Podróż do średniowiecza

Po wąskich uliczkach przechadzają się rycerze wraz ze swoimi damami serca. Handlarze głośno nawołują, by zajrzeć właśnie na ich stragan. Rzemieślnicy w cieniu swoich pracowni pracują nad kolejnymi artefaktami. Co i rusz dochodzi nas echo stukotu kowalskiego młota. W powietrzu unosi się zapach swojskiego jadła. Za rogiem ktoś przygrywa na mandolinie. A na niewielkim placyku rozgrywa się właśnie kuglarskie przedstawienie.

Nie ma w tym opisie ani grama fantazji. Taka właśnie jest majowa Capdepera - do bólu średniowieczna. Co roku sobie mówiłam, że w przyszłym roku muszę tam pojechać, a potem nagle się okazywało, że zapomniałam i już jest po ptakach. Ale tym razem zapisałam sobie dużymi literami w kalendarzu, żeby pamiętać i nareszcie się udało - dotarłam na doroczny jarmark średniowieczny w Capdeperze.

Capdepera to niewielkie miasteczko położone w północno-wschodniej części Majorki. Początkowo była to tylko niewielka, ale ufortyfikowana osada, wybudowana na wzgórzu, skąd rozciąga nam się panorama na najbliższą okolicę, jak również na wybrzeże. Ze względu na swoje strategiczne położenie Capdepera pełniła funkcje obronne. Najważniejszym wydarzeniem w historii tej malutkiej miejscowości było podpisanie prawdopodobnie pierwszego na świecie traktatu pokojowego. Kiedy królowie katoliccy odbili w 1229 roku Majorkę z rąk arabskich, apetyt na zagarnięcie kolejnych arabskich terytoriów tylko rósł. Ówczesny król Jaume I przybył na wschodnie wybrzeże Majorki z planem podbicia Minorki. Wpadł na pomysł, że zamiast najeżdżać sąsiednią wyspę, spróbuje tylko wystraszyć jej mieszkańców skłaniając ich do poddania się. Na całym wybrzeżu rozpalono dziesiątki ognisk, które miały pokazać Arabom, że król Jaume I przygotowuje się do ataku i dysponuje liczną armią. Plan się powiódł i muzułmanie poddali się bez walki podpisując w 1231 roku wspomniany wyżej traktat - Tratado de Capdepera. Właśnie na pamiątkę tego wydarzenia zaczęto organizować tutaj festyn średniowieczny.

Co roku przez trzy majowe dni Capdepera przenosi się w czasie do średniowiecza. Miasteczko, którego mury pamiętają jeszcze czasy rekonkwisty, ożywa. Na wąskich uliczkach rozstawiają się stragany oferujące najróżniejszego rodzaju produkty - od lokalnych przysmaków, przez zabawki i odzież, na rzemieślniczej biżuterii kończąc. Jednak nie o handel tutaj chodzi, a o stworzenie atmosfery średniowiecznego miasteczka. Sprzedawcy są ubrani w stroje z epoki. Również przechodnie, a nawet turyści zadbali o to, by jak najbardziej wpasować się w klimat średniowiecza: długie spódnice, gorsety, ciżemki... Wcale nie trzeba mieć nie wiadomo jakiej wyobraźni, by poczuć tę unikalną atmosferę.

W trakcie jarmarku odbywają się również różnego rodzaju warsztaty, gry i zabawy dla najmłodszych, a także występy artystyczne. Ja pojechałam tam akurat w godzinach sjesty licząc na to, że będzie wówczas mniej ludzi i łatwiej będzie znaleźć jakieś miejsce parkingowe. Trochę się przeliczyłam, bo było tam tłumnie chyba przez cały weekend i absolutnie nie dało się odczuć, że jest sjesta. No może jedynym znakiem, że były to godziny poobiednie był fakt, że poza samym jarmarkiem, nie było wówczas innych wydarzeń. Spędziłam tam jednak tyle czasu, że doczekałam się występu średniowiecznych tancerek:


Obawiałam się trochę, że jarmark średniowieczny mnie rozczaruje. Bardzo lubię ten okres historyczny i liczyłam na jakieś rekonstrukcje etc. Dostałam nawet więcej, bo spacerując uliczkami Capdepery, miałam wrażenie jakbym naprawdę przeniosła się w czasie i nawet nie wiem, kiedy zleciały mi te wszystkie spędzone tam godziny. Z żalem żegnałam się z tym miasteczkiem. Myślę, że w przyszłym roku też tam zawitam, bo to jest jedno z tych wydarzeń, które przeżywa się całym sobą.

Komentarze

  1. Pierwszy raz słyszę o tym miasteczku, ale muszę się zgodzić, ma niezwykle średniowieczny klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Capdepera to niewielkie miasteczko, mało znane nawet wśród lokalsów. Ale na jarmark średniowieczny ściągają do niego tłumy.

      Usuń
  2. Hej, "sójko" – dobrze, że wreszcie wybrałaś się "za morze", bo dzięki temu powstał ten (jakże ciekawy i barwny!) wpis :) Też mam taką "Capdeperę", do której co roku wybieram się "na magnolie", ale... zawsze przegapiam właściwy moment.
    Świetne zdjęcia! To z espadrylami przeniosło mnie pamięcią do czasów szkolnych, bo w tamtym okresie miałam właśnie takie buty na lato :)
    Uwielbiam zamki, a najbardziej takie, które mają mury obronne, po których można spacerować, więc jestem przekonana, że byłabym zadowolona z wizyty w tym miasteczku. Piękna panorama rozciąga się na "dolinę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym roku musisz sobie koniecznie zapisać w kalendarzu, żeby o tych magnoliach pamiętać :) Chociaż w przypadku kwitnienia może być to troszkę bardziej skomplikowane, bo wszystko zależy od pogody przecież. Trzymam kciuki, żeby następnym razem udało Ci się nie przeoczyć magnolii.
      Capdepera jest malutka, ale urokliwa.

      Usuń
  3. Nie wierzę, że to już minął rok od naszego pobytu w Capdepera, mieście, które nam poleciłaś. I bardzo cieszę się, że w końcu tam sama dojechałaś, by świętować to piękne wydarzenie. Super zdjęcia Julka. Pozdrawiam z Dźwirzyna:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas bardzo szybko leci. Ja nie mogę uwierzyć, że to już czerwiec. Nim się obejrzę, a połowa sezonu będzie za mną...
      Ściskam :)

      Usuń
  4. Kiedy byłam na Majorce dwa lata temu miałam w planach zwiedzić Zamek Capdepera. Niestety zabrakło czasu i skończyło się tylko na przejrzeniu różnych publikacji. Dzisiaj dowiedziałam się od Ciebie, że w maju w twierdzy odbywa się doroczny jarmark średniowieczny. Wydarzenie nie lada, warte udziału.
    Pozdrawiam w majowym, kolorowym nastroju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas jarmarku średniowiecznego Capdepera jest pełna życia i naprawdę można tam poczuć ducha średniowiecza. Szkoda, że nie udało Ci się dotrzeć do tego miasteczka, bo jest naprawdę urokliwe i do tego nie aż tak bardzo turystyczne, więc nadal pozostaje autentyczne.
      Pozdrawiam już czerwcowo :)

      Usuń
  5. Nie dość, że fajna impreza to jeszcze w ciekawych plenerach. Są wydarzenia, które mogą odbyć się gdziekolwiek ale średniowiecze potrzebuje odpowiedniej oprawy. Zdjęcie z espadrylami przypomniało mi niekupione menorquinas... nie mogę ich odżałować.
    Bardzo się cieszę, że w zapracowanej rzeczywistości znajdujesz czas, żeby przeżyć coś fajnego i jeszcze o tym napisać. Trzymaj się dzielnie 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz musiała wrócić po te buty. Może razem się tam wybierzemy, bo ja też nie kupiłam jak byłam na Minorce i w sumie jednak fajnie by było je mieć :)
      Moje ostatnie dwa tygodnie były koszmarne, ale przez weekend udało mi się nieco wypocząć i mam nadzieję, że będę znajdywać więcej czasu na takie wycieczki po okolicy.
      Ściskam

      Usuń
  6. Chętnie bym się tam przeniosła ♥ Słoneczna Hiszpania i małe miasteczko.
    Jakie te Panie robią piękne kosze!
    Miłego dnia!
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosze, torby, saszetki... - przepiękne są te plecione artefakty. Niesamowicie drogie, bo to rękodzieło, ale jedyne w swoim rodzaju. I właśnie Capdepera jest stolicą tego rzemiosła :)

      Usuń
  7. Blogger znowu strzela fochy i dopiero dzisiaj wyświetlił mi ten post. Słyszę o tym miasteczku pierwszy raz:-) To dobrze, że Capdepera tak autentycznie dba o te tradycje i cieszę się, że jarmark przyniósł Ci aż tyle radości i ucieczki od współczesności. Czytając Twój opis, przypomniałam sobie, że kiedyś trafiłam na podobne wydarzenie w Tarragonie. To było niesamowite uczucie, dosłownie jak podróż w przeszłość i wejście do innego świata.Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, że wcześniej o Capdeperze nie słyszałaś - jest to malutkie i mało turystyczne miasteczko, ale mimo wszystko godne uwagi. A podczas jarmarku tętni życiem i naprawdę można się tam wtedy poczuć jak w średniowieczu.
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram