Kaszuby pod białą pierzynką

Ostatnimi laty prawdziwa biała zima zdarza się od wielkiego dzwonu, toteż gdy spada śnieg i to jeszcze w takich ilościach, że trzeba wyciągnąć łopaty do odśnieżania i narciarskie spodnie, żeby się za bardzo nie pomoczyć przy tym odśnieżaniu, mam wrażenie jakbym była w podróży po biegunie północnym. Zazwyczaj taka zima trwa krótko, więc póki jest, trzeba ją łapać. Toteż jak w sylwestra spadł śnieg, to zamiast przygotowywać kolację sylwestrową, wbiłam się w ciepłe ubranka, zabrałam ze sobą aparat i ruszyłam na spacer po wiosce w celu uwiecznienia tych białych krajobrazów, choć powoli robiło się już ciemno i zdjęcia mają dość unikatowy klimat. Oczywiście zdjęć narobiłam tyle, że teraz nie bardzo wiem, co miałabym z nimi począć, więc uznałam, że Wam je pokażę, żeby się nie kurzyły na dnie karty pamięci.

Chociaż obawiałam się, że taka piękna zima zakończy się w mgnieniu oka, tym razem okazała się nam bardzo przychylna. Najpierw zrobiło się biało, a potem tą białą pierzynkę przymroziło i jeszcze słońce przy tym świeciło. Koniec końców zimowych spacerków zaliczyłam więcej niż jeden. Oczywiście gdy się na taki spacer wybierałam, świeciło piękne słońce, ale jak już zaczęłam szukać pięknych kadrów, niebo nagle zasnuwało się chmurami. Miałam Wam pokazać więcej słonecznych zimowych zdjęć, ale jest jak jest. Nie będę narzekać, bo naprawdę w tym roku zima stanęła na wysokości zadania.

Teraz jestem już na Majorce, więc nie będę miała więcej okazji zobaczyć śniegu. No chyba że z daleka w górach, o ile w ogóle spadnie w tym roku. Cieszę się, że udało mi się doświadczyć takiej pięknej białej i mroźnej zimy, ale jednocześnie nie żałuję, że wróciłam na wyspę, bo tutaj zima też potrafi być piękna. Teraz co prawda niebo się zachmurzyło i zapowiadają nam kilka dni ulewnych deszczów, ale przynajmniej będę miała motywację, żeby ponadrabiać blogowe zaległości. No nic, zostawiam Was sam na sam z zimowymi zdjęciami. Mam nadzieję, że jeszcze nie macie dość tej zimy :D

Zazwyczaj gdy jestem w domu na Kaszubach, nie mam zbyt wielkiej motywacji, żeby wyjść na spacer z aparatem, bo większość krajobrazów jest mi tak dobrze znana, że w tym momencie niekiedy w ogóle ich nie dostrzegam. Przyzwyczajenie nie jest dobrym towarzystwem dla kreatywności. Jednak w takich okolicznościach przyrody i pogody, świat wydaje się być inny, nowy (bo przecież tak rzadko mamy teraz do czynienia z białą zimą) i od razu pojawiają się chęci na zabranie aparatu na spacer. Szkoda tylko, że niebo nie chciało ze mną współpracować i kilkukrotnie zrobiło mi psikusa w postaci chmur, a nawet gęstej mgły, która pojawiła się znikąd. Poniżej macie idealny przykład jak w krótkim czasie pogoda może się tak bardzo zmienić. Na pierwszym zdjęciu widzimy zamarznięte jezioro i jego drugi brzeg. Kilkaset metrów później jestem już na tym drugim brzegu i znowu patrzę na taflę jeziora, ale brzegu, skąd przyszłam już nie praktycznie nie widać, tylko delikatny zarys budynków (ostatnie zdjęcie poniżej tego akapitu).

Więc gdy nagle słońce postanowiło się jednak pojawić choć na moment tuż przed zachodem, nie traciłam czasu na przywdziewanie cieplejszych ciuchów, tylko na szybkiego wyskakiwałam na balkon i łapałam, co akurat nawinęło się na obiektyw i w ten właśnie sposób powstał ten biało - pomarańczowy kadr, który być może stanie się moim ulubionym tej zimy. I takim oto słonecznym widokiem żegnam się dzisiaj z Wami. Do następnego!

Komentarze

instagram