16 czerwca 2015

W samym centrum średniowiecznego Gdańska

Na pewno znacie muzea typu szklane gablotki, nudne eksponaty, o których nic nie wiadomo, bo krótka notatka gdzieś się zawieruszyła i przewodnik, który co chwilę powtarza, by nic nie dotykać, bo jeszcze się rozsypie. Ale to już przeszłość. Teraz muzea są instytucjami, w których można naprawdę miło spędzić czas i w bardzo ciekawy sposób poznać historię. Można dotknąć, na własne oczy zobaczyć i poczuć się jak w przeszłości, np. kosztując przysmaki podawane w tej oberży :)


Już po raz kolejny wracam do Gdańska, a dokładniej do jednego z gdańskich muzeów. Muzeum Archeologiczne, a dokładniej jeden z jego oddziałów mieści się w dawnym spichlerzu Błękitny Baranek przy ulicy Chmielnej. Nie jest to samo centrum Śródmieścia, dlatego też mało kto tu zachodzi, a naprawdę warto. Także przy okazji wizyty w Wolnym Mieście, odejdźcie kawałek od osławionej Długiej i skierujcie swoje kroki w stronę Centrum Edukacji Archeologicznej. Ażeby Was zachęcić opowiem Wam, co się działo na przełomie XIV i XV wieku na średniowiecznej uliczce hanzeatyckiej. 

Na straganie, w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy...



Stuk, puk, stuk, puk. Młotek idzie w ruch. Wióry lecą. Gdańscy stolarze najlepsze wiadra klecą. 


Kowalowi nie straszna temperatura buchająca z pieca. Najważniejsze, by rycerz na warcie godnie się prezentował. 


U szewca spokojnie, cicho. Buty jeszcze nie gotowe, więc ruchu dzisiaj w pracowni nie ma. 


Za to medyk pełną parą miesza zdrowotne eliksiry. Kolejka chorych długa się już ustawiła. Dziś pan lekarz sobie nie odpocznie. Nawet kot tym razem ospały jak wczoraj nie jest.  



A gdy komuś już nadziei na wyzdrowienie zabrakło, do świątyni idzie. Może jaki mnich mu doda otuchy...


Poza tym w Gdańsku życie toczy się jak co dzień. Kupiec siedzi nad produktami. Skrupulatnie coś notuje. Byle tylko zamorscy kontrahenci go nie oszukali, bo, nie daj Boże, pieniędzy na nową suknię dla córki zabraknie.  



Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia. Są i tacy, co muszą harować cały dzień, by talara na chleb zarobić, by wykarmić trzódkę i tego nieznośnego łobuza, synka ukochanego. 




No, a po ciężkim dniu najlepszym sposobem na relaks jest kąpiel w gorącej wodzie. 


Już dawno tak świetnie się nie bawiłam w żadnym muzeum. Byłam zachwycona. Głównie właśnie wystawą, którą Wam przedstawiłam. Bo oprócz rekonstrukcji miejskiego życia, można też pooglądać eksponaty, perełki archeologiczne,  czy obejrzeć film o wyspie spichrzów.

Zapomniałam też wcześniej dodać, że oprócz doznań wzrokowych, czekają na zwiedzających doznania słuchowe i węchowe, także nie przestraszcie się, kiedy usłyszycie płacz dziecka, a jesteście przekonani, że przecież nikogo więcej w muzeum nie ma :)

Informacje praktyczne:
Centrum Edukacji Archeologicznej "Błękitny Lew"
Gdańsk ul. Chmielna 53, Spichlerz "Błękiwtny Baranek"

GODZINY OTWARCIA:
w sezonie (lipiec i sierpień) wt-nd; 9-18
poza sezonem (wrzesień - czerwiec) wt-nd; 9-17
w poniedziałki nieczynne! 

BILETY:
normalny 10zł
ulgowy 8zł
nie ma dni z darmowym wstępem :(

Więcej na stronie internetowej.


A gdy już dosyć będziecie mieć historii, może warto wybrać się na "przejażdżkę" gdańskim okiem. Nie bez przyczyny wspominam o Diabelskim Młynie, który robił furorę na Jarmarku Dominikańskim. Karuzela kojarzy mi się z London Eye, a jak jeszcze dodam do tego muzeum, w którym tyle postaci prawie jak figury woskowe z krainy Madame Tussaud, to już w ogóle czułam się, jakbym była w Londynie. Podobieństwo Gdańska do angielskiej stolicy nie jest zamierzone i pewnie niewielu w ogóle je dostrzega, ale ktoś, dla kogo Londyn jest podróżniczym marzeniem, na pewno choć przez chwilę poczuje się, jakby był na Wyspach. Tym bardziej, że wokół gwar rozmów w najróżniejszych językach świata. 


I na koniec jeszcze mały bonus. Ja z moją średniowieczną rówieśniczką :)


A teraz muszę się jeszcze podzielić radosną informacją. Od wczoraj jestem cała w skowronkach, bo moje kolejne marzenie się spełniło. Jakiś czas temu zgłosiłam się na wolontariat do obsługi dzisiejszego meczu Polska-Grecja. Ku mojej ogromnej radości jadę dzisiaj do Gdańska na stadion i będę miała możliwość nie tylko kibicowania z trybun, ale także uczestnictwa w tym sportowym wydarzeniu. Jestem tak szczęśliwa, że cały czas się zastanawiam, czy to nie sen. Także więcej w tym temacie, jak już będę to wszystko miała za sobą. Tymczasem trzymajcie kciuki za naszych. 

15 komentarzy:

  1. Hmn...dziwne, bo jak byłam ostatnio to muzeum było zamknięte na cztery spusty...może to uroki majówki? No nie wiem. Bardzo się cieszę, że Twoje marzenie się spełniło, niech się spełniają najlepiej wszystkie po kolei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście dziwne. Ja byłam 27 maja i było otwarte...
      Spełnią się. Wierzę w to :)

      Usuń
  2. Jak bardzo mi to przypomina muzeum Muelle de las Carabellas w La Rabida na poludniu Hiszpanii, a poswiecone oczywiscie wyprawa Kolumba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygooglowałam zdjęcia z tego muzeum. Faktycznie podobne. Może kiedyś uda mi się tam dotrzeć :)

      Usuń
  3. Nie jest zbyt wielką fanką muzeów ale takie, w których można się cofnąć do przeszłości bardzo lubię. W miniony weekend byłam w podobnym muzeum w Hiszpanii i byłam zachwycona spacerem po gospodarstwie sprzed wielu lat - czasami ciężko uwierzyć jak wiele od tamtego czasu się zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj muzea są zupełnie inne niż jeszcze kilka lat temu i trudno się w nich nudzić, tym bardziej, że w tak żywy sposób fundują nam podróż w czasie :)

      Usuń
  4. Gratuluję wolontariatu na meczu. Mój Eryk ogląda a ja słucham.
    Świetne porównanie Gdańskiego Oka do London Eye. Oba usytuowane są w pobliżu wody.
    Uwielbiam wszelkiego typu muzea. W czasie swoich wojaży jeżeli tylko mam okazję zobaczyć jakieś to nie odpuszczam.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  5. No i jak było na meczu? :)

    Też lubię takie wystawy. Pomagają poczuć klimat tamtych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale mnie przeniosłaś do przeszłości...! :) Takie muzea to ja lubię, a jak jeszcze dochodzą walory węchowe czy słuchowe to już w ogóle frajda :)))
    I jak po meczu? Co prawda pasjonujący nie był, bo oglądałam,a le dla Ciebie to pewnie było mega przeżycie :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Julio, Agnieszko, zamierzam przygotować krótką relację z tego wydarzenia, także niebawem się dowiecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zawsze jestem zainteresowana zwiedzaniem takich miejsc :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Teraz takie ekspozycje to już norma, dioramy wkroczyły do muzealnictwa i zwykłe gabloty już nie mają wzięcia.
    Ostatnio byłem z moimi w Trzcinicy pod Jasłem - tam jest podobnie (tyle że plenerowo).

    Gratulacje z okazji meczu - w sumie to nasi nie zawiedli! Przynajmniej mogłaś się wyspać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Dawne muzea zostały wyparte przez te unowocześnione, które w bardzo przyjemny sposób pokazują historię. Ale nadal panuje przekonanie, że muzea to najnudniejszy punkt wycieczek. Na szczęście powoli się to zaczyna zmieniać.
      Z tym spaniem nie było tak łatwo. Trochę za głośno, jak dla mnie ;)

      Usuń
  10. Me gustan estos museos nos muestran la vida que hacian entonces.
    Felicidades por ser voluntaria en el partido, vas a disfrutar mucho.
    Me alegra conocerte Jula ;))
    Besos.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)