Sa Rua ~ karnawał na Majorce


W ostatni dzień karnawału, kolejna notka o tym, jak bawią się w Hiszpanii. Wiadomo, jak karnawał, to Rio, ale na Majorce też nie można się nudzić. (Nie)stety nie byłam w Palmie na największej paradzie karnawałowej na wyspie, ale w tych mniejszych miejscowościach też można się świetnie bawić. A może nawet lepiej?



Chociaż karnawał w tym roku był bardzo długi, jego kulminacja przypada na ostatni tydzień przed Wielkim Postem. Wówczas w szkołach każdego dnia dzieci mają jakieś zadanie, np. jednego dnia musiały ubrać dwie różne skarpetki, a kolejnego przyjść na lekcje w jakimś nakryciu głowy. Był też dzień w kostiumach karnawałowych. Ale nie tylko dzieci się bawią i przebierają. W ostatni weekend karnawału niemalże wszyscy wychodzą na ulice w barwnych strojach.



Najważniejszym momentem jest Sa Rua i Sa Rueta (dla dzieci), czyli parada karnawałowa. Aby wystąpić w takiej paradzie, należy się wcześniej zapisać, samemu lub w grupie i oczywiście trzeba też mieć jakiś niebanalny pomysł na przebranie. Najciekawsze zdobywają nagrody, bowiem wszyscy uczestnicy parady są oceniani przez jury, które przyznaje punkty w różnych kategoriach. 

Mnie udało się zobaczyć dwie takie parady; jedną w Petrze a drugą w Alcudii. W zależności od miejscowości, parady odbywają się w różnych dniach, więc przy dobrej organizacji można zobaczyć nawet trzy: w piątek, sobotę i w niedzielę. 





Do Petry dotarłam już pod koniec, więc nie udało mi się zobaczyć wszystkich grup, ale nie musiało ich być dużo, bo Petra też nie jest zbyt dużym miasteczkiem. Bardzo spodobał mi się pomysł rodziny w strojach sprzedawców popcornu; dziecięcy wózek, był wózkiem z popcornem, a dziecko miało białą czapeczkę z popcornu. Nietypowe było też Papa Mobile. Zresztą wszystkie przebrania były bardzo kreatywne i przede wszystkim, wykonane samodzielnie. Uczestnicy na pewno mieli sporo frajdy przygotowując kostiumy, a na paradzie świetnie się bawili. 



Natomiast do Alcudii pojechałam specjalnie z myślą o paradzie karnawałowej, więc dotarłam jeszcze przed jej rozpoczęciem, dzięki czemu miałam czas, żeby znaleźć dobre miejsce obserwacyjne. Cóż, było tyle ludzi, że nie udało mi się stanąć w pierwszym rzędzie, ale i tak mam całkiem sporo znośnych zdjęć. 

Tak jak w Petrze cała parada przeszła kilka razy po Carrer Ample, tak w Alcudii było tylko jedno przejście; rozpoczęło się na parkingu przy kościele, następnie przeszli ulicami miasta i zakończyli na Passeig de la Mare de Déu de la Victòria, gdzie ustawiono scenę i zespół muzyczny przygotował różne animacje dla dzieci.


Oprócz tłumu obserwatorów, również było całkiem sporo uczestników parady, więc nie tak łatwo wybrać mi jeden najciekawszy pomysł. Na pewno na długo zapamiętam przebranie rodem z gry Minecraft, rodziców w kombinezonach więźniów zakutych w kajdany i przywiązanych do dziecięcego wózka (a na ostatnim odcinku parady, dzieci w strojach policjantów przesiadły się do malutkiego samochodu - wyglądało to naprawdę uroczo; szkoda, że nie udało mi się zrobić zdjęcia), czy grupę reprezentującą kulturę wschodnią z dzieckiem-pandą. No, ale i tak najlepiej ze wszystkich bawili się chyba panowie parodiujący Boney M. Nawet po zakończonej paradzie śpiewali na swojej scenie, co przyciągnęło naprawdę sporo widzów; nic dziwnego, że zgarnęli jedną z nagród.







Fajne w tym hiszpańskim karnawale jest to, że bawią się wszyscy i przebierają się wszyscy; dzieci, ich rodzice, dziadkowie (babcia w stroju średniowiecznego rycerza wyglądała genialnie, niestety znowu nie udało mi się zrobić zdjęcia) a nawet zwierzęta... Natomiast kostiumy wcale nie są tandetne, a przygotowane własnoręcznie, co sprawia, że są jeszcze ładniejsze i przede wszystkim widać zaangażowanie społeczności w tak huczną celebrację karnawału.






Pamiętam, że jako dziecko w przedszkolu czy w podstawówce, karnawał jakoś się obchodziło - zawsze były bale kostiumowe. Ale im byłam starsza, tym zabawy karnawałowe traciły na znaczeniu, bo po prostu wśród starszych nie były tak popularne. Chyba jedynym elementem celebrowanym przez wszystkich w Polsce, jest tłusty czwartek. Niestety ja nigdy nie lubiłam tego dnia, bo po prostu nie przepadam za pączkami. Trochę szkoda, że ten kolorowy okres karnawału w Polsce wcale nie jest taki wesoły, jaki mógłby być. A może się mylę? Może i w Polsce organizuje się podobne parady? Wiecie coś na ten temat? 


Komentarze

  1. Barwnie - nie znałem tego! To sami amatorzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość to są rodziny z dziećmi, np. grupa utworzona z rodzin, których dzieci chodzą do tego samego przedszkola, grupy znajomych, osoby indywidualne. W Alcudii może jedna grupa była bardziej profesjonalna - przedstawiająca kulturę Urugwaju - w której były dwie tancerki, które przez całą drogę tańczyły na wysokich obcasach; podejrzewam, że musiały wcześniej długo ćwiczyć i/lub występować na podobnych paradach, może nawet w Urugwaju, czy Brazylii. Na jednym ze zdjęć jest też grupa pań z bębnami, które musiały wcześniej ćwiczyć, bo inaczej nie robiłoby to takiego dużego wrażenia.

      Usuń
  2. Oglądam z prawdziwą przyjemnością. Julio, wspaniała relacja i piękne zdjęcia. Teraz gdy w wielu krajach rozpanoszył się koronawirus mam obawy aby gdziekolwiek wyjeżdżać.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie nie tylko Ty masz obawy przed podróżowaniem, ale przecież nawet siedząc w domu, może nas dopaść choroba... Najważniejsze, żebyśmy nie wpadli w panikę ;)

      Usuń
    2. Otóż to, tylko spokój może nas uratować a ta medialna nagonka robi trochę niepotrzebny szum.

      Usuń
    3. Masz rację, zawsze tak się dzieje, tak było z ptasią grypą i innymi, a ostatecznie jakoś to przetrwaliśmy. Nie mówię, może teraz faktycznie będzie gorzej, ale panika na pewno nikomu nie pomoże. Bądźmy optymistami!

      Usuń
  3. Chociaż w Rio nie byłam to dla mnie hiszpański karnawał jest najlepszy. Zawsze podziwiam zapał ludzi do organizowania takich imprez i serce jakie wkładają w wymyślanie przebrań. Nawet najmniejsze miasteczka i społeczności robią wszystko, żeby taka karnawałowa defilada była wyjątkowa. Kiedyś nawet uczestniczyłam w takowej przebrana za pajaca i jak kiedyś jeszcze pojawi się okazja, to też skorzystam:). Tobie radzę zrobić to samo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karnawał znam tylko z Polski i z Hiszpanii i ten hiszpański jest znacznie barwniejszy i radośniejszy :) Fajnie, że miałaś okazję uczestniczyć w takiej paradzie. Na pewno jest to wyjątkowe przeżycie. Może kiedyś mi się uda. Jak na razie miałam okazję uczestniczyć w innej fieście - Sant Antoni - i też było super, chociaż nie aż tak kolorowo :)
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram