Dzień 4: wyspa Seurasaari

Nie zgrzeszę teraz zbytnią skromnością, ale uważam, że naprawdę mam nosa do pięknych miejsc. Jak już wielokrotnie wspominałam, nie miałyśmy konkretnego planu zwiedzania Finlandii, ale mimo to w głowie miałam dwa miejsca, do których koniecznie chciałam iść. Pierwszym z nich była drewniana dzielnica w Turku, a drugim wyspa Seurasaari w Helsinkach. I okazało się, że oba okazały się strzałem w dziesiątkę. Specjalistką od Finlandii nie jestem, ale oba te miejsca jak najbardziej polecam. A dzisiaj zabieram Was na spacer na wyspę.

 

Nasz drugi dzień w Helsinkach zaczęłyśmy dosyć leniwie, ale przynajmniej porządnie się wyspałyśmy. Zapasy energii bardzo się potem przydały, bo zrobiłyśmy mnóstwo kilometrów pieszo. Z naszej bazy wypadowej udałyśmy się praktycznie na drugą stronę miasta, na spacer po niewielkiej wyspie zwanej Seurasaari. Aby tam dotrzeć wcale nie musiałyśmy się przedzierać przez centrum miasta. Wybrałyśmy mniejsze uliczki i przechodziłyśmy m. in. koło stadionu olimpijskiego, a później wzdłuż wybrzeża ścieżką rowerowo-spacerową, kawałek klifem, przez park, skrajem lasu i wreszcie drewnianym mostem na wyspę. 

Oczywiście po drodze zatrzymywałyśmy się tysiąc razy, a to żeby zrobić zdjęcie, albo po prostu chwilę odpocząć z twarzami wystawionymi ku słońcu i napawać się pięknymi widokami. Zahaczyłyśmy również o toaletę miejską na skraju lasu. Wybaczcie, że zamiast pisać o ślicznych miejscach, wyjeżdżam teraz z tą toaletą, no ale po prostu nie da się nie wspomnieć słowem o fińskich tojtojach.

Tuż przy ścieżce stoi sobie taka zielona budka z jakiegoś metalowego materiału. Dwoje drzwi i jakiś przycisk. Żadnej dziurki, żeby wrzucić monetę. Wciskamy guzik i drzwi się otwierają, a w środku naprawdę ładna toaleta, czysta i pachnąca. Wyobrażacie to sobie? Pachnąca publiczna toaleta, w dodatku za darmo. Z umywalką, więc nawet ręce można sobie umyć. Brakowało tylko mydełka, ale to i tak szczegół. Wszystkie byłyśmy pod ogromnym wrażeniem. Do tego stopnia, że i w drodze powrotnej skorzystałyśmy z tej toalety. 

Biały most

Wreszcie dotarłyśmy do mostu. Biały, drewniany, ponad dwustumetrowy, szeroki, jak z bajki. Do tego piękne słońce i praktycznie brak wiatru, więc kolejny postój murowany. Na moście, podobnie jak chociażby na molo w Sopocie, stały sobie ławki i to właśnie tam zrobiłyśmy sobie przerwę na lunch. Był troszkę strach, że jakiś plecak może wpaść do wody i nie byłoby chętnego do jego wyłowienia, ale obyło się bez takich tragedii. Przy okazji musiałyśmy też zrobić sesję zdjęciową i nawet udało nam się zrobić wspólne zdjęcie przy pomocy przechodniów. 

Pierwszy most na wyspę został wybudowany w 1892 roku i wyglądał prawie jak ten współczesny, który z kolei został przebudowany w latach 70. XX wieku na podstawie planów tego pierwszego, z tym, że trochę go poszerzona i dzięki temu mamy miejsce na ławeczki. Myślę, że był to świetny pomysł, bo nawet nie trzeba iść na samą wyspę, aby napawać się cudownymi widokami. Poza tym most jest bardzo fotogeniczny. 

Skansen Seurasaari

Wyspa Seurasaari jest wyspą niezamieszkaną, aczkolwiek kiedy oficjalnie utworzono tam park pod koniec XIX wieku, wzniesiono tam kilka budynków. Między innymi wybudowano budynek leśniczówki, który widzimy po naszej prawej stronie od razu jak zejdziemy z mostu. Niestety nie jest to budowla oryginalna, gdyż ta uległa zniszczeniu na skutek pożaru i później została odbudowana. Co ciekawe, leśniczówka oraz inne oryginalne budynki na Seurasaari zostały zaprojektowane na styl norweski. Stało się tak, ponieważ ich architekt Frithiof Mieritz brał udział w praktykach zawodowych w północnej Norwegii i tamtejsza architektura stała się dość mocną inspiracją dla jego późniejszych dzieł. 

Poza kilkoma budynkami, które zostały oryginalnie wybudowane na wyspie, znajduje się tam wiele innych przykładów architektury, ale tym razem już tradycyjnej, fińskiej. Budynki te są częścią skansenu na Seurasaari, który zajmuje dość sporą część wyspy. Skansen założono w 1909 roku i sprowadzono tam wówczas 87 budynków z różnych rejonów Finlandii. 

Po przeciwnej stronie zejścia z białego mostu stoi niewielka budka pełniąca funkcje kasy biletowej, gdzie można nabyć wejściówki do skansenu. I tutaj mam małą podpowiedź dla wszystkich wybierających się na Seurasaari: wcale nie trzeba wydawać pieniędzy, aby zobaczyć stare drewniane domy, które sprowadzono tam z różnych części Finlandii! Budynki są rozstawione po wyspie i można się między nimi swobodnie przechadzać. Natomiast bilet służy temu, aby móc wejść do środka tychże budynków. Trudno mi powiedzieć, czy warto do nich zaglądać, bo my nie zdecydowałyśmy się na kompleksowe zwiedzanie, tym bardziej, że i tak byśmy nie zdążyły wszystkiego obejść przed zamknięciem skansenu. Jednak sporo też można wynieść z samego spaceru, bowiem chyba przy każdym budynku stoją tabliczki z krótkimi notkami informacyjnymi. Poza tym też nie każdy budynek jest otwarty. Zauważyłam tylko, że na przykład w jednej z dawnych zagród siedziały panie w strojach z epoki, więc klimat nieco podobny do tego w drewnianej dzielnicy Turku.  

Raj dla amatorów aktywności na świeżym powietrzu

Poza tym, że na wyspie jest skansen, cieszy się ona też bardzo dużą popularnością wśród samych mieszkańców Helsinek. Jest to bowiem raj dla spacerowiczów i biegaczy. Mnóstwo ścieżek, nawet jakieś niedługie szlaki. Wyspę można obejść dookoła lub w szerz. A co najważniejsze, wcale nie potrzeba mapy, bo teren nie jest taki ogromny, jak by się mogło wydawać i w końcu zawsze dojdziemy do punktu wyjścia. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że jest tylko jedna droga, aby dostać się na wyspę i jest to właśnie ten wspomniany biały most. Można też próbować łódką, o ile się jakąś ma, i wówczas po drugiej stronie wyspy jest niewielka przystań, w tamtym dniu zupełnie pusta. Podejrzewam, że dopiero latem jest tam tłumnie, tym bardziej, że jest tam też niewielka plaża miejska.

My sobie wybrałyśmy chyba najprostszą opcję obejścia wyspy dookoła. Częściowo szłyśmy lasem, a później po południowej stronie Seurasaari wyszłyśmy bardziej na brzeg. Byłoby tam naprawdę przyjemnie, gdyby nie ten zimny wiatr. Wiało okropnie. A na początku naszej wycieczki było tak piękne, cieplutko momentami, natomiast od południa tak chłodno. Tamta strona wyspy bardzo mi się też skojarzyła ze szwedzkim wybrzeżem, gdzie również było mnóstwo takich czarnych gładkich kamieni wystających z wody. No, ale czemuż się dziwić? Jest to w końcu ta sama strona Bałtyku, więc i przyroda podobna. 

Schody fitness Kekkonena

Wspominałam, że na terenie skansenu poustawiano tabliczki informacyjne. Podobne znajdują się już poza skansenem i natrafiłyśmy na taką na przykład przy kamiennych schodach. I okazało się, że nie są to takie zwykłe schody. Wiąże się z nimi krótka anegdotka z życia byłego prezydenta Finlandii. 

Urho Kekkonen, którego imienia są owe schody, przychodził na Seurasaari pobiegać a na owych schodach próbował swoich możliwości w skokach. Celem było wskoczenie na siódmy, najwyższy stopień. Udało mu się to tylko raz, ale i wówczas nie uznał tego za osiągnięcie celu, gdyż wsparł się o barierkę. Jego rekordem był skok na przedostatni stopień i potrafił to zrobić nawet w wieku 74 lat. Na tabliczce, która opowiada tę historię, widnieje również przestroga, aby dla własnego bezpieczeństwa nie próbować pobijać rekordu dawnego prezydenta Finalndii. 

Plaża nudystów

W zachodniej części wyspy znajduje się plaża nudystów. Podobno jedna z trzech w całej Finlandii. W dodatku taka z osobnymi strefami i wejściami dla kobiet i mężczyzn. Ponadto płatna. I zamknięta w sezonie jesiennym, więc nawet nie wiem, jak wygląda. Przeszłyśmy tylko wzdłuż wysokiego płotu i tyle widziałyśmy z plaży. 

Szamańska wioska

Wróciłyśmy potem jeszcze na chwilę do centrum wyspy, gdzie pozostały nam do obejrzenia drewniany XVII-wieczny kościół oraz wiatraki. Co jak co, ale te wiatraki to chyba największe wrażenie na mnie zrobiły. A wcale takie duże nie były. 

Atmosfera na Seurasaari jest bardzo przyjemna. Pomimo dość dużej popularności wyspy wśród mieszkańców Helsinek, jest to miejsce bardzo spokojne, gdzie można odpocząć od zgiełku miasta. Aż trudno uwierzyć, że wciąż jesteśmy w dużym mieście. Wyspa zupełnie odbiega od miejskiego klimatu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo mi się tam podobało. Było po prostu swojsko. 

Kiedy już obeszłyśmy całą wyspę, wróciłyśmy mostem na mniejszą wysepkę, której przedtem nawet nie zauważyłyśmy, bo wydawała się być zgrabnie połączona ze stałym lądem. Z racji, że pogoda wciąż dopisywała, postanowiłyśmy udać się na chwilę wgłąb tej mniejszej wysepki. Okazało się, że jest to teren podmokły i na drugą stronę można się dostać jedynie wąską drewnianą kładką. Oczywiście przejście kładką jest na własne ryzyko. Dobrze, że odcinek nie jest długi i było widać, że ktoś właśnie wchodził na mostek, więc chwilę poczekałyśmy, bo minięcie się w połowie drogi byłoby zupełnie niemożliwe. 

Na tej wysepce również stały jakieś drewniane stare domki. Wyglądało to trochę jak jakiś wczesnośredniowieczny gród, albo raczej wioska. Było w tym miejscu coś niezwykłego. Niby dwie zabarykadowane chaty na krzyż, a jednak pobudzało to wyobraźnię. Widziałam to płonące ognisko w centrum, czułam zapach szamańskich mikstur, słyszałam rozbawione biegające wkoło dzieci... Na Seurasaari odpoczęłam, a na tej mniejszej prawdopodobnie bezimiennej wysepce przeniosłam się w czasie. 

Dom prezydencki Tamminiemi

Gdy w końcu wróciłyśmy na stały ląd, zajrzałyśmy jeszcze na chwilkę do pobliskiego parku na terenie pewnego muzeum. Nie wchodziłyśmy tam, żeby zwiedzać. Wtedy nawet nie wiedziałam, co to za muzeum. Szukałyśmy miejsca, gdzie można by kupić jakieś pamiątki i pocztówki, bo jeśli czytaliście relację z Helsinek, to już pewnie wiecie, że kupno pocztówek w stolicy Finlandii graniczy z cudem. I gdzie je kupić, jeśli nie w muzeum? Przecież jest to miejsce turystyczne. Muzeum mieli zamykać za pięć minut, więc nie ociągając się, wbiegłyśmy do środka. Pan z recepcji na powitanie od razu nas uprzedził, że już zamykają. Na szczęście był tak miły i jeszcze odpowiedział nam na kilka pytań. Oczywiście pocztówek nie kupiłyśmy i nie dowiedziałyśmy się też, gdzie takowe by ewentualnie sprzedawali. W Helsinkach nikt nic nie wie... 

Wychodząc z muzeum, zrobiłyśmy jeszcze szybki obchód parku. Jak możecie się domyślać, naszą uwagę przykuł przede wszystkim budynek na szczycie górki. Był trochę jak z jakiejś romantycznej powieści. 

Natomiast samo muzeum, jak sobie teraz doczytałam, zostało utworzone w dawnej rezydencji prezydenckiej. A mieszkał tam nie kto inny, jak wspomniany już w tym poście, Urho Kekkonen, który pełnił funkcję prezydenta Finlandii w latach 1956 - 1981. Dzisiaj można zobaczyć tam oryginalny wystrój z lat 70. XX wieku oraz poznać historię niepodległej Finlandii. 

Po tej krótkiej wizycie w prezydenckiej rezydencji, pożegnałyśmy się z wyspą Seurasaari i udałyśmy się w drogę powrotną do centrum Helsinek, zahaczając oczywiście o luksusową toaletę publiczną :D 

Kanelipulla

Wpadłyśmy też na chwilę do kawiarni, chyba takiej skandynawskiej sieciówki, Espresso House i zamówiłyśmy kawę oraz tradycyjne drożdżowe ciastko, które Szwedzi i Finowie zjadają podczas przerwy na kawę. Kanelipulla jest cynamonową drożdżową bułeczką w kształcie ślimaczka, bardzo słodką, więc nie dziwię się, że z kawą tworzy połączenie idealne. Ciekawostką jest, że w Szwecji i Finlandii mają nawet narodowe święto tej cynamonowej bułki - obchodzone 4 października. Chocoaż jest to przysmak charakterystyczny dla Skandynawii, pamiętam bardzo podobnego ślimaczka ze Słowacji. Tam również był uznawany za tradycyjny deser. 

I tym oto słodki akcentem, kończę ten wpis. Następnym w kolejce do zrelacjonowania jest Tallin. Już nie mogę się doczekać, bo (już teraz Wam powiem) Tallin mnie po prostu zachwycił. Ale tegoroczna polska zima też jest piękna, więc i jej nie zabraknie w kolejnych wpisach ;)

Komentarze

  1. Oczywiście, najpierw zdjęcia! I powiem Ci, że są bardzo piękne! Wspaniale pokazują sielsko-anielski klimat tego miejsca. Most rzeczywiście zwraca uwagę. I uśmiechnięta dziewczyna na nim również.... Pasujecie do siebie! Nie dziwię Ci się, że zachwyciłaś się miejscowymi tojtojkami, bo po naszych krajowych to wszystkie będą lepsze. Choć powoli w tej dziedzinie zmienia się już na lepsze!
    Najpiękniejsze życzenia w Nowym Roku! Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieskromnie przyznam, że też bardzo mi się podobają zdjęcia z Seurasaari. Myślałam, że zrobiłam ich niewiele i nie będę mieć problemu z wyborem tych na bloga, a tu proszę, nie mogłam się powstrzymać i chyba aż 60 zdjęć znalazło się w tym wpisie.
      Ostatnio nie miałam okazji jeździć zbyt dużo po Polsce, więc nie wiem, jak to teraz wygląda z takimi publicznymi toaletami, ale na MOPach nadal marnie :(
      Dziękuję za noworoczne życzenia i również Tobie życzę wszystkiego dobrego w 2022!!!

      Usuń
  2. Piękne miejsce, zawsze żałuję, że u nas na Bałtyku nie ma takich kamiorów, bo jestem ich wielbicielką.
    Szczęśliwego nowego roku życzę. Dziękuję, że do mnie zaglądasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski Bałtyk bardzo różni się od tego z północy. W ogóle niby tak blisko ta Finlandia, a jednak tak wiele różnic.
      Tobie też życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Fajnie spacerowało mi się z Tobą tymi ścieżkami Finlandii i będę nudna w tym co powiem ale mam wrażenie że spacerowałam po Norwegii a nie po Finlandii. Taki to chyba urok tej nordyckiej krainy :)
    Ten czerwony drewniany kościół bardziej przypomina mi kościóły Podlasia niż kościół nordycki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie to nie wiem, czy warto lecieć do Norwegii, skoro już wszystko widziałam w Finlandii :P Ale na pewno pomimo wielu podobieństw, jest też wiele różnic.
      Na Podlasiu nie była, więc nie wiem, ale rzeczywiście kościółek wygląda dość swojsko. Nie wiem tylko jak wewnątrz, bo był zamknięty.

      Usuń
  4. A ja tradycyjnie zachwycę się wiatraczkami <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj tylko, aż pokażę jedną z estońskich wysepek. Jeszcze nie wiem, kiedy zabiorę się za pisanie, ale gwarantuję, że warto poczekać, bo już teraz mogę zdradzić, że wiatraków będzie co nie miara :D
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram