Portugalia dzień 3: co robić w Porto gdy pada deszcz?

Choć wieczorkiem poprzedniego dnia padać przestało, następny dzień nie zapowiadał się wcale słonecznie. A ponieważ ostatnio udało nam się obejść niemalże całe Porto, teraz postanowiłyśmy ukrywać się przed deszczem pod dachami. Czyli dzisiaj opowiem Wam o tym, co można robić w Porto w deszczu i wcale przy tym nie zmoknąć. A przynajmniej nie tak bardzo.

Portugalia dzień 1 - 2: Porto moimi oczami

Słuchajcie! Nawet sobie nie wyobrażacie jakie to miłe, że tu jesteście i że czekaliście. To prawie tak, jak gdyby ktoś na mnie czekał na lotnisku z kartką z moim imieniem. Ściskam Was wszystkich bardzo mocno. I mam dla Was niespodziankę.

Wróciłam?

Wróciłam? Kto mnie obserwuje na instagramie, ten wie, że pod koniec października poleciałam do Portugalii i przez okrągły miesiąc przemierzałam iberyjskie szlaki. Wróciłam do Polski tydzień temu. Ale czy wróciłam do rzeczywistości sprzed podróży, do szarej codzienności? Teoretycznie tak, bo za oknem właśnie taki szary krajobraz wita mnie każdego dnia; nic tylko mgła i zero słońca. Lecz tak naprawdę wcale nie wróciłam. Każda podróż coś zmienia i jak to mówią nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Życie płynie, a ja, choć wróciłam w to samo miejsce, nie jestem tą samą osobą. I nie mówię tutaj o wielkich zmianach, ale o drobnostkach, które tylko podróże mają moc we mnie wywołać. Uwielbiam ten stan, tę euforię podczas i po podróży. Chciałabym tak trwać każdego dnia.

Dzień 13: pożegnanie z Estonią

Wschody słońca są magiczne. Gdy jesteśmy świadkami wschodu, dzień jest dłuższych i wydaje się przyjemniejszy. Ale kurczę, żeby wstać na taki wschód, no to trzeba być wariatem, albo być niezwykle zdyscyplinowaną i silną osobą. Lubię spać, nie cierpię wczesnych pobudek. Wolę dłużej posiedzieć z jakimś zajęciem w nocy, niż wstawać przed świtem, żeby coś dokończyć. I gdyby nie dziewczyny i wspólna mobilizacja, spałabym w ciepłym ogromnym łóżku, zamiast wciskać się w grube ciuchy i bez śniadania wychodzić do lodowate powietrze i maszerować kilometrami tylko po to, żeby zobaczyć jak słońce wyłania się zza horyzontu. Ale zwlekłam się z tego łóżka, przemarzłam, szłam niczym robot z zamykającymi się powiekami i nie żałuję. Nawet pomimo tego, że wschód wcale nie był taki spektakularny, jak sobie go wyobrażałyśmy. Tak właśnie zaczął się nasz kolejny dzień na wyspie Saaremaa.

Dzień 12: Saaremaa ~ wyspiarskie zauroczenie

Pamiętam jak dziś, że jeszcze całkiem niedawno nie potrafiłam sobie wyobrazić życia na wyspie. Zanim poleciałam po raz pierwszy na Majorkę, nie wierzyłam, że taka wyspa może być samowystarczalna. Wyspy kojarzyły mi się z więzieniami. A w tej chwili to właśnie wyspy skradają moje serce. I Saaremaa jest tego kolejnym przykładem. Największa estońska wyspa, którą będę się zachwycać tak bardzo jak chociażby Tallinem.

instagram