Spacer szlakiem wiatraków

Dawno nie pokazywałam Wam żadnych kadrów z Majorki, więc nadszedł najwyższy czas aby nadrobić zaległości. Co prawda pogoda w tym roku nas nie rozpieszcza, ostatnie tygodnie były deszczowe i bardzo wietrzne, ale nareszcie czuć pierwsze powiewy wiosny. Obudziło mnie piękne słonko i błękitne niebo, więc wstałam z myślą, że jest to dobry dzień na trochę dalszy spacer. Oczywiście zanim się ogarnęłam, niebo zasnuło się chmurami, ale i tak zaryzykowałam i wyszłam na przechadzkę wiejskimi drogami. Potem się okazało, że tak naprawdę to te ciemne chmury tylko dodawały uroku wszelkim krajobrazom.

Mogłam się wybrać na spacer dobrze znanymi mi drogami, ale stamtąd mam już sporo zdjęć, więc obrałam nieco inny kierunek. Plan był taki, żeby się przejść lokalnym szlakiem wiatraków, ale szlak ten jest trochę dziwnie skonstruowany, bo jest to trasa jednostronna i musiałabym wracać tymi samymi drogami, a ja lubię pętle, więc stworzyłam swój własny wiatraczany szlak.

Gdy komuś mówię, że mieszkam na Majorce, to od razu sobie wyobraża, że zapewne mieszkam gdzieś blisko morza. Kiedyś owszem, ale już od kilku dobrych lat mieszkam w centrum wyspy i szczerze mówiąc wcale nie tęsknię za wybrzeżem. Miasteczka z dostępem do morza to przede wszystkim turystyczne kurorty, gdzie latem nie da się oddychać przez nawałnicę plażowiczów, a zimą miejsca te wyglądają na kompletnie wymarłe. Co innego miasteczka z dala od morza, tam życie toczy się przez cały rok, ale bez zbędnych tłumów. No ale też krajobrazy są zupełnie inne niż te, które większość kojarzy z Internetu. I właśnie tą inną Majorkę, tą w której ja się zakochałam, lubię pokazywać najbardziej. Okazuje się, że wcale nie potrzeba lazurowej wody i białego piasku, dostojnych palem i złocistych promieni słońca, żeby się zachwycić. Mnie do szczęścia wystarczają połacie pól uprawnych i majestatyczna rzeźba gór w tle. A jak pojawią się do tego ciężkie chmury ubarwiające krajobraz, to z zachwytu aż brak mi słów i zaczynam sama sobie zazdrościć, że mieszkam w tak niezwykłym miejscu.

Wróćmy jednak do głównego wątku naszego dzisiejszego spaceru, czyli do wiatraków. Z Majorką można mieć wiele skojarzeń, ale mało kto kojarzy tę wyspę z wiatrakami. I w sumie nie rozumiem dlaczego tak mało się mówi o tutejszych wiatrakach, skoro są one dominującym elementem wiejskiego krajobrazu.

Nie jestem specjalistką w temacie wiatraków; w blogosferze to Marta zajmowała się tą tematyką, którą być może kojarzycie, niestety jakiś czas temu Marta porzuciła bloga i miałyśmy z Monią nadzieję ją przekonać do powrotu, no ale na razie nic się na to nie zapowiada :( W każdym razie, Marta, jeśli czytasz ten wpis i widzisz jakieś błędy merytoryczne, to daj znać i będę się dalej dokształcać. Tym czasem sama spróbuję nakreślić Wam wiatraczaną sytuację na Majorce. 

Na wyspie mamy dwa rodzaje wiatraków: tradycyjne do mielenia zboża na mąkę oraz wiatraki używane do transportu wody, przy czym nadal są to wiatraki napędzane siłą wiatru. Te drugie zaczęły się tutaj pojawiać dopiero w XIX wieku za sprawą holenderskiego inżyniera Paula Bouvija, który przekształcił mechanizm tradycyjnego wiatraka w taki sposób, by był on w stanie transportować wodę. A transport wody był oczywiście potrzebny do nawadniania licznych pól uprawnych.

Zanim na Majorce rozwinęła się turystyka (co wcale nie było tak dawno, bo taki pierwszy boom turystyczny nastąpił w latach 50. - 60. XX wieku), wyspa utrzymywała się przede wszystkim z rolnictwa. A jak wszyscy dobrze wiemy, żeby coś mogło urosnąć, potrzebna jest do tego woda. No i tutaj mamy dość spory problem, bo sporadyczne deszcze nie są wystarczające by nawodnić rozległe pola uprawne, a więc trzeba tę wodę pozyskać w inny sposób. W okresie arabskim rolnictwo na Majorce weszło na wyższy poziom jeśli chodzi o nowe technologie i między innymi zaczęły wówczas powstawać norie, czyli swego rodzaju koła wodne napędzane siłą mięśni (głównie siłą mięśni osiołków) służące do podnoszenia wód w celu nawodnienia pól. Jeszcze za czasów arcyksięcia Luisa Salvadora (XIX w.) na wyspie było ponad 4000 funkcjonujących norii. Wielki przełom nastąpił dopiero w 1847 kiedy to wspomniany wcześniej Holender przekształcił mechanizm młyna w taki sposób, by wiatrak był w stanie transportować wodę. Ponadto przy takich wiatrakach zaczęto dobudowywać zbiorniki na wodę deszczową, co też miało usprawnić cały proces nawadniania.

Owe wiatraki są charakterystycznym elementem Majorki centralnej. Jednak większość nie jest już aktywna i niestety sporo z nich jest tak nadgryzione zębem czasu, że wiatraków nawet nie przypomina. Rząd Majorki próbował interweniować w tej sprawie, były pomysły, aby uznać je za lokalne dziedzictwo, ale wszelkie próby spełzły na niczym i w tym momencie wiatraki zamiast godnie upiększać wiejski krajobraz, tylko straszą. Oczywiście są wyjątki - wiatraki odrestaurowane i utrzymane w bardzo dobrym stanie, ale są one tak nieliczne, że niekiedy trudno je dostrzec w gąszczu ruin. Mnie udało się wyłapać kilka fajniejszych okazów podczas spaceru. Chciałabym, aby wszystkie wiatraki wyglądały tak dostojnie, ale wyobrażam sobie, że za ich kiepskim stanem stoi wiele czynników i nawet jeśli właściciele chcieliby dać im drugie życie, nie jest to takie łatwe ani tanie.

Komentarze

instagram