20 sierpnia 2014

Zapach pergaminu #5 La Tabla Esmeralda

Znowu się wzruszyłam, znowu dostałam gęsiej skórki, jak zawsze, kiedy czytałam choć linijkę tej historii. Właśnie tak się czułam. Obok tej powieści trudno przejść obojętnie. Już od pierwszych zdań wyrywa czytelnika z rzeczywistości i zabiera go w niesamowitą podróż, której celem jest odnalezienie ASTROLOGA.

źródło: Lubimy Czytać
Pierwsze wrażenie mimo wszystko jest bardzo ważne. Dlatego sięgając po książkę jakiegoś nieznanego sobie dotychczas autora:
a) zachwycamy się nią i poszukujemy kolejnych dzieł, które wyszły spod pióra tegoż pisarza,
b) jesteśmy rozczarowani i najprawdopodobniej nigdy więcej nie przeczytamy siostrzanej książki. 

Do zapoznania się z twórczością Carli Montero zachęciła mnie jej głośna powieść Szmaragdowa Tablica. Ale to nie ją pierwszą przeczytałam, a Wiedeńską Grę, o której już pisałam tutaj. Po jej przeczytaniu nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań co do Szmaragdowej Tablicy. Ale jakże się pomyliłam. Tym razem było dużo więcej tajemnic i ślepych zaułków. A powieść dostarczyła mi mnóstwo rozrywki. 

Już po kilku pierwszych rozdziałach, weszłam w rolę detektywa i od razu zabrałam się za próbę rozwikłania zagadki, z jaką mierzyli się bohaterowie. Stałam się częścią tej powieści. Byłam jakby cieniem każdej z postaci. Odczuwałam ich emocje, na świat patrzyłam ich oczyma. Ale nadal doszukiwałam się prawdy. Autorka zafundowała mi spacer po naprawdę wyboistej drodze, na której końcu i tak czekało zaskoczenie. 

Nie będę pisać, co mnie tak bardzo zaskoczyło, bo jeszcze bym się wygadała i nie mielibyście przyjemności z czytania. Wspomnę tylko, że jeśli ktoś nie boi się ciekawych i baaardzo wciągających historii, to powinien tę pozycję przeczytać. 

Wolumin mieści w sobie spisek, dreszczyk emocji i piękną historię miłosną. A to wszystko oprawione prostym językiem malującym poetycki krajobraz. Hmm... Czego chcieć więcej? 

Jednak muszę też zaznaczyć, że książka ma jeden poważny minus (dla takiego mola książkowego, jak ja). Choć 672 strony to nie mało i tak ta historia za szybko się skończyła. Czytało się lekko i przyjemnie. Nie odczuwało się przejść pomiędzy poszczególnymi częściami. Do tego stopnia, że nie potrafiłam odnaleźć odpowiedniego momentu, żeby wsadzić zakładkę między kartki i odłożyć książkę na stolik. Pochłonęłam więc ją jednym tchem. A tak by się chciało nie wracać z tamtego świata...

I ja znowu się rozpłakałam. Weszłam w spiralę płaczu, która nie dawała wytchnienia moim gruczołom łzowym. Czułam się jak na filmie, na którym ciągle się płacze, nawet gdy ma się pewność, że łzy się wyczerpały. Tylko, że ja nie siedziałam na widowni, ale po drugiej stronie ekranu, gdzie obraz nigdy nie stapia się ze słowem KONIEC, gdzie nigdy nie gasną światła, żeby móc płakać po kryjomu. Choć łzy nie towarzyszyły mi przy lekturze, zdecydowanie mogę stwierdzić, że znalazłam się w jednej chwili po tej drugiej stronie ekranu. I to uczucie towarzyszyło mi jeszcze długo po odłożeniu zamkniętej książki na półkę. 

13 komentarzy:

  1. Hello dear Nika!
    I think that is an interesting love story worth reading!
    Wonderful evening my dear!
    Kisses and hugs!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. You're right, Elena. But for me the best in this book was an air of mystery.
      Thank you for visit. Have a nice day ;)

      Usuń
  2. Ach jak dawno już żadnej powieści nie czytałem... w sumie to chyba powód do wstydu. Pomimo że czytam bardzo dużo, to jednak rezygnację z beletrystyki można uznać za zubażanie się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście wolę przeczytać jakąś powieść, która zabierze mnie do innego świata, niż poczytywać artykuły dotyczące spraw bieżących. Czytanie ma być przyjemnością :)

      Usuń
    2. Znaczy tych bieżących to w sumie też mało - preferuję wspomnienia podróżników, naukowców i pozycje popularnonaukowe.

      Usuń
  3. Me encantan las novelas de misterio, donde tienes que ir descubriendo poco a poco quién es el malo:)) Acabo fde leer la última de Camilla lackberg, La mirada de los ángeles.
    Un beso.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Todiavía no he leído ninguno de Camilla Lecberg. Recomiendame algo, por favor. ¿La mirada de los ángeles es bueno por primera vez?
      Saludos :)

      Usuń
  4. Bardzo przyjemną recenzję nam tu przygotowałaś - musze przyznać, że zaczytałam się w niej i poczułam lekki wstęp do książki :)
    Jestem w trakcie poszukiwania jakiejś, tylko że właśnie czegoś z klasyki szukam, coś mnie pcha w stronę nawet tej poważniejszej, np. Tołstoja. "Anna Karenina" chce mnie pochłonąć ;) Chyba sobie zakupię :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Annę Kareninę polecam. Piękna historia. Nie tylko o miłości, ale i o życiu. Z klasyki to mogę polecić też Portret Doriana Graya - daje do myślenia.

      Usuń
    2. Tak jak pisałam, zakupiłam wczoraj Annę K. :) Troche mnie przeraża te 900 stronic, ale dam radę :)

      Usuń
    3. Nawet nie zauważysz, kiedy dotrzesz do końca ;) Tak przynajmniej było w moim przypadku.

      Usuń
  5. W środę wyjęłam z paczkomatu paczkę z książkami i Szmaragdowa Tablica jest właśnie jedną z książek, które kupiłam :). Mam ochotę zacząć czytać już teraz ale muszę najpierw skończyć napoczęty stos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeślibyś zaczęła, to nie byłoby możliwości aby dokończyć ten napoczęty stos :) Życzę przyjemnej lektury.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)