Almond. Ten, który nie czuł

W ostatnim czasie tak się zaczytałam i wkręciłam w świat książek, że w przypływie emocji wzięłam udział w rozdaniu książkowym, gdzie można było otrzymać dość głośną południowokoreańską powieść o chłopcu pozbawionym emocji. Nawet sobie nie wyobrażacie mojej radości, kiedy otrzymałam maila od wydawnictwa, że chcieliby mi wysłać egzemplarz Almond. Radość ta była równie wielka, jak moment, kiedy otwierałam paczkę. I choć tematyka książki nie ma nic wspólnego z podróżami i tak postanowiłam zamieścić tutaj jej recenzję. W końcu to mój kącik i to ja decyduję o czym będę pisać. 

źródło okładki: Wydawnictwo Mova

Almond. Ten, który nie czuł opisuje historię chłopca pozbawionego emocji. Yunjae cierpi na aleksytymię, czyli zaburzenie psychiczne objawiające się niemożnością odczytywania i rozumienia emocji. Kiedy w swoje szesnaste urodziny traci matkę i babcię, które do tej pory pomagały mu zrozumieć świat emocji, sam musi stawić czoła życiu. Na jego drodze staje wówczas Gon, który jest kompletnym przeciwieństwem Yunjae, a mimo to wytwarza się między nimi nić porozumienia i nieświadomie pomagają sobie nawzajem.

Książka Won-pyung Sohn jest napisana bardzo prostym i przyjemnym językiem, a krótkie rozdziały sprawiają, że po każdym przeczytanym rozdziale, mamy ochotę na jeszcze jeden, a potem jeszcze jeden i w rezultacie książkę można pochłonąć w jeden wieczór. Sama fabuła również jest bardzo wciągająca i przede wszystkim intrygująca. Zanim sięgnęłam po tę powieść, nie miałam pojęcia o istnieniu alekstymii. Temat wydał mi się niezmiernie ciekawy. Bo jakże to możliwe, żeby nic nie czuć? Pewnie niełatwym było przedstawienie historii Yunjae w taki sposób, aby nie było tam emocji, a jednocześnie aż nimi tryskało. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie tylko dla talentu autorki, ale również tłumaczek, które miały niełatwe zadanie. Żałuję tylko, że polskie tłumaczenie powstało na podstawie angielskiej wersji Almond a nie oryginalnej - koreańskiej. Jako tłumaczka wiem, ile książka może stracić (lub zyskać) na skutek tłumaczenia, a tym bardziej gdy w grę wchodzi tłumaczenie tłumaczenia. Niemniej w przypadku tej pozycji mamy pięknie skomponowaną historię, od której nie można się oderwać aż do ostatniej strony. 

Almond jest o braku emocji, ale tych nie brakuje w książce. Trudno co prawda poczuć to, co czuł, albo raczej nie czuł Yunjae, ale zdecydowanie można przynajmniej spróbować zrozumieć jego świat. Książka sama o sobie mówi w piękny i jakże pasujący do tej historii sposób:

Książki zabierały mnie w miejsca, do jakich nie miałem dostępu inną drogą. Były pełne wyznań ludzi, których nigdy nie spotkałem, i opowieści o wydarzeniach będących dla mnie tajemnicą. Pomiędzy okładkami znajdowałem nieodczuwane przez siebie emocje oraz niedoświadczone przez siebie losy. 

Dokładnie to samo mogłabym powiedzieć ja o mojej reakcji na Almond. Książka ta pozwoliła mi zetknąć się z czymś, czego nie odczuwam i mam nadzieję nigdy nie doświadczyć, bo uważam, że świat emocji, choć czasami przytłaczający, jest piękny. 

Poznanie własnych uczuć nie zawsze jest miłe. Emocje to śliska sprawa.

Ile razy zdarza się, że chcielibyśmy o czymś zapomnieć, czegoś nie czuć, rozżalenia, smutku, albo na przykład strachu? Ile razy myślimy sobie, że bez tych wszystkich emocji, życie byłoby po prostu łatwiejsze? Opowieść o Yunjae pokazuje nam drugą stronę medalu i uświadamia, że życie nie może być idealne a emocje są pięknym darem. Mnie osobiście książka ta skłoniła do zastanowienia się nad światem emocji i jednocześnie docenienia jego bogactwa. Choć to, co odczuwamy nie zawsze jest przyjemne, jest nam potrzebne. 

Powieść Won-pyung Sohn pozwala nam wejrzeć do świata osoby cierpiącej na aleksytymię, czyli kogoś tak bardzo różniącego się od większości z nas, osoby porównywanej wielokrotnie z robotem, czy nawet z potworem. Bo któż może być obojętny na wszystko wokół, jeśli nie potwór? Jednocześnie autorka uświadamia nam, że niejednokrotnie i my, ludzie czujący, jesteśmy potworami. I absolutnie nie ma to nic wspólnego z pojęciem osoby złej, okrutnej. Stajemy się tymi potworami na skutek nadmiaru emocji. U Yunjae niemożność odczuwania i rozumienia emocji sprawia, że staje się on obojętny na wiele rzeczy, natomiast u osoby mogącej się pochwalić szerokim wachlarzem emocji też może dojść do zobojętnienia i braku reakcji chociażby na skutek takiej emocji jak szok, czy strach. Zauważa to nasz bohater, kiedy analizuje moment tragedii, jaka dotknęła jego matkę i babcię. Nie zareagował nikt, ni on, ni inni świadkowie. 

Ludzie ignorują tragedie rozgrywające się gdzieś daleko, bo nic nie mogą zrobić, ale też nie reagują, gdy do tragedii dochodzi pod ich nosem, bo się boją. Większość osób ma uczucia, ale nie podejmuje działań.  

Książkę Almond. Ten, który nie czuł zakwalifikowano do literatury młodzieżowej, ale uważam, że i dorośli powinni po nią sięgnąć. Niesie ona wiele pięknych prawd o nas samych. Prawd, z których wielokrotnie zupełnie nie zdajemy sobie sprawy. 

Kończąc już, książka bardzo mi się spodobała, czego zupełnie się nie spodziewałam. Bez dwóch zdań mogę ją zaliczyć do najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Jest stosunkowo krótka i przyjemnie się ją czyta, więc nawet osobom mniej czytającym powinna przypaść do gustu. 

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Mova

PS. Wciąż się zastanawiam, dlaczego nie przetłumaczono tytułu na język polski? Czyżby obcobrzmiące nazwy lepiej się sprzedawały? Moim zdaniem Migdał. Ten, który nie czuł też jest intrygującym tytułem. 

Komentarze

  1. Podejście, że to Twój kącik i będziesz pisać o czym chcesz bardzo mi się podoba. To, że czasem piszesz o książkach też. O Almond było swojego czasu dosyć głośno w internetach ale ja póki co się nie skusiłam, niemniej jednak Twoja recenzja bardzo mi się podoba. A anglojęzyczne nazwy są bardziej chwytliwe i lepiej się sprzedają, czego chyba nie rozumiem.
    Moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z reguły nie sięgam po takie głośne publikacje, bo trochę się boję rozczarowania, ale tu się stało jak się stało i wcale nie żałuję. Wiesz co, ja też nie rozumiem, dlaczego tak jest z tymi anglojęzycznymi nazwami, mogę się jedynie domyślać, że wciąż w naszym polskim ogródku istnieje takie przeświadczenie, że to co zachodnie, jest po prostu lepsze. Aczkolwiek nadal nie rozumiem, bo z drugiej strony w ostatnim czasie bardzo popularne stało się to, co słowiańskie... Nie wnikam.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Pierwszy raz słyszę o aleksytymii!!! Pracowałam w szkole i wychowanie emocjonalne nie było mi obce, ale nigdy nie spotkałam się z czymś takim, jak pozbawienie ich w ogóle. Być może to nowe lub nowo nazwane zjawisko. Ale masz rację, emocje to temat rzeka! Muszę uzupełnić swoją wiedzę. Może gdzieś dorwę tę książkę!
    Wielkie dzięki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książce pojawia się krótka adnotacja na temat aleksytymii i okazuje się, że po raz pierwszy opisano to zaburzenie w latach 70. XX wieku, więc wcale takim nowym zjawiskiem nie jest, ale może tak mało się o tym słyszy, bo jest po prostu zaburzeniem rzadko spotykanym. Książka nie jest publikacją naukową, więc raczej wiele więcej się z niej nie dowiesz na temat samej aleksytymii, ale i tak warto, bo otwiera oczy na wiele prozaicznych kwestii, nad którymi normalnie się nie zastanawiamy.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. No, popatrz! Zjawisko prawie tak stare jak ja! Tym bardziej warte zgłębienia.
      Dzięki:)))

      Usuń
  3. Zaintrygowałaś mnie tą książką. Nie znałam ani jej, ani autora ani tej przypadłości. Bo dla osoby, która czyta w ludzkich twarzach jak z otwartej książki, emocje wydają się być najważniejsze, choć z drugiej strony posiadanie umiejętności odczytywania ludzkich emocji jest wyczerpujące, gdyż bardziej człowiek skupia się na niewerbalnym przekazie niż na werbalnym. I możliwe, że jest to tak samo wyczerpujące jak być pozbawionym emocji.. Tego drugiego nie wiem, ale tym mocniej, chcę sięgnąć po tę książkę. :)
    I też uważam, że blog, nawet jeśli jest tematyczny - to jest naszą osobistą przestrzenią i mamy prawo jako jego autorzy pisać w nim co nam się podoba, nawet jeśli nijak ma się to do myśli przewodnich :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla większości z nas emocje są czymś naturalnym i wielokrotnie nawet się nad nimi nie zastanawiamy, one po prostu są, a tu się okazuje, że istnieją ludzi, którzy z odczytywaniem tych emocji mają problem, co więcej, sami ich nie odczuwają. Temat bardzo ciekawy i jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym motywem w literaturze, więc tym bardziej nie dziwi mnie popularność tej książki. Polecam i pozdrawiam.

      Usuń
  4. Pierwszy raz słyszę o takiej chorobie. Widac ze człowiek cały czas się uczy. Bardzo fajna recenzjami cieszę się że podzieliłaś się się nami ta książką. Z chęcią po nią sięgnę bo akurat pracuje z dziećmi i dobrze wiedzieć o kolejnych przypadkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam, że tylko dla mnie aleksytymia była czymś nowym, a tu proszę, mało kto o tym schorzeniu cokolwiek wie. Jak już zaznaczałam w poprzednich komentarzach, "Almond" nie jest książką naukową, więc nie znajdziemy tam szczegółowych informacji na temat aleksytymii, ale warto po nią sięgnąć chociażby dla poszerzenia własnych horyzontów i spojrzenia na świat z innej perspektywy ;)
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram