Tam gdzie światło nie dociera
Od kilkunastu dni próbuję się zmobilizować no napisania czegoś sensownego i po prostu mi nie idzie. Zaczynało się od genialnego planu, że siadam i piszę, nawet w kalendarzu sobie zapisywałam, żeby nie zapomnieć, że powinnam się zająć blogiem. Natomiast na tym genialnym planie zazwyczaj się kończyło, bo choć bardzo chciałam, nie wiedziałam o czym mam pisać. Tematów mam dużo. W tym samym kalendarzu mam całą listę miejsc, o których jeszcze Wam na blogu nie wspominałam. Natomiast nic mnie jakoś skutecznie nie przyciągało, toteż ciągle to pisanie odkładałam w czasie. Dzisiaj również miałam kilka podejść, które zakończyły się po prostu zamknięciem laptopa. Ale wreszcie otworzyłam kalendarz na stronie z pomysłami na blogowe wpisy i chyba nareszcie wiem, o czym napiszę.
Wybór samą trochę mnie zaskoczył, ponieważ akurat to miejsce, o którym Wam dzisiaj opowiem, miałam zaznaczone w nawiasie - jako miejsce, w którym byłam, ale raczej mało ciekawe na blogowy wpis. A to dlatego, że nie mam stamtąd żadnych zdjęć. A zdjęć stamtąd nie mam, bo było tam kompletnie ciemno i i tak na tych zdjęciach byłaby tylko nieprzenikniona czerń.
Po kilkuset przejechany kilometrach i nieprzespanej nocy (bo ja niestety nie potrafię spać w autokarach) wysiadam na niepozornym parkingu w jakiejś można by powiedzieć dziczy, bo dookoła nie było nikogo, żadnych zabudowań, tylko pola i las. Pewnie teraz sobie trochę dopowiadam, bo już kilka lat minęło od tamtego dnia, ale właśnie tak zapamiętałam tamten moment. Jest mi zimno od niewyspania. Jestem głodna. I rozczochrana, chociaż wokół mówią mi, że mam piękne falowane włosy. Idziemy z grupą w jedynym możliwym kierunku. Wdycham zapach porannego lasu, choć godzina wcale już taka wczesna nie była. Robię jedno, dwa zdjęcia, żeby jednak było coś na pamiątkę, ale tak naprawdę nie było co fotografować. Kanciasty budynek trochę z innej epoki, jakiś kawiarniany ogródek, gdzie pewnie można wypić koszmarnie drogą kawę i tablica z nazwą miejsca. Czekamy na godzinę naszego wejścia. Ale właśnie! Przecież ja Wam nawet jeszcze nie powiedziałam, gdzie właśnie jesteśmy i co zaraz zobaczymy (albo i nie haha).
Jaskinia Raj to chyba obok Jaskini Niedźwiedzia najbardziej znana jaskinia na terenie Polski. Została odkryta w latach 60. Do tamtego momentu, wejście do niej było zasypane i dzięki temu te wszystkie niezwykłe formy naciekowe przetrwały do naszych czasów. Na podstawie licznych badań stwierdzono, że niegdyś jaskinia była zamieszkiwana przez człowieka neandertalskiego. W środku znaleziono szczątki zwierząt tamtej epoki, jak chociażby mamuta, nosorożca włochatego, czy niedźwiedzia jaskiniowego. Obecnie jaskinia jest zamieszkiwana przez nietoperze i w związku z tym zimą jest ona niedostępna dla zwiedzających, by nie zakłócać ich zimowego spokoju.
Zwiedzanie jaskini odbywa się z przewodnikiem w małych grupach i uważam, że jest to ogromny plus, ponieważ na spokojnie można obejrzeć wszystkie niezwykłe formy naciekowe i przy okazji jeszcze czegoś się dowiedzieć. Na początek przechodzimy przez Komorę Wstępną, która służy głównie ochronie mikroklimatu jaskini. Przez cały rok w Jaskini Raj panuje stała temperatura - ok. 9 stopni Celsjusza i duża wilgotność powietrza - w granicach 95%. Wewnątrz obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. Natomiast na zdjęciach i tak pewnie mało by było widać, gdyż pomimo tego, że jaskinia jest doświetlona, panuje tam półmrok i żeby zobaczyć niektóre z ciekawszych form naciekowych, przewodniczka musiała na nie skierować światło latarki.
Jaskiń już trochę widziałam w swoim życiu. Jaskinia Niedźwiedzia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, bo była jedną z pierwszych. Potem zaczęłam odwiedzać te na Majorce i muszę przyznać, że ich powierzchnia robi spore wrażenie. Natomiast Jaskinia Raj też na długo zostanie przeze mnie zapamiętana. Natomiast nie ze względu na jej krajobraz speleologiczny, ale dlatego, że doświadczyłam tam kompletnej ciemności.
Gdy weszliśmy do jednej z grot, została nam zademonstrowana ciemność. Brzmi to dziwnie, ale nie wiem, jak inaczej miałabym to ująć w słowa. Do wnętrza jaskini nie dochodzi choćby najmniejszy promień światła z powierzchni, toteż gdy przewodniczka wyłączyła wszystkie światła (oczywiście wcześniej nas o tym informując, by nie wpaść w panikę), zapadła kompletna ciemność. Po raz pierwszy doświadczyłam czegoś tak niezwykłego i jednocześnie przerażającego. W nocy jest ciemno, ale wzrok się przyzwyczaja i jest coś w stanie w takiej ciemności nocy dostrzec. Natomiast tam mijały sekundy, minuty i nadal ciemność. Czarna, nieprzenikniona, dusząca ciemność. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.
Jaskinia Raj swoją nazwę zawdzięcza bajkowym formom naciekowym oraz jaskini sąsiadce, która nazywa się Piekło (więc dla kontrastu tę nazwano Raj). Jaskinia ma ciekawą historię geologiczną. Ślady człowieka znalezione w jej wnętrzu też pobudzają wyobraźnię współczesnych. Natomiast dla mnie te wszystkie informacje i ciekawostki były zaledwie chwilowym zachwytem, bo prawda jest taka, że Jaskinię Raj zapamiętałam głównie przez tę wielką ciemność.
Dzisiaj na Majorce jest szał, bo już dosłownie za chwilę dojdzie do historycznego pełnego zaćmienia słońca. Wyspa na kilka minut pogrąży się w ciemności. I choć nie będę obserwować ruchu Księżyca, jestem ciekawa tego doświadczenia ciemności w środku dnia (no może nie tak w środku, ale rozumiecie co mam na myśli). Słońce jest dla nas czymś tak oczywistym jak tlen. Ale co by się stało, gdyby Słońce nagle zgasło?
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Jaskinia Raj! Potwierdzam, trasa przed wejściem to głównie leśna ścieżka i budynki kas, więc nie ma co fotografować. Natomiast, w samej ( maleńkiej) jaskini i jej pawilonie wejściowym obowiązuje ścisły, całkowity zakaz fotografowania oraz filmowania.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Jaskinia Raj to jedno z tych miejsc, do których trzeba pojechać, żeby zobaczyć ten niezwykły podziemny krajobraz i doświadczyć tamtejszej wyjątkowej atmosfery.
UsuńTrafny wpis w związku z szaleństwem zaćmienia. Było ich już wiele, a jednak ludzie ciągle się podniecają tym faktem i w wielu miejscach, w tym na Majorce, widziałam prawdziwe oblężenia obserwacyjne. Może czekali, czy wydarzy się coś niespodziewanego... Ale wtedy już by nas nie było, wszystkich:)))
OdpowiedzUsuńNajśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że wcale nie planowałam tego wpisu w związku z zaćmieniem, samo jakoś tak to wszystko wyszło. A szał na Majorce... ojej, chyba nie będę tego komentować. Przez tę całą propagandę, wszystkie obostrzenia i masę ludzi odechciało mi się nawet myśleć o tym zaćmieniu. Oczywiście, że było to coś wyjątkowego, ale czy codzienne wschody słońca i zachody to coś mniej wyjątkowego?
UsuńUściski
Ja obserwowałam zaćmienie na moich Malediwach, o czym wiesz, i byłam bardzo podekscytowana, o czym też wiesz 😁. Ale nie aż tak żeby klaskać i wiwatować jak Hiszpanie, których widziałam w wiadomościach. Wpatrywałam się w słońce przez dwie pary okularów słonecznych a ponieważ nawet nie próbowałam robić zdjęć to nic mi z tego spektaklu nie umknęło.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że wpis na blogu o podróżach, nie zawierający żadnego zdjęcia z pokazywanego i opisywanego miejsca, jest ewenementem. Ale ponieważ w Jaskini Raj byłam dwa razy to wiem o czym piszesz i potrafię sobie te stalaktyty i stalagmity wyobrazić.
Zdecydowanie musisz znaleźć jakiś sposób żeby przygotowywać sobie wpisy na zapas bo nie lubię tych Twoich przerw 🙈.
Mogę sobie tylko wyobrazić, jak wyglądały Twoje zachwyty w czasie rzeczywistym. I trochę Ci tego zazdroszczę, bo na Majorce, cała ta otoczka odebrała mi radość z zaćmienia. No ale przecież innymi rzeczami i cudami natury też można się zachwycać. Chyba wybiorę się dzisiaj na jakiś wieczorny spacer, żeby pozachwycać się przyrodą :)
UsuńJak skończyłam pisać ten wpis, to sama byłam w szoku, że stworzyłam coś z niczego :D Jak widzisz, wcale nie trzeba sobie ustawiać dolnej granicy ilości zdjęć, by móc o danym miejscu coś napisać ;) Czasami jestem w stanie napisać więcej o miejscu, skąd nie mam zdjęć, niż o tym, skąd mam setki zdjęć.
Chyba będę musiała wziąć sobie Wasze komentarze do serca (bo nie jesteś pierwszą osobą, która wspomina o tym, że z radością czytałaby moje wpisy częściej) i zmobilizować się do bardziej regularnego pisania.
Ściskam
Świetnie opisałaś to doświadczenie kompletnej ciemności – aż można sobie wyobrazić, jakie musi być niesamowite i trochę przerażające. Jaskinię Raj znam tylko ze zdjęć i opowieści, ale zdecydowanie chciałabym kiedyś zobaczyć ją na własne oczy.
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!
Angelika
PS. W piątek wysłałam kartkę ;) Możesz jej powoli wyczekiwać.
Ta kompletna ciemność naprawdę robi wrażenie. Niesamowite doświadczenie.
UsuńZ Majorki też już poleciała.
A ja doskonale rozumiem tę niemoc twórczą (w moim przypadku to za dużo powiedziane, tę całkowitą niemoc do zabrania się za pisanie). Tyle, że u mnie wynika z depresji, która sprawia że nie mogę się skupić na pisaniu, nie czerpię z tego przyjemności. Aby przełamać tę złą passę popełniłam wpis bardziej zdjęciowy niż tekstowy. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńDobrze, że znalazłaś sposób na przełamanie tej niemocy. Najlepszym sposobem są chyba właśnie jakieś krótkie niezbyt wymagające wpisy. A potem jak się już człowiek rozkręci z tym pisaniem, to te dłuższe teksty właściwie same się piszą.
UsuńWszystkiego dobrego Ci życzę. Pozdrawiam
Julia, i proszę – miało nie być o czym pisać, a wyszedł z tego naprawdę ciekawy wpis! 😊 I chyba właśnie takie historie, oparte bardziej na emocjach i wspomnieniach niż na dziesiątkach zdjęć, czyta się najlepiej. To doświadczenie absolutnej ciemności w jaskini musiało być niesamowite… i trochę przerażające. 😳 Byłam już w kilku jaskiniach, ale takiej „demonstracji ciemności” chyba nigdy nie doświadczyłam. A Jaskinia Raj od dawna jest gdzieś na mojej liście – po Twoim wpisie tym bardziej. ❤️ I jak widać, czasem temat, który wydaje się najmniej oczywisty, okazuje się najlepszy do napisania.
OdpowiedzUsuńSama jestem w szoku, jak to się stało, że byłam w stanie tyle napisać o tym miejscu. Jaskinię Raj polecam. Choć jeśli widziałaś już sporo jaskiń, to ta pewnie nie zrobi aż takiego wrażenia. Ale chociażby dla tego doświadczenia ciemności warto ;)
UsuńPozdrawiam