoczęła się dużo wcześniej (rekrutacja, dokumenty, wszystkie przygotowania - pisałam o tym tutaj) i tak naprawdę nigdy się nie skończy. Bo Erasmus to nie jest ten czas, który się spędza na zagranicznej uczelni. To znacznie więcej i właściwie trudno powiedzieć, co tak dokładnie. Chyba trzeba to przeżyć, żeby zrozumieć i zdać sobie sprawę, że Erasmus zmienia wszystko. Już nic nie jest takie samo, jak było przed wyjazdem. Nic. 

Budapeszt, Węgry

Siedzę w swoim pokoju i patrzę na tą walizkę i wiem, że kolejny etap tej przygody właśnie dobiega końca. Jutro wsiądę w autobus i już nie wrócę. Do Brna wrócę, tego jestem pewna, bo to miasto stało się moim drugim domem. Ale już nie wrócę do tego momentu. Bo to Brno z przyszłości nie będzie tym samym Brnem, z którym się teraz żegnam.

Mikulov, Czechy

Idealnie pamiętam mój pierwszy dzień w Brnie. Byłam zmęczona podróżą, potwornie śpiąca i do tego tak bardzo zagubiona. Ale świeciło słońce i było tak przyjemnie ciepło, a ja się gotowałam w tej kurtce z polarem, bo oczywiście w Polsce, jak wyjeżdżałam, było zimno. 

Brno, Czechy

Pierwsze tygodnie to przede wszystkim poznawanie i akomodacja. Mnóstwo nowych ludzi, standardowe pytania: jak się nazywasz? skąd jesteś? co studiujesz? Ale teraz i tak się tego nie pamięta, tym bardziej, jeśli widziało się tych ludzi tylko raz. A potem spotykasz na swojej drodze osoby, które stają się naprawdę ważne. Wspólne podróże, rozmowy, posiłki i przede wszystkim mnóstwo pięknych wspomnień.

Šakvice, Czechy

I nagle bach! Koniec. Nadszedł czas pożegnania. I to jest kolejny dzień, który będę bardzo dobrze pamiętać. Aczkolwiek w porównaniu z pierwszym dniem w Brnie, dzień pożegnania będzie należał do tych z kategorii smutnych wspomnień. Powiedzieć do widzenia nie jest trudno, kiedy wiesz, że wrócisz, ale kiedy zdajesz sobie sprawę, że to naprawdę koniec... Już nic nie będzie takie samo...

Bratysława, Słowacja

Będę tęsknić. Ale nie żałuję niczego. Erasmus to jest niesamowita przygoda i jestem niemalże pewna, że każdy kto tego doświadczył, może powiedzieć, że to była najlepsza decyzja w jego życiu. 

10 komentarzy:

  1. Najważniejsza rzecz, że Ty jesteś z tego pobytu zadowolona i wniósł on do Twojego życia nowe znajomości i refleksje. Na pewno jesteś bogatsza w nowe doświadczenia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę każda podróż/przygoda sprawia, że stajemy się bogatsi. Ale Erasmus to coś więcej. I chyba naprawdę trzeba to przeżyć, żeby to w pełni zrozumieć.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. super, że Ci się podobało mimo tak znaczących róznić marzeń a rzeczywistosci (Hiszpania vs. Czechy) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym momencie już nie miało znaczenia czy Hiszpania, czy Czechy. Ja sobie coś wymarzyłam, ale życie przygotowało dla mnie coś innego, a ja jestem za to wdzięczna. Teraz nie potrafię sobie wyobrazić, jakby to było, gdybym pojechała do Hiszpanii... Cieszę się, że znalazłam się w tamtym miejscu, w tamtym momencie. Nie mogło być lepiej. Najlepsza przygoda życia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Po to są takie programy jak Erasmus żeby potem już nic nie było takie samo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację. Tylko, że w momencie rekrutacji nikt o tym nie mówi i nawet się o tym nie myśli. Nawet w trakcie Erasmusa się tego nie czuje. Dopiero, gdy nadchodzi czas pożegnania, wówczas sobie uświadamiamy, jak bardzo to nas zmieniło.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Każde doświadczenie w życiu jest ważne, bo nas o prostu wzbogaca.
    A takie programy wzbogacają podwójnie.
    Ja wiem jedno: wszystko dzieje się w najwłaściwszym dla nas czasie...

    Wszelkiego dobra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, tak miało być. Cieszę się, że byłam akurat tam, akurat w tamtym momencie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nie byłam na Erasmusie i to jedna z tych rzeczy, których w swoim życiu żałuję. Byłam blisko złożenia dokumentów, ale zrezygnowałam w ostatniej chwili składania wniosków. Brno brzmi ciekawie, dobrze że Ci się tam podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed wyjazdem, gdy trzeba było załatwić te wszystkie papierkowe sprawy, też mi się odechciewało, ale przetrwałam to i szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, co by było gdybym w którymś momencie się poddała... Na szczęście pojechałam i teraz mam mnóstwo wspaniałych wspomnień.
      Pozdrawiam

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)