Ses Fonts Ufanes ~ pomnik natury, który pojawia się i znika kiedy ma na to ochotę


Po ostatnim trekingu do wodospadu des Freu byłam przerażona ilością ludzi w górach w weekend, więc następną wycieczkę zorganizowałam sobie w miarę możliwości w tygodniu. Fajnie, że mam przedpołudnia wolne i mogę je wykorzystać na jakieś spacery, niestety mam zaledwie 4 godziny, więc wycieczki na drugi koniec wyspy raczej odpadają, długie szlaki niestety też. Na szczęście jest jeszcze kilka miejsc w okolicy, które można odwiedzić nie mając zbyt wiele czasu. 





Tamtego dnia wybrałam się do Campanetu. Chciałam zobaczyć miejsce, o którym wspominał lokalny przewodnik po najstarszym kościółku na Majorce. Ses Fonts Ufanes od 2001 znajduje się na liście pomników natury. Jest to podziemne źródło, które po ulewnych deszczach przepełnia się i woda wypływa na powierzchnię wypełniając koryto potoku Teló. 




Cud natury jakim jest źródło podziemne Ses Fonts Ufanes znajduje się tuż obok świątyni Sant Miguel. Spacer jest niedługi i niewymagający, praktycznie dla każdego. Niestety nie o każdej porze można wspomniany cud natury zobaczyć. 

Ses Fonts Ufanes jest jedynym tego typu źródełkiem na Balearach. Przez większą część roku zupełnie suchym. Jednak gdy deszcz pada przez kolejnych kilka dni w takich ilościach, że woda kumuluje się w okolicach szczytu Tomir, wówczas spływa ona podziemnymi tunelami w okolice źródła i w momencie jego przepełnienia, wypływa na powierzchnię z prędkością osiągającą 3 m/s, ale zdarzały się również wyjątki, kiedy to prędkość znacznie przekroczyła normę i niekiedy woda spływała nawet z prędkością 100 m/s. Woda dociera do potoku Sant Miquel a później łączy się z innymi kończąc swoją podróż gdzieś na terenie Albufery. Brzmi niesamowicie, prawda? Niestety nie widziałam tego na własne oczy, więc pokażę Wam jedynie suche koryto :( 




Wydawałoby się, że po kilku deszczowych dniach i przede wszystkim wskutek topniejących śniegów w górach, źródło powinno się wypełnić. Niestety jednak za mało było tej wody i koryto Teló było suche jak pieprz. Sąsiedni potok Biniatró też był wyschnięty. Natomiast w torrente de Sant Miquel woda płynęła. I to właśnie ten strumień zobaczyłam wchodząc na teren parku, więc założyłam, że Fonts Ufanes będą miały czym się pochwalić. Ale nie ja jedna się zawiodłam. Znacznie więcej osób zdecydowało się tego dnia zrobić sobie spacer u podnóża Tramuntany. A ja myślałam, że będę tam sama...




Ponieważ wytrysk wody w tamtym miejscu jest bardzo rzadkim zjawiskiem, gdy już do niego dochodzi, w lesie robi się naprawdę tłumnie. Każdy chce to zobaczyć. Tym bardziej, że aby tam dotrzeć, wcale nie trzeba się jakoś specjalnie męczyć. Od parkingu przy kapliczce to jakieś 15-20 minut spacerkiem. A cała wycieczka zajęła mi z godzinkę, a i tak zeszłam na chwilę z głównego szlaku, bo zamierzałam sobie zrobić znacznie dłuższy spacer, niestety na przeszkodzie stanęła mi zapora i nie miałam ochoty się wspinać, żeby jakoś ją obejść. Może innym razem.   





Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że byłam tam w poniedziałek, a tego samego tygodnia w piątek woda wypłynęła na skutek ulewnego deszczu. Takie oto miałam szczęście... 

Powered by Wikiloc

Na szczęście i sam spacer jest bardzo przyjemny. Poza tym w okolicy jest kilka ciekawych (tak przynajmniej mi się wydaje) szlaków trekkingowych, które mam nadzieję kiedyś przejść. Mam okropnie dużo planów, a czasu na to wszystko tak niewiele. W dodatku wszystko jest też uzależnione w dużej mierze od pogody. No ale nie o planach teraz chciałam pisać, a o tym, co poza tym wyschniętym potokiem można tam zobaczyć. Tuż obok miejsca wytrysku wody ze źródełka stoi coś na wzór szałasu. Jest to nic innego jak chata węglarza (choza del carbonero), czyli osoby zajmującej się produkcją węgla drzewnego. Węglarze budowali je prowizorycznie w miejscach, w których zbierali materiały do produkcji węgla, używając do tego materiałów znalezionych w okolicy oczywiście. Najczęściej były to szałasy zbudowane na planie koła, z jednym wejściem i bez okien. Stawiano kamienny murek a dach wykonywano z gałęzi i/lub liści. Wewnątrz mogła się znajdować jakaś półeczka lub niewielka spiżarka. 




Chociaż nie zobaczyłam Ses Fonts Ufanes w całej swojej krasie, bardzo przyjemnie spacerowało mi się po tamtym lesie. Śpiew ptaków. Poza tym cisza przerywana jedynie spokojnym szumem wiatru. Kamienie i pnie drzew porośnięte soczystym mchem. Momentami miałam wrażenie, że znajduję się w jakimś słowiańskim lesie. 




W ogóle przygotowałam ten post w nagłym przypływie weny i już właściwie chciałam go publikować, a potem stwierdziłam, że to nie ma sensu, no bo co ja Wam pokażę? Wyschnięty strumień? Trochę lasu? Przecież nie zobaczyłam tam tego, po co tam szłam. Lecz po moim ostatnim nieudanym trekkingu na Puig de Sant Salvador zdałam sobie sprawę, że porażki też się przytrafiają i nie ma w tym nic złego. W czasie podróży nie zawsze trafiamy na idealną pogodę i niekiedy miejsca, które jawiły nam się jako rajskie, okazują się beznadziejne, bo np. pada albo jest mgła i nic nie widać. Nie znaczy to jednak, że niczego nie doświadczyliśmy. Każda wyprawa jest ważna. Każda wyprawa coś w nas kształtuje. Każdą jest fajnie wspominać. O każdej warto opowiadać. Dlatego właśnie zdecydowałam, że jednak pokażę Wam ten wyschnięty strumień. Pomimo że woda ze źródełka nie wypłynęła, ja i tak miło spędziłam tamten poranek spacerując sobie leśnymi ścieżkami. Pewnie jeszcze tam wrócę i może wtedy uda mi się zobaczyć ten niezwykły cud natury. 





Pewnie już zdążyliście zauważyć, że trochę się pozmieniało na blogu. Wciąż jednak dopracowuję szczegóły, więc jeśli macie jakieś uwagi, pomysły, to koniecznie piszcie. Może zauważyliście jakieś błędy, niedociągnięcia, których ja nie wyłapałam, dajcie znać. To, że zdjęcia są przesunięte już zauważyłam, pracuję nad tym, ale nie wiem w czym dokładnie tkwi problem, więc trochę naprawiam to po omacku. Na dniach powinno także pojawić się logo. 



Komentarze

  1. Świetnie napisane. Właśnie dlatego ten wpis jest tak ciekawy że woda nie płynęła - mamy na sieci całe terabajty pięknych widoczków, uśmieszków, słoneczka, plaż itp. chłamu - jest ciekawie gdy widać suche koryto - takich zdjęć jest zdecydowanie mniej.

    A nowa forma bloga jest OK!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W internetach pokazuje się to co piękne i idealne, ale każdy chyba wie, że świat wcale idealny nie jest. Tylko, że potem boimy się publicznie przyznać do jakiejś porażki, no bo co też ludzie powiedzą? oni wszyscy są przecież tacy idealni...

      Usuń
  2. Też byłam zdumiona faktem, że źródło było wyschnięte, wszak pora zimowa i raczej mokra. Spodziewałabym się raczej zobaczyć płynącą wodę. Musisz się wybrać jeszcze raz po ulewnych deszczach aczkolwiek czasu masz mało bo wiosna blisko.
    Wyschnięty strumień nie był wyznacznikiem udanego przedpołudnia. Klapa? Rozczarowanie? Pech? Nic z tych rzeczy. Spędziłaś fajnie czas, zebrałaś coś nowego na bloga, zobaczyłaś nowe miejsce ( i co z tego, że nie w takiej formie jak się spodziewałaś ). To jakie plany na weekend?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pora zimowa nie jest niestety równoznaczna z tym, że mokra. Ja liczyłam na wodę, bo dwa dni wcześniej, gdy byłam nad wodospadem, to tam woda była. Ale zdaje się, że źródełko potrzebuje znacznie większych ilości wody. A wiosną właśnie może padać, więc chyba jeszcze nic straconego ;)

      Plany na weekend były. Przed chwilą sprawdzałam prognozę pogody i jakoś specjalnie się nie zdziwiłam, że będzie wietrznie a temperatura znacznie niższa. Co zrobić? Będę musiała się opatulić i przeć na przód. Jeśli się uda, to będzie trochę wybrzeża i Majorki centralnej. W obu miejscach już byłam, choć na blogu jeszcze o nich nie pisałam, a teraz chcę je zobaczyć od innej strony.

      Usuń
  3. Spacer w takich okolicznościach natury zawsze jest cudny i relaksujący. Nawet jeśli ogląda się tylko zdjęcia. Na Twój blog zwróciłam uwagę całkiem niedawno, bo spodobała mi się jego szata i zdjęcia. Potem również treść. Dla mnie jest wszystko ok. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już w ogóle o poranku, spacer dostarczył mi energii na cały dzień. Cieszę się, że trafiłaś na mojego bloga i zostałaś na dłużej :) Mówią, że niby szata nie zdobi... A jednak haha
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Que gran paseo. Algunas de tus fotos psrecen los trochas y caminos que hacemos por Béjar. Grandes fotos.
    Buen lunes Jula.Cuídate.
    Un abrazo.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas tez ludzi w lasach, na szlakach , teraz na naturalnych lodowiskach (jeziorach) bo miejskie lodowiska niestety zamknięte. Ludzie łażą gdzie się da i gdzie ich nogi i oczy poniosą. Super wycieczka, fajbie doladowujaca i pozytywnie nastają na kolejne dni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nic innego nie można robić, to wyjście w teren jest najfajniejszą opcją, a już w ogóle, gdy pogoda dopisuje. Jakby otworzyli bary, restauracje i centra handlowe, to by nie były takich tłumów na szlakach...
      To był bardzo spokojny i niedługi spacer, ale naprawdę miło było w ten sposób rozpocząć dzień. Niestety nie zawsze mogę sobie na takie poranne eskapady pozwolić.
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram