Sant Miquel ~ najstarsza świątynia na Majorce

Wielu podróżujących osób lubi się zgubić gdzieś w gąszczu miejskich uliczek, czy też niechcący dotrzeć do jakiegoś nieznanego miejsca, by z zaskoczeniem odkryć jego uroki. Spacer bez mapy i bez konkretnego planu jest świetnym sposobem na poznawanie świata; odkrywamy miejsca, o których nie piszą przewodniki, miejsca, do których docierają nieliczni, miejsca, które zapadają w pamięć na bardzo długo...


Wracając z jaskiń w stronę miasteczka, po którym planowałyśmy trochę pospacerować, było kilka skrzyżowań i pamiętałam, że na jednym z nich w drodze powrotnej powinnam skręcić w prawo. No i skręciłam. Z tym, że o skrzyżowanie za wcześnie. Ale, jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wyłonił się przed nami niewielki kamienny kościółek, więc zaproponowałam moim towarzyszkom podróży, żeby się tam zatrzymać i obejrzeć okolicę. Był to postój zupełnie nieplanowany, bo żadna z nas nie wiedziała o istnieniu tego miejsca, i bardzo zaskakujący. 

Wysiadłyśmy z samochodu. Na placyku w cieniu siedziało sobie i rozmawiało dwóch mężczyzn. Przywitałyśmy się krótko i ruszyłyśmy dalej w stronę kamiennego kościółka. Szłyśmy wzdłuż wysokiej ściany, by za jej rogiem znaleźć niewielki przedsionek, po którego lewej stronie była brama prowadząca na opuszczony cmentarz, natomiast po prawej miałyśmy wejście do kościoła. Drzwi były otwarte, więc nawet nie wchodząc mogłyśmy zobaczyć wnętrze; skromne a jednocześnie imponujące. Stałyśmy tak chwilę wpatrując się w ołtarz i zastanawiając się, czy wejść do środka. Szczerze, nie mam pojęcia, co nas trzymało przed wejściem... I wtedy przyszedł starszy mężczyzna, którego widziałyśmy siedzącego w cieniu, i zaprosił nas do środka.


Zeszłyśmy po czterech stopniach, bowiem kościół został wybudowany w zagłębieniu. Światła zostały zapalone i naszym oczom ukazało się wnętrze najstarszej świątyni na Majorce. Jednonawowy kościółek został wybudowany w XII wieku na miejscu dawnego meczetu, a ten z kolei został wzniesiony na fundamentach kaplicy chrześcijańskiej z okresu późno-rzymskiego. I kto wie? Może i wcześniej wznosiła się tam jakaś budowla sakralna?

Kiedy Pan, który okazał się lokalnym przewodnikiem i jednocześnie opiekunem kościółka, oznajmił nam, że jesteśmy we wnętrzu najstarszej świątyni na wyspie, byłam w niemałym szoku. Jak to najstarszym? I wcześniej nic nie słyszałam o tym miejscu? Po raz kolejny Majorka udowodniła mi, że jeszcze mało wiem na jej temat i skrywa całe mnóstwo sekretów, ale dzięki takim przypadkom, jak ten, udaje się odkrywać kolejne perełki na mapie największej wyspy Balearów.


Kościół p.w. św. Michała (Església de Sant Miquel) datowany na 1248 r. przez długi czas był kościołem parafialnym dla okolicznej ludności wiejskiej. Jednak w XV w. wybudowano nową świątynię na pobliskim wzniesieniu, gdzie wraz z nią rozwijało się miasteczko Campanet. I tutaj zadałyśmy sobie pytanie, dlaczego miasteczko nie powstało w okolicy już istniejącej świątyni? Jak się okazuje, w okolicy Sant Miquel płyną dwa strumienie i prawdopodobnie obawiano się powodzi w okresie deszczów, które mogłyby być poważnym zagrożeniem dla mieszkańców. Jest też druga teoria według której na wzniesieniu było wybudowanych już kilkanaście domków i postanowiono przenieść świątynię w najbardziej zasiedlone miejsce aniżeli tworzyć nowe miasteczko. W każdym razie w 1425 najstarszy kościół na Majorce stracił status parafii, którą przeniesiono do oddalonego o 2 km Campanetu. 

Architektonicznie świątynia nie ma w sobie praktycznie żadnych elementów charakterystycznych dla meczetów. Może to wynikać z faktu, że wcześniej była to świątynia chrześcijańska, natomiast po rekonkwiście starano się zniszczyć wszelkie oznaki dawnego panowania arabskiego. Wnętrze jest raczej skromne. Wzrok przyciągają w szczególności dwa łuki podtrzymujące strop. W ich konstrukcji można zauważyć wyraźną granicę między tym, jak wyglądały w epoce arabskiej, a jak zostały umocnione w okresie gotyku europejskiego. Dostrzegamy na nich tajemnicze inskrypcje wymalowane czerwoną farbą. Te na szczytach łuków zostały odczytane i wskazują na daty i autorstwo:
En MCCCCLXXX-a XXIII de juriol fo acabat
En l'any M.CCCC [...] febré [...] me fecit Melchior Comes
Nadal do odczytania pozostają dwie inskrypcje znajdujące się na wewnętrznej stronie łuków. Prawdopodobnie zostały zapisane w j. katalońskim, tak jak te dwie zacytowane, jednak czcionka jest gotycka, więc niełatwa do odszyfrowania.



Jakiś czas temu przy wejściu po lewej stronie odkryto fresk, nad którym obecnie trwają prace konserwatorskie, co widać na załączonym obrazku. Po prawej stronie widzimy oryginalny malunek, natomiast po lewej próbuje się go odtworzyć. Bardzo jestem ciekawa efektu końcowego. 

Mówiąc o wystroju kościoła, należy wspomnieć o trzech nastawach ołtarzowych: San Miguel w prezbiterium, Nuestra Señora del Rosario po prawej stronie nawy i San José po stronie lewej. Można by długo opowiadać o symbolice i o samych postaciach znajdujących się na obrazach, ale nie chciałabym Was tutaj zanudzać. Niemniej jednak naprawdę warto zobaczyć te dzieła na własne oczy i posłuchać, co na ich temat ma do powiedzenia przewodnik. Mówił w skrócie, ale z wieloma ciekawostkami. Poza tym język nie jest przeszkodą, bowiem można było się dogadać po angielsku, ale jak znacie hiszpański to dowiecie się również o wielu okolicznych ciekawostkach niekoniecznie związanych bezpośrednio ze świątynią.



Pan ten jest również członkiem stowarzyszenia wolontariackiego działającego na rzecz kościoła Sant Miquel. W tej chwili stowarzyszenie stara się o restaurację przykościelnego cmentarza, który działał od 1248 aż do 1927 roku, z tym że od momentu utworzenia nowej parafii, był wykorzystywany tylko okazjonalnie. Obecnie jest dosyć zapuszczony, bowiem prawnie należy do władz Campanetu, które niekoniecznie mają interes, by się nim zajmować i stowarzyszenie stara się, by jakoś tę sytuację zmienić i zagospodarować ten teren. 

Wejście do świątyni jest darmowe, ale jeśli macie ochotę, można zostawić jakiś datek, który na pewno będzie dobrze spożytkowany na rzecz kościoła. Można również zostawić po sobie pamiątkowy wpis w księdze gości. Jak się okazało wcale nie tak mało ludzi tam dociera, bowiem już wiele stron było zapisanych. Ale z drugiej strony przez ten cały czas, kiedy tam byłyśmy, a spędziłyśmy tam kilka dobrych godzin, nikt więcej do świątyni nie zajrzał.


Kiedy wyszłyśmy ze świątyni, zostałyśmy jeszcze zachęcone, żeby skosztować czegoś w kawiarence, ale miałyśmy jeszcze w planie kilka miejsc do odwiedzenia, więc nie zamierzałyśmy skorzystać. Jednak po raz kolejny spotkała nas nieoczekiwana niespodzianka. W drodze do samochodu zaczepił nas ten drugi mężczyzna, który wtedy siedział w cieniu. Wymieniliśmy kilka zdań, ale że spotkaliśmy się w słońcu, przenieśliśmy się w cień, gdzie były kawiarniane stoliki i jakoś tak rozmowa wartko się potoczyła, że nawet nie wiem, kiedy minęły te wszystkie godziny. Reginaldo w weekendy pomaga przy prowadzeniu przykościelnej kawiarni, ale że w tej chwili turystów wciąż jest mało, trochę mu się nudziło i gdy nas widział, postanowił sobie jakoś umilić czas rozmową. A jako że jest Brazylijczykiem, usta mu się nie zamykają. Bardzo fajny gość. W ogóle bardzo miłe towarzystwo nas tam ugościło, więc tym bardziej polecam to miejsce, bo zobaczycie nie tylko najstarszy kościół na Majorce, ale również doświadczycie niesamowitej gościnności i jestem przekonana, że taka wycieczka na długo zapadnie Wam w pamięć. 

Rozmawialiśmy na temat miejsc, dlaczego jedne są częściej odwiedzane niż inne i dlaczego niektóre zapadają w pamięć, a inne gdzieś nikną w odmętach wspomnień. Doszliśmy do wniosku, że oprócz samego miejsca, ważna jest również atmosfera i wszystko to, co niematerialne. I myślę, że kościółek Sant Miquel jest właśnie takim miejscem. Podejrzewam, że gdybyśmy tylko tam weszły, obejrzały wszystko, porobiły zdjęcia, to nie było by to samo; dzisiaj pewnie bym nie pisała o tym miejscu. Natomiast poznałyśmy historię tego miejsca, jego sekrety i przede wszystkim ludzi, którzy w jakiś sposób też tworzą to miejsce i sprawiają, że chce się tam wracać. Mimo tego, że widziałam już ten kościół, że znam jego historię i właściwie wydaje mi się, że nie mogłabym tam odkryć już niczego nowego, chcę tam wrócić, chociażby żeby posiedzieć w kawiarence z widokiem na najstarszą świątynię na Majorce, porozmawiać z przypadkową osobą i to tyle. Poza tym, znając plany stowarzyszenia, jestem bardzo ciekawa, jak im to wszystko wyjdzie. Życzę im powodzenia. Bo miejsce jest naprawdę wyjątkowe.

Tak jak w jaskini zrobiłam setki zdjęć i potem miałam problem, żeby zdecydować, które wrzucić na bloga, tak z tego miejsca mam zaledwie kilka, w dodatku większość to te same kadry, więc tym razem post dosyć ubogi w fotografie, ale mimo wszystko mam nadzieję, że przeczytaliście, bo kościółek Sant Miquel naprawdę zasługuje na uwagę i na swoje pięć minut. 

Komentarze

  1. Lugares que se desconocen mucho y son interesantes de visitar.
    Buen fin de semana. Cuídate.
    Un abrazo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sí. Y los muy conocidos también valen la pena visitar pero muchas veces simplemente nos decepcionan porque con muchos turistas pierden su magia.
      Abrazos

      Usuń
  2. Warto czasem się zgubić żeby odnaleźć coś wyjątkowego. Najstarsza świątynia na wyspie na pewno jest warta odwiedzenia a to, że byłyście tam same to przywilej.
    Ze spontanicznych wypraw do mało znanych miejsc najbardziej w Hiszpanii lubię właśnie spotkania z ludźmi. Niby zwyczajne a zawsze pozostawiają w sercu i w pamięci głęboki ślad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej doceniam to gubienie się i bardzo często zostawiam sobie jakiś margines czasu na właśnie takie niespodziewane okoliczności.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. piękne i bardzo ciekawe miejsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najciekawszymi okazują się te miejsca, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia i trafiliśmy do nich całkiem przypadkowo ;)

      Usuń
  4. Mam nadzieję ze koedys dotre na Majorkę i zobaczę te wszystkie cudeńka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę zachęcam. Teraz to pewnie trudne, bo większość państw odwołuje loty do Hiszpanii, ale gdy to wszystko już się uspokoi, naprawdę warto wybrać Majorkę jako cel podróży. Wyspa jest przepiękna.

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram