Blankenese - elegancka dzielnica Hamburga

Dzisiaj zabieram Was do kolejnego labiryntu urokliwych zaułków, jednak zupełnie zmienimy klimat. Zamiast błękitnego nieba i złotego słońca będzie mgła i słota. A białe domki Altei ustąpią miejsca kolorowym budynkom Blankenese. I chociaż atmosfera będzie mniej egzotyczna, gwarantuję, że i tutaj można doświadczyć wielu zachwytów.

Blankenese to jedna z dzielnic ogromnego Hamburga. Ale nie byle jaka dzielnica - bo dzielnica luksusowa. Nie znajdziemy tutaj jednak przeszklonych willi ogrodzonych wysokim murem, a niewielkie domki przywodzące na myśl wioskę Muminków. Zanim Blankenese zostało włączone do Hamburga w 1938 roku, była to niezależna wioska rybacka. Jej położenie nad rzeką Łabą sprawiała, że była idealną osadą dla rybaków i ich rodzin. Ten małomiasteczkowy klimat osady rybackiej odczuwamy nawet dzisiaj. Serio, nie ma tam żadnej wyniosłości ani luksusów w zwyczajowym rozumieniu bogactw. Jest cisza i spokój, wyłączając odgłosy wydawane przez wszędobylskie mewy, ale one też są przecież częścią tego miejsca.

Do Blankenese zabrała nas Monia. Gdyby nie ona, to nawet bym nie wiedziała o istnieniu tak fajnego miejsca. Jedziemy tam pociągiem. Kiedy wysiadamy na naszej stacji, od razu natykamy się na jarmark bożonarodzeniowy. Był tam nawet św. Mikołaj rozdający upominki najmłodszym. My jednak nie zatracałyśmy się w jarmarcznym klimacie, tylko ruszyłyśmy na spotkanie z zabytkową architekturą Blankenese. Pogoda była średnia, bo jak już wspomniałam, było zimno, pochmurnie i wszystko wskazywało na to, że zaraz zacznie padać. Nie traciłyśmy jednak pogody ducha. I powiem Wam, że nawet pomimo tej szarej aury, Blankenese okazało się niezwykle kolorowym i bajkowym miejscem.

Osada jest położona na wzgórzu, więc z wielu miejsc ukazują nam się przepiękne widoki na rzekę, jak i samo miasteczko. Pomiędzy domkami wiją się wąskie uliczki, które raz prowadzą w górę, innym razem w dół, w prawo, w lewo... No istny labirynt. I my się w tym labiryncie powolutku gubimy odkrywając architektoniczne perełki. 

Niektóre budynki pamiętają czasy poprzednich wieków, inne są tworami znacznie nowszymi, ale to wszystko ze sobą bardzo ładnie współgra wizualnie. Z jednej strony mamy bielony dom kryty strzechą, a obok murowana willa. Zupełnie nie widać tam budowlanej samowolki. Wszystko ma ręce i nogi i chyba między innymi ta spójność architektoniczna sprawia, że czujemy się tam niezwykle komfortowo. Aż trudno uwierzyć, że znajdujemy się w dzielnicy dla bogaczy. Domki nie ociekają złotem, a mimo to ceny nieruchomości są zatrważające. I jeśli ktoś tam mieszka, to albo jest miliarderem, albo po prostu odziedziczył taką willę. Właściwie to nawet się nie dziwię, że jest to najdroższa dzielnica Hamburga, bo z jednej strony mieszkamy w dużym i bogatym mieście i jednocześnie wokół panuje spokój i sielankowa atmosfera małego miasteczka. Wszystko w zasięgu ręki, chociaż dla większości już niestety nie w zasięgu portfela. Na szczęście nie trzeba być bajecznie bogatym, żeby sobie tam pospacerować.

Niespiesznie przemierzamy labirynt, by dotrzeć nad rzekę. Tutaj ziąb daje się nieco bardziej we znaki, bo na otwartej przestrzeni nie ma gdzie się ukryć przed chłodnym wiatrem. Ale widoki na wzgórze wynagradzają wszelkie niedogodności. Blankenese zachwyca z bliska jak i z daleka. Podejrzewam, że latem musi tam być naprawdę tłumnie, bo jest to wspaniała okolica, żeby odpocząć od zgiełku dużego miasta, nawet z tego miasta nie wyjeżdżając tak właściwie.

Później ponownie wchodzimy w gąszcz malowniczych domków i eleganckich willi. Pomimo tego, że szaruga nie odpuszczała, a duża wilgotność powietrza sprawiała, że ziąb był jeszcze dotkliwszy, mam bardzo ciepłe wspomnienia z tamtej wycieczki, głównie za sprawą moich towarzyszek podróży, Moni i Uli, które potrafią sprawić, że nawet w najsmutniejszy dzień na niebie pojawia się słońce. Obie są przesympatyczne i mają w sobie mnóstwo pozytywnej energii. A z tym słońcem to ja nie żartuję, bo w pewnym momencie naprawdę zaczęło się przejaśniać. I co z tego, że potem zaczęło kropić, skoro na moment mogłyśmy się zatrzymać i z szerokim uśmiechem na twarzy wgapiać się w przejaśniające się sklepienie nieba. W takie ponure dni to ja najczęściej nie mam na nic siły i najchętniej zakopałabym się pod kocykiem z jakąś książką, ale cieszę się ogromnie, że tamtego dnia wykaraskałyśmy się z mieszkania i dotarłyśmy do Blankenese, bo to była wspaniała wycieczka z najlepszym lokalnym przewodnikiem ;)

O Blankenese niewiele się mówi, gdzieś to miejsce ginie w cieniu największych atrakcji centrum Hamburga i wiele osób tam nie dociera po prostu z powodu niewiedzy o istnieniu tego miejsca. Blogi podróżnicze, choć w dzisiejszych czasach są ogólnie uważane za przeżytek, nadal inspirują i zapoznają nas z miejscami nietypowymi a równie pięknymi jak największe atrakcje turystyczne. Gdyby nie ta nasza wspaniała społeczność blogowa, prawdopodobnie nigdy Blankenese bym nie odkryła. Jestem niezmiernie wdzięczna, że poznałam Monię i Ulę osobiście i że razem mogłyśmy doświadczyć piękna tamtej okolicy. A już niedługo kolejna osóbka dołączy do tego grona blogowych przyjaciół poznanych osobiście i oczywiście nie zawaham się Wam o tym opowiedzieć, bo na pewno będzie super fajnie.

Pozdrawiam Was z podróży, bo właśnie spełniam moje kolejne podróżnicze marzenie. Jakoś tak wyszło, że ostatnio piszę dość regularnie i nie chciałabym, aby w najbliższym czasie coś się zmieniło w tym temacie, więc postanowiłam, że nawet pomimo podróży coś tutaj opublikuję. Oczywiście wpis przygotowałam wcześniej, a to oznacza, że ostatnie dni były bardzo intensywne, ale tak pozytywnie intensywne. Trzymajcie się ciepło :)

Komentarze

  1. Ogromnie dziękuję Julka za kolejny spacer uliczkami tego cudnego miejsca. I dzięki temu, że tam byłam poczułam jeszcze raz jego niezwykły klimat i urok. I przypomniałam sobie jak było przyjemnie w takim doborowym towarzystwie, pomimo chłodu. Blankeneze nigdy dość. I takiego fajnego towarzystwa również!!!
    Wiele przyjemności w nowej podróży. Mam nadzieje, że uściskałaś ode mnie dziewczyny:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie nasza lokalna przewodniczka, to same na pewno byśmy tam nie trafiły. A to przecież takie fajne i przyjemne miejsce. I na szczęście, żeby spacerować sobie tamtejszymi uliczkami, nie trzeba być milionerem :D
      Przesyłam pozdrowienia już z Majorki. Ostatni tydzień w podróży był tak intensywny, że nie było czasu na zaglądanie na bloga, ale teraz mam mnóstwo materiału, więc kolejne wpisy już niebawem.

      Usuń
  2. Nie wiedzieć czemu ale nawet przez chwilę nie wątpiłam w to, że Blankenese Wam się spodoba i nawet pomimo kiepskiej pogody dostrzeżecie tam to co i mnie zachwyca za każdym razem kiedy tam jestem. A może to właśnie dzięki tej aurze było tak magicznie?
    Hamburg ma mnóstwo pięknych zakamarków i dzielnic i Blankenese jest jedną z nich. Co prawda strome schody sprawiają, że trochę trzeba się nawspinać ale niespodzianki czekające za każdym zakrętem pozwalają zapomnieć o trudach spaceru 😀.
    Bardzo się cieszę, że w nasz napięty harmonogram udało nam się wcisnąć Blankenese, nie będzie przesadą jeśli napiszę, że rzutem na taśmę, w nasz ostatni wspólny dzień.
    Pięknie opisałaś ten dzień, podzielamy emocje, niech Twoje flow trwa...
    Pięknych i twórczych kolejnych dni bo jest o czym pisać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wpadłaś na pomysł, żeby zabrać nas do Blankenese, bo jak widzisz, był to strzał w dziesiątkę i piękne zakończenie naszej wizyty u Ciebie.
      Od wczoraj próbuję coś napisać, ale na razie idzie powoli. Wciąż trzyma się mnie tyle emocji, że nie wiem od czego zacząć :D
      Ściskam

      Usuń
    2. Mnie te emocje właśnie pomogły chociaż wiem, że kolejny szkocki wpis będzie bardziej poukładany. Póki co skupię się na zaległościach, czekając aż emocje opadną.

      Usuń
  3. Dzielnica Blankenese już na blogu Uli całkowicie mnie zachwyciła. Jest prześliczna, magiczna, bardzo klimatyczna dzielnica. Wyobrażam sobie jak tam jest bajecznie na wiosnę i latem. Już widzę te dostojne ogrody z bujną roślinnością wokół tych przepięknych, białych willi.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosenne Blankenese zdecydowanie musi być przepiękne. Choć nawet teraz przy tej ponurej pogodzie nie było tam aż tak szaro i gdzieniegdzie przebijała się zieleń krzewów. Myślę, że o każdej porze roku Blankenese jest piękne.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Bardzo podobają mi się te budynki pełne uroku i jak zauważyłaś mimo różnorodności, tworzące architektoniczną spójność. Do tego jeśli mogłaś tam spacerować z Monią i Ulą, to na pewno był to czas pełen wrażeń i pozytywnych doznań. Serdeczności dla Ciebie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blankenese to wyjątkowe miejsce, bo pomimo tego, że jest to luksusowa dzielnica, jest tam bardzo swojsko, ciepło i domowo.
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram