Polecane posty

O Kielcach słów kilka

Jak ten czas zapiernicza. Uzupełniałam sobie przed chwilą luki w książkowej aplikacji i nie mogłam uwierzyć, że niektóre z książek, które tak dobrze pamiętałam, czytałam już kilka dobrych lat temu. Na blogu nie jest inaczej. Mam listę miejsc, które odwiedziłam, a które jeszcze nie pojawiły się na tym blogu i dzisiaj właśnie o jednym z nich napiszę, ale (uwaga!) są to wspomnienia z 2021 roku. Serio, nie wiem kiedy minęło tych pięć lat. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że były to piękne lata i wiele się w tym czasie dobrego wydarzyło, także nie ma co narzekać na upływ czasu, tylko korzystać z niego garściami, bo mimo wszystko tego czasu jest nam dane niewiele.

Kaszuby pod białą pierzynką

Ostatnimi laty prawdziwa biała zima zdarza się od wielkiego dzwonu, toteż gdy spada śnieg i to jeszcze w takich ilościach, że trzeba wyciągnąć łopaty do odśnieżania i narciarskie spodnie, żeby się za bardzo nie pomoczyć przy tym odśnieżaniu, mam wrażenie jakbym była w podróży po biegunie północnym. Zazwyczaj taka zima trwa krótko, więc póki jest, trzeba ją łapać. Toteż jak w sylwestra spadł śnieg, to zamiast przygotowywać kolację sylwestrową, wbiłam się w ciepłe ubranka, zabrałam ze sobą aparat i ruszyłam na spacer po wiosce w celu uwiecznienia tych białych krajobrazów, choć powoli robiło się już ciemno i zdjęcia mają dość unikatowy klimat. Oczywiście zdjęć narobiłam tyle, że teraz nie bardzo wiem, co miałabym z nimi począć, więc uznałam, że Wam je pokażę, żeby się nie kurzyły na dnie karty pamięci.

W Bremie święta trwają cały rok

Święta, święta i po świętach. Ale nie dotyczy to Bremy, bowiem tam święta mogą trwać cały rok. I nie mówię tego dlatego, że panuje tam iście baśniowa atmosfera (przepraszam, że znowu to powtarzam, ale nic na to nie poradzę, że nie jestem w stanie znaleźć innego epitetu opisującego Bremę niż baśniowa), ale dlatego, że chyba jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie dając zaledwie jeden krok i przechodząc przez magiczny portal w jednej chwili możemy się znaleźć w sklepiku wyrwanym prosto z wioski św. Mikołaja. Mam na myśli oczywiście portal prowadzący do całorocznego sklepiku z bombkami i innymi świątecznymi ozdobami.

Podsumowanie roku 2025

Nie wiem, kiedy to się stało, ale właśnie czas na kolejne roczne podsumowanie na tym blogu. Zazwyczaj miałam już je jako tako przygotowane jeszcze przed końcem roku. Tym razem jednak nowy rok wziął mnie zupełnie z zaskoczenia. Ostatnie dni grudnia były bardzo intensywne, dużo się działo i niestety nie były to tylko pozytywne chwile, więc ten przełom roku jakoś mi umknął. Nie rozpaczam nad tym, bo życie i tak biegnie ciągiem. W związku z rozpoczęciem nowego roku nie było żadnych nagłych skoków do nowej rzeczywistości, wszystko nadal biegnie swoim tempem. U mnie też nie ma żadnych ambitnych postanowień noworocznych. Nie zapisałam się na siłownię. Nie mam w planie wywracać swojego życia do góry nogami. Ale nawet pomimo tego, że koniec roku nie ma dla mnie szczególnego znaczenia, jest to fajny moment dla podsumowań. A podsumowania lubię głównie dlatego, że dopiero wtedy mam pełen obraz na miniony czas i widzę, jak dużo dobrego się wydarzyło. Zazwyczaj mamy skłonność do oceniania danego roku na podstawie traumatycznych przeżyć, na pierwszy plan zawsze wychodzą te mniej przyjemne momenty, a dopiero jak na spokojnie przejdziemy przez wspomnienia z każdego miesiąca, dostrzegamy ile pięknych chwil dane nam było przeżyć. Pierwszą moją myślą jest, że 2025 był raczej przeciętny, ale piszę to podsumowanie z nadzieję, że na koniec okaże się jednak, że to był wyjątkowy rok, tak więc zacznijmy tę krótką podróż do przeszłości po tych ostatnich dwunastu miesiącach.

Hamburg w świątecznej odsłonie

Grudzień i styczeń są sąsiadami, ale klimatem i atmosferą są zupełnie sobie niepodobne. Styczeń to taka biała karta czekająca na nowe możliwości; trochę goły i szorstki czas, który dopiero musimy nauczyć przytulności. Natomiast grudzień to ciepła strefa komfortu otulająca świat niczym mięciutki wełniany kocyk. Nie bez powodu porównuję sobie te dwa miesiące. I nie, wcale nie ma to nic wspólnego z końcem roku i nowymi początkami. Tak się złożyło, że akurat w styczniu tego roku i teraz w grudniu byłam w Hamburgu i mam porównanie jak to miasto wygląda w tym świąteczno-noworocznym okresie i już teraz mogę zdradzić (choć pewnie po wstępnie się już domyślacie), że Hamburg grudniowy i Hamburg styczniowy to dwie różne bajki. Jakiś czas temu pisałam o tym styczniowym Hamburgu, więc teraz czas na jego grudniową wersję.

Popularne teraz

instagram