Po dłuższej przerwie wracam do relacji z Portugalii. Lizbona podczas naszej podróży była takim momentem małego kryzysu i odbiło się to teraz również na pisaniu. Ale wreszcie jest i mam nadzieję, że na kolejne wpisy z Lizbony i innych miejsc w Portugalii nie będziecie musieli tak długo czekać. Mój plan był taki, żeby opisać całą podróż zanim nie minie rok od jej rozpoczęcia, ale póki co czarno to widzę. Chociaż może jak się zepnę, to jakoś dam radę. Tymczasem zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pierwszego dnia w portugalskiej stolicy.
Prognozy pogody zapowiadały deszcz. I faktycznie całą noc i cały poranek lało jak z cebra. Nie spieszyłyśmy się. Wykorzystałyśmy to załamanie pogody na to, żeby porządnie odpocząć. Na spacer po miasteczku, w którym nocowałyśmy wybrałyśmy się dopiero po południu, gdy troszeczkę się rozchmurzyło. Miałyśmy sporo szczęścia, bo jak tylko opuściłyśmy nasze mieszkanko faktycznie przestało padać, a potem nawet wyszło słońce, więc nasz dzień w Aveiro okazał się naprawdę przyjemny i bardzo odprężający, dlatego dzisiaj będzie krótko i niespiesznie. Takie leniwe dni w podróży też są potrzebne. Tym bardziej, że właśnie stuknęły nam dwa tygodnie w drodze.
W Coimbrze spędziłyśmy dwie noce, a tak właściwie miałyśmy bardzo niewiele czasu, żeby pospacerować po tym mieście i poczuć jego niepowtarzalny klimat. Bo taka właśnie jest Coimbra - miasto inne niż wszystkie. Cały problem w tym, że czuję, że byłam tam za krótko, żeby naprawdę docenić to miejsce. Mimo wszystko udało mi się dostrzec, że Coimbra ma w sobie to coś i mam nadzieję, że jeśli jeszcze kiedyś będę w Portugalii, będę miała okazję na dłuższy spacer po tym studenckim mieście.