Portugalia dzień 11: jak z baśni
Chciałam wstać na wschód słońca, bo dom, w którym nocowałyśmy, był położony w malowniczej dolinie i wyobrażałam sobie, że poranek musi tam być po prostu cudowny. Niestety ja rannym ptaszkiem nie jestem i wygrała chęć dłuższego pospania. Nie żebym jakoś bardzo późno wstała, ale zdecydowanie za późno, by zobaczyć wschód słońca. Jednak najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nastawiłam budzik na odpowiednią godzinę, nawet obudziłam się nieco przed czasem, wyjrzałam szybko przez okno i stwierdziłam, że chyba jednak wrócę do łóżka. Poranki nigdy nie były moje...