8 stycznia 2019

Isla de Tabarca - umierająca wyspa?

Wyspy zawsze mi się jawiły jako naturalne więzienia. Bezludna wyspa, na którą trafił Robinson Crusoe, czy Chuck Noland z filmu Cast Away - poza światem. Napoleon zesłany na Elbę, czy później na Wyspę św. Heleny. Albo taka Australia, której pierwszymi mieszkańcami, a przynajmniej tak wówczas myślano, mieli być złoczyńcy, dla których utworzono tam karne kolonie dla skazańców. Dzisiaj, dzięki rozwojowi transportu morskiego i lotniczego, wyspy są bardziej dostępne i nie zawsze muszą być więzieniami, a ludzie, którzy na nich mieszkają wcale nie muszą się czuć jak zamknięci w klatce. Choć pewnie wszystko zależy od wielkości danej wyspy i jej infrastruktury. 





W czasie pobytu w Alicante, popłynęłyśmy na jednodniową wycieczkę na największą zamieszkaną wyspę znajdującą się w granicach regionu Walencji, czyli na Tabarcę. Isla de Tabarca, zwana również Isla Plana o Isla de Nueva Tabarca, znajduje się 22 km od Alicante. Bliżej jest do Santa Pola (8km) i stamtąd na wyspę przypływa znacznie więcej turystów. Jednak poza sezonem wycieczek turystycznych jest niewiele, a co za tym idzie, wyspa wydaje się bezludna. Biorąc pod uwagę, że zamieszkuje ją na stałe zaledwie 57 osób (stan z 2016r.), rzeczywiście jest to wyspa cicha i spokojna. Podejrzewam, że w sezonie wygląda trochę inaczej, być może jest tam nawet tłumnie, bowiem wyspa ma zaledwie 0,3 km² powierzchni, jej długość wynosi 1,8 km a szerokość 450 m, czyli mimo tego, że jest największą wyspą w tym regionie, nadal nie jest zbyt duża, ale jest idealnym pomysłem na jednodniowy wypad poza miasto. 



Rejs na wyspę trwa około godziny. Na zwiedzenie okolicy mamy jakieś 4 godziny i potem wracamy tym samym promem do Alicante. Być może wydaje się, że te 4 godziny to mało czasu, ale moim zdaniem wystarczająco dużo, by zafundować sobie spokojny spacer po całej wyspie, zjeść obiad i jeszcze zrobić jakąś małą sesję fotograficzną. 

Kiedy przypływamy do portu, robi się tłumnie, bowiem przycumowały dwa promy na raz. Jednak już po chwili ludzie rozchodzą się we wszystkie strony i w trakcie pobytu na wyspie nie spotykamy niemalże nikogo. 



Najpierw idziemy na szybką herbatkę, żeby się trochę rozgrzać po rejsie. Mimo tego, że przez większość drogi świeciło słońce, siedząc na górnym pokładzie, można nieco zmarznąć. Po tym krótkim przystanku, rozpoczynamy spacer po niezamieszkanej części wyspy. 





Po tej stronie wyspy w oczy rzucają się przede wszystkim dwa obiekty. Po pierwsze Torre de Sant Josep. Jest to wieża, która stanęła na fundamentach podobnej konstrukcji z przełomu XIV i XV wieku. Współczesna budowla w swojej historii pełniła funkcje więzienia. Dzisiaj stoi sobie samotnie i przyciąga jedynie obiektywy aparatów. Po drugie latarnia morska wybudowana jeszcze w XIX w. W latach 70. XX w. obok niej stanęła nowocześniejsza budowla, którą ostatecznie wyburzono, aby zachować starą zabytkową latarnię, którą dzisiaj podziwiamy. 






W tej części wyspy znajduje się również niewielki cmentarz oraz ruiny, których nie udało mi się zidentyfikować. Poza tym jest to przede wszystkim zielony rejon wyspy. Niska roślinność o soczyście zielonym kolorze. Podejrzewam, że latem w pełnym słońcu, nie wygląda tak dorodnie. Oraz malutkie skaliste wysepki wokół, które są domem dla mew. Obowiązuje zakaz podpływania do wysp, które są objęte ochroną. 





Po spacerze wśród zieleni, kontynuujemy go uliczkami miasteczka, które do tej pory jest otoczone murami, a do środka można się dostać trzema bramami. Główną wychodzącą do portu jest Porta de Llevant lub Porta de Sant Rafel. Miasteczko nie jest duże. Już po kilku krokach dochodzimy do głównego placu, a stamtąd już rzut beretem do przeciwległej bramy Porta de la Trancada (Porta de Sant Gabriel), gdzie odnaleziono szczątki, być może pierwszych osadników, z epoki Imperium Rzymskiego. 







Niedaleko, bo tu wszystko jest blisko :), znajduje się XVIII - wieczny kościół p.w. św. Piotra i Pawła. Dlaczego świątynia jest pod wezwaniem św. Piotra, nie wiem. Natomiast mogę się domyślać, dlaczego patronuje jej św. Paweł. Bowiem wg legend Tabarca była przystankiem dla św. Pawła podczas jego apostolskiej podróży. Ponadto w średniowieczu nawet cała wyspa była nazwana imieniem św. Pawła, który jest również patronem wyspy. 





W porze obiadowej udajemy się do jedynej czynnej restauracji w miasteczku. Jak się możecie domyślić, skoro była to jedyna otwarta restauracja, ceny nie powalały, ale cóż zrobić, jeśli nie pomyślałyśmy o tym, by zabrać ze sobą kanapki... A byłby to naprawdę fajny pomysł zjeść lunch gdzieś na klifie z widokiem na morze...


Restauracja Casa Ramos znajduje się na głównym placu i serwuje dania kuchni hiszpańskiej jak i europejskiej. My zamówiłyśmy sobie paellę. Na wyspie oczywiście jest więcej restauracji, jednak podejrzewam, że poza sezonem są zamknięte. Być może jednego dnia działa jedna, drugiego inna. Na tak małej wyspie, przy niezbyt dużej ilości turystów, podejrzewam, że dziennie ilość turystów nie przekracza setki, otwarcie wszystkich lokali naraz przyniosłoby jedynie straty. 






Wyspa ma swój niepowtarzalny klimat. Miło spędziłyśmy tam dzień. Jest to idealne miejsce na niedługi pobyt turystyczny. Jednak nie wyobrażam sobie tam mieszkać na stałe. Nie jest to wyspa samowystarczalna. Życie tam nie jest łatwe. Do tanich też raczej nie należy, biorąc pod uwagę, że wszystko musi być transportowane ze stałego lądu. Wcale się nie dziwię, że populacja wyspy z roku na rok maleje. Smutne to, ale rozumiem tych ludzi. Tabarca utrzymuje się głównie z ruchu turystycznego, który w sezonie jest zapewne spory, ale na diametralnie maleje, a wyspa staje się wyspą-widmo. 



4 komentarze:

  1. Angole pewnie woleli by zwrot splendid isolation, ale wyspa z której nie mozna się wytwać to rodzaj więzienia. Zwłaszcza tak mała wyspa. Jak widzę po zdjęciach pewnie bym się tam nie nudził i towarzystwo do kajakowania znalazł. Pytanie brzmi, czy chciało by mi się wiosłować stale pośród tych samych wysepek?
    Te ruiny to coś jak magazyn lub suszarnia (np sieci), raczej nic cennego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, mógł to być jakiś magazyn. Tym bardziej, że niegdyś w tej części wyspy były pola uprawne.

      Usuń
  2. Byłam dwa razy, zawsze w sezonie i zrobię wszystko żeby wrócić tam w tym roku. Jestem zakochana w Tabarce, w spacerach wzdłuż linii brzegowej, w kolorze otaczającego ją morza ( przy słonecznej i bezchmurnej pogodzie obłęd ). Byłyście na głównym placyku ze starą studnią? Pocieszę Cię, że tam w sezonie ceny w restauracjach też są wysokie. Nie ma tych restauracji wiele a turystów dużo więc głodni zapłacą :).
    Nie byłam na wielu wyspach ale Tabarca jest najmniejszą na jakiej byłam. Mała ale śliczna. To fajne miejsce do nurkowania i uprawiania snorklingu więc latem sporo turystów przypływa tam właśnie w tym celu.
    Pozdrawiam i cieszę się, że byłaś na Tabarce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tym razem poza sezonem? Jest bardzo spokojnie :)
      Wyspa jest niewielka, więc byłyśmy chyba wszędzie. Na placyku ze studnią też oczywiście.
      Też się cieszę, że tam byłam. Wyspa ma swój klimat. A że pogoda dopisała, naprawdę miło spędziłyśmy tamten dzień. No ale mieszkać to bym tam nie chciała.
      Pozdrawiam

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)