Dlaczego zakochałam się w Majorce?

Świat pewnie już od kilku dobrych dni jest pogrążony w walentynkowym szaleństwie. W Polsce zawsze było to bardzo wyraźnie widać. Na Majorce znacznie mniej, ale to nie znaczy, że tutaj się walentynek nie obchodzi. Mój stosunek do dnia zakochanych jest raczej neutralny, a to że dzisiaj piszę o miłości jest troszkę przypadkowe. Będę trochę wspominać swój pierwszy urlop na Majorce, który miał miejsce dokładnie cztery lata temu i pisać o mojej aktualnej relacji z tą wyspą. Pojawią się jakieś fajne zdjęcia, więc jeśli nawet nie interesuje Cię mój związek z Majorką i tak zapraszam do dalszej lektury. 

Pewnie już nie raz wspominałam tutaj na blogu, że Majorka (zanim tutaj przyjechałam) nigdy mnie nie pociągała. Hiszpania owszem. Jednak same Baleary wydawały mi się przereklamowane. Mimo to moje pierwsze zetknięcie z Hiszpanią miało miejsce właśnie na Majorce. I wierzcie lub nie, ale trafiła mnie strzała amora i się zakochałam od pierwszego wejrzenia. Ale to nie tak, że było cieplutko, lazurowa woda, biały piasek i palmy. Przyleciałam na Majorkę w lutym. Środek zimy. Było zimno, w górach nawet padał śnieg. Deszczowo, pochmurnie i wietrznie. W rozmowach z lokalnymi zawsze padała ta sama uwaga: trafiłyśmy na najzimniejszy tydzień tamtejszej zimy. Wszystko pozamykane na cztery spusty. Jednym słowem: porażka. No właśnie żadna porażka. Mnie wystarczyło trochę słońca, kwitnące migdałowce, beczące owce, kręte górskie drogi, puste plaże i przepadłam. Od tamtej pory tak sobie latam między Polską i Majorką i nie mogę się zdecydować gdzie zapuścić korzenie. Kiedyś marzyłam o dalekich podróżach. Wciąż ciągnie mnie w świat i niezwykle raduje mnie odkrywanie nowych miejsc, ale nie mam już takiego parcia, żeby być w drodze. Pandemia wszystkich nas uziemiła tam, gdzie akurat byliśmy, ale ja aż tak bardzo nie płakałam za podróżami. Na Majorce było mi dobrze. I wiem, że jeśli miałabym całkowicie zrezygnować z podróży, zostałabym tutaj na Majorce, bo tu czuję się po prostu dobrze. 

A teraz przejdźmy do meritum, czyli do tego, co sprawia, że moja miłość do Majorki wciąż kwitnie.

Klimat

Jestem osobą ciepłolubną i działam na baterie słoneczne, więc chyba nie muszę się zbytnio tłumaczyć, dlaczego Majorka mnie do siebie przyciąga. Ciepłe lato i łagodne zimy. Podobna pogoda jest też w innych śródziemnomorskich krajach, ale wiecie co odróżnia Majorkę? Majorka jest wyspą, więc jest trochę jak taki statek na otwartym morzu. W jednym momencie znajduje się pod burzową chmurą, a za chwilę w pełnym słońcu. Nawet zimą kiedy częściej pada, prawie każdego dnia można zobaczyć słońce. Również dzisiaj; obudziłam się i było pochmurnie, lekko mżyło, a za chwilkę zza ciemnych chmur wyłoniło się piękne słoneczko. 

Krajobrazy

Morze, góry, łąki, pola, lasy. Wszystko w jednym miejscu. Wszystko na wyciągnięcie ręki. W ciągu jednego dnia można chodzić po górach, żeby za chwilę wylegiwać się na plaży. Czyż to nie jest wspaniałe? A w międzyczasie można trafić do urokliwego miasteczka i tutaj przechodzimy do kolejnego punktu, czyli... 

Architektura

Niektórym zabudowa Majorki wydaje się monotonna, bo właściwie wszystkie domy wyglądają bardzo podobnie. Różnią się tylko kolorami okiennic, o ile w ogóle. Ale mnie wciąż na nowo zachwycają te kamienne budynki. Poza tym większość domów to stare budownictwo. Mało kto decyduje się na zakup działki i budowanie swojego gniazdka od podstaw, co wydaje mi się jest ostatnio dość popularne na naszym polskim podwórku. Na Majorce ludzie kupują stary budynek i go ewentualnie remontują. Można więc rzec, że każdy dom ma tutaj swoją historię i swoją duszę. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zamieszkać w domu, w którym niegdyś mieszkał ktoś inny, a teraz nie wyobrażam sobie, żeby stawiać budynek od zera. I pomyśleć, że kiedyś chciałam być architektem i budowlańcem, by móc wznosić piękne domy. 

Drogi

Miasteczka na Majorce wyglądają tak, że stoi dom przy domu (ma to oczywiście swoje uzasadnienie) a ulice są raczej wąskie, więc niewprawionego kierowcę kluczenie uliczkami takiego miasteczka może przyprawić o atak paniki. Sama też się nieźle stresowałam, gdy miałam pierwszy raz wjechać w samo centrum takiego miasteczka, ale teraz nie robi to mnie już żadnego wrażenia. Jednak poza ścisłymi terenami zabudowanymi, drogi na Majorce są wyśmienite. Większość z nich jest w bardzo dobrym stanie. Te najgłówniejsze są szerokie. Poza tym sami kierowcy są bardzo wyrozumiali, nikt się na nikogo nie denerwuje, nie ma niepotrzebnego przekraczania dozwolonej prędkości. A czasami, gdy taki zwykły turysta jedzie sobie powolutku, żeby przy okazji popodziwiać krajobrazy i droga jest prosta i pusta, czyli idealny moment na wyprzedzanie, samochód z tyłu wcale nie przyspiesza, żeby wyprzedzić, raczej jedzie sobie powolutku w rytmie tego turysty z przodu. Niekiedy może to być stresujące dla takiego turysty, ale wierzcie mi, Majorkańczycy są niezwykle cierpliwi i z resztą sami nieraz blokują ruch i w ogóle się tym nie przejmują. Taka to już tutaj drogowa rzeczywistość.

Ludzie

Wbrew wszelkim stereotypom na temat hiszpańskiego temperamentu, Majorkańczycy są osobami bardzo spokojnymi i zdecydowanie nie są tak otwarci, jak chociażby Andaluzyjczycy. Przeciętny Majorkańczyk raczej nie będzie zbyt wylewny w obecności obcego. Może nawet wydać się niegrzeczny. Jednak przy bliższym poznaniu, typowy Majorkańczyk zmienia się w duszę towarzystwa. Co więcej, zrobi wszystko, aby osoby z jego towarzystwa czuły się dobrze i zasugeruje, że w razie potrzeby można na niego liczyć. I faktycznie to nie są słowa rzucane na wiatr - Majorkańczyk zawsze pomoże w potrzebie. 

A w małych miasteczkach trzeba się liczyć z tym, że bardzo szybko pozna się całą społeczność i nawet szybkie wyjście do sklepu może się zamienić w spotkanie towarzyskie lub dłuższą pogawędkę na ulicy. Lepiej więc nie zostawiać gotującego się ryżu na kuchence, bo 5-minutowe wyjście do sklepu może się przeobrazić w półgodzinną pogawędką z sąsiadem.

Język

Uep! Com anam? - czyli typowe majorkańskie powitanie. Chociaż na Majorce wszyscy mówią po hiszpańsku, drugim oficjalnym językiem jest kataloński i tych dwóch języków nauczają w szkołach. Natomiast Majorkańczycy między sobą rozmawiają w lokalnym dialekcie języka katalońskiego. Mallorquí różni się od katalońskiego akcentem oraz niektórymi słowami. 

Choć jestem świadoma, że dla większości turystów może być irytującym fakt, że Majorkańczycy nie chcą mówić po hiszpańsku, ja osobiście bardzo podziwiam ich za miłość do lokalnego języka. Wychowałam się na Kaszubach, gdzie mamy lokalny język kaszubski i chociaż bardzo dobrze go rozumiem, nigdy nie nauczyłam się mówić po kaszubsku. Wszystko dlatego, że niegdyś kaszubski był uważany za obciachowy dialekt. Teraz to się trochę zmienia, ale wciąż sytuacja językowa na Kaszubach nie może się równać z tą na Majorce. 

Majorkańczycy są tak zżyci ze swoim językiem, że nawet do osób, które nie znają tego języka, mówią w mallorquí. Miałam taką sąsiadkę, która nigdy nawet nie próbowała rozmawiać ze mną po hiszpańsku. Jej mąż owszem, kiedy mówił do mnie, od razu przechodził na hiszpański. A ona jakoś nie potrafiła się przestawić. Nie miałam jej tego za złe. Dzięki takim osobom jak ona (a jest ich naprawdę sporo na Majorce), osłuchałam się z katalońskim i zaczęłam go rozumieć.

Jedzenie

Na koniec zostawiłam coś smacznego, czyli kuchnię Majorki. Najprościej mówiąc jedzenie tutaj jest przepyszne. Uwielbiam większość potraw i bardzo żałuję, że mam dwie lewe ręce w kuchni i nie potrafię tych smaków powtórzyć. Kilkakrotnie próbowałam zrobić tumbet (chyba moja ulubiona potrawa) i nie wychodził źle, ale to nie był ten sam smak, jaki poznałam podczas obiadów z majorkańską rodziną.

Coca de pebres czyli taki majorkański wariant pizzy. Mówi się, że gdyby wcześniej ktoś postarał się o dobrą reklamę tego dania, dzisiaj majorkańska coca byłaby lepiej znana niż włoska pizza. Jeśli chodzi o jej przygotowanie, to mam wrażenie, że jest to wyższa szkoła jazdy. Ja jeszcze się nie odważyłam.

Poza tym zimą uwielbiam smak i zapach pomarańczy. Cytryny zerwane prosto z drzewa. Nawet mandarynki, za którymi raczej nie przepadam, na Majorce pochłaniam kilogramami. 

Nie będę się jednak rozdrabniać w temacie majorkańskiego jedzenia, bo już kiedyś powstał wpis na ten temat. Jeśli więc jesteście ciekawi innych majorkańskich smaków, zachęcam do zapoznania się z wpisem Majorka od kuchni.

I takim smakowitym akcentem zakończę tę wyliczankę. Jestem świadoma, że te wszystkie powyższe można też odnaleźć w innych miejscach na świecie, mimo to ja zakochałam się właśnie w Majorce. Chciałabym umieć w jednym zdaniu wytłumaczyć dlaczego. Niestety jak to z miłością bywa, często jest ona niewytłumaczalna i nieprzewidywalna... 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie miał podobne odczucia co do Majorki, ale mam nadzieję, że choć trochę Was zachęciłam, by tutaj przylecieć i przekonać się, czy i Was trafi strzała amora. Oczywiście to nie jest tak, że Majorka i życie tutaj jest idealne, ale to już akurat temat na inną okazję. Poza tym prawdziwa miłość akceptuje wszystkie wady jak i zalety.

Komentarze

  1. Prawdziwy walentynkowy wpis o miłości! Juleczko, wcale Ci się nie dziwię, bo zalet całe mnóstwo. I powiem ci, że dzięki Twoim opisom i przepięknym zdjęciom, mnie też Majorka już się bardzo podoba. Wiem, że kiedy ją odwiedzę też tak będzie!
    Zdjęcia coraz piękniejsze! Wow, wow, wow, a trzecie z tym lazurem wody, to już nawet nie wiem, ile razy wow. Bajeczne!!! Oglądam i oglądam...
    Muszę na Majorkę! Dzięki, kochana:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi zdjęciami to miałam niemały problem, bo sobie wymyśliłam, że użyję starych, które jeszcze nie miały okazji wyjść na światło dzienne, ale jak sobie je porównałam z tymi, które robię teraz, to za bardzo nie było z czego wybierać w tym archiwum... Ale cieszę się, że jest postęp ku lepszemu :)
      Bardzo się cieszę, że udaje mi się zarażać Was, moich czytelników, tą miłością do Majorki. Mam nadzieję, że kiedy tu przylecisz, nie zawiedziesz się.
      Pozdrawiam serdecznie. I dziękuję pięknie za tak miły komentarz :)

      Usuń
  2. Ewidentnie Ty i Majorka pasujecie do Siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dogadujemy się, choć jak to w związkach bywa, niekiedy jest burzliwie :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Jestem pewna, że zakochanie się w Majorce jest szalenie łatwe i nawet nie musisz mieć na wyjaśnienie tego uczucia specjalnych argumentów. Ktoś taki jak Ty kto eksploruje tę wyspę w każdej wolnej chwili codziennie znajduje powody na to, żeby ta miłość wiecznie kwitła. Znalazłaś swoje miejsce na ziemi, dla mnie już od dawna jesteś wyspiarką :). Może kiedyś się spotkamy na Majorce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam osoby, którym Majorka podobała się, ale nie zakochały się tak jak ja i nie potrafią zrozumieć, dlaczego nie mogę się oderwać od tej wyspy :D Ja też tego nie potrafię zrozumieć. Ale tak to już jest z miłością, że się po prostu pojawia i trudno o niej zapomnieć.
      Kilka lat temu nawet by mi przez myśl nie przeszło, że kiedyś ludzie będą mnie kojarzyć właśnie z Majorką. Życie bywa nieprzewidywalne.
      Trzymam kciuki, żeby udało nam się kiedyś spotkać na majorkańskim szlaku :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Kocham Majorkę jak i moje rodzinne Kaszuby. Dwie Kaszubki nie mogą się mylić. W kwietniu kolejna wyprawa do mojego drugiego, ulubionego miejsca na ziemii (pierwsze to Meersburg nad jeziorem Bodeńskim). Może los nas kiedyś połączy w podróży. Ciekawa mogłaby to być rozmowa :)) Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oba te regiony łączy fakt, że są bardzo zróżnicowane pod wieloma względami i tak naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie i na Majorce, i na Kaszubach.
      Życie jest bardzo nieprzewidywalne, więc kto wie? być może los nas kiedyś zetknie :)
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram