Portugalia dzień 5: ocean, Braga i Guimarães

Dzisiaj żegnamy się z Porto i jedziemy na podbój Portugalii północno-środkowej. Póki co dość nieśmiało poznajemy kolejne miejsca na mapie tego przepięknego kraju, więc tym razem będzie dość zwięźle, ale już teraz możecie się przygotować na naprawdę pełne wrażeń relacje z kolejnych dni. Tymczasem zapraszam Was na nasz pierwszy dzień objazdu po Portugalii.

Dzień zaczynamy stosunkowo późno, ale nie było się co śpieszyć, gdyż samochód zamówiłyśmy sobie dopiero na 11. Chodziło głównie o to, żeby na spokojnie się spakować i wymeldować z hostelu. Podczas śniadania okazuje się, że współlokator z naszego pokoju dzisiaj odbiera samochód z wypożyczalni. Co więcej, z tej samej co my. Umawiamy się więc, że zamiast tłuc się tramwajem na lotnisko, skąd miałyśmy odebrać nasze autko, pojedziemy wszyscy razem Uberem. Taniej nie było, ale przynajmniej szybciej i wygodniej z tymi wszystkimi bagażami. 

Pomimo tego, że miałyśmy rezerwację na 11, przed wypożyczalnią ustawiła się spora kolejka i chcąc nie chcąc wszyscy musieliśmy czekać. Na szczęście tego dnia słonko zrobiło nam piękną niespodziankę i świeciło od samego rana. To była naprawdę przepiękna niedziela. 

Ponieważ już zdążyłyśmy zaprzyjaźnić się z naszym nowym amerykańskim kolegą i argentyńską koleżanką, umawiamy się, że jak tylko odbierzemy samochody, pojedziemy na wspólną wycieczkę na plażę nad ocean. My i tak miałyśmy taki plan, więc czemu nie? I nasz pierwszy przystanek to niewielka nadmorska (nadoceaniczna?) miejscowość w niedalekiej odległości od Porto.

Lavra

Lavra jest typowym nadmorskim miasteczkiem. W centrum stare domki mieszkalne, a bliżej wybrzeża widać wpływ turystyki na architekturę i bez trudu można rozpoznać pensjonaty i niewielkie hoteliki. Jeśli ktoś się wybiera do Portugalii na plażowanie, raczej pojedzie na południe kraju, bo to tam są najpiękniejsze plaże (tak przynajmniej twierdzą Ci, którzy tam byli, bo mnie tym razem nie udało się tak daleko dotrzeć - jest powód, żeby jeszcze to Portugalii wrócić). Jednakże i północne wybrzeże jest niczego sobie i tutaj turystyka wakacyjna również kwitnie, aczkolwiek pewnie nie aż na taką skalę. Ale kto wie, co będzie za kilka lat. 

Wracając do Lavry. Parkujemy na sporych rozmiarów parkingu tuż przy plaży, gdzie umówiliśmy się z naszymi towarzyszami. Razem wyruszamy na spacer brzegiem oceanu. Dla mnie to był pierwszy w życiu kontakt z tym ogromnym akwenem. I szczerze mówiąc poza większymi niż na morzu falami, niewiele różnic dostrzegłam i aż tak bardzo się nie ekscytowałam tym oceanem. Niemniej było to jedno z moich marzeń, żeby kiedyś stanąć oko w oko z oceanem i udało się je spełnić. 

Braga

Wszyscy już byliśmy trochę głodni i ogólnie pierwotny plan był taki, że zatrzymamy się gdzieś na lunch w Lavrze. Niestety poza sezonem miasteczko było kompletnie uśpione. Ponadto była niedziela i wszystko pozamykane na cztery spusty. Tak więc kontynuowaliśmy naszą wycieczkę do Bragi i tam zamiast najpierw zwiedzać, pobiegliśmy do restauracji na jedzonko.

Braga jest uznawana za jedno z najstarszych miast portugalskich. Poza tym jest też jednym z najstarszych miast chrześcijańskich na całym świecie. I chyba jednym z najbardziej katolickich we współczesności, bo kościołów było tam bez liku. 

Braga została założona w czasach rzymskich jako Bracara Augusta. Ale pierwsze ślady osadnictwa datuje się już na okres Brązu. Skoro Braga ma tak długą historię, możemy się domyślać, że w samym jej centrum jest sporo zabytkowej zabudowy a uliczki są dość wąskie i raczej mało przyjazne kierowcom. Z tego względu wyszukujemy jakiś parking w miarę na obrzeżach starówki. Udaje nam się znaleźć wolne miejsca na płatnym parkingu podziemny, skąd zrobiliśmy sobie naprawdę przyjemny spacerek do samego centrum. 

Jak już wspomniałam, pierwsze kroki skierowaliśmy do restauracji. Na głównym placu jest ich naprawdę sporo i nie wiedzieliśmy na co się zdecydować. Ostatecznie wybraliśmy bar Estudio 22, gdzie zamówiliśmy przepyszne burgery o kreatywnych nazwach. W dodatku ceny były naprawdę przystępne, 9 euro za hamburgera z frytkami. Ja wybrałam burgera historycznego. 

Po obiadku idziemy na spacer po miasteczku. Pogodę mamy cudowną. Również Portugalczycy postanowili z niej skorzystać i na ulicach starówki było naprawdę tłumnie. Ale warto też wspomnieć, że Braga jest jednym z najbardziej zaludnionych miast portugalskich, więc nic dziwnego, że w tak piękny niedzielny wieczór tyle ludzi było na ulicach. Co więcej na jednym z placyków zorganizowano jakąś lokalną zabawę i przechodnie tańczyli w rytm tradycyjnych brzmień. Mnie ten taniec przypominał trochę ball de bot z Majorki. 

W Bradze jest tyle kościołów, że nie sposób zobaczyć je wszystkie w ciągu jednego dnia, albo raczej w ciągu jednego popołudnia. Toteż my nie zaglądamy do ich wnętrz. Tym bardziej, że większość była pozamykana. Wchodzimy tylko do jednego, do kościoła p.w. Krzyża Świętego (igreja de Santa Cruz). 

Tylko patrząc na fasadę widać, że jest to architektura barokowa. W środku wcale nie było inaczej. Zdecydowanie nie moje klimaty, ale muszę przyznać, że mnogość detali robi spore wrażenie. W dodatku wszystko utrzymane w bardzo dobrym stanie. Inne zabytki Bragi również pięknie się prezentowały. Widać, że miasto dba o swoją spuściznę architektoniczną. I choć na pierwszy rzut oka Braga nie jest jakoś specjalnie piękna i interesująca, warto było dać jej szansę. Jestem niemalże pewna, że można by tam spędzić cały dzień a nawet dwa i wciąż odnajdywać nowe dla nas zakątki. My niestety miałyśmy trochę napięty grafik podczas całej naszej podróży po Portugalii, toteż Bragę potraktowałyśmy trochę po macoszemu. Ale coś czuję, że jeszcze kiedyś wrócę w tamte rejony Portugalii, bo wciąż pozostało wiele miejsc, które gdzieś tam były na mojej liście, ale po prostu zabrakło na nie czasu. I wówczas chciałabym też powrócić do Bragi.

Jardim de Santa Bárbara

Jednym z punktów, które koniecznie chciałam w Bradze zobaczyć, to niewielki park św. Barbary. Jest naprawdę malutki, ale niezwykle urokliwy. Wszystko za sprawą jego umiejscowienia tuż przed średniowiecznym pałacem, którego kamienna architektura jest idealnym tłem dla różnobarwnej roślinności. Jest to bardzo klimatyczne miejsce, nawet gdy spacerują tam tłumy. Imponująca fontanna w centrum ogrodu jest jak wyjęta z jakiejś baśni. Czyż nie jest to romantyczne miejsce? Ja byłam zachwycona i naprawdę nie spodziewałam się, że aż tak mi się tam spodoba. Pomimo tego, że park w żaden sposób nie jest oddzielony od tętniącego życiem miasta i trudno znaleźć w nim jakiś cichy zakątek, miałam wrażenie, jakbym się przeniosła do innej rzeczywistości. 

Katedra w Bradze (Sé de Braga)

Stamtąd powoli wracamy do punktu wyjścia, czyli pod katedrę. Tym razem postanawiamy się jej przyjrzeć z bliska. Z placu, gdzie odpoczywaliśmy podczas lunchu, katedra nie robi jakiegoś monumentalnego wrażenia. Wręcz wydaje się niezwykle malutkim kościołkiem. Jednak tym razem zachodzimy ją od tyłu i okazje się, że jest to ogromnych rozmiarów budowla. 

Katedra ma prawie 1000 lat (wybudowana w 1070 roku) i muszę przyznać, że jak na swój wiek bardzo dobrze się trzyma. Reprezentuje styl romański, ale oczywiście w późniejszych latach była nieco przebudowywana i w jej architekturze można się doszukać także elementów gotyku, renesansu, a nawet baroku. 

Do środka niestety nie udało nam się wejść, gdyż prawdopodobnie przyszliśmy tam za późno i wrota katedry były zamknięte. Weszliśmy natomiast na patio, gdzie wystawiono dawne elementy architektoniczne, które uległy częściowemu zniszczeniu i zostały zastąpione innymi. W murach katedry funkcjonuje również muzeum, ale jak już mówiłam, pora nie ta i nie udało nam się tam dostać. Troszkę szkoda, bo czuję, że to miejsce mogłoby na mnie wywrzeć spore wrażenie. 

Katedra była już naszym ostatnim punktem na trasie zwiedzania Bragi. Stamtąd idziemy już prosto na parking. Po drodze na miejsce naszego kolejnego noclegu mamy jeszcze jeden kościół do obejrzenia. Niestety robi się już naprawdę późno i trochę powątpiewamy, czy zdołamy cokolwiek zobaczyć, ale grzechem byłoby się tam nie zatrzymać, skoro to i tak jest na naszej trasie. Nasi towarzysze na noc wracali do Porto, więc już się nie zdecydowali na dalszą wycieczkę z nami, toteż się żegnamy (prawdopodobnie na zawsze, takie to już uroki hostelowych przyjaźni). Wsiadamy do naszego autka, odpalamy nawigację i jedziemy do sanktuarium Bom Jesus do Monte.

Sanktuarium Bom Jesus do Monte

Zrobiło się całkowicie ciemno. A przed nami długa droga na szczyt. Ponad 116 metrów przewyższenia. Na szczęście spora część trasy była oświetlona. Czekało na nas kilkadziesiąt schód, które tworzą niesamowity obrazek wraz z kościołem na szczycie. Szkoda, że na zdjęciach tak słabo to widać. Ludzkie oczy nieco lepiej łapały ten widok, ale i tak nie robiło to takiego wrażenia, jak na dziennych zdjęciach. Niemniej samo miejsce jest jak najbardziej warte odwiedzenia, nawet wieczorową porą. Panował tam wtedy niezwykły klimat. No i prawdopodobnie udało nam się ominąć tłumy, choć nadal pomimo później już pory, wciąż było tam sporo ludzi.

Sanktuarium na górze zostało docenione przez UNESCO i wpisane na listę światowego dziedzictwa. Wzniesiono je w XVIII wieku, ale pierwsza kapliczka stanęła tam już w średniowieczu. Niemniej dopiero przy budowie barokowego kościoła (który pod koniec XVIII wieku zastąpiono nowym klasycystycznym projektem) postanowiono wybudować również schody do niego prowadzącego. Nie są to jednak takie zwyczajne schody. Pierwszy odcinek jest swego rodzaju drogą krzyżową. Wzniesiono tam niewielkie kapliczki poświęcone stacjom drogi krzyżowej a terakotowe mozaiki przedstawiają sceny męki Pańskiej. Natomiast drugi odcinek w formie zygzaka reprezentuje pięć zmysłów i dla każdego została wybudowana osobna fontanna. Jest jeszcze trzeci odcinek. Ten z kolei reprezentuje trzy cnoty boskie: wiarę, nadzieję, miłość. One również zostały uhonorowane fontannami. A zwieńczeniem tej niezwykłej schodkowej drogi jest oczywiście sanktuarium Bom Jesus do Monte. 

Oczywiście do środka kościoła nie wejdziemy, bo drzwi o tej porze są już zamknięte. Przechadzamy się natomiast po oświetlonym terenie wokół kościoła. Widać, że jest to miejsce bardzo zadbane i przede wszystkim często odwiedzane przez pielgrzymów i turystów. To właśnie na górze widząc te wszystkie kwietniki i bogate oświetlenie, uświadomiłam sobie, jak bardzo popularne jest to miejsce i koniec końców miałyśmy sporo szczęście, że przyjechałyśmy tam o zmroku, bo przynajmniej ominęłyśmy największe tłumy. A wyobrażam sobie, że w niedzielę mogłoby tam być znacznie więcej ludzi niż w co dzień.

Elevador do Bom Jesus

Kościoły kościołami, schody schodami, ale chyba największą ciekawostką związaną z sanktuarium Bom Jesus do Monte jest funikular (kolejka linowo-szynowa), który jest alternatywą dla tych niezwykłych schodów. Kolejka swoją pierwszą podróż odbyła w 1882 roku stając się tym samym pierwszą tego typu kolejką na Półwyspie Iberyjskim. Co więcej ta kolejka wciąż działa i tym samym stała się najstarszym na świecie funikularem napędzanym systemem wodnym. Nie będę się zagłębiać tutaj w szczegóły jej funkcjonowania, bo się po prostu nie znam, ale sam fakt że jest to tak stara maszyna, w dodatku wykorzystująca siłę wody, robi wrażenie. Przejazd kolejką jest oczywiście płatny i oczywiście wieczorem atrakcja była już nieczynna. Także z powrotem w dół, gdzie zostawiłyśmy samochód, wracamy również schodami. Tak jak w górę szło się w miarę przyjemnie, tak w dół idziemy trochę szybciej i na zygzakowatym odcinku zaczyna się kręcić w głowie, brak porządnego oświetlenia jeszcze do odczucie wzmaga. Wreszcie przy aucie z ulgą wzdychamy i jedziemy... na zakupy.

Guimarães

Odkąd mamy samochód i nie musimy wszystkiego zawsze ze sobą dźwigać w plecakach, postanawiamy zrobić porządny zapas jedzenia, aby mieć co jeść przynajmniej przez kolejnych kilka dni. Następnie jedziemy już prosto do naszej kolejnej bazy, do hostelu w Guimarães.

Zakupy nieco nam się przeciągnęły, potem w Guimarães nieco krążyłyśmy w poszukiwaniu parkingu i na koniec jeszcze nie tak łatwo było znaleźć hostel, gdyż nie był on jakoś bardzo wyraźne oznaczony, więc na miejsce docieramy później niż przewidywałyśmy i później niż się zapowiedziałyśmy, ale właściciel cierpliwie na nas czekał. Był niesamowicie miły i pomimo naszego spóźnienia, a także dość późnej pory (jestem niemalże pewna, że w niedzielny wieczór, facet wolałby już dawno być w domu z rodziną i odpoczywać), poza oddaniem nam kluczy i pokazaniem hostelu, ucięliśmy sobie małą pogawędkę, podczas której właściciel dał nam mnóstwo wskazówek co do miejsc, które warto zobaczyć w okolicy. Gdyby tylko we wszystkich hostelach tak to wyglądało.

Santiago 31 Hostel bez dwóch zdań mogę Wam polecić. Bardzo przyjazny i pomocny personel. Świetne usytuowanie hostelu w samym centrum starówki. Fakt, mało widoczny, ale jak wiesz czego szukać, znajdziesz. Czystość na bardzo wysokim poziomie. Ponadto w cenę jest wliczone śniadanie: jesz ile chcesz. Zostawiam Wam link do bookingu (wciśnij nazwę hostelu powyżej). Nie jest to żadna płatna reklama. Po prostu bardzo mi się spodobało to miejsce. Proste i przyjemne. 

W naszym wieloosobowym pokoju był już jeden lokator, pielgrzym wracający właśnie z Santiago de Compostela. Pomimo koślawego angielskiego troszkę sobie pogadaliśmy i wymieniliśmy doświadczeniami. Imienia pana Brazylijczyka nie pamiętam, twarz też mi się już w pamięci rozmyła, ale i tak będę go miło wspominać. Tak samo jak tamten dzień - nasze pierwsze spotkanie z Portugalią na szlakach mniej turystycznych. Póki co zapowiadało się naprawdę obiecująco. Oby tylko pogoda nam dopisywała. 

Komentarze

  1. Portugalia to przepiękny kraj, często niedoceniany przez ludzi! Sama jeszcze nie byłam, ale słyszałam od wielu osób, że warto się wybrać :) Przepiękne zdjęcia, jest tyle miejsc na świecie, które warto by zwiedzić .... tylko czasu i pieniędzy nie wystarcza, haha!
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przez długi czas tylko słuchałam i czytałam, jak to wszyscy Portugalię zachwalają, no i w końcu pojechałam i przekonałam się na własnej skórze, że to jest naprawdę piękny kraj. Było warto.
      Kiedyś myślałam, że uda mi się zobaczyć te wszystkie niezwykłe miejsca, że życie jest wystarczająco długie. Teraz już wiem, że to misja niewykonalna, ale przez to jeszcze bardziej doceniam wszystkie odwiedzane miejsca.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Sama przyjemność odbywać z Tobą tę podróż! Zachwycające miejsca, przyroda, ocean, portugalski klimat. Sanktuarium na górze też widziałam w programie, o którym ostatnio Ci wspominałam. Cudne miejsce z piękną świątynią, niezwykłymi schodami, kolejką i ogrodami. Nocą Portugalia też wygląda niezwykle. Pozdrawiam Julka:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba największe wrażenie robią właśnie te schody widziane z dołu. Aczkolwiek nocna panorama Bragi też była niczego sobie.W ogóle Portugalia skrywa mnóstwo perełek. Już niedługo ciąg dalszy tej podróży.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Wszystkie te miejsca miałam spisane na rok 2020, tak bardzo chciam zobaczyć kolejna część Portugalii... no niestety nie było mi dane. Ale dzięki Twoim wpisom myślę znowu intensywnie o Portugalii jak będę miała fajne ściągi jak tam już dotrę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś miała jakieś pytania, to zawsze możesz do mnie napisać ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram