Manacor - najnudniejsze miasto na mapie Majorki?

Na Majorkę nareszcie zawitała jesień. Tak jak jestem osobą ciepłolubną, tak w tegoroczne lato mnie wykończyło. Nie dość, że pracy było mnóstwo, to jeszcze te upały, które nie chciały odpuścić. Jak długo mieszkam na Majorce, tak gorącego lata jeszcze nie było. Toteż tym razem naprawdę z niecierpliwością czekałam na jakiś deszcz, albo choćby najmniejszą chmurkę. No i jak tylko zrobiło się przyjemniej, wróciła mi ochota, żeby ponownie wyspę zacząć eksplorować. Ponieważ o najpopularniejszych miejscach sporo już tutaj pisałam, dzisiaj zabiorę Was do miasta, gdzie mało który turysta dociera, no chyba że jest ogromnym fanem tenisa.

Sobotnie popołudnie to taki moment, że wszyscy odpoczywają. Ja tym razem postawiłam na aktywny wypoczynek i wybrałam się do drugiego co do wielkości miasta na Majorce, czyli do Manacor. Być może kiedyś wspomniałam o tym mieście na blogu, ale nigdy nie poświęciłam mu osobnego wpisu, a to dlatego, że na pierwszy rzut oka Manacor jest okropnie nudny.

Manacor sam siebie przedstawia jako ciutat del moble, czyli miasto mebla. W XX wieku gmina Manacor przodowała jeśli chodzi o stolarkę, która obok powoli rozwijającej się wówczas turystyki była takim motorem napędowym dla ekonomii całej wyspy. Dzisiaj miasto jest dużo bardziej znane głównie z powodu Akademii Rafa Nadala, która ma tam swoją siedzibę. Wielu przyjezdnych właśnie ze względu na akademię i muzeum sławnego tenisisty wpisuje Manacor w swój plan zwiedzania, no i widać tego skutki w nieco większym ruchu. Aczkolwiek wtedy w to sobotnie popołudnie ruch był praktycznie zerowy.

Mój spacer po Manacor nie miał nic wspólnego ani z meblami ani z tenisem. Postanowiłam po prostu pokręcić się po starówce, która jest naprawdę malutka w stosunku do powierzchni całego miasta. Co więcej w sobotnie popołudnie było tam całkiem pusto. Sklepy pozamykane. Większość kawiarni i restauracji też miała sjestę. Miałam więc Manacor tylko dla siebie. Niestety miało to też swoje minusy, bo nie mogłam na przykład wejść do kościoła, który z zewnątrz robi ogromne wrażenie.

Kościół parafialny p.w. Matki Boskiej Bolesnej jest konstrukcją stosunkowo nową, bo pochodzącą z XIX wieku. Ale jak możecie się domyślać powstał w miejscu, gdzie od zawsze stały świątynie; najpierw meczet, później kościół katolicki. Co ciekawe, poprzedni  XV-wieczny kościół specjalnie wyburzono, aby można było wybudować nowy znacznie większy. Ten wcześniejszy po prostu nie był już w stanie pomieścić wszystkich wiernych.

Świątynia stoi w centralnym punkcie starówki. Można ją obejść dookoła. Niestety z racji bliskości innych budynków trudno objąć ją wzrokiem. Największe wrażenie robi wysoka dzwonnica, która właściwie góruje nad całym miastem. Swego czasu na Majorce wydano dekret zakazujący budowy budynków wyższych niż kościół, w związku z czym kościoły nadal najbardziej się wyróżniają na tle całej architektury wszystkich miasteczek na Majorce i są świetnym punktem orientacyjnym.

Poza misternie zdobioną dzwonnicą mój wzrok przykuła również fasada z ogromną rozetą. Od tej strony kościół wygląda prawie jak Notre Dame. W całej bryle kościoła pięknych detali jest mnóstwo. Zakładam, że i wnętrze mogłoby mnie pozytywnie zaskoczyć, no ale nie tym razem.

Później zaczęłam kluczyć wąskimi uliczkami w poszukiwaniu co ciekawszych budynków i było ich sporo. Jednak zrobienie im satysfakcjonującego mnie zdjęcia, graniczyło z cudem, więc musimy się zadowolić tym co jest. Pośród licznych kamienic można znaleźć prawdziwe zabytki pochodzące nawet z XVII wieku. Żeby jednak odkryć je wszystkie potrzebowałabym jakiegoś lokalnego przewodnika, który oprowadziłby mnie po najciekawszych zakątkach miasta, bo ja ograniczyłam się głównie do centralnej części.

Manacor niczym szczególnym mnie nie ujął. Ot, zwyczajne miasto. Trochę taka sypialnia, bo podejrzewam, że wielu manacoris pracuje w należących do gminy kurortach, gdzie poza hotelami i plażami też nic nie ma. I chociaż w Manacor znalazłam kilka architektonicznych perełek i na zdjęciach też całkiem nieźle prezentuje się to miasto, to jednak brakowało mi w tym miejscu tego czegoś. Nigdy za Manacor nie przepadałam i ten spacer również mnie nie przekonał do zmiany opinii. Okazuje się, że nawet na tak rajskiej wyspie jaką jest Majorka, znajdują się miejsca po prostu przeciętne.

Komentarze

  1. Manacor na Twoich zdjęciach wcale nie wygląda tak nudno, ale to pewnie zasługa dobrego;-) Mnie Manacor kojarzy się przede wszystkim z perłami. Mam takie z Majorici. Dzięki za szczerość. W sieci pełno jest zachwytów nad każdym centymetrem Majorki, a Ty piszesz jak jest:-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram