9 lipca 2018

Moja nowa rzeczywistość czyli skutki Erasmusa

Kto śledzi mojego bloga, wie, że przygoda z Erasmusem wiele zmieniła w moim życiu i teraz już nic nie jest takie samo jak przedtem, a już na pewno nie ja. Nie jest to zmiana widoczna gołym okiem, ale przeze mnie bardzo dobrze odczuwalna. Jestem bardziej otwarta na świat i ludzi i, co najważniejsze, nie boję się nowego i korzystam z życia na tyle na ile mogę, bez ograniczeń. Poza tym, nie potrafię usiedzieć w miejscu. Z jednej strony to fatalna cecha, bo gdy jestem w domu, aż mnie nosi i nie potrafię się skupić na nauce, chciałabym być ciągle gdzieś, a przecież nie zawsze można. Z drugiej strony jest to genialny bodziec do poszerzania własnych horyzontów i mapy odwiedzonych miejsc. Ale do czego zmierzam?


Otóż po powrocie z Czech, stale w mojej głowie układały się nowe plany podróżnicze. Z racji studiów niewiele mogłam zrobić, ale w trakcie wakacji postanowiłam zaszaleć. Postanowiłam wyjechać z dala od domu, by zamieszkać z inną rodziną i stać się jej częścią, poznając przy okazji inną kulturę, język, tradycje. Aktualnie mieszkam na Majorce z moją host rodziną. Pracuję, choć może nie jest to słowo idealne w tym przypadku, jako au-pair - najprościej mówiąc - opiekunka.

Pożegnanie z Polską - lotnisko Modlin

Od dawna było to moje marzenie, ale ciągle coś mnie powstrzymywało: bałam się zaryzykować, szkoda mi było pieniędzy na agencję, która pomaga przy szukaniu rodziny i później, w razie problemów, stara ci się pomóc; nie wiedziałam jak to wszystko zorganizować. Tego roku, z większą odwagą, zaczęłam szukać host rodziny na własną rękę na stronie zrzeszającej au-pair i rodziny. Były chwile zwątpienia, kiedy nikt nie odpisywał na moje wiadomości. Poza tym zależało mi na Majorce, a większość rodzin była z Hiszpanii kontynentalnej. Niemniej jednak, fakt, że wybrałam sobie konkretne miejsce, zawężał pole poszukiwań i łatwiej było mi wybrać rodziny, z którymi ewentualnie chciałabym zamieszkać.

Pożegnanie z polskimi chmurami

Pożegnanie z Polską - ostatnie widoki

Moją obecną rodzinę znalazłam przypadkowo. Właściwie już prawie się dogadałam z inną, jednak był mały problem, chcieli, żebym przyjechała w połowie czerwca, a wtedy jeszcze miałam sesję egzaminacyjną, więc nie bardzo mogłam. I wtedy zaczęłam rozmawiać z moją obecną rodziną. Najpierw wymieniliśmy kilka maili, później rozmowa na Skype i decyzja podjęta. Kupiłam bilet i stopniowo zaczęłam się przygotowywać do wyjazdu. 

Widoki z okna na Majorce

Rodzice byli trochę w szoku, jak im powiedziałam, że wyjeżdżam na Majorkę na całe wakacje, ale ogólnie przyjęli to ze spokojem. Trochę gorzej przyjęła to moja babcia, malując czarne scenariusze, że przecież nie znam tych ludzi i że bardzo ryzykuję. Ja tego tak nie widziałam. Może to trochę naiwne, ale to nie było tak, że jadę zupełnie w ciemno. W razie czego, miałam pieniądze, znam język, więc zginąć, bym nie zginęła. Poza tym ta odrobina ryzyka, nadawała kolorów całej tej przygodzie. Najważniejsze to mieć pozytywne nastawienie. Prawda jest taka, że host rodzina ryzykuje tak samo jak au-pair.

Pobliska plaża wieczorami świeci pustkami, a przecież wciąż jest cieplutko

Deptak w Port d'Alcúdia

Do Palmy, tak jak ostatnio, leciałam z Modlina. Sam lot nie trwa długo, bo tylko 3 godziny. Jednak cała moja podróż z domu do nowego domu trwała ponad 12 godzin. Najpierw musiałam się dostać do Modlina, a później czekanie na lotnisku, ponieważ byłam dużo przed czasem, z braku lepszych połączeń kolejowych. W dodatku samolot miał początkowo półgodzinne opóźnienie, które rozrosło sie do prawie 1,5h. Dzięki temu udało mi się obejrzeć pierwszą połowę meczu Polska - Kolumbia. Drugiej na szczęście nie widziałam, bo byłam w tym czasie w przestworzach czekając na swoją upragnioną Majorkę.

Efekty wspólnej pracy

W Palmie wylądowałam ok. 00:30. Środek nocy, ale rodzinka cierpliwie na mnie czekała. A ja w sumie byłam całkiem zadowolona, bo w Palmie w tym czasie było ponad 20 stopni, a ja z Polski wyleciałam w kurtce i długich spodniach, bo pogoda nie była zbyt przyjemna. Przynajmniej nie ugotowałam się już na samym początku mojego pobytu na wyspie. 

Z lotniska mieliśmy jeszcze godzinkę samochodem do domu, a wtedy tylko szybki prysznic i do spania, bo podróż było bardzo męcząca. Na szczęście w poniedziałki host mama ma wolne, więc na spokojnie mogła mi wszystko wytłumaczyć co i jak, jak już wypoczęłam. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda jako au-pair, która będzie trwać jeszcze dwa miesiące.

Plaża Alcanada

Ermita de la Victoria

Ponieważ nie jestem na wakacjach, nie będzie zbyt wielu podróżniczych postów, ale postaram się Wam pokazać, ponownie, Majorkę nieoczywistą, taką od kuchni. Bo tę z katalogów na pewno kojarzycie - pięciogwiazdkowe hotele z basenami i plaża pełna turystów, głównie z Niemiec. Sama mieszkam w bardzo turystycznym nadmorskim miasteczku, ale patrzę na nie z perspektywy domownika, a nie turysty. Na pewno przygotuję jakiś jeden post o Puerto de Alcudia, które w sezonie jest głośne, natomiast zimą, jakby zabite dechami. Będzie też coś o jedzeniu, bo w te wakacje, próbuję sporo nowych smaków, o fiestach i tradycjach. Ale może i wy macie jakieś propozycje i życzenia, o czym chcielibyście poczytać? Zamieszczajcie swoje propozycje i pytania w komentarzach :)

Dzień św. Piotra w Port d'Alcúdia

10 komentarzy:

  1. Czytając poczułam smak przygody :) Życzę Ci wszystkiego dobrego. Jestem trochę starsza od Ciebie, podobnie jak Ty wyjeżdżałam do pracy, choć nie jako au pair. Mam z tamtych wyjazdów wiele niezwykłych wspomnień, choć nie zawsze było różowo ;) Takie wyjazdy zostawiają w człowieku ślad na całe życie - u mnie: marzenie o domu (między innymi ;) Być może gdyby nie te wyjazdy, nie byłoby go (ich :) Chciałam Ci powiedzieć, że trzymam kciuki za Twą podróż, za Twój piękny czas i życzę, by Twoje dzisiejsze przeżycia przemieniły się później w siłę spełniania wielkich marzeń. Pomyślności!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślicznie tam, piękna plaża. Piękna podróż. Sukcesów, powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba mieć rozmach w marzeniach i odwagę w ich spełnianiu! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając sam wstęp (i opis z boku strony), pomyślałam, że możemy być troszkę podobne do siebie. Tym chętniej zabieram się za dalsze czytanie.

    Z au-pair nie mam osobistego doświadczenia. Z kilku dziewczyn, które wyjechały na au-pair, tylko jedna była zadowolona. Spośród grupki moich koleżanek-opiekunek wyłoniła się nawet i taka, która pomyślała, że raz trafiła na niedobrą dla niej rodzinę, to drugi raz się uda i... nie udało się. Mocno zażenowana, wróciła do Polski i więcej na au-pair się nie zapisze.

    Tradycyjnie mnie w takich miejscach interesują wędrówki piesze. Czy są szlaki w dzicz, czy można na nich rozbijać namiot? Wszak koło Ciebie ma swój początek małe pasmo gór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z au-pair to jest tak, że mamy 50% szansy, że będzie dobrze i 50%, że będzie trochę gorzej. Ja zawsze staram się podchodzić do wszystkiego optymistycznie i mieć nadzieję, że będzie dobrze. Czasami też sporo zależy od nas, od naszego nastawienia. Poza tym każdy ma inne oczekiwania i nie każdy odnajdzie się jako au-pair.

      Co do szlaków, owszem, są. Z dziczą raczej ciężko. Majorka w sezonie to wyspa bardzo turystyczna. Ludzie są wszędzie, więc nie wiem czy rozbijanie namiotu w dziczy to najlepszy pomysł. Oczywiście możesz poszperać jeszcze gdzieś w Internecie. Ja nie jestem ekspertka, po tutejszych górach nie chodziłam, jedynie samochodem przemierzałam i widziałam, że ludzie chodzą. Osobiście jednak proponowałabym inną porę roku na wędrówki po Serra de Tramuntana.

      Usuń
  5. Hahaha podoba mi się wątek babci i czarnych scenariuszów. Moja robi dokładnie tak samo. Przeżywa, że z chłopakiem za często podróżujemy itd. Ale ona nie zna języków, nie ma wykształcenia i dla niej przesadą już były moje dwa kierunki studiów i nauka czterech języków obcych - obawiała się, że (cytat) "zdurnieję" od całej tej wiedzy :D

    Co do samego au pair moja jedyna obawa, z powodu której nigdy nie spróbowałam, to po prostu opieka nad cudzymi dziećmi. Zawsze wydawało mi się to ryzykowne.

    No i też wybieram się w tym roku na Majorkę, ale tylko na kilka dni ;) W sumie pierwszy raz w życiu, mimo że to taki słynny cel podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia maluje te scenariusze na podstawie tego, co widzi w telewizji. Niestety.

      Jeśli ktoś nie lubi przebywać z dziećmi i nie widzi siebie w roli opiekunki, lepiej odpuścić sobie au-pair. Ja wcześniej pracowałam jako wychowawca kolonijny i poznałam wszystkie plusy i minusy i wiedziałam, że au-pair to coś, czego chcę spróbować :)

      To, że Majorka to słynny cel podróżniczy, nie znaczy, że najlepszy. Ja bardzo się cieszę, że swój pierwszy kontakt z Majorką miałam poza sezonem. Nie lubię tłumów, a wtedy ludzi nie było żadnych, co pozwoliło mi w pełni rozkoszować się pięknem tej wyspy. Osobiście bardzo polecam, ale najlepiej przed lub po wakacjach ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)