Z plecakiem w Bieszczadach ~ Cisna

Ostatni dzień na bieszczadzkim szlaku. Chciałabym powiedzieć, że był lepszy niż dwa poprzednie, niestety rzeczywistość jest bardziej okrutna. Co prawda pogoda bardzo się polepszyła, jednak w ogólnym rozrachunku nie mogę stwierdzić, że był to plus tego dnia. Dowodem na to, że ten odcinek był dla mnie naprawdę trudny, jest praktycznie brak zdjęć.

Z plecakiem w Bieszczadach ~ połonina otulona mgłą

Po całym dniu spędzonym w schronisku, organizm nieco się zregenerował. Odpoczynek pomógł głównie kolanom, które nieźle dostały w chrząstki. Ale nie na długo wystarczyła ta przerwa. Już przy kolejnym zejściu przesilenie stawów dało się we znaki. Ale do dopiero później.


Z plecakiem w Bieszczadach ~ Połonina Caryńska

Drugi dzień na szlaku miał być niezbyt wymagający. Trasa do przejścia niezbyt długa, także można było pospać trochę dłużej. Widoki też miały być ciekawe. Pogoda miała tylko dodać temu wszystkiemu uroku. A jak było naprawdę?

Z plecakiem w Bieszczadach ~ bieszczadzkie Machu Picchu

Po wielu perypetiach związanych z szukaniem noclegu w Ustrzykach Górnych i chłodnej nocy spędzonej w całkiem przyzwoitych warunkach, wreszcie możemy zacząć to, po co w Bieszczady przyjechałyśmy. Górskie wędrówki. Swoją drogą trochę to smutne, że praktycznie całą dobę straciłyśmy na dojazd z Pomorza na drugi koniec Polski. Ale takie uroki mieszkania na północy - w góry kawał drogi trzeba przejechać. Plan na pierwszy dzień był dosyć prosty. Robimy pętlę przez Tarnicę i wracamy z powrotem na nocleg do Ustrzyk.

Mapka stworzona dzięki mapa-turystyczna.pl

Z plecakiem w Bieszczadach ~ druga szansa

Trzy lata temu po raz pierwszy wybrałam się wraz z koleżanką na wyprawę po górach. Bez konkretnego planu. Z całym dobytkiem na plecach. Wiedziałyśmy tylko skąd wyruszamy i dokąd zmierzamy. Reszta miała wykalkulować się po drodze. Rok później wybrałyśmy się po raz drugi. Poszło znacznie lepiej, choć nie obyło się bez problemów. W 2015 z racji, że obie byłyśmy trochę zajęte studiami, jakoś nie znalazłyśmy czasu na góry. Ale w tym roku ponownie pojechałyśmy na południe Polski, by włóczyć się górskimi szlakami. Po raz drugi w Bieszczady. 

Z plecakiem w Karkonoszach ~ karkonoskie wodospady

Nasz ostatni dzień na szlaku. Pogoda znacznie lepsza niż dzień wcześniej. Nastawienie pozytywne. Ale trasa po prostu nudna. 

mapa stworzona dzięki mapa-turystyczna.pl

Z plecakiem w Karkonoszach ~ Śnieżne Kotły

Śnieżne Kotły to chyba zaraz po Śnieżce najlepiej rozpoznawalne miejsce w Karkonoszach. Tak i my nie mogłyśmy sobie odpuścić wycieczki w tamtą stronę. Ale Kotły miały być jedynie punktem przejściowym na naszej trasie. Jednak okazały się znaczące dla naszego planu, a do tego w mojej pamięci zakodowały się najgłębiej. 

mapa stworzona dzięki mapa-turystyczna.pl

Z plecakiem w Karkonoszach ~ Odrodzenie

Drugi dzień wędrówki zapowiadał się bardzo gorący. I taki też się okazał. Ale mimo palącego słońca wyszłyśmy na szlak, by ostatecznie dotrzeć do kolejnego schroniska na naszej trasie.

Mapa stworzona dzięki mapa-turystyczna.pl

Z plecakiem w Karkonoszach ~ Śnieżka

Po długim siedzeniu nad mapą, łączeniu na wszystkie sposoby punktów, do których musimy dotrzeć i sprawdzaniu pogody na dzień następny, w końcu opracowałyśmy trasę na pierwszy dzień wędrówki i wyruszyłyśmy na podbój królowej Sudetów.

Z plecakiem w Karkonoszach ~ Karpacz

W ubiegłe wakacje po raz pierwszy odważyłam się na backpacking po górach (relacja). Było ciężko, ale chyba odkryłam nową pasję. Dlatego i w tym roku postanowiłyśmy znowu wyjechać. W powiększonym składzie, ale ponownie w Bieszczady. Tylko, że kiedy przyszedł czas na zakup biletów (oczywiście na ostatnią chwilę ;)), okazało się, że biletów po prostu nie ma. Co więc robimy? Sprawdzamy dostępność biletów na inny kierunek. Tym oto sposobem wylądowałyśmy w Karkonoszach.

Z plecakiem w Bieszczadach: Gdzie są granice ludzkiej wytrwałości?

W tegoroczne wakacje wybrałam się bardzo spontanicznie w Bieszczady. Nie są to góry, jakie do tej pory znałam. Nie mają ostrych szczytów. Skał, o które można się potknąć. I przede wszystkim nie ma tam tłumów przepychających się szlakiem. Jest spokojnie. Cicho. Dziewiczo. A dookoła las. Prawie jak na Kaszubach. Tylko, że tam pagórki były znacznie wyższe i trudniejsze do zdobycia. Tym bardziej, kiedy masz na plecach 15-kilogramowy plecak. 

instagram