Drzwi do baśni

Obiecywałam, że do Bremy jeszcze wrócę (wirtualnie oczywiście, bo na razie rzeczywistych powrotów nie planuję, ale kto wie...) i oto jest ponownie na tym blogu najbardziej baśniowe miasteczko, w jakim do tej pory byłam. Ten wpis nie był planowany w momencie podróży do Bremy. Pomysł na niego pojawił się jak zaczęłam przygotowywać zdjęcia do pierwszej relacji z tego miasta i zdałam sobie sprawę ile pięknych drzwi i okien uwieczniłam na fotografiach. Zapraszam więc na krótki spacer po galerii baśniowych drzwi i okien.

Bremą się zachwycam. Najstarsza dzielnica ma cudowny klimat i spacer jej uliczkami wygląda mniej więcej w ten sposób, że co pół metra musisz się zatrzymać, żeby zrobić zdjęcie. Tam jest tyle wspaniałych zakątków i detali, że momentami nie wiadomo na czym oko zawiesić. Cieszę się, że byłam tam dwa razy, bo za drugim razem zwracałam uwagę na zupełnie inne elementy. Jako turystka byłam tam w siódmym niebie. Jednak domyślam się, że dla mieszkańców nie ma w tym miejscu żadnej magii. Może i by była, ale biorąc pod uwagę ilość odwiedzających i fakt, że ciekawscy turyści zaglądają ci do mieszkania przez okna, może być irytujący. I o ile spacerujemy sobie główną uliczką, nie ma nic złego w zaglądaniu w okna, bo są to przede wszystkim wystawy sklepowe lub restauracje, to przechodząc w mniej uczęszczane uliczki, faktycznie możemy niechcący zajrzeć komuś do mieszkania i naruszyć jego prywatność. Mieszkać to ja bym tam nie chciała, nawet pomimo całej bajkowości tego miejsca.

Uliczki uliczkami, fasady fasadami, ale to właśnie drzwi i okna najbardziej uaktywniają wyobraźnię podczas spaceru po Bremie. To co się kryje obecnie po drugiej stronie tych wszystkich drzwi, łatwo odgadnąć. Ale do czego dostępu broniły niegdyś? Tutaj już można puścić wodze fantazji.

Wyobrażam sobie, że tam po drugiej stronie ktoś wkłada drwa do kominka, rozpala nieśmiały ogień, żeby w domu zrobiło się przyjemniej. Wstawia wodę na herbatę. Potem siada w fotelu przed kominkiem. Okrywa się kocem. Otwiera list od dawno niewidzianego przyjaciela i zagłębia się w lekturę.

W domu obok panuje gwar. Dzieci gonią się wokół stołu i przekrzykują jeden drugiego. Pachnie zupą. To chyba rosół. Odkładając chochelkę z brzękiem matka przywołuje roześmiane towarzystwo do porządku. Najstarsze pociechy nakrywają do stołu. Młodsze ukrywają się przed karcącym wzrokiem matki pod stołem. Do kuchni wchodzi przygarbiony trudem życia ojciec. Na widok tej ciepłej atmosfery panującej w pomieszczeniu szeroko się uśmiecha.

A tam dalej za tymi pobrudzonymi szybami skrywa się tylko ciemność. Ale czy na pewno? Słychać zgrzyt starego zamka. Do mieszkania wchodzi skulona postać. Zamyka ostrożnie drzwi. I cisza... Mości się wśród obdartych koców rozłożonych obok kominka, z którego zamiast ciepła wieje zimnem. Nie zdejmuje rękawiczek, które czasy swojej świetności już dawno mają za sobą. Zgrabiałymi od mrozu rękami wyciąga z torby jakiś pakunek. Rozwija go ostrożnie, jakby z namaszczeniem. Po domu rozchodzi się słaby zapach kiełbasy i sera. Z wdzięcznością patrzy na swój dzisiejszy posiłek. A zza ściany dobiega czyjś krzyk...

Leży skulona na mokrej od mydlin podłodze. Drży. Boi się ruszyć. Boi się, że choćby najdrobniejszy dźwięk go obudzi, a ona znów będzie musiała zamknąć się w swojej bańce i z cierpliwością znosić ból. Z sypialni słychać rzężące pochrapywanie. Wstaje z niemałym wysiłkiem. Po cichu na palcach przechodzi do spiżarki. Wyciąga pocerowaną torbę, którą tam wcześniej ukryła. Ostrożnie, żeby się nie poślizgnąć przechodzi przez kuchnię. Przy drzwiach jeszcze raz obraca się w stronę sypialni, chrapanie jest miarowe. Narzuca na siebie płaszcz i wychodzi z nadzieją, że tym razem jej nie znajdzie.

Nie zagłębiałam się w historię poszczególnych budynków. Pewnie całą książkę można by napisać o tym, co widziały te wszystkie mury. Mogę sobie jedynie wyobrazić, że nie zawsze za tymi pięknymi drzwiami działy się tylko dobre rzeczy. Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam Bremę na własne oczy, trochę sobie romantyzuję to miejsce. Prawda jest jednak taka, że baśń by nie istniała bez szczypty zła, więc zakładam, że Brema również była świadkiem tragicznych momentów. I to co dzisiaj jest kolorowe, pełne magii, na co patrzymy z uśmiechem na twarzy i iskrą podziwu w oku, niegdyś mogło być po prostu szare, a może i dla niektórych trudne i bolesne. Niestety każde miejsce ma swoją ciemną stronę.

Historie, które Wam opowiedziałam, są wynikiem mojej wyobraźni. Nie wiem, kto mieszkał w tych domach. Nie wiem, jak wyglądało ich życie. Chcę wierzyć, że było piękne i spokojne i na tym chyba już zakończmy, żeby znowu nie wpaść przypadkiem w jakąś niepożądaną melancholię.

Komentarze

  1. Ależ fantastyczny wpis, Julka!!!
    Nigdy bym nie pomyślała, że to baśniowe miejsce tak cię pobudzi i natchnie, że sama prawie baśń napiszesz. Twoja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach. I nawet nie wiedziałam, że aż tyle zdjęć tam zrobiłaś. Super pomysł i świetny tytuł:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jestem ci niezmiernie wdzięczna, że zabrałaś mnie do Bremy raz jeszcze!

      Usuń
    2. Cieszę się, że spodobała Ci się ta wirtualna podróż do baśni :) Część zdjęć zrobiłam podczas pierwszej wizyty w Bremie, więc niektóre są ze stycznia a inne z grudnia. Brema zdecydowanie pobudza wyobraźnię, w dodatku ostatnio mam sporo weny (oby się za szybko nie skończyła), więc piszę. Ale o tym mieście to już ostatni wpis. Teraz czas na kolejne przygody.
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  2. Ależ to się czyta jak mały zbiór mikrobajek 💙 Bardzo podoba mi się ten pomysł z drzwiami i oknami jako „przejściami” do cudzych historii – dokładnie tak działa wyobraźnia w takich miejscach. Brema rzeczywiście aż prosi się o dopowiadanie sobie losów ludzi sprzed lat… i tych całkiem zwyczajnych, i tych trudnych. Fajnie, że nie uciekasz tylko w lukier, bo przez to ta baśniowość jest bardziej prawdziwa. No i zdjęcia + tekst = totalnie wciąga. Chętnie jeszcze raz „zajrzałam” za te drzwi razem z Tobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wielu miejscu mam tak, że spacerując uliczkami, zastanawiam się, jak by mi się tam żyło i próbuję sobie wyobrazić codzienność mieszkańców. A tutaj doszła jeszcze niesamowita baśniowość miejsca, więc te krótkie opowiadanka właściwie same się napisały. Bremę ostatnio tak wyniosłam na piedestał, że musiałam coś zrobić, żeby nie jawiła się jako perfekcyjna i chyba udało mi się tego dokonać. Cieszę się, że wpis się spodobał :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Piękny jak zawsze jest Twój post i zdjęcia. Ja też bardzo lubię fotografować okna i drzwi.
    "Aby znaleźć miłość, nie pukaj do każdych drzwi. Gdy przyjdzie twoja godzina, sama wejdzie do twego domu, w twe życie, do twego serca..."
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W bardzo wielu miejscach fasady budynków najbardziej przyciągają nasz wzrok, a okna i drzwi to troszkę taki ich makijaż :D

      Usuń
  4. Wspaniały post kochana. Zdjęcia zachwycające, totalnie przesiąknięte magią i tajemnicą. Do tego Twe słowa. Czytało sie tak miło, tak łatwo było poczuc klimat, to co widziałaś w wyobraźni. Tak, kazdy budynek ma historii wiele, pięknych i pewnie koszmarnych.
    Mam w tym mieście droga mi koleżankę i marzy mi sie ja tam odwiedzić. Piszę z telefonu, jak są błędy, to wybacz. Naprawdę stworzyłaś no genialny post. Dobrego wieczorku. 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz zaplanować spotkanie z koleżanką, bo nie dość, że spędzisz fajny czas z nią, to jeszcze pospacerujesz sobie po baśniowym miasteczku :)
      Dziękuję za wszystkie miłe słowa :)
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  5. Fantastyczne są te wielobarwne i wielokształtne odrzwia, ale i kolorowe fasady, a także dekoracje drzwiowe i okienne. Wcale się nie dziwię, że natchnęły cię weną do wymyślania takich historyjek. Aż mi się zachwiało odwiedzić Bremę, o której jak już wspominałam do niedawna wiedziałam jedynie, że leży gdzieś w Niemczech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brema naprawdę zasługuje na bliższe spotkanie. Piękne miasto, niezwykle pobudza wyobraźnię. Nie orientuję się jak wygląda tam kwestia muzeów i galerii sztuki, ale już sam spacer najstarszą dzielnicą jest jak wycieczka po muzeum architektury ;)
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  6. Mnie także zachwycił ten post i Twoje wyobrażenie życia za tymi jak z bajki wyjętymi drzwiami, każdy dom ze swoją własną opowieścią . Czytając przypomniała mi się opowieść wigilijna i jej bohater Ebenezer Scrooge.
    Kiedyś fotografowałam najstarszą ulicę w Funchal na Maderze - słynną Rua de Santa Maria w nowej szacie, z mnóstwem kolorowych drzwi i bram oraz malowideł na ścianach. Nie był to okres świąteczny ale wrażenia ogromne. Jeśli znajdziesz trochę czasu obejrzyj przynajmniej zdjęcia.
    http://ewa-naprzeciwszczciu.blogspot.com/2018/06/sztuka-na-rua-de-santa-maria.html
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc ten post, też myślałam o Opowieści Wigilijnej, którą notabene uwielbiam. Chyba udało mi się stworzyć podobny klimat w tym wpisie.
      Z pewnością zajrzę na Rua de Santa Maria ;) Dziękuję za polecenie.
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  7. Jula, ja także na ścieżkach moich podróży zwracam uwagę na drzwi i bramy ;-)) Im starsze, tym piękniejsze, tym więcej mogą "opowiedzieć." To, co szczególnie ujęło mnie w Twoim baśniowym wpisie, to niesłychana różnorodność drzwi, jakie spotkałaś w Bremie.
    Pozdrawiam ciepło...
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno nie zwracać na nie uwagi, bo to właśnie drzwi i okna są takim elementem budynku, który najbardziej przyciąga wzrok, w końcu to one mają nas zaprosić do świata mieszkańców. Mnóstwo przepięknych drzwi było również w Porto, choć tam bardzo wiele z budynków było po prostu zaniedbane, ale miało to swój klimat.
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  8. Przepiękne zdjęcia i niezwykle klimatyczny wpis. To niesamowite, że wykorzystując jedynie zdjęcia okien i drzwi opisałaś Bremen tak pięknie, że aż brak mi słów. I gdybym nigdy w Bremen nie była to po przeczytaniu tego wpisu i po obejrzeniu zdjęć zapragnęłabym tam być. Bardzo się cieszę, że Twoje uduchowienie trwa i że tak silnie dało o sobie znać również w Bremen. Stworzyłaś piękną i magiczną opowieść pokazując jedno z moich ulubionych niemieckich miast w taki sposób, że serce zabiło mi szybciej. Cieszę się, że dostrzegłaś w Bremen tyle zachwycających detali. My tu sobie z Ulą gadu gadu a Ty w tym czasie poświęciłaś uwagę oknom i drzwiom, fajnie że wykorzystałaś również zdjęcia z pierwszej wizyty.
    Do zobaczenia za 3 dni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brema jest naprawdę wyjątkowa i ma moc pobudzania wyobraźni. Wcale Ci się nie dziwię, że zabierasz tam każdego i nadal nie masz dość tego miasta. Z każdą wizytą można tam dostrzec coś innego i za każdym razem tak samo się zachwycić i rozmarzyć. Ten post nie był planowany, po prostu jak zobaczyłam ilość zdjęć drzwi i okien, jakie stamtąd przywiozłam, to stwierdziłam, że zasługują one na swój mały kącik na tym blogu. Być może trochę popłynęłam z tymi historiami, ale nic na to nie poradzę, że Bremen ma na mnie taki inspirujący wpływ.
      Do zobaczenia już za dwa dni! Ściskam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram