Dzień 2: Rauma - najbardziej kolorowe miasteczko Finlandii

Siedziałyśmy sobie na kanapie wcinając ciepłe frytki z piekarnika, które okazały się potwornie pikantne, bo przecież nie znałyśmy fińskiego, więc zakupy robiłyśmy trochę na oślep i przeglądałyśmy internet w poszukiwaniu inspiracji na nasz pierwszy pełnoprawny dzień w Finlandii. Zrezygnowałyśmy z wioski Muminków ze względu na wysoką cenę. Zamiast tego postanowiłyśmy wybrać się do Raumy - urokliwego miasteczka wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Moim zdaniem wycieczka tam była jedną z lepszych decyzji. Było tam po prostu pięknie. I nawet brak słońca nie umniejszał urokowi tego miejsca. 


Po śniadaniu spakowałyśmy najważniejsze rzeczy, czyli jedzonko i ruszyłyśmy na podbój Finlandii. Najpierw na dworzec autobusowy w Turku, skąd bezpośrednio do Raumy. Niby wszystko pięknie zaplanowane, ale okazuje się, że dworzec w Turku jest słabo zorganizowany i nie ma tam żadnych oznaczeń. Żadnej tablicy informacyjnej z odjazdami i przyjazdami. Nawet nie było budynku dworca, w którym ewentualnie można by się czegoś dowiedzieć. Nie pozostawało nam nic innego, jak po prostu czekać na godzinę, o której miał odjeżdżać autobus i liczyć na łut szczęścia. 

Autobus przyjechał punktualnie. Ponieważ był to autobus długodystansowy, oprócz jego numeru, na wyświetlaczu pojawiał się także kierunek, w którym jedzie, więc teraz już byłyśmy praktycznie pewne, który nas zabierze do Raumy. Bilety kupiłyśmy u kierowcy i to niestety był błąd, bowiem zapłaciłyśmy więcej, niżbyśmy zarezerwowały wcześniej przez internet. Jadąc z powrotem do Turku nie popełniłyśmy tego samego błędu i zabukowałyśmy bilety siedząc jeszcze w kawiarni w Raumie. 

Chociaż maseczki w Finlandii w tamtym czasie nie były obowiązkowe, a jedynie zalecane, większość osób je nosiło, w szczególności w miejscach zamkniętych, również w autobusie, a my nie chciałyśmy się nadto wyróżniać - korony z głów nam nie pospadały. W ogóle o różnicach w zachowaniu i zasadach obowiązujących w trakcie pandemii można by napisać osobny post; co kraj, to obyczaj. Nie było zbyt wielu pasażerów, a my byłyśmy chyba jedynymi turystkami. Kierowca co jakiś czas informował, jaki będzie następny przystanek, ale tylko po fińsku. Chyba niewiele potrafił powiedzieć po angielsku, bo nawet jak kupowałyśmy u niego bilety, trzeba było się posługiwać językiem gestów. Na szczęście nie była to jakaś wielka przeszkoda. Podróż minęła nam szybko, bowiem na fińskich drogach ruch jest znikomy. W jednym tylko miejscu zrobił się niewielki korek, bo akurat remontowali i tak ładny asfalt. Widoki nie były jakieś spektakularne. Wszędzie zielone równiny, jedynie co jakiś czas wyłaniała się większa skała, którą porastały drzewa. O geologii Finlandii niewiele mogę powiedzieć, ale po tym, co widziałam, mam wrażenie, że kraj ten powstał na skalistym podłożu. Być może stąd też te wszędobylskie lasy iglaste. Drzewa liściaste by sobie nie poradziły. Poza tym wzdłuż naszej trasy niewiele było miasteczek i wiosek, droga prowadziła jakby przez dziki teren. Momentami nawet się nie zastanawiałam, czy kierowca nie wywiezie nas na jakąś dziką północ Finlandii. 

Wreszcie dojeżdżamy do Raumy. I trochę się zdziwiłam, bo nie było tam żadnego dużego dworca, jedynie wiata i tabliczka z godzinami odjazdów. A spodziewałam się nieco większej miejscowości. Ale z drugiej strony dobrze, że Rauma okazała się niewielką mieściną, bo panował tam taki swojski przyjazny klimat. Jak tylko wysiadłyśmy z autobusu, moją uwagę przykuły wszędobylskie jarzębiny, czerwone, soczyste, przepiękne. Później w Finlandii trafiałyśmy na nie w bardzo wielu miejscach, stąd też jednym ze skojarzeń, jakie mi pozostały po Finlandii, to właśnie czerwona jarzębina. 

Rauma jest jednym z najstarszych finlandzkich miasteczek. Osada została założona w 1442 i rozbudowywała się wokół klasztoru Franciszkanów. Ponieważ większość budynków była drewniana, również zabudowania klasztorne, uległy one zniszczeniu podczas pożaru w 1640 roku. Ostał się jedynie kamienny kościół poklasztorny, do którego wówczas przeniesiono parafię ewangelicką i to właśnie tam skierowałyśmy pierwsze kroki.

Kościół p.w. św. Krzyża

Świątynia p.w. św. Krzyża została wybudowana na początku XIV wieku przez Franciszkanów i dała początek zakonowi Franciszkanów w Raumie. Niestety już w 1538 roku król Szwecji nakazał eksmisji zakonników a zabudowania klasztorne przekształcono na rezydencję królewską oraz stajnie. A po pożarze w XVII w. kościół przeszedł w ręce kościoła luterańskiego i nie zmieniło się to do tej pory.

Wnętrze na pierwszy rzut oka jest bardzo skromne. Jednak jeśli przyjrzymy się niektórym elementom bliżej, można tam znaleźć wiele perełek. Na przykład renesansowa drewniana ambona. Jest po prostu przepiękna. Dekoracyjne rzeźbienia, subtelne złocenia... Barwne freski w prezbiterium. Sprawiają, że nad ołtarzem nie jest tak jasno, jak w reszcie kościoła, ale zdecydowanie przykuwają wzrok. Niestety nie mogłam im się dokładniej przyjrzeć, ponieważ była tam grupa fińskich turystów słuchająca przewodnika, więc nie chciałam im tam przeszkadzać. Pewnie, gdyby pani przewodnik mówiła po angielsku, posłuchałybyśmy. 

Również obejście kościoła jest bardzo ładne i przede wszystkim zadbane. Kościół został wybudowany nad rzeką, która sprawia, że okolica wydaje się bardzo spokojna. Potrafię sobie wyobrazić zakonników przechadzających się po terenie klasztoru. Wcale się nie dziwię, że wybrali akurat to miejsce na swój klasztor. 

Stara Rauma (Vanha Rauma)

Spod kościoła idziemy w stronę starego miasta, które rozpoczyna się od razu po przejściu na drugą stronę rzeki. Najpierw docieramy na duży plac, gdzie odbywał się akurat targ. Po jego drugiej stronie w reprezentatywnym miejscu stoi żółty budynek ratusza. Natomiast za nim rozpościera się labirynt brukowanych uliczek, wzdłuż których stoją zabytkowe drewniane domy o wszystkich kolorach tęczy. 

Jak wcześniej wspomniałam, pierwsze drewniane budynki stanęły tam już w czasach zakonu Franciszkanów. Większość z nich została strawiona przez ogień. Odbudowano je i w tej chwili możemy podziwiać jakieś 600 XVIII-wiecznych budynków. Są to przede wszystkim mieszkania oraz sklepy i warsztaty rzemieślnicze. 

Słowa niewiele tutaj mogą zdziałać. Przechadzając się uliczkami Starej Raumy liczy się tylko to, co widzimy i co czujemy. Miałam wrażenie, jakbym się przeniosła w czasie, jakbym znalazłam się w innej czasoprzestrzeni, a jednak to wciąż był rok 2021. Ludzie robili zakupy, jechali na rowerze do pracy. Toczyło się tam normalne współczesne życie, ale w starodawnej scenerii. Ponieważ każdy dom w Starej Raumie jest zamieszkany lub zaadaptowany na jakiś sklep, czy inny lokal usługowy (czyli niewiele zmieniło się od XVIII w.) nie wchodziłyśmy do wnętrz, więc trudno powiedzieć, jak wygląda życie tych ludzi od środka. Nie wiem, czy sama chciałabym mieszkać w takim miejscu. Podejrzewam, że mieszkania pachną starością. No i wbrew wszelkim pozorom, jest to miasteczko bardzo turystyczne, w końcu wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 

Pomimo swojego wieku, domy, ich fasady, obejścia, wszystko było bardzo zadbane. Żadnych walających się po ulicach śmieci. Wszystko na tip top. Ale nie wyglądało to sztucznie. Wciąż było czuć, że toczy się tam prawdziwe życie. Zastanawiam się tylko, czy te wszystkie kwiatki albo ozdóbki w oknach na parapetach, to dlatego, żeby jeszcze bardziej podkreślić wyjątkowość i urok tego miejsca, czy to po prostu naturalna zdolność Finów do ubarwiania sobie życia. Skłaniam się jednak ku tej drugiej opcji. W Finlandii nie raz musi być szaro i ponuro ze względu na pogodę, to może ludzie lubią sobie ocieplać życie ładnymi przedmiotami, licznymi kwiatami i kolorowymi domami. 

Stary cmentarz

Po przejściu się chyba wszystkimi uliczkami starej Raumy, skierowałyśmy się w stronę starego cmentarza. Spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego. A tam tylko ruiny i kilka starych nagrobków, których inskrypcji nie dało się już odczytać. 

Później poszłyśmy w kierunku nowego cmentarza. Miejsce bardzo zadbane i żywe... W tamtym momencie było tam sporo osób, które porządkowały groby swoich przodków. My nie zabawiłyśmy tam zbyt długo. Ale jak tylko opuściłyśmy teren cmentarza i zauważyłyśmy ławeczki, zrobiłyśmy sobie tam przerwę na kanapki. A potem wspięłyśmy się na najwyższe wzniesienie w miasteczku, na którym stoi wieża widokowa. 

Wieża widokowa Rauma

Konstrukcja przypomina budowlę socjalistyczną. Kanciasty zamknięty taras wsparty na jednym kolosalnym prostopadłościanie i licznych subtelniejszych kolumnach. Na górę wjechałyśmy windą, bo tak nam wskazał strażnik, choć osobiście nie miałabym nic przeciwko schodom. Nie przepadam za windami. Funkcjonuje tam restauracja. Aby wejść na taras widokowy, który tę restaurację okala, nie trzeba niczego zamawiać, ani płacić, ale my i tak skusiłyśmy się na ciepłą herbatę, bo trochę przemarzłyśmy podczas spaceru po starej Raumie. Nie jest to miejsce drogie, choć na to mogłoby się zapowiadać. Zwykła zielona herbata kosztowała mnie zaledwie 2 euro. Poza tym każdy stolik dostaje zupełnie za darmo karafkę wody z cytryną. Za wodę się nie płaci i wynika to z tego, że jest to kranówa. Ale nie ma się czego bać. W Finlandii mają najczystszą wodę. Tam wszyscy piją kranówę. 

Gdy już się trochę rozgrzałyśmy ciepłą herbatą i kupiłyśmy internetowo bilety powrotne do Turku, wyszłyśmy na taras widokowy. Jest on całkowicie zamknięty, ale przeszklony. Kawiarnia była ogrzewana, ale na tarasie było już chłodno, gdyż szyby okazały się dość nieszczelne. Chociaż nie można go obejść dookoła, i tak mamy stamtąd widok na wszystkie cztery strony świata. Niestety tamtego dnia przejrzystość powietrza była dość kiepska, więc trudno było sięgnąć daleko wzrokiem. A można by daleko, bo wokół same równiny i zielone lasy. Nawet w mieście pełno drzew. Tak własnie wyobrażałam sobie Finlandię. 

Nowa Rauma

Stamtąd z powrotem udałyśmy się do starej Raumy, a potem do jej nowszej części. Trochę jakby dwa światy. Z jednej strony te stare drewniane domki, a z drugiej nieco nowsze kamienne zabudowania. Niemniej jednak komponowało się to ze sobą i sprawiało, że Rauma stała się jeszcze realniejsza. 

A kiedy szłyśmy już w stronę naszego przystanku autobusowego, wyświeciło słońce. Zrobiło się naprawdę przyjemnie. Kolorowe fasady drewnianych domów wyglądały jeszcze ładniej. Zaczęłyśmy żałować, że musiałyśmy stamtąd wyjeżdżać akurat w takim momencie. Pewnie gdyby nie to, że miałyśmy już zakupione bilety, zostałybyśmy tam przynajmniej godzinkę dłużej. A tak szczerze, to nawet cały dzień to za mało, żeby nacieszyć oczy i duszę klimatem Raumy. Zdecydowanie wybrałabym się tam jeszcze raz. Miasteczko jest naprawdę przepiękne. Wcale się nie dziwię, że zostało docenione przez UNESCO. Zaskoczeniem był jedynie brak turystów poza nami. Ale może to dlatego, że już było po sezonie. A może po prostu Finlandia wciąż jest zbyt drogim krajem dla przeciętnego turysty i mało kto tam zagląda, bo jak Finlandia, to przecież wszyscy do Rovaniemi ciągną. Ja nie byłam, ale uważam, że naprawdę warto zobaczyć coś więcej, bo Finlandia jest krajem pięknym po prostu i ma wiele nieodkrytych miejsc, a to sprawia, że stają się one jeszcze bardziej interesujące.


Komentarze

  1. Fakt faktem Finlandia na granicie stoi ;) To w ogóle BAAAAARDZO stare skały, nawet sprzed 2,6 MILIARDÓW lat!
    Czemu jest tam płasko? Bo tereny wyrównał lodowiec, a orogeneza alpejska działa na południu i resztki jej siły kończą się na Górach Świętokrzyskich. Góry Norwegii i częściowo Szwecji wypiętrzyły się na skutek nacisku rozstępujących się płyt kontynentalnych wzdłuż Atlantyku i tam ta siła także nie dotarła. To kraina tysięcy jeziorek, wszystkie polodowcowe.

    Przeważają bory iglaste, ale nie chodzi tu o warunki glebowe, lecz klimatyczne - to strefa tajgi.

    Miasteczko urokliwe wielce. Sam chciał bym się tam wybrać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że coś nam tu dopowiesz w tym temacie. Dziękuję :)

      Usuń
  2. REWELACYJNE MIEJSCE!!! Kolorowe i wesołe! Wybrukowane uliczki, stare domy... i gdyby nie stojące obok nich samochody można by pomyśleć, że to inna epoka. Czystość i dbałość o otoczenie rzeczywiście widać na każdym kroku. Podoba mi się wszystko, nawet krajobraz.
    Fajna przygoda i cudny spacer. Dzięki, kochana:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niektórych uliczkach nie było samochodów i naprawdę czułam się jak w innym świecie :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Witaj Julcia :) widzę ze zabudowania w Finlandii bliźniaczo podobne do tych w Norwegii ichyba dominimacym kolorem jest czerwony. Kiedyś w Norwegii był to najtańszy kolor a dziś zdobi wiele pocztówek i kalendarzy. Widzę też różnice w krajobrazie. Bardzo tam płasko, nie to co w Norwegii :) no ale nie szwszystjie kraje nordyckie mogą być takie same :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki się nie odwiedzi każdego z tych krajów, bardzo często zamyka się je w jednym worku opisanym jako Skandynawia. W rzeczywistości każde z tych miejsc charakteryzuje się czymś innym i nawet w obrębie jednego kraju, można się doszukać wielu różnic architektonicznych i kulturowych.
      W Raumie domy są we wszystkich kolorach tęczy, a czy ten czerwony faktycznie w Finlandii dominuje? No nie wiem. Chyba nie aż tak bardzo jak w Norwegii. W Finlandii najczęściej rzucały mi się w oczy domy niebieskie i żółte, głównie kolory pastelowe.
      Było płasko i takie ukształtowanie terenu zrobiło na mnie spore wrażenie. Nawet jadąc przez Polskę i widząc rozległe płaskie tereny, czuję się jakoś nieswojo :D Ale już na południu Finlandii, w Turku czy w Helsinkach, przewyższenia terenu dają się we znaki :)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. To jest miejsce zdecydowanie w moim typie! Niesamowicie urocze, czyste i kolorowe - uwielbiam :) Póki co, najładniejsze z tych fińskich, które u Ciebie zobaczyłam :)

    A możesz coś powiedzieć o samym narodzie? Miałaś okazję rozmawiać z nimi, nieco dłużej przebywać w ich towarzystwie? W jaki sposób być ich scharakteryzowała? Krążą bowiem plotki, że to zimny i nieprzyjazny naród.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Finlandii spędziłam dosłownie kilka dni, więc trudno mi się tutaj wypowiedzieć na temat narodu. Zaskoczyło nas przede wszystkim to, że przed wyjazdem czytając o Finlandii, wszyscy twierdzili, że Finowie mówią super po angielsku, a na miejscu okazało się, że jest zupełnie inaczej... Ale nawet jeśli natrafiłyśmy na jakąś barierę językową, chcieli się dogadać, choćby na migi, więc raczej bym nie powiedziała, że są nieprzyjaźni. Zimni może trochę, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale jak już wspomniałam, trudno mi w tym temacie powiedzieć coś więcej, bo spędziłam tam za mało czasu.
      Natomiast co się tyczy Raumy, jest to jedno z najpiękniejszych miasteczek Finlandii, zabytkowa zabudowa została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO ;) Panuje tam niesamowity klimat. Budynki są piękne i zadbane.
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram