23 grudnia 2020

Boże Narodzenie pod palmami

X lat temu gdzieś w telewizji widziałam świąteczne obrazki z Australii, ludzie na plaży w strojach kąpielowych i czapeczkach mikołajowych. Wtedy miałam wrażenie, że to jakiś żart, no bo jak to tak święta bez śniegu, w dodatku na plaży? Później zrozumiałam, że nie wszędzie jest zimno na Boże Narodzenie i przecież nawet sam Jezus urodził się właśnie w ciepłych krajach pod palmami, ale nadal nie potrafiłam sobie wyobrazić, że to ja mogłabym spędzać święta gdzieś indziej niż w domku ze śniegiem (czy ostatnimi laty, szarugą) za oknem. Aż nadszedł rok 2020 i świat przewrócił się do góry nogami. Boże Narodzenie na plaży stało się rzeczywistością.

Decyzja o napisaniu tego posta zapadła spontanicznie. Raczej unikam tutaj na blogu tematów hiszpańskich tradycji, bo już wiele wpisów na ten temat powstało w blogosferze. Jest sporo ciekawych blogów traktujących o Hiszpanii, które osobiście śledzę już od bardzo dawna, właściwie od początków mojego zainteresowania Hiszpanią. Niektóre umilkły, inne wciąż się nieźle trzymają. Znacznie lepiej niż ten mój skromny kąt. Nie miałam więc zamiaru pisać o hiszpańskich tradycjach bożonarodzeniowych, mimo że w tym roku przyjdzie mi spędzić święta właśnie w kraju Cervantesa. Nawet przez myśl mi to nie przeszło, dopóki Ania z bloga Norwegia i reszta świata nie napomknęła, żebym taki wpis stworzyła. (U Ani na blogu możecie przeczytać o norweskich tradycjach, serdecznie zachęcam). Nie byłam do tego przekonana, bo co ja tam wiem o Bożym Narodzeniu na Majorce? Ale sobie to na spokojnie przemyślałam i stwierdziłam, dlaczego nie? Być może wielu moich czytelników nigdy nie zagłębiało się w hiszpańską kulturę i nie ma pojęcia jak to tutaj wygląda, więc teraz będziecie mieli okazję nieco się doszkolić. Jednak zrobię to na mój własny sposób. Nie oczekujcie więc obszernego kompendium wiedzy na temat majorkańskich tradycji bożonarodzeniowych, bo ja żadną specjalistką nie jestem. To będzie raczej porównanie pewnych tradycji, które wyniosłam z rodzinnego domu z tymi, na które natknęłam się tutaj. 

Ten rok jest dziwny. Na pewno przejdzie do historii. W mojej osobistej historii też się zapisze. Przyszło mi już spędzić Wielkanoc poza Polską, ale to akurat było w planie. Co prawda nie w takiej formie (przymusowa kwarantanna), ale jednak do Polski nie zamierzałam na święta przyjeżdżać. Z Bożym Narodzeniem jest trochę inaczej. Do tej pory nie potrafiłam sobie wyobrazić tych świąt bez rodziny i wszystkich naszych domowych tradycji. Nawet jeszcze we wakacje tego roku obiecałam sobie, że na święta przylecę do Polski. Niestety pandemia daje nam się wszystkim we znaki i taka podróż nie będzie mi dana. Tu już nawet nie chodzi o ryzyko zarażenia, bo tego akurat najmniej się boję, ale o skomplikowalność wszystkich kroków i procedur. Grudniowa podróż na trasie Majorka - Polska nigdy nie była łatwa, ale teraz jest praktycznie niemożliwa. Odpuściłam więc sobie. Nie chciałam rozczarowań na dzień przed lotem, albo gorzej, już na lotnisku...

Zostaję na Majorce. Fajnie. Mogłabym poznać lokalne tradycje świąteczne. Niestety w tym roku będzie wszystko inaczej... Nie będzie rodzinnych spotkań. Zero zgromadzeń przy suto zastawionym stole. Będzie cisza. Ciemność na ulicach. Smutek w domach. O Pasterce można zapomnieć, bo godzina policyjna zaczyna się o 22. Chyba faktycznie w tym roku Kevin nie będzie sam w domu... No ale przejdźmy do rzeczy, jakie są majorkańskie tradycje bożonarodzeniowe.


ADWENT

Podejrzewam, że w Polsce przedświąteczne szaleństwo zaczęło się znów wcześniej niż powinno, na Majorce jednak aż do 1 grudnia jest spokojnie i nikt o świętach nie myśli. No może jedynie dzieci, spragnione prezentów. Nie ma tutaj długich zimnych wieczorów, więc nikt nie myśli o rodzinnym cieple wskrzeszanym bożonarodzeniową atmosferą. Nawet początek Adwentu, który w Polsce był dla mnie wyznacznikiem początku tego niezwykłego czasu, nie ma tutaj tak wielkiego znaczenia. Ale gdy tylko rozpoczyna się grudzień, Hiszpanie pozwalają sobie na dziecięcą radość płynącą z przygotowań do świąt. Gminy powoli zaczynają dekorować miasteczka, które rozświetlą się kolorowymi światełkami w długi grudniowy weekend. W zeszłym roki nieco pisałam o tym, jak wygląda początek tego świątecznego czasu na Majorce. Serdecznie zapraszam do przeczytania relacji z przedświątecznej Majorki tutaj

W Hiszpanii, na początku grudnia, mamy obok siebie dwa ważne święta: 6 grudnia - dzień konstytucji i 8 grudnia - wspomnienie Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. W Polsce również te dni są zaznaczone w kalendarzu, bowiem  6 grudnia obchodzimy Mikołajki, a 8 grudnia mamy to samo święto, co Hiszpanie, z tym że w Hiszpanii są to dni ustawowo wolne od pracy, więc tworzy nam się długi grudniowy weekend. Kojarzy mi się to nieco z naszym polskim długim weekendem majowym. Wiele Hiszpanów wykorzystuje ten czas na niedługie wakacje lub po prostu rodzinne wycieczki, co w tym roku było raczej utrudnione; ale również jest to moment dekorowania mieszkań i oficjalnego rozpoczęcia okresu przedświątecznego na ulicach miast i miasteczek.


CHOINKA

Wyobrażacie sobie Boże Narodzenie bez choinki? Choć nie jest to tradycja jakoś specjalnie długa, chyba każdy Polak stroi choinkę. Większość robi to we wigilię, żywe drzewko nie jest tak wytrzymałe, więc lepiej postawić je później niż wcześniej. U mnie w domu zawsze dekorujemy choinkę w ostatnią niedzielę przed Wigilią. Jest przy tym śmiech, ale i nerwy, bo lampki znowu poplątane, albo czubek pochyla się za bardzo w lewo. Ale przede wszystkim jest to rodzinny czas i piękna tradycja. 

Na Majorce choinki pojawiają się właśnie w ten długi weekend. O ile w ogóle się pojawiają, bowiem nie ma tutaj takiej choinkowej tradycji jak w Polsce. Mam znajomych, którzy nigdy nie mieli na święta zielonego drzewka. Zamiast niego przystrajają lampkami jakąś inną roślinkę, którą mają pod ręką lub po prostu zawieszają lampki na oknie czy w innym miejscu. Zdarzają się również rozświetlone palmy, ale to głównie na ulicach.


SZOPKA

Choinkę można pominąć, ale nie obejdzie się bez żłobka (belén). Te polskie ograniczają się najczęściej do kilku figurek, te hiszpańskie natomiast mogą przedstawiać nawet całe Betlejem, ale nie ma w tym nic dziwnego, bo hiszpańskie określenie szopki jest jednocześnie hiszpańską nazwą miasta Betlejem. 

Tradycja stawiania szopek betlejemskich sięga XIII wieku, kiedy to św. Franciszek dla upamiętnienia narodzin Jezusa, w jednej z jaskiń stworzył miejsce na podobieństwo stajenki w Betlejem. Z czasem coraz bardziej rozpowszechniła się ta tradycja i już nie tylko we Włoszech. Do Hiszpanii zwyczaj ten dotarł dość późno, bo w XVIII wieku, wraz z przybyciem na tron hiszpański wcześniejszego króla włoskiego Neapolu i Sycylii - Karola III Hiszpańskiego. 

W pierwszych żłobkach, jakie stawiano na Majorce, zawsze ukrywano figurkę zakonnika a dzieci próbowały ją odszukać. Z czasem ta tradycja zaczęła zanikać, ale w ostatnich latach podejmuje się próby jej odtworzenia i faktycznie w niektórych szopkach można takiego zakonnika odnaleźć. Mówię tutaj o tych dużych szopkach stawianych w publicznych miejscach, np. ratusz, kościoły, muzea itp. Każdego roku w Palmie przygotowuje się nawet trasę turystyczną zahaczającą o najpiękniejsze szopki. Pojawiają się nawet szopki interaktywne, których figurki się poruszają. We własnym domu również można sobie taką ruchomą szopkę postawić, bowiem figurki są ogólnodostępne, do kupienia głównie na jarmarkach bożonarodzeniowych. Niemniej jednak nie spektakularność się liczy, a sam fakt, że taką stajenkę w mieszkaniu masz. 


JARMARK BOŻONARODZENIOWY

Pomimo braku śniegu, mrozu i grzanego wina, na Majorce również pojawiają się przedświąteczne jarmarki. Można wówczas kupić wszelkiego rodzaju ozdoby i lokalne wyroby. A zamiast grzańca, jest gorąca czekolada i churros. Wbrew pozorom, klimat jest bardzo świąteczny. Niestety nie w tym roku. Nawet nie jestem pewna, czy w Palmie stanęły stragany, jak to bywało ubiegłymi laty.


PIERNICZKI I TURRÓN

Nie wiem, czy to typowa długoletnia polska tradycja, ale w moim domu, odkąd pamiętam piekło się ciasteczka na Boże Narodzenie. Nie były to tradycyjne korzenne pierniczki lecz po prostu kruche ciasteczka przygotowywane jedynie na ten niezwykły czas. Piernikowe szaleństwo zaczyna się już w połowie grudnia, ale przecież wiadomo, że im starszy jest piernik, tym lepszy. W Hiszpanii nie ma takiej tradycji. Zdarzają się domy, w których faktycznie unosi się korzenny zapach pierniczków, ale jest to raczej nowy zwyczaj zainspirowany głównie amerykańskimi filmami świątecznymi. Jednak hiszpańskie Boże Narodzenie nie pozostaje bez słodkości. Tutaj święta nie istnieją bez turrón

Jest to bardzo prosty przysmak na bazie miodu i migdałów. Te dwa składniki używano w cukiernictwie już w epoce arabskiej (VIII - XVw.) I to właśnie tam możemy doszukiwać się początków "turronowej" tradycji. Jednak najstarsza znana nam receptura pochodzi dopiero z XVI wieku. W tym też okresie rozprzestrzeniła się ta bożonarodzeniowa tradycja na całą Hiszpanię.  

Turrón można kupić w sklepie. Wielu mogłoby go pomylić ze zwykłą czekoladą. Tym bardziej, że obecnie istnieje bardzo wiele typów tego przysmaku, z czego niektóre są po prostu czekoladą z migdałami. Jednak ten tradycyjny jest biały i w składzie ma głównie miód i/lub cukier i migdały. Wiele rodzin przygotowuje go także własnoręcznie w domach i wówczas jest to prawie taką samą zabawą jak wycinanie pierniczków, choć akurat ten pierwszy nie ma takich fantazyjnych form - najczęściej wygląda jak tabliczka czekolady. W jego przygotowaniu uczestniczy cała rodzina a cały proces wcale nie jest taki krótki; na szczęście niezbyt skomplikowany. Z chęcią bym Wam opowiedziała coś więcej na ten temat, ale akurat my w domu nie przygotowywaliśmy tego przysmaku, co nie znaczy, że turronem nie będziemy się zajadać. Gdzieś nawet się natknęłam na porównanie turronu z opłatkiem - w Polsce dzielimy się opłatkiem, w Hiszpanii turronem.


WIGILIA

Wreszcie nadchodzi ten długo wyczekiwany czas. Ostatnie poprawki, barszczyk doprawiony, stół z siankiem pod obrusem przygotowany, rodzinka w odświętnych strojach, choinka zapalona, składamy sobie życzenia, dzielimy się opłatkiem i zasiadamy do wigilijnej kolacji. Dzieci tęskno spoglądają w stroję choinkę, a dorośli w nieskończoność przedłużają rozmowy przy stole...

W Hiszpanii nie ma wielkiego sprzątania przed świętami. Nie przygotowuje się też menu dla całego wojska. Dwanaście dań na jednym stole to jakiś kosmos. I że niby trzeba jeszcze ich wszystkich spróbować? Kolacja owszem jest wykwintna i elegancka, ale jedno świąteczne danie wystarczy. I niekoniecznie musi to być ryba. Nie ma też takie tradycji, by kolację spożywać w towarzystwie rodziny. Do tej pory wigilia była dniem dla przyjaciół, a dopiero w pierwszy dzień świąt spotykano się z rodziną. W tym roku jednak każdy zostaje w swoim domu. 

Dzieci też nie są jakoś specjalnie niecierpliwe, bo prezenty w Boże Narodzenie są tutaj towarem importowanym z innych części świata. Najczęściej są to upominki drobne, coś na styl polskich Mikołajek. Natomiast te właściwe duże świąteczne prezenty zostają dzieciom przyniesione dopiero przez Trzech Króli i tak właściwie ma to sens, biorąc pod uwagę, że i Jezus dostał podarki od Mędrców ze wschodu, a nie od Gwiazdora, Aniołka, czy Dziadka Mroza. 


KOLĘDOWANIE

Mam wrażenie, że ostatnimi laty coraz mniej się śpiewa kolędy. Sama jakoś niezbyt lubię śpiewać, więc nie podtrzymuję tradycji :( Na Majorce wygląda to podobnie. Są kolędy, ktoś tam śpiewa, coś się w radio usłyszy, ale odchodzi to na dalszy plan. Trochę szkoda, bo hiszpańskie pastorałki są naprawdę wesołe i takie skoczne. Mam wrażenie, że polskie kolędy są zdecydowanie bardziej poważne. 

Niektóre z villancicos są dość zabawne i może nawet absurdalne, bo wyobraźcie sobie np. rybki pijące wodę w rzece, by móc zobaczyć małego Jezuska... Los peces en el río to chyba moja ulubiona hiszpańska kolęda:



MSZA KOGUTA I PIEŚŃ SYBILLI

Misa de gallo, czyli właśnie msza koguta, to nic innego jak pasterka. Msza wygląda podobnie jak w Polsce. Różni się tylko jednym elementem i to jakim! 

Pieśń Sybilli (Cant de la Sibil·la) śpiewana nieprzerwanie od wczesnego średniowiecza podczas pasterki na Majorce, w 2010 roku została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Jej tekst jest adaptacją mitologicznej wizji końca świata, który we wczesnym średniowieczu został schrystianizowany. Śpiewano ją w wielu kościołach południowej Europy, jednak na skutek soboru trydenckiego (XVIw.), wymazano ją ze scenariusza liturgii, ale nie na Majorce, gdzie wbrew zakazowi, nadal kultywowano długą tradycję. Majorka jest jedynym miejscem, gdzie Pieśń Sybilli rozbrzmiewa w wigilijną noc nieprzerwanie od wczesnego średniowiecza.

Pieśń wykonywana jest a capella przez dwunastoletniego chłopca lub dziewczynkę. Przywdziewają oni specjalne szaty, pelerynę i nakrycie głowy. Trzymając w dłoniach miecz, ostrzem do góry, śpiewak przechodzi przez kościół do prezbiterium i tam wykonuje pieśń. Kolejne zwrotki są rozdzielone muzyką organową. 




RZEŹ NIEWINIĄTEK

25 grudnia, Boże Narodzenie, świętuje się ten dzień z rodziną, najczęściej podczas obiadu. Nie ma natomiast drugiego dnia świąt. Ale za to 28 grudnia jest istotnym dniem. Wspomina się wówczas okrutny czyn Heroda, który pozbawił życia wiele niewinnych istot. Osobiście sobie nie przypominam, żeby w jakiś sposób wspominało się ten dzień w Polsce, choć teraz wyczytałam, że podczas mszy św. każde obecne dziecko otrzymuje indywidualne błogosławieństwo. 

Pomimo, że jest to wspomnienie tragicznego wydarzenia, w Hiszpanii jest to dzień wesoły. Można by go porównać do Prima Aprilis, bowiem tego dnia wszyscy sobie robią jakieś żarty. Poza tym nieprzerwanie od 1995 roku odbywa się specjalna gala telewizyjna, której głównym celem jest zbiórka pieniędzy na cele charytatywne - pomoc dzieciom.



TRZECH KRÓLI

Kiedy ja chodziłam do szkoły, przerwa świąteczna zaczynała się na dzień przed wigilią, potem Boże Narodzenie i Drugi Dzień Świąt (na Majorce nie istnieje) i reszta dni do końca roku, Sylwester i Nowy Rok wolne a potem powrót do szkoły. Teraz chyba się trochę pozmieniało, bo Trzech Króli też jest dniem wolnym, więc wiele szkół kombinuje, jakby tu przedłużyć tę przerwę. W Hiszpanii natomiast kombinować nie trzeba, bo Trzech Króli już od dawna jest dniem świątecznym, ustawowo wolnym i bardzo ważnym dla dzieci, bo jak wspomniałam wyżej, to właśnie wtedy dostaje się prezenty. 

Dzieci nie piszą listów do św. Mikołaja, ale właśnie do Trzech Króli. Nie wyglądają za oknem sań i renifera z czerwonym nosem, a raczej rozglądają się za wielbłądami dosiadanymi przez Mędrców. W związku z tym, że jest to jakby przedłużeniem tego okresu świątecznego, od dawna hiszpańska przerwa świąteczna trwa od 23 grudnia do 6 stycznia włącznie. Nie ma tutaj jednak ferii zimowych. 


To nie jest szczegółowy opis praktyk przedświątecznych na Majorce. Spędziłam tutaj zbyt mało czasu w zbyt dziwnych czasach, żeby być specjalistką w tym temacie. Ale mam nadzieję, że przynajmniej udało mi się wprowadzić nieco świątecznej atmosfery na bloga. Przy okazji chciałabym podziękować Ani za zachętę. Pisałam tego posta z wielką radością, choć niestety z dość dużymi przerwami, bo oczywiście wszystko sobie rozplanowałam, a potem cały grafik się rozwalił, bo z dziećmi to nigdy nic nie wiadomo...

Dość już tej gadaniny. Złożę Wam jeszcze tylko życzenia. Przede wszystkim zdrowia i odporności fizycznej i psychicznej na te dziwne wirusy. Radości pomimo wielu trudów. Rodzinnej atmosfery mimo niekiedy dużych odległości. Optymizmu i nadziei na lepsze jutro. Mam szczerą nadzieję, że to wszystko Wam i mnie się spełni. Wesołych Świąt! Bones Festes!

12 komentarzy:

  1. Julo!
    Życzę Ci aby ten radosny czas dodał nam otuchy i wiary! No i miłości, bo bez niej nic nie istnieje! Ciepła i radości, wspaniałych prezentów od Dzieciątka i suto zastawionego stołu postnymi pokarmami i oczywiście duchowych przeżyć.
    Wesołych ŚWIĄT!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Łucjo. Ze wzajemnością. Wesołych Świąt!

      Usuń
  2. Boże Narodzenie w takim wydaniu to musi być niesamowite przeżycie, przynajmniej dla mnie by było :D
    Zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie pasuje skromna kolacja i jedno, wege danie. I brak choinki też. Tak sobie w tym roku postanowiłam. Nie mam siły i ochoty spalać się w kuchni, a potem wszystko wyrzucać, zwłaszcza, że córka utknęła we Wrocławiu. Stroik na drzwiach, bo lubię, stroik na stole, bułka z makiem i bakaliami, jarski barszcz i paszteciki z grzybami i kapustą.

    Wszelkiego dobra dla Ciebie. Pięknego czasu.🌲🏡🎄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musi być wykwintnie i obficie, najważniejsze, żeby było spokojnie, bez nerwów, ciepło i przyjemnie.
      Dziękuję za życzenia.
      Wesołych Świąt!

      Usuń
  4. Jak Ci minęły Święta z dala od domu?
    Uśmiechnęłam się czytając o rybkach pijących wodę w rzece bo w wigilijny poranek leżąc jeszcze w łóżku zaczęłam sobie nucić tę kolęde, po raz kolejny zastanawiając się jaki sens mają jej słowa ha ha ha.
    Co do podróżowania w obecnych czasach to mam tak jak Ty. Co z tego, że niby można jak kolejnego dnia wszystko może się tak zmienić, że jednak okaże się, że nie można. Poza tym po co lecieć gdzieś i cieszyć się tylko na pół gwizdka, bo wszędzie tylko zakazy i niezrozumiałe nakazy. Wolę przeczekać i wierzyć w to, że koniec tego szaleństwa jest bliski.
    Ja lubię Święta w hiszpańskim wydaniu, pierwszy dzień Świąt na plaży w czapce Mikołaja razem z ludźmi w takich samych nakryciach głowy, strzelające korki od szampana. Kiedyś brakowało mi w Hiszpanii śniegu na święta a teraz nawet w Polsce go nie ma :). Dowodem na zamiłowanie Hiszpanów do szopki niech będzie fakt, że w tym roku w Alicante stanęła największa szopka na świecie.
    Wszystkiego dobrego po Świętach, radości i nadziei, że wszystko skończy się dobrze ( i szybko ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta były inne niż zwykle, ale wydaje mi się, że każdy tak miał w tym roku. A dzięki współczesnym technologiom udało mi się być i w Polsce ;) Niestety nie było plażowania w Boże Narodzenie, bo pogoda zrobiła się niczym w Polsce, padało i wiało i raczej nie nastrajało na wychodzenie z domu, ale już po świętach wybrałam się na spacer po plaży i powiem Ci, że naprawdę miło spędziłam ten czas. Przecież nie musi być ciągle tak samo :)

      Jak pierwszy raz usłyszałam tę kolędę, to się złapałam za głowę, ale jednocześnie bardzo ją polubiłam :)

      Póki co, ten poświąteczny czas jest pełen nadziei, także wierzę, że będzie dobrze. Może nawet już na wiosnę zaświecie słońce ;)

      Usuń
  5. Pięknie ❤ cieszę się że napisałaś ren wpis. Fajnie się czytało i fajnie że można poznać tyle innych świątecznych tradycji :) Msza koguta mnie zaciekawiła, co kraj to obyczaj... to jednak prawda :)
    Nie zajrzałam wcześniej bo bylismy troszke wyłączeni z blogowania, a teraz powoli wracam i nadrabiam zaległości :) zajrzalabym na pewno gdybym może dostałabym powiadomienie że o mnie wspomniałaś gdybys skopiowała moj link do bloga i wstawiła u siebie, tak byłabym wcześniej :)
    Dziekuje za polecenia mnie ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, a wydawało mi się, że wstawiałam link... Z przyjemnością polecam inspirujące blogi ;) Za dużo tego wszystkiego na głowie :D
      Wiesz co, ja też się cieszę, że mnie namówiłaś, choć właściwie długo namawiać nie musiałaś haha Mam wrażenie, że trochę chaotyczny ten post, ale i tak się cieszę, że go napisałam.

      Usuń
    2. Nie jest chaotyczny i mi się nardzo podoba :) sporo można się dowiedzieć o tym jak inne narody spędzają swoje święta :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)