Dzień 7: Estonia północna i jej osobliwości

Poza tym, że Tallin jest stolicą Estonii i jest niesamowicie urokliwym miastem, o Estonii nie wiedziałam nic. Nie miałam bladego pojęcia, które miejsca odwiedzić i czego w ogóle się spodziewać. Nasz plan był taki, żeby wypożyczyć samochód na kilka dni i objechać Estonię dookoła, bo w końcu nie jest to jakiś bardzo duży kraj. I to był strzał w dziesiątkę, bo zobaczyłyśmy wiele różnorodnych miejsc i odkryłyśmy różne oblicza tego niezwykłego kraju. Jeśli mam być szczera, to z tych czterech krajów, do których dotarłyśmy podczas naszej podróży (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa), Estonia podobała mi się najbardziej i mam nadzieję i Was zachęcić do odwiedzenia tego państwa, bo naprawdę warto. O Estonii mało się mówi w świecie turystyki, a jest to miejsce po prostu przepiękne.

Kwitnące migdałowce czyli wiosna na Majorce

Wszyscy wiemy, że Japonia to kraj kwitnącej wiśni, ale czy wiedzieliście, że Majorka to wyspa kwitnących migdałowców? To one są pierwszym zwiastunem wiosny w regionie i przynoszą nadzieję na cieplejsze dni i koniec krótkiej aczkolwiek dającej nieźle w kość zimy. I to właśnie im poświęcę dzisiejszy wpis.

Dzień 6: zachwytów nad Tallinem ciąg dalszy

Tak się zatraciłam w tej Majorce, że zupełnie zapomniałam o kontynuowaniu wpisów z podróży po północno-wschodniej Europie. A przecież miałam pisać o Tallinie, który tak bardzo mnie sobą zachwycił.

Dlaczego zakochałam się w Majorce?

Świat pewnie już od kilku dobrych dni jest pogrążony w walentynkowym szaleństwie. W Polsce zawsze było to bardzo wyraźnie widać. Na Majorce znacznie mniej, ale to nie znaczy, że tutaj się walentynek nie obchodzi. Mój stosunek do dnia zakochanych jest raczej neutralny, a to że dzisiaj piszę o miłości jest troszkę przypadkowe. Będę trochę wspominać swój pierwszy urlop na Majorce, który miał miejsce dokładnie cztery lata temu i pisać o mojej aktualnej relacji z tą wyspą. Pojawią się jakieś fajne zdjęcia, więc jeśli nawet nie interesuje Cię mój związek z Majorką i tak zapraszam do dalszej lektury. 

Zima na Kaszubach

W ostatnim czasie pogoda była tak ładna, że nie potrafiłam usiedzieć przed komputerem, żeby coś dla Was napisać. Każdą wolną chwilę wykorzystywałam na to, żeby łapać promienie słońca. No a druga kwestia to taka, że jak na razie, jeśli świeci słońce, na dworze jest cieplej niż w mieszkaniach a ja nie chciałam marznąć, to też wychodziłam ile się dało. Tym samym cały mój plan aktywnego pisania legł w gruzach i zamienił się w spacery i słuchanie audiobooków, do których się przekonałam całkiem niedawno. Na dzisiaj też był plan, żeby zrobić sobie kolejną wycieczkę rowerową, ale jest troszkę niemrawo za oknem i zamiast ryzykować, że zmoknę, piszę.

instagram