Borne Sulinowo - miasto widmo

Borne Sulinowo. Myślę, że każdemu kiedyś obiła się o uszy ta nazwa. Dzisiaj jest to zwyczajne malutkie miasteczko gminne, ale jeszcze całkiem niedawno była to pilnie strzeżona miejska twierdza, której próżno było szukać na mapach. Mówi się, że jest to jedno z najbardziej tajemniczych miast na terenie Polski, bowiem do dzisiaj krążą na temat tego miejsca różnorakie legendy.

Choć znacie mnie głównie jako pasjonatkę podróży wszelakich, zainteresowań mam mnóstwo i jednym z nich jest genealogia. Kto się spodziewał? Bardzo lubię słuchać opowieści o przeszłości, uwielbiam oglądać stare zdjęcia, poznawać historię własnej rodziny... Dwa lata temu byłam z tatą w sentymentalnej podróży w miejscach, w których spędził wczesne dzieciństwo. Tę sentymentalną podróż połączyliśmy również z wycieczką krajoznawczą i w ten oto sposób dotarliśmy do Bornego Sulinowa, o którym Wam dzisiaj trochę opowiem.

Początki udokumentowanego osadnictwa datuje się na XVI wiek, kiedy to na te tereny przybyli osadnicy z Dolnej Saksonii i założyli wieś Groß Born, której nazwę możemy tłumaczyć jako Wielkie Źródło. Inspiracją prawdopodobnie było jezioro Pile leżące w sąsiedztwie, o którym również krążą legendy. W tym samym okresie powstała również wieś Linde, czyli Lipa. Obie stały się podwalinami dla dzisiejszego Bornego Sulinowa.

Ponieważ tereny te nie były ani ważne strategicznie, ani bliskie jakiemukolwiek ośrodkowi przemysłowemu, nie miały zbytnich szans na rozwój. Natomiast oddalone od cywilizacji stały się idealnym punktem dla założenia tam garnizonu wojskowego. W latach 30. XX wieku rząd niemiecki wykupił tereny okolicznych wsi, wysiedlił ludność cywilną i założył tam miasto wojskowe, które miało być zapleczem poligonu Szkoły Artylerii Wehrmachtu. Wraz z rozpoczęciem II wojny światowej powstał tam również obóz jeniecki dla walczących w Kampanii Wrześniowej; przebywało tam także sporo żołnierzy Powstania Warszawskiego. Kiedy wojna dobiegała ku końcowi, wojska niemieckie zaczęły się wycofywać i w pośpiechu opuściły Borne Sulinowo, do którego od razu wkroczyli żołnierze radzieccy stacjonujący w okolicznych lasach. Nie zrównali wszystkiego z ziemią, tylko wykorzystali poniemieckie zabudowania do własnych celów tworząc tam bazę Północnej Grupy Wojsk. Po zakończeniu wojny w 1945 tereny te zostały włączone do Polski, natomiast w ewidencji gruntów figurowały jako tereny leśne i oficjalnie Borne Sulinowo nie istniało. Miasto było zamknięte i wycięte ze struktury terytorialnej naszego kraju aż do 1992 roku. Rok później uzyskało prawa miejskie stając się najmłodszym miastem w Polsce. Proces ponownego zasiedlania był powolny, gdyż Rosjanie pozostawili miasto doszczętnie zniszczone i ogołocone. Aktualnie Borne Sulinowo liczy sobie ok. 5000 mieszkańców i stale się rozwija, również pod kątem turystyki.

Borne Sulinowo nie leży przy głównej trasie, ale można się tego spodziewać znając jego historię. Musimy więc trochę odbić. Zjeżdżamy z głównej drogi i zaczynamy się zagłębiać w opustoszałe tereny. Wjeżdżamy w las. Droga robi się węższa i bardziej wyboista. W pewnym momencie wydaje mi się nienaturalnie prosta. Jedziemy wzdłuż umocnień Wału Pomorskiego. Co kawałek są zatoczki, aby się zatrzymać i zobaczyć pozostałości po umocnieniach. Na jednej z nich robimy krótki postój, również aby nieco rozprostować nogi po długiej jeździe. Równolegle do ulicy odkrywamy ścieżkę rowerową utworzoną na dawnej trasie kolejowej Łubowo - Borne Sulinowo. Od razu sobie pomyślałam, że wyprawa rowerowa po tamtejszych terenach musiałaby być nie lada przygodą.

Wjeżdżamy do miasta. Witają nas bloki z wielkiej płyty. Nie jest to architektura, która by zachwycała. Objeżdżamy praktycznie całe Borne Sulinowo powolnym tempem. Docieramy m.in. do dzielnicy Starych Spichrzy. Są stare, betonowe, zniszczone. Obrazek jak z jakiegoś filmu postapokaliptycznego. Czuć w powietrzu złowrogi powiew przeszłości. Słychać echo tamtych wojennych lat.

Wreszcie zatrzymujemy się przy ulicy Niepodległości i decydujemy się na krótki spacer. Co ciekawe, większość nazw ulic ma bardzo narodowościowy charakter. Chyba władzom zależało, aby po już oficjalnym wcieleniu Bornego do Polski jak najbardziej spolszczyć to miejsce i pokazać, że militarny charakter miasta to już przeszłość. I rzeczywiście, na ulicach toczy się normalne życia. Co prawda wtedy była niedziela, więc miasto było bardzo spokojne, ale spotkaliśmy wielu spacerowiczów. Można odczuć, że gmina kładzie duży nacisk na rozwój turystyki. I ma w tym sporo racji, bowiem okolica jest przepiękna: mnóstwo jezior, rozległe lasy, kilometrowe ścieżki rowerowe - cały ogrom możliwości jeśli chodzi o aktywności na świeżym powietrzu. A do tego ciekawa historia. Wydaje mi się, że wielu przyjeżdża do Bornego właśnie ze względu na dawne dzieje osady, a dopiero później odkrywa inne jego zalety.

Nie mieliśmy żadnego planu zwiedzania, więc skończyło się na niedługiej przechadzce. Z resztą pogoda też nie była zbyt zachęcająca, gdyż po przepięknych słonecznych dniach teraz zrobiło się chłodniej i wietrzniej. Doszliśmy do Domu Oficera. Jest to chyba najbardziej imponujący zabytek i to jeszcze z okresu niemieckiego. Niestety jego stan jest opłakany. Budynek został wybudowany w 1936 i pełnił funkcje reprezentacyjne i rozrywkowe. Początkowo mieściło się tam kasyno oficerskie, restauracja, a także sale wykładowe. Armia Radziecka przekształciła budynek w swego rodzaju dom kultury dla oficerów i ich rodzin. Utworzono tam kino, swoją siedzibę miała tam biblioteka, szkoła muzyczna, mieściła tam się sala taneczna oraz sala koncertowa dla ok. 1000 osób.

Oglądając stare zdjęcia, okazuje się, że i w okresie niemieckim, jak i radzieckim Dom Oficera był jednym z najważniejszych budynków na terenie miasta. A popadł w ruinę całkiem niedawno, bo dopiero w 2010 roku na skutek pożaru, który strawił konstrukcję więźby dachowej. Przykro jest patrzeć jak niszczeje, bo architektonicznie robi naprawdę ogromne wrażenie. Obiekt jest w rękach prywatnych, więc jego los póki co jest nieznany.

Dom Oficera obeszliśmy dookoła. Zrobiłam mu kilkadziesiąt zdjęć z różnych perspektyw, niestety większość do niczego się nie nadaje. Dopiero po czasie zauważyłam, że miałam brudny obiektyw w aparacie i zdjęcia wyszły zamazane. I chyba też dlatego tak długo zwlekałam, żeby w ogóle o tym miejscu pisać, bo co miałabym Wam pokazać? W samym mieście nie robiłam praktycznie żadnych zdjęć, bo jakoś nic specjalnie nie przykuło mojej uwagi. No i wówczas nie sądziłam, że kiedykolwiek będę o tej wycieczce pisać na blogu.

Borne Sulinowo jak najbardziej zasługuje na tytuł jednego z najbardziej tajemniczych miast w Polsce, bo jak sobie o nim myślę, to od razu wyczuwam tę nutkę tajemniczości sunącą między budynkami. Ciekawe było to doświadczenie. W ogóle ciekawym aspektem jest fakt zasiedlania opustoszałych miejsc. Jestem ciekawa, czy jacyś potomkowie mieszkańców wsi Groß Born i Linde zamieszkują dzisiejsze Borne Sulinowo?

No i te wszędobylskie legendy związane z tym miejscem? Niektórzy twierdzą, że pod miastem istnieje cały kompleks schronów. Oczywiście nie ma na to żadnych dowodów, ale z drugiej strony trochę bezmyślnym byłoby wybudować garnizon wojskowy bez schronów... Inni opowiadają o tajemnicy zatopionego lasu, jakoby Niemcy przed ucieczką mieliby wysadzić w powietrze bazę znajdującą się na wysepce powodując tym tąpnięcie części wyspy. A fakt, że miasto przez wiele lat nie widniało na mapach, inspiruje aby mówić o Bornem Sulinowie jako o polskiej Atlantydzie.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, bo wiem, że nie każdy lubi takie wojenne historie. Myślę jednak, że dzieje Bornego Sulinowa są na tyle ciekawe i wyjątkowe, że warto o nich wiedzieć. No a ja potrzebowałam małego przerywnika od wielkich podróży i szukałam w swoich fotograficznych archiwach miejsca, o którym mogłabym stworzyć jakiś niedługi wpis. Oczywiście jak już wreszcie się zmobilizowałam, tak się wciągnęłam, że napisałam znacznie więcej niżbym planowała. Dziękuję za Waszą cierpliwość. Do następnego :)

Komentarze

  1. Miejsce, do którego normalnie turyści mało zaglądają, ja też bym się nie wybrała, ale masz rację - tam mówi historia, dalsza i bliższa. I fajne ma też położenie. Mam nadzieję, że będzie odbudowane, bo szkoda takich okazałych budowli. Dzięki za spacerek z uśmiechem:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z każdym rokiem coraz więcej turystów tam przybywa, bo miasto może i mało przyjazne turystom, ale władze się starają, no i okolica jest urokliwa, są jeziora, lasy, ścieżki rowerowe...

      Usuń
  2. Ależ opustoszałe miasteczko, tak wynika ze zdjęć, choć piszesz, że całkiem sporo osób spacerowało, więc jest dlań nadzieje. Budynek znajdujący się w prywatnych rękach nie zawsze oznacza to że zniszczeje. Znane są przypadki, kiedy prywatni inwestorzy doprowadzają do świetlności zdewastowane budynki, czego temu miasteczku życzę, choć i władze - skoro stawiają na turystykę - może się dołożą do kosztów renowacji, taki odrestaurowany budynek byłby nie lada atrakcją, a można by go wykorzystać na kawiarnie, miejsce spotkań, sale wystawowe, kino.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, czasami jak jest prywatny właściciel to nawet są większe szanse na remont, ale w tym wypadku chyba jest inaczej. Rozmawialiśmy z jedną z mieszkanek, która akurat tam była na spacerze i nas zaczepiła i ona również ubolewała nad tym, że budynek tak niszczeje. Przed pożarem stan budynku był jeszcze ok, ale po pożarze budynek już tylko coraz bardziej podupada i wygląda na to, że nikt się nie interesuje jego przyszłością. Ale kto wie, może jednak coś się zmieni i wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Taką miejmy nadzieję, bo szkoda byłoby tego miejsca, ma spory potencjał.

      Usuń
  3. Przyznaję – ja nie podejrzewałam Cię o zamiłowanie do genealogii! Ale to, że masz sporo zainteresowań, to akurat wcale mnie nie dziwi.
    Skoro się nad tym zastanawiałaś, to uczciwie wyznam Ci, że zdecydowanie przyjemniej czytało mi się o Twoich ekscytujących wrażeniach z wyjazdu do Szkocji (właśnie nadrobiłam zaległości!) i mam nadzieję, że będziesz je jeszcze kontynuować, ale to Twój blog i to Ty decydujesz, o czym chcesz pisać. I takie wpisy jak ten jak najbardziej mają prawo się tu pojawiać :) To nie jest lektura obowiązkowa – przeczyta ten, kto będzie chciał.
    Nie wiem, czy to siła perswazji, czy co, ale faktycznie z "miasta widma" bije jakaś dziwna aura.

    Na marginesie dodam jeszcze, że Edynburg bardzo mi się podobał, zwiedzałam go dawno temu i do dziś miło wspominam. Zresztą, uwielbiam całą Szkocję i po cichu marzę, że jeszcze w tym roku uda mi się ją ponownie odwiedzić. Niedługo planuję też zacząć opisywać swój szkocki urlop, więc jeśli jesteś ciekawa, miej się na baczności ;)

    Miłej majówki, która przecież jest już za rogiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Taito, jak miło Cię tu znowu gościć :) Brytyjskie klimaty jeszcze się tutaj pojawią. Miałam jednak mały zastój weny i postanowiłam przełamać go, tworząc jakiś krótki wpis, dlatego właśnie wróciłam wspomnieniami do Bornego Sulinowa.
      Majówka upłynęła mi w przemiłej atmosferze i dodała energii do blogowania, więc mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu na blogu pojawi się coś nowego :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jakie miłe powitanie! Dziękuję Ci bardzo za te sympatyczne słowa :)

      Jakże miło mi czytać, że brytyjskie klimaty będą w przyszłości gościć na Twoim blogu – z przyjemnością przeczytam wszystko, co napiszesz! Zawsze z wielkim zainteresowaniem czytam refleksji innych osób na temat znanych mi miejsc. Miło też pooglądać je oczami innych, bo przecież każdy z nas trochę inaczej patrzy na świat i ma inne oko do zdjęć.

      Czasami faktycznie warto wnieść trochę powiewu świeżości i przełamać tematykę. Miałaś do niedawna bardzo intensywny czas, byłaś w fazie kałasznikowa i skutecznie wystrzeliwałaś z siebie kolejne wpisy, a teraz jakbyś odrobinę wyprztykała się z pocisków ;) Ale to zupełnie normalne, też mi się to zdarza. Ot, naturalny cykl życia blogera ;)
      Trzymam zatem kciuki za powrót weny i czekam na kolejne relacje :)

      Usuń
    3. Ja też bardzo lubię czytać o miejscach mi znanych i patrzeć na te miejsca innymi oczami, jest to niezwykle inspirujące i pozwala nam niekiedy dostrzec rzeczy, na które normalnie nie zwracamy uwagi.
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  4. O Bornem Sulinowo, a jakże kiedyś się mówiło, stąd nazwa ta wielu osobom jest znana. Miłe wspomnienia z wycieczki. Gdybym miała okazję to z przyjemnością zapuściłabym się tam rowerem.

    Pozdrawiam serdecznie z Augustowa. Pogoda dzisiaj, pierwszego maja, poprawia się z godziny na godzinę. Za chwilę odpinamy rowery i śmigamy do centrum.
    Życzę przyjemnej majówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bardzo by Ci się ta okolica spodobała i znalazłabyś sporo urokliwych zakątków. Mnie również ta króciutka wycieczka zachęciła, by jeszcze kiedyś tam wrócić i poeksplorować okolicę na rowerze. Ta ścieżka rowerowa po dawnej linii kolejowej jest bajkowa.
      Mam nadzieję, że pogoda dopisała i mieliście niezapomnianą majówkę.
      Pozdrawiam słonecznie :)

      Usuń
  5. To jest dla mnie wciąż zadziwiające jak wiele miast się z różnych powodów wyludnia...
    Miłego dnia!
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedne się wyludniają, a inne się rozwijają. Dzieje Bornego Sulinowa są naprawdę fascynujące. Życzę miastu i jego mieszkańcom, aby dalej tak ładnie się rozwijali, bo okolica ma ogromny potencjał i jest przepiękna.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Podobnie jak dla Ciebie Borne Sulimowo to również dla mnie miasto widmo owiane mnóstwem legend. Z pewnością kryje w sobie mnóstwo ciekawych historii, których nie poznamy nigdy i zakamarków, które pozostaną nieodkryte. Albo są już odkryte tylko trzymane w tajemnicy. Ale miasto ma potencjał i cieszę się, że i władze i mieszkańcy są tego świadomi.
    Kiedyś w Hiszpanii jeździłam trasami rowerowymi na dawnych traktach kolejowych i uważam to za świetny pomysł. A budynek jednej z poczekalni przerobiono na bar 😀.
    Julka raz jeszcze dziękuję Ci za gościnę i za niezapomnianą majówkę 💞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Borne Sulinowo nadal może skrywać wiele tajemnic, o których nawet nam się nie śniło. No ale przecież tajemnice i zagadki to coś, co bardzo przyciąga turystów i myślę, że miasto świetnie wykorzystuje ten fakt - przyciąga turystów tajemniczością, a daje im mnóstwo wspaniałych krajobrazów. Chętnie jeszcze kiedyś wrócę w tamte rejony, żeby troszkę sobie tam porowerować.
      Ja Tobie również dziękuję za towarzystwo. Mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram