O Kielcach słów kilka
Jak ten czas zapiernicza. Uzupełniałam sobie przed chwilą luki w książkowej aplikacji i nie mogłam uwierzyć, że niektóre z książek, które tak dobrze pamiętałam, czytałam już kilka dobrych lat temu. Na blogu nie jest inaczej. Mam listę miejsc, które odwiedziłam, a które jeszcze nie pojawiły się na tym blogu i dzisiaj właśnie o jednym z nich napiszę, ale (uwaga!) są to wspomnienia z 2021 roku. Serio, nie wiem kiedy minęło tych pięć lat. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że były to piękne lata i wiele się w tym czasie dobrego wydarzyło, także nie ma co narzekać na upływ czasu, tylko korzystać z niego garściami, bo mimo wszystko tego czasu jest nam dane niewiele.
Mogłabym jeszcze raz wrócić wspomnieniami do Bremy, albo zdać Wam relację z mojej ostatniej wycieczki, ale obudziłam się z poczuciem, że dzisiaj nadszedł czas na spacer po Kielcach.
Kielce nigdy nie były na liście moich podróżniczych marzeń, ale tak się złożyło, że wybrałam się z rodzicami na zorganizowaną wycieczkę do Sandomierza i w programie była również wizyta w Kielcach. Nie miałam co do tego miasta żadnych oczekiwań. Co więcej, ja nawet nie miałam żadnych wyobrażeń, żadnych skojarzeń, więc kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Oczywiście jak to w przypadku zorganizowanych wyjazdów bywa, czas na odkrywanie miejsc swoim tempem jest ograniczony, ale zazwyczaj w cenie jest przewodnik, więc w zamian za miliony zdjęć z dziwnych i nieznanych nikomu uliczek, można poszerzyć swój zasób wiedzy na temat historii danego miejsca. Nie będę jednak zanadto się zagłębiać w kieleckie perypetie, bo prawdę mówiąc, niewiele już z opowieści przewodnika pamiętam (w końcu minęło już pięć lat), ale postaram się pokazać Wam Kielce moimi oczami i być może przemycę kilka ciekawostek.
Po pierwsze, Kielce bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Miasto jest zadbane, czyściutkie i przyjemnie się po nim spacerowało. Nie ma tam wiekowych zabytków, ale i tak trudno się tam nudzić.
Spacer zaczynamy na jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic miasta, czyli na ulicy Henryka Sienkiewicza, zwanej potocznie Sienkiewiczówką. Przez dziesiątki lat ulica przybierała różne imiona, ale zawsze pełniła funkcje głównej arterii miasta. Obecnie Sienkiewiczówka jest długaśnym deptakiem, po ponad kilometrowym, gdzie możemy załatwić codzienne sprawy, jak i poznać architektoniczną przeszłość miasta.
Drepcząc niespiesznie brukowaną ulicą, która może przyprawić o zawrót głowy mnogością różnorodnych sklepików i innych instytucji, docieramy do Parku im. Stanisława Staszica. I chociaż jest to dopiero drugie miejsce nazwane na cześć polskiego pisarza, w mojej głowie już się pojawiła cienka niteczka skojarzeń łącząca Kielce z polskim pisarstwem. Wracając jednak do parku, zrobiłam tam mnóstwo zdjęć, bo przecież tereny zielone to są od zawsze moje ulubione punkty na mapie metropolii. Kielce co prawda trudno nazwać dużą metropolią, ale nie zmienia to faktu, że są dość głośnym i tłumnym miastem, a w parku zrobiło się jakoś ciszej i spokojniej.
Poza tym, że w parku jest po prostu ładnie i przyjemnie, trzeba dodać, że jest to przecież jeden z najstarszych parków w Polsce. Pierwsze wzmianki sięgają początków XIX wieku. Może się on pochwalić kilkunastoma ponad stuletnimi okazami drzew. Centralnym punktem parku jest Staw Podzamecki, który dodaje romantyzmu temu miejscu. Oczywiście nazwa akwenu nie jest przypadkowa, bo jest on położony u podnóża wzgórza zamkowego, na którym do dzisiaj stoi oczywiście zamek. Zanim jednak przejdziemy do zamku, krótka wzmianka o niewielkim Pałacyku Zielińskiego.
Przechadzając się parkowymi alejkami dochodzimy do miejsca bardzo ciekawego wizualnie. Pomiędzy drzewami, zza wysokiego soczyście zielonego żywopłotu, wyłania nam się zarys neogotyckiego pałacyku, do którego dostępu broni niewysoki mur z blankami i baszta w iście baśniowym kształcie. Pałac zawdzięcza swoją nazwę Tomaszowi Zielińskiemu, który w latach 50. XIX wieku dzierżawił ów budynek i wprowadził w nim liczne zmiany architektoniczne, a także utworzył tam muzeum i galerię sztuki. Swój kulturalny charakter pałacyk zachowuje do dzisiaj, gdyż obecnie mieści się tam siedziba Domu Środowisk Twórczych. Do Pałacu Zielińskiego nie wchodziłam, ale mogę sobie tylko wyobrazić jak tam musi być pięknie, bo z zewnątrz obiekt prezentuje się przednio. A baszta, którą mamy na pierwszym planie tylko dodaje temu miejscu uroku. Swoją drogą, wieżyczka ma bardzo ciekawą nazwę, ponieważ określa się ją mianem Baszty Plotkarki. Skąd taka nazwa? Ano stąd, że kiedy dystyngowane damy przechadzały się parkowymi alejami i ze sobą rozmawiały, strażnik przebywający w wieżyczce bez problemu mógł je usłyszeć i wychwytywał wszystkie najgorętsze ploteczki.
Wspomniałam, że w parku mamy Staw Podzamecki, więc teraz chyba czas, żeby sprawdzić, gdzie ten zamek? Wchodzimy niespiesznie na Wzgórze Zamkowe. A tam... nie ma żadnego zamku. Jest za to monumentalny Pałac Biskupów Krakowskich i katedra. Wzgórze Zamkowe góruje nad całym miastem i to właśnie tam możemy się doszukiwać początków Kielc. Gdzieś w XII wieku przybyli na te tereny biskupi prosto z Krakowa i postanowili, że na tamtejszym wzgórzu wybudują swoją siedzibę i założą nowe miasto. Pałac Biskupi co prawda powstał dopiero w epoce baroku, ale mury bazyliki katedralnej jak najbardziej mogą pamiętać początki miasta. Dzisiaj podziwiamy przede wszystkim barokowe elementy katedry, natomiast może się ona również pochwalić wieloma pozostałościami stylu romańskiego. Katedra jest jednym z najważniejszych zabytków Kielc, ale to Pałac Biskupi przyciąga nieco bardziej wzrok. Obecnie w pałacu swoją siedzibę ma Muzeum Narodowe, więc jeśli kogoś interesują muzea, to myślę, że warto tam zajrzeć. Teraz jednak zapraszam Was na króciutki spacer po parku, który skrywa się po drugiej stronie pałacu. Stąd również możemy podziwiać elegancką elewację budynku.
Barok nie jest moim ulubionym stylem architektonicznym, rzekłabym nawet, że najmniej lubianym, więc nie mam nic przeciwko, że tak szybko opuszczamy Wzgórze Zamkowe. Raz idziemy spokojniejszymi ulicami miasta, później docieramy do nieco ruchliwszych arterii. Kielce w żaden sposób się nie wyróżniły, nie zachwyciły mnie szczególnie, niemniej jedno z miejsc wybiło się na tle innych, a mowa o Kadzielni.
Już sama nazwa Kadzielnia pobudza wyobraźnię, no bo czy ma to miejsce jakiś związek z kadzidłami? Cóż, jest to całkiem prawdopodobne, gdyż jedna z teorii twierdzi, że zioła rosnące na wzgórzu używano właśnie do wyrobu kadzideł. Kadzielnia jest wzgórzem, jest parkiem, jest centrum rekreacji, terenem dawnego kamieniołomu, a także rezerwatem. Gdybym tylko miała więcej zdjęć, to pewnie pokusiłabym się o stworzenie osobnego wpisu na temat tego miejsca, bo można by długo o nim opowiadać.
Stoimy sobie na szczycie wzgórza, skąd rozciąga nam się widok na cały park, a w tle piękna panorama. W dole dostrzegamy ścieżki, którymi przechadzają się spacerowicze. Jest też amfiteatr. I oczywiście najpiękniejsza rzeźba w tym miejscu, czyli Skałka Geologów - ostaniec objęty ochroną rezerwatu. Kadzielnia to skały wapienne, więc możemy się spodziewać jakichś jaskiń. Na terenie parku jest ich aż 25, a 3 z nich są udostępnione zwiedzającym. My nie mieliśmy czasu, żeby do nich zajrzeć, ale może o innej jaskini napiszę już niedługo.
Kielce nie stały się moim ulubieńcem. Nie planuję też powrotu. Doceniam jednak to miasto, bo na swój sposób jest ciekawe i można tam znaleźć perełki i moje ogólne wrażenia oceniam jako bardzo pozytywne. Być może miałam za mało czasu na indywidualną eksplorację i nie zdążyłam poczuć prawdziwego klimatu tego miasta. Jeśli byliście kiedyś w Kielcach, koniecznie podzielcie się swoimi odczuciami i doświadczeniami. Może się okaże, że jednak powinnam dać Kielcom jeszcze jedną szansę? Z pewnością powinnam wrócić do Świętokrzyskiego, bo jeszcze wiele miejsc czeka tam na odkrycie.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
W Kielcach byłam zimą jakieś 20 lat temu. Jechaliśmy dużą grupą do Zakopanego na narty i w Kielcach zatrzymaliśmy się w domu rodziców naszej warszawskiej przyjaciółki na obiad. Po biedzie ruszyliśmy w dalszą trasę, ale przedtem zrobiliśmy objazd po mieście i pamiętam, że Kielce mnie nie zachwyciły, może dlatego, że wtedy to były prawdziwe śnieżne i mroźne zimy, a na zaśnieżonych drogach dość tłoczno w czasie ferii. Później jeździliśmy już tylko objazdówką. Jednak trzy lata temu jadąc na południe Polski zatrzymaliśmy się w chęcińskim zamku tuż pod Kielcami. I już ruszaliśmy w stronę centrum, kiedy zadzwoniła przyjaciółka i powiedziała, że obiad stygnie... A ja miałam plan zwiedzenia w głowie. Dzisiaj dzięki Tobie wiem, że kiedy tylko nadarzy się okazja pójdę Twoim śladem na taka właśnie krótką wycieczkę, mimo, że miasto niezbyt przypadło ci do gustu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Na ochy i achy raczej nie ma co liczyć, ale ogólnie miasto jest dość przyjemne, więc warto dać mu szansę.
UsuńPozdrawiam
Byłam dawno, na wycieczce szkolnej, więc niewiele pamiętam. Tylko to, że miasto mnie nie zachwyciło. Ale czytam czasem o tym mieście na blogach i widzę, że wiele się zmieniło na lepsze. A Kadzielnia to miejsce pierwsza klasa z tymi pięknymi widokami. Super fotki Julka!
OdpowiedzUsuńWidzę, że wszyscy mają podobne opinie, że miasto nie zachwyciło. I wcale mnie to nie dziwi, bo nie ma tam super zabytków, ale mimo wszystko będąc w okolicy warto Kielcom dać szansę. Do Kadzielni to sama chętnie jeszcze raz się bym wybrała.
UsuńPozdrawiam :)
Nigdy nie byłam, nie planowałam. Pod wpływem wpisu sprawdziłam zbiory online muzeum kieleckiego. Może kiedyś przy okazji wyprawy w te strony zawitam do Kielc, ale myślę, że poprzestałabym na jednodniowej wycieczce. I też nie mam żadnych skojarzeń związanych z miastem. Może gdyby się jakieś pojawiły np literackie byłoby to zachętą.
OdpowiedzUsuńWszystkie Wasze komentarze potwierdzają, że Kielce wydają się być mało interesującym turystycznie miejscem. I rzeczywiście w porównaniu do innych polskich miast, niewiele się tam dzieje, ale będąc gdzieś w okolicy, przy okazji, warto do Kielc mimo wszystko zajrzeć ;) Jeśli chodzi o literackie skojarzenia, no to zdecydowanie Stefan Żeromski, który chodził tam do gimnazjum.
UsuńPozdrawiam
Obawiam się, że moje wspomnienia z tego miasta są jeszcze bardziej ubogie.🫣 W Kielcach byłam tylko raz, przejazdem i zwiedziłam jedynie dworzec PKP. Pamiętam, że na dworcu było wietrznie, choć to była pełnia lata i Scyzoryki - tzn. miejscowi patrioci, którym nie podobało się, że my tam również jesteśmy. Wszystko jednak dobrze się skończyło, bo nadjechał nasz pociąg.
OdpowiedzUsuńCzyli właściwie zwiedzanie Kielc klasyfikuje się do poprawki.😉
Z Twoich zdjęć i opowieści wynika, że jednak warto.
Serdecznie pozdrawiam.🤗🫶
No a ja na dworcu nie byłam :D Kielcom warto dać szansę, jak jesteśmy gdzieś w okolicy. Bo jeśli pojedziemy tylko tam i nastawimy się na same ochy i achy to niestety możemy się rozczarować. Co nie znaczy, że nie ma tam fajnych zakątków ;) Kadzielnia moim zdaniem najfajniejsza.
UsuńPozdrawiam
Z ogromną przyjemnością przeczytałam Twój spacer po Kielcach ❤️ To miasto jest wyjątkowo bliskie memu sercu, bo właśnie tam po raz pierwszy spotkałam się z moim chłopakiem (dziś już Mężem) więc mam z nim bardzo ciepłe wspomnienia ❤️. Ogromnie rozczuliły mnie zwłaszcza te kadry z parku, bo to jego uliczkami spacerowaliśmy, młodzi i zakochani tuż przed wyjazdem na studia do różnych miast ❤️ Dziękuję za te przypominajke, bo ja choć pochodzę z Mazowieckiego, to do Kielc miałam całkiem niedaleko, dlatego tym milej było wrócić tam myślami dzięki Twojej relacji ❤️
OdpowiedzUsuńI zgadzam się, że może nie jest to miasto, które od razu zachwyca, ale ma w sobie urok, klimat i to coś, który trzeba tylko dostrzec :)
Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za te piękną relacje :)
Masz piękne wspomnienia z Kielc, więc w ogóle się nie dziwię, że darzysz to miasto takim sentymentem. Może jeszcze kiedyś uda Ci się tam wrócić i na nowo przeżyć tamte chwile :)
UsuńPozdrawiam
W ogóle bym Cię o te Kielce nie podejrzewała ale fajnie, że Cię wzięło na wspominki. Nie mam z Kielcami żadnych skojarzeń i raczej się tam nie wybiorę ale z własnego doświadczenia wiem, że przy odrobinie dobrej woli w większości nawet nijakich miejsc uda się znaleźć coś, co warto uwiecznić na zdjęciach. No i nie zawsze muszą się dziać nie wiadomo jak wielkie rzeczy żeby fajnie spędzić czas, nawet w Kielcach 😃.
OdpowiedzUsuńCiepłe pozdrowienia z mroźnej krainy otulonej świeżą bielą.
Sama jestem zaskoczona i cieszę się niezmiernie, że nie jestem aż taka przewidywalna, jak by się mogło wydawać :D Kielce to raczej takie miasto duch w turystyce, niemniej mnie udało się dostrzec w nim jakiś urok. Nie polecałabym Kielc jako główny punkt podróży, ale przy okazji, myślę, że warto dać temu miastu szansę.
UsuńOtul się ciepło kocykiem i nie zmarznij w tej mroźnej krainie ;) u mnie dzisiaj bardzo wietrznie, ale plus tego jest taki, że pranie wyschło w mgnieniu oka :D
Na zdjęciach Twoich Kielce wyglądają fajnie. Może nie lubię dużych miast i hałasu, ale pałacyki, zamki, jeziora, skały to już tak. :) Odwiedziłabym, bo też czemu nie. Bardzo fajne fotografie zamieściłaś, takie moim zdaniem klimatyczne. Super czwartku Ci życzę. <3
OdpowiedzUsuńTeż nie jestem fanką miast, ale zdarza mi się niekiedy do nich zaglądać i wówczas staram się wyciągnąć z nich wszystko co najlepsze. Jak już kilka razy wspomniałam w komentarzach, nie warto planować wycieczki z myślą tylko o Kielcach, bo wówczas można się zawieść, ale jeśli byłabyś gdzieś w okolicy, to wtedy warto na chwilkę w Kielcach się zatrzymać. Myślę, że Kadzielnia by Ci się spodobała ;)
UsuńPozdrawiam cieplutko
Kielce są przepięknym miastem i też mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły. Kilka lat temu odwiedziłam - Ogród Botaniczny i byłam nim zachwycona. Koniecznie chcę odwiedzić Dawny Pałac Biskupów Krakowskich w którym znajduje się muzeum ponieważ w czasie wizyty w tum mieście było zamknięte.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiamy:)
Jeśli ktoś ma pozytywne nastawienie do danego miejsca, to zawsze uda mu się w nim znaleźć coś fajnego. Życzę Ci w takim razie kolejnej wycieczki do Kielc :)
UsuńPozdrawiam
Jak ten czas faktycznie leci… aż trudno uwierzyć, że 2021 to już „historia” 😅 Bardzo lubię takie powroty po latach – z dystansem, bez napinki i wielkich oczekiwań. Fajnie, że Kielce Cię pozytywnie zaskoczyły, bo to właśnie te miasta „bez hype’u” często okazują się najprzyjemniejsze na spokojny spacer. Park, Pałacyk Zielińskiego i Kadzielnia brzmią jak zestaw idealny dla kogoś, kto lubi zieloność i trochę ciszy w miejskim zgiełku. I w sumie podoba mi się ta szczerość na końcu – że było ok, ciekawie, ale bez wielkiego „wow”. Czasem tak właśnie ma być. A Świętokrzyskie faktycznie woła o dalsze odkrywanie...pozdrawiam serdecznie z mroźnej Norwegii 😉
OdpowiedzUsuńNawet nic nie mów. Ja serio nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Wydaje mi się, jakby to wszystko działo się wczoraj a nie pięć lat temu :D Od tamtego czasu Kielce pewnie też już zdążyły się trochę zmienić.
UsuńW Polsce mam jeszcze wiele do odkrycia, nie tylko w Świętokrzyskim, a czasu tak mało. Albo powiem inaczej, nie mało, a za szybko ucieka :D
Przesyłam pozdrowionka ze słonecznej Majorki (aczkolwiek w tym roku dość chłodnej)