Marzenie o Edynburgu spełnione

Kilka dni temu wróciłam ze wspaniałej podróży i chociaż prozaiczne obowiązki dopadły mnie jak tylko otworzyłam drzwi mieszkania (bo przecież pranie trzeba zrobić, zakupy, bo lodówka pusta, posprzątać, bo kurz przez ten tydzień zdążył się zadomowić...), nadal trzymają mnie ogromne emocje, które sprawiają, że chciałabym Wam opowiedzieć wszystko teraz zaraz, a jednocześnie nie wiem od czego zacząć, żeby ta opowieść miała ręce i nogi. Odwiedziłam przepiękne miejsca. Spotkałam się z cudownymi ludźmi. Spędziłam niezapomniany czas i odhaczyłam kolejne marzenie, które od bardzo dawna czekało na swoją kolej.

W zeszły weekend byłam w Szkocji, jeszcze kilka dni temu w Anglii, a dzisiaj nadaję do Was z Majorki. Żyjemy w dziwnych czasach, moglibyśmy na wiele kwestii narzekać, ale fakt, że świat jest otwarty i dostępny, jest wspaniały i cieszę się ogromnie, że żyję w takim momencie historii, że mogę bez większych przeszkód spełniać swoje marzenia. A jednym z nich była właśnie podróż na wyspy brytyjskie. Anglia od zawsze mnie przyciągała, a od kilku lat również Szkocja mnie do siebie przywoływała i nawet intensywnie sprawdzałam połączenia lotnicze, ale zawsze  coś było na przeszkodzie. Aż do teraz. Wreszcie się udało i mogę głośno powiedzieć, że byłam w Edynburgu!

Decyzja o wspólnym wyjeździe do Szkocji zapadła tak szybko jak szybko padła propozycja. Szybko z Monią zgrałyśmy terminy, kupiłyśmy bilety, zarezerwowałyśmy apartament i z niecierpliwością czekałyśmy na ten wielki dzień. Planów bardziej szczegółowych nie miałyśmy. Dopasowałyśmy się jeśli chodzi o styl zwiedzania i obie byłyśmy zadowolone ze zwyczajnego szwendania się po mieście i nieśpiesznego odkrywania urokliwych zakątków. Ale zanim w ogóle w Edynburgu się spotkałyśmy, to ja przeżyłam małe zwątpienie i zastanawiałam się, czy i tym razem nie będę musiała przełożyć w czasie tej szkockiej przygody... Dzień przed wylotem sprawdziłam sobie wszystkie możliwości dojazdu na lotnisku i wydawało mi się, że wybrałam najlepszą i najszybszą opcję, bo po prostu bezpośredni autobus ode mnie z miasteczka na lotnisko, w dodatku taki pośpieszny, który zatrzymywał się tylko na jednym przystanku po drodze. Zarezerwowałam go sobie, bo jako że jest to autobus ekspresowy bez rezerwacji może się okazać, że w ogóle do mojego miasteczka nie wjedzie. No i tak się zastanawiałam czy by przypadkiem nie zarezerwować wcześniejszego. Na wypadek gdyby mimo rezerwacji nie przyjechał, miałabym wystarczająco dużo czasu, żeby dojechać w inny sposób, ale wówczas byłabym na lotnisku dużo za wcześnie, więc jednak zdecydowałam się na opcję, gdzie na lotnisko miałam dotrzeć na 2h przed wylotem, czyli idealnie. No, ale jak to ostatnio bywa w przypadku moich podróży samolotowych, zawsze coś... Tym razem korek na autostradzie i zamiast jechać 50 minut jechałam jakieś 2 godziny. Początkowo byłam spokojna, ale gdy czas się kurczył, a my żółwim tempem posuwaliśmy się do przodu moje nadzieje, że zdążę zaczęły maleć. Byłam wkurzona, bo nic nie mogłam zrobić. Monia siedziała już w swoim samolocie, a ja nadal w korku. Ale potem sobie pomyślałam: będzie co ma być i jakoś lżej mi się zrobiło. Koniec końców zdążyłam. Przebiegłam całe lotnisko w rozwiązanych butach, bo po kontroli nie chciałam tracić czasu na wiązanie i dotarłam do bramki w momencie jak już wpuszczali do samolotu. Na szczęście po tym jednym incydencie, dalej wszystko szło już sprawnie, zdążyłam na przesiadkę w Barcelonie i bezpiecznie wylądowałam w Edynburgu. W tamtym momencie byłam tak otumaniona szczęściem i ekscytacją, że jeszcze przez kolejnych kilka godzin nie mogłam uwierzyć, że naprawdę dotarłam do Szkocji.

Z lotniska do naszego apartamentu jechałyśmy piętrowym autobusem, a nawet dwoma. W dodatku jechały po "złej" stronie ulicy i jakoś nikogo to nie dziwiło. Nasze mieszkanko okazało się uroczym domkiem w iście brytyjskim stylu. Pachniało przygodą, która właśnie się rozpoczynała.

Ponieważ w Edynburgu spotkałyśmy się późnym popołudniem, na ten dzień nie miałyśmy już żadnych planów eksplorowania miasta. Wybrałyśmy się natomiast do supermarketu na zakupy i tam przechadzałyśmy się sklepowymi alejkami niczym po muzeum albo jakiejś galerii sztuki. Wszystko było takie inne i niezwykłe. Chciałam spróbować wszystkiego. Tam znalazłyśmy chipsy bekonowe, których smak pamiętam z dzieciństwa, a których w Polsce już nie można kupić, na Majorce też takich nie uświadczysz. Oczywiście do koszyka wpadły również typowe szkockie specjały, jak chociażby cholernie słodkie ciasteczka karmelowe shortcake, za którymi już tęsknię, chociaż wcale nie jestem fanką bardzo słodkich specjałów.

Wieczór był spokojny. Noc pozwoliła wypocząć po długiej podróży. Dopiero rano, gdy się obudziłam, uświadomiłam sobie, że ta szkocka przygoda dzieje się naprawdę. Rozsunęłam zasłony, za oknem ponuro i deszczowo, a ja się uśmiecham sama do siebie, bo od dawna o tej Szkocji marzyłam i nareszcie marzenie się spełniło, więc nawet kiepska pogoda nie była w stanie popsuć mojego dobrego humoru. Później to nawet świat się zaczął cieszyć, bo pogoda okazała się niezwykle dla nas łaskawa.

Pojechałyśmy do centrum i jak tylko wysiadłyśmy z autobusu dopadły mnie pierwsze zachwyty. I to wcale nie były zachwyty nad zamkiem położonym na skalnym wzgórzu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to malutki cmentarz i to właśnie tam skierowałyśmy pierwsze kroki. Kto czyta mojego bloga trochę dłużej, to już wie, że ja uwielbiam odwiedzać cmentarze, a już w szczególności te stare z długą historią i omszałymi nagrobkami. Ten właśnie taki był.

Eksplorowanie Edynburga zaczęłyśmy na spokojnie. Po prostu szłyśmy przed siebie, w kierunku, który podpowiadała nam intuicja. Oczywiście co chwilę się zatrzymując na zdjęcia. Przywiozłam ich z tej wyprawy mnóstwo, a i tak w trakcie wyjazdu usuwałam te mniej udane. Między innymi przez ilość tych zdjęć na razie idzie mi dość opornie przygotowanie tego wpisu. Siedzę nad nim odkąd przyleciałam do domu. W sumie pisanie to pikuś, ale potem wybór zdjęć będzie prawdziwym wyzwaniem. Jednak fakt, że Monia już zdążyła wrzucić na swojego bloga pierwszy wpis z tej podróży, jest dla mnie ogromną motywacją, żebym i ja pokazała jak to wyglądało z mojej perspektywy. Chociaż za bardzo w opiniach nie będziemy się różnić, bo obie byłyśmy zachwycone Edynburgiem. Ja to w ogóle jak tego pierwszego dnia się obudziłam, już zaczęłam planować powrót do Szkocji. Nie wiem kiedy on nastąpi, ale bardzo bym chciała do Szkocji wrócić, bo czuję, że ten kraj skradłby moje serce. Zamiast jednak skupiać się na jeszcze niespełnionych marzeniach, skupmy się na tym, co już się ziściło.

Z tamtego cmentarza, dalej parkiem, potem uliczkami pnącymi się w górę, dotarłyśmy pod zamek. Ilość ludzi jak na luty była zaskakująca. Absolutnie nie spodziewałam się takich tłumów. Fakt, pogoda dopisała, bo chociaż rano padało, potem przestało i było całkiem przyjemnie. Poza tym zaczynał się weekend. Ale i tak nie sądziłam, że będzie tam tylu turystów, że jeszcze przed południem wszystkie bilety na zamek zostały wyprzedane. W planie nie miałyśmy wizyty w środku, więc nie bardzo się zmartwiłyśmy, a widoki sprzed wejścia na dziedziniec też były niczego sobie.

Potem powolutku ze wzgórza zamkowego sobie schodziłyśmy rozkoszując się klimatem najważniejszej ulicy (właściwie ciągu ulic) w Edynburgu, czyli Królewskiej Mili (Royal Mile). To ona tworzy centralną część starówki i jednocześnie jest najstarszą ulicą w mieście. Skupia na sobie cały ruch turystyczny. I choć odchodzą od niej inne mniejsze uliczki oraz słynne close czyli niepozorne wąskie korytarzyki prowadzące do ukrytych dziedzińców czy sąsiednich ulic, to właśnie na Royal Mile najwięcej się dzieje. Mnóstwo tam sklepików z pamiątkami i lokalnymi wyrobami. Wiele restauracji i pubów. Kościoły, muzea i atrakcje turystyczne. A nawet siedziba Sądu Najwyższego Szkocji. Nie zabrakło również ulicznych artystów, w tym szkockich dudziarzy, którzy ludową muzyką umilali nam spacer. Właściwie to można by tam spacerować cały dzień a i tak nie starczyłoby czasu, żeby zobaczyć wszystko, dlatego dobrze się stało, że na Edynburg przeznaczyłyśmy więcej niż jeden dzień. A tymczasem ruszyłyśmy poza ścisłe centrum na punkt widokowy nad miastem.

Po drodze wdepnęłyśmy na kolejny ciekawy cmentarz, skąd również rozciągały nam się niesamowite widoki, aż wreszcie dotarłyśmy na szczyt Wzgórza Caltona (Calton Hill). Wzgórze charakteryzuje się neoklasycystyczną zabudową. Ciekawie to wygląda, muszę przyznać. Trochę tak jakbyśmy nagle znalazły się na akropolu. Chociaż i tak najbardziej zachwycające były widoki na miasto.

Tam niestety pogoda nieco zaczęła nam się psuć, bo zerwał się nieprzyjemny wiatr, a niebo zasnuło się chmurami. Jak potem stamtąd zeszłyśmy, zaczęło padać. Na szczęście deszcz nie był w stanie zepsuć nam humorów, bo i tak w planie miałyśmy usiąść sobie gdzieś na obiad i tym samym przeczekałyśmy najgorszy moment. A na obiad zjadłyśmy okropnie tłuste kanapki z szarpaną wieprzowiną. Jako dodatek do kanapki odważyłam się i zamówiłam sobie haggis, choć odkąd pamiętam, zarzekałam się, że nigdy tego nie zjem. Trochę taka nasza kaszanka, więc spoko. Właściwie w tej kanapce nawet tego haggis za bardzo nie dało się wyczuć.

Gdy już deszcz zelżał, kontynuowałyśmy eksplorację najstarszej części Edynburga i udałyśmy się na najbardziej instagramową ulicę, czyli Victoria Street. Poza tym, że jest to chyba najbardziej kolorowy zakątek miasta i najczęściej fotografowany, jest to też ciekawostka architektoniczna, bowiem Victoria Street jest ulicą piętrową. Można spacerować dołem lub górą tarasami. Jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam takiego rozwiązania. Co więcej spacer tą ulicą jest emocjonującymi doświadczeniem dla fanów Harry'ego Pottera, bowiem Victoria Street była inspiracją dla słynnej czarodziejskiej Ulicy Pokątnej. Nawiązania do Harry'ego Pottera zauważamy niemalże na każdym kroku i wielu właśnie zwiedza Edynburg śladami powieści o młodym czarodzieju. Sama jestem ogromną fanką Harry'ego Pottera, ale teraz z racji na towarzystwo, powstrzymałam się; poza tym kolejki do oficjalnych sklepików były o każdej porze dnia bardzo długie, a my skrupulatnie starałyśmy się tłumy unikać, choć jeszcze raz powtórzę, było to wyjątkowo trudne.

Z Victoria Street przeszłyśmy na kolejną ciekawą ulicę, tym razem charakteryzującą się bardzo bogatym życiem nocnym. Na Grassmarket znajdziemy mnóstwo restauracji i pubów, w tym najstarszy pub w mieście, czy najmniejszy bar w całym Edynburgu. Oczywiście potem się okazało, że te tytuły nosi więcej niż jeden pub, więc pewnie są one głównie chwytem marketingowym dla przyciągnięcia klienteli. Chociaż na brak klientów żadna z miejscówek na Grassmarket nie mogła narzekać. Same próbowałyśmy tam wieczorkiem znaleźć jakiś wolny stolik, ale wszystkie bary były pełne. Może dobrze się stało, bo potem trafiłyśmy nieco przypadkiem do świetnego pubu z niesamowitą szkocką atmosferą i to w dodatku w samym centrum starówki, bo na Royal Mile. Kiedy tam weszłyśmy, nie było tam wielu ludzi, więc się zastanawiałyśmy na ile jest to miejsce godne uwagi. Okazało się, że trafiłyśmy idealnie. Ceny niewygórowane. Smaczne napoje, również te alkoholowe. Nawet przekąski były pyszne. A dla zwieńczenia wieczoru folkowa muzyka na żywo. No czego chcieć więcej?

Chociaż wpis nie należy do najkrótszy, muszę się Wam przyznać, że to tylko streszczenie naszego pierwszego dnia w Edynburgu. Troszkę nie wiedziałam jak się zabrać za ten wpis. Czy tylko na szybko sklecić kilka zdań podsumowujących cały wyjazd? Czy może od razu z gruber rury opisać cały nasz pobyt w szkockiej stolicy? Postawiłam na coś pomiędzy. Następny wpis z Edynburga będzie bardziej szczegółowy, pokażę Wam kolejne magiczne kadry i mam tylko nadzieję, że Was nie zanudzę. Ja póki co jestem pod tak ogromnym i oczywiście pozytywnym wrażeniem tego miasta, że mogłabym o nim opowiadać całymi godzinami.

Komentarze

  1. Dziękuję Ci Julka za ten wpis, który jak wiesz czytałam na raty bo pociły mi się oczy. Już teraz rozumiem dlaczego tyle czasu zajęło Ci pisanie tekstu a najpierw uporządkowanie emocji. Pięknie ujęłaś to co sama czuję po naszej szkocko - angielskiej przygodzie tylko ja jakoś w ogóle nie pamiętam że czasem padało bo w moich wspomnieniach non stop zachwycam się pogodą. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, że z entuzjazmem zareagowałaś na pomysł żeby towarzyszyła nam Vanesa, dla Niej to też były super dni. Nasze pierwsze zakupy dla mnie też były frajdą, o ile dobrze pamiętam z normalnego jedzenia kupiłyśmy chyba tylko masło, wędliny, chleb i pomidory 😛.
    Miałyśmy wielkie szczęście, że mogłyśmy spełnić nasze marzenie o Edynburgu. Ty od dawna planowałaś, ja planowałam i miałam być w maju ubiegłego roku ale los miał dla nas obu inne plany i właściwy czas był właśnie teraz.
    Nawet mi nie przypominaj o tym stresie, że mogłaś nie dolecieć, cieszę się że się udało i jeszcze zrobiłaś piękne zdjęcia z samolotu.
    Mam już dla nas naszkicowany plan kolejnej szkockiej przygody, ruszymy ku dziczy, klifom, wsiom i kudłatym krowom a wieczory będziemy spędzać w pubach z lokalsami, pijąc szkocką whisky którą jak się ostarnio okazało obie jednak lubimy 😀.
    Ściskam Cię Kochana mocno i tęsknię za Tobą, mam nadzieję że spotkamy się niebawem. Pisząc ten komentarz też delikatnie pochlipuję a mam zamiar przeczytać go jeszcze raz. Albo i dwa🥰. I proszę pisz regularnie bo uwielbiam wenę, która Ci od jakiegoś czasu towarzyszy. Jestem Twoją najwiekszą fanką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszam się. Musiałam chwilę ochłonąć po przeczytaniu Twojego komentarza. Nie wydawało mi się, żeby ten wpis był aż tak uduchowiony, ja tylko napisałam jak było :P A było wspaniale. Życie jest nieprzewidywalne, ale jak widać, wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Serio, ja nigdy nie sądziłam, że do Edynburga pojadę akurat z Tobą, a tu proszę, taka niespodzianka i było super! Wierzę, że to nie ostania wspólna przygoda.
      Pozdrawiam moją największą fankę ;) Gdyby nie ty, to pewnie dalej ślęczałabym nad tym wpisem, ale wiedziałam, że wyczekujesz go z niecierpliwością, więc się zawzięłam i jest. Ściskam

      Usuń
  2. Dzięki ci Julka za te piękne edynburskie kadry. Nie udało mi się z Wami wyjechać, ale całym sercem byłam tam z Wami. Większość miejsc pamiętam z mojego wyjazdu i z przyjemnością pospacerowałam tam jeszcze raz. Takiego piękna nigdy za wiele. Pozdrawia jeszcze jedna wielka fanka:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, że tym razem nie mogłaś do nas dołączyć, ale na pewno będą jeszcze inne okazje :) Edynburg jest zachwycającym miastem, ale to już przecież dobrze wiesz.
      Pozdrawiam kolejną wielką fankę :)

      PS. Zaczynam czuć się jak jakaś gwiazda :D

      Usuń
    2. Właśnie tak powinnaś się czuć! Tylko bez zbytniej przesady:)))

      Usuń
  3. Lubię to miasto, nie żebym tam była. Oglądam na YT kanał Shwana Explores i tam zwiedzam z nią to magiczne miasto i jego okolice. Miałyście cudną wycieczkę, tyle zobaczyłyście w jeden dzionek. Ogrom pięknych zdjęć i emocji. Kiedy czytam tak przesiąkniete emocjami teksty, sama czuję, jakbym tam była i przeżywała to wszystko. Cieszę się razem z Wami i na kolejne posty z tego magicznego miasta, bo ma ono w sobie coś...skoro nawet tam inspiracje do Harrego powstawały 🥰
    Uściski wielkie. 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci z całego serca, żebyś kiedyś zobaczyła to miasto na własne oczy i poczuła na własnej skórze jego niepowtarzalny klimat. Edynburg świetnie się prezentuje na filmach, jest bardzo fotogeniczny, ale też na żywo ma mnóstwo uroku. Nawet niespodziewane tłumy turystów nie zepsuły pozytywnego efektu. Było wspaniale.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Bardzo miło wspominam Edynburg i chętnie bym tam wróciła. Podobnie jak Tobie spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, od wejścia na facjatkę mojego pensjonatu, przez pierwszy spacer na Royal Mile i pierwszy look na wyłaniający się z mgły pomnik królewskich szarych szkotów i ta atmosfera referendum dotyczące pozostania w unii z Wlk Brytanią. Przypomniałaś mi cmentarz, o którym zapomniałam, a mam nawet jakieś zdjęcie z tego cmentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edynburg jest miastem wyjątkowym. Chyba nie ma osoby, której by to miejsce nie zauroczyło. Życzę Ci, żebyś jeszcze kiedyś tam wróciła.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Najlepsze w takich wyjazdach jest właśnie to spokojne włóczenie się bez sztywnego planu – wtedy często trafia się na najciekawsze miejsca i momenty. No i ta historia z dojazdem na lotnisko… chyba każdy, kto trochę podróżuje, ma przynajmniej jedną taką akcję z sercem w gardle. Najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze i przygoda mogła się zacząć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, wcale nie trzeba mieć dopracowanego planu zwiedzania i lokalnego przewodnika, żeby dobrze się bawić podczas podróży. Pewnie jakieś fajne miejsca przez to przegapiłyśmy, ale niczego nie żałuję, bo to była wspaniała wycieczka.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Pełna emocji opowieść z podróży i wzruszające wspomnienia blogowych Przyjaciółek. Pozdrawiam serdecznie :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z tych podróży, która na bardzo długo pozostanie ze mną. Było wspaniale.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Julka, od samego początku była to podróż pełna emocji; dobrze że udało się dotrzeć na czas. Do Anglii jakoś nigdy mnie nie ciągnęło, ale Szkocja gdzieś tam się snuje po głowie... Więc cieszę się, że mogłaś spełnić swoje marzenie i razem z Moniką niespiesznie, bez planu eksplorować Edynburg. Na tej głównej ulicy ciekawy kontrast tworzą te szare, kamienne mury z wielokolorowymi fasadami budynków z przodu. No i słuchanie i oglądanie dudziarza na żywo!
    Też bardzo lubię zwiedzać stare cmentarze, tam kryje się mnóstwo historii. Pozdrawiam i zabieram sie do czytania drugiej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja zawsze chciałam do Londynu i nadal tam nie dotarłam, ale podejrzewam, że nie byłabym tak zachwycona jak Edynburgiem. To miasto postawiło poprzeczkę bardzo wysoko. A na Szkocję taką bardziej dziką nadal mam ogromną ochotę. Jestem pewna, że ten kraj by mnie totalnie zauroczył.
      Towarzystwo podczas tej podróży miałam wspaniałe, więc ten niepewny początek podróży był jeszcze bardziej stresujący, bo tu nie tylko o podróż samą w sobie chodziło, ale też o spotkanie z Monią. Na szczęście zdążyłam na samolot i przeżyłam jedną z fajniejszych podróży mojego życia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Przepiękna wycieczka, niezapomniane widoki! Nigdy nie byłe w Wielkiej Brytanii, wiem, że tam można by spędzić miesiące i codziennie odkrywać przepiękne widoki. Europa (obecnie) ma tę ogromną zaletę, że istnieje łatwość podróżowania i odległości nie są jakieś astronomiczne, a do wielu (większości?) miejsc można dojechać pociągiem.

    Chociaż lotnisko jest ode mnie niedaleko (rekord to 13 minut samochodem), zawsze przyjeżdżam 3 godziny przed odlotem i zabieram ze sobą dobrą książkę--mój znajomy, zawodowy kierowca limuzyny, kilka razy nie był w stanie na czas dowieźć pasażerów z powodu korków/wypadków na autostradzie--po prostu wszystko stało przez kilka godzin. W 2024 roku zdarzyła mi się okropna historia, gdy leciałem z Minneapolis do Toronto: odebrała mnie z domu taksówka, bagaże włożyłem do bagażnika-i gdy przyjechaliśmy na lotnisko, szok: nie ma mojego plecaka, w którym były najcenniejsze rzeczy: aparaty fotograficzne (i karty pamięci ze zdjęciami), kamery, komputer i cała inna elektronika! Okazało się, że gdy taksówka odjeżdżała z pod domu, bagażnik nie był całkowicie zamknięty i wtedy mój plecak wyleciał na ulicę. Oj, przeżyłem wtedy dużo stresu, bo chociaż firma pewnie finansowo zrekompensowałaby moją stratę, pieniądze nie są w stanie pokryć pewnych rzeczy.

    Pozdrawiam i życzę dużo podobnych wycieczek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to historia z tym plecakiem. Różne rzeczy się zdarzają w podróży i warto być przygotowanym, no ale wszystkiego nie jesteśmy w stanie przewidzieć i wówczas spokój i pogodzenie się z losem to najlepsze, co może nam pomóc opanować stres i zdenerwowanie. Oby jak najmniej takich przykrych historii nam się przytrafiało.
      Jeśli będziesz miał kiedyś okazję być w Europie, to koniecznie zahacz o Edynburg, bo to jest naprawdę przepiękne miasto. O całej Szkocji się nie wypowiadam, bo jeszcze nie miałam okazji zobaczyć peryferii, ale przeczuwam, że może to być naprawdę piękny kraj przede wszystkim pod względem krajobrazów.
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram