Czas płynie a świat się zmienia


W Dzień Dziecka blog obchodził swoje siódme urodziny. Nie mam pojęcia, kiedy to się zleciało. Czas płynie jak szalony, a ja mam wrażenie, że stoję w miejscu i nic produktywnego nie robię. Jednak, gdy spojrzę wstecz na te siedem lat, dostrzegam sporo zmian. Zmian na blogu, zmian w sposobie opowiadania o miejscach i doświadczeniach, które w głównej mierze wynikają ze zmiany w sposobie postrzegania świata i jego odczuwania, a te z kolei są skutkiem zmian we mnie. Lub też na odwrót. W każdym razie, dzisiaj post nietypowy, bo nie o miejscach lecz o czasie. 


Kiedy patrzę na pierwszy post na tym blogu, to aż mi wstyd. Nie będę więc go linkować. Aż chciałoby się go usunąć, albo przynajmniej odpicować. Ale może jednak lepiej, żeby przeszłość pozostała przeszłością? Poza tym, jest to fajne wspomnienie blogowych początków, które były dosyć koślawe, jeśli mogę to tak określić. Nie miałam konkretnego planu. Po prostu chciałam pisać o podróżach i długo się nie zastanawiając założyłam bloga i nazwałam ten skromny zakątek Tam i z powrotem. Lubię tę nazwę. I myślę, że jest trafna, bo zawsze wracam, by potem móc wyruszyć w drogę jeszcze raz.



Nie pamiętam, kiedy załapałam podróżniczego bakcyla. Prawdopodobnie mam to we krwi. Odkąd pamiętam wyjeżdżaliśmy na niedzielne wycieczki po okolicy. Każdej niedzieli mama namawiała tatę, żeby wsiąść w samochód i zobaczyć coś nowego. Czasem towarzyszyli nam również dziadkowie. I to chyba po dziadku mam słabość do przygód. Wycieczka z nim to zawsze była wielka niewiadoma, bo nigdy nie zdradzał, dokąd jedziemy. Tak właśnie pewnej niedzieli zabrał nas nad Jeziorko Lobeliowe, którego później szukałam z rodzicami i dotarłam tam po raz drugi właśnie w Dzień Dziecka, na urodziny bloga - możecie o nim poczytać tutaj. Natomiast tata nauczył mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych i że trzeba podążać za swoimi marzeniami, i gdy wpadałam na jakiś szalony pomysł, nigdy nie podcinał mi skrzydeł.



Jak dziś pamiętam, kiedy to pewnego dnia wróciłam ze szkoły bardzo podekscytowana, bo miała być organizowana szkolna wycieczka do Londynu! Bardzo chciałam jechać, ale sądziłam, że rodzice się nie zgodzą. Jakież było moje zdziwienie, gdy bez większego zastanowienia stwierdzili, że mogę jechać. Tata nawet poszedł do kantoru wymieniać dla mnie walutę. Niestety wycieczka nigdy się nie odbyła z braku odpowiedniej ilości chętnych. A jeden z banknotów mam do tej pory, jako że wyszedł z użycia i w tej chwili jest jedynie i aż pamiątką po niespełnionej przygodzie. 

Oprócz jednodniowych wycieczek, w czasie wakacji wyjeżdżaliśmy też na dłuższe urlopy. Najpierw nad polskie morze. Ale nie było żadnego leżakowania, bo zazwyczaj pogoda nie bardzo dopisywała. Robiliśmy sobie wówczas jednodniowe krajoznawcze wycieczki. Później były polskie góry i pierwsze kroki za południową granicą Polski. Aż nagle zachciało mi się backpackingu w dzikich Bieszczadach. Pierwsze podejście niezbyt się udało (Bieszczady 2013), ale kolejne jak najbardziej i mam nadzieję jeszcze kiedyś to powtórzyć.




Potem studia i marzenie o Erasmusie. I to był w pewnym sensie mój przełom. Wiele się wówczas zmieniło. Jeśli jesteście ciekawi, co Erasmus robi z człowiekiem, zapraszam do tego posta. Od tego momentu częściej bywałam za granicą. Czemu się dziwić, skoro nawet mieszkałam za granicą? Samotne wycieczki nie były mi straszne. Mój angielski wskoczył na wyższy poziom. A ja stałam się odważniejszą i bardziej otwartą osobą. I potem Majorka - wyspa, w której się zakochałam bez pamięci. 

Wiecie, że ja nigdy nie chciałam lecieć na Majorkę? Wydawała mi się wyspą nazbyt turystyczną. Oklepaną destynacją. Hiszpania owszem, Barcelona, Andaluzja, to były moje cele, ale Majorka? Życie jednak zaskakuje i  na pierwszą hiszpańską przygodę oraz na pierwszy lot samolotem wybrałam właśnie Majorkę (Moje pierwsze hiszpańskie wakacje).





Nigdy za wyspami nie przepadałam. Wydawało mi się, że są ograniczające, że nie mogą być samowystarczalne, że są trochę jak więzienie. Nie wyobrażałam sobie, jak można całe życie mieszkać na wyspie. Przecież można by się zanudzić na śmierć. W ogóle w takich czasach, jak teraz, bez dalekich podróży. Bo ileż czasu można spędzić na eksplorowaniu wyspy? Ma swoje granice, przygoda kiedyś się skończy. No ale Majorka to zupełnie inna rzeczywistość. 

Za pierwszym razem wydawało mi się, że wszystko było blisko, na wyciągnięcie ręki. Przez pierwsze lato na Majorce tak się do tego przyzwyczaiłam, że gdy potem miałam jechać pociągiem całą godzinę, żeby dotrzeć na uczelnię, miałam wrażenie, że jadę na drugi koniec świata. Potem kolejne miesiące spędzone na Majorce i w tej chwili 20km wydaje mi się być okropnie długim odcinkiem. A godzinna jazda na drugi koniec wyspy do stolicy, to wielka wyprawa. Okazuje się, że choć wyspa wydaje się być niewielka, w pewnym momencie może stać się całym światem. I w żadnym wypadku nie czuję się przez nią ograniczona. Wciąż skrywa przede mną wiele tajemnic, które mam nadzieję stopniowo odkrywać.




Przez te kilka miesięcy na wyspie, uświadomiłam sobie, że tak można żyć, że wyspa to nie więzienie. Jest samowystarczalna, to znaczy, wcale nie trzeba stąd wyjeżdżać, by pójść na studia, czy znaleźć pracę i mieszkanie. Wiadomo, wszystko zależy od tego, jakie mamy priorytety, ale jak się uprzeć, to naprawdę można przetrwać. Obecnie nie jest łatwo, bo sytuacja jaka jest, wszyscy wiedzą, dlatego Majorka czeka na turystów, żeby jakoś wydźwignąć się z kryzysu.

Poza tym zdałam sobie sprawę, że choć jest to wyspa śródziemnomorska i mówi się, że pogoda w sezonie jest gwarantowana, niekoniecznie taka też jest rzeczywistość. Okazuje się, że wyspa jest jak duży statek będący gdzieś na środku morza i pogoda może się zmieniać jak w kalejdoskopie. Nawet latem, kiedy większość dni jest słonecznych, może się zdarzyć paskudna burza i ulewny deszcz. Klimat na Majorce jest super, ale to nie znaczy, że jest idealny. Zima na Majorce jest bez śniegu, ale za to bardzo wilgotna, a chłód czuje się aż w kościach. Wiosna jest cieplutka, ale deszcz to nie żadne zaskoczenie. Lato upalne i skwarne i czasami trudno wytrzymać, ale wtedy nadchodzi czarna chmura i zrywa się pięciominutowa ulewa z gradem, która potrafi dokonać ogromnych zniszczeń. Natomiast jesień jest smutna, chłodna i deszczowa, ale wciąż cieplejsza niż w północnej części Europy. I pomimo niewielkiego areału bywa i tak, że na południu wyspy świeci słońce i jest spokojnie, a już kilka kilometrów dalej leje i wieje.



Żeby zrozumieć pewne rzeczy, żeby dostrzec drugą stronę medalu, czasami krótka podróż nie wystarcza, niekiedy trzeba po prostu zmienić otoczenie na dłużej i wówczas pewne aspekty ukazują się w innym świetle. Po pierwszym pobycie na Majorce, nie przypuszczałam, że dzisiaj będę pisać do Was właśnie stąd, z wyspy. Wiedziałam, że chciałam na wyspę jeszcze kiedyś wrócić, bo byłam nią oczarowana, ale kto by pomyślałam, że właśnie tak to wszystko się potoczy? Życie zaskakuje, a podróże nas zmieniają. Jak mówi chińskie przysłowie, ten kto wraca z podróży, nie jest tym samym, kto wyjechał.

Tak wiele tego, kim jesteśmy, zależy od tego, gdzie byliśmy. – William Langewiesche




Kiedy zakładałam bloga, nie sądziłam, że będzie mi towarzyszył przez tyle lat.  Właściwie to nie miałam na niego żadnego konkretnego planu. Po prostu chciałam pisać. I pokazywać piękne miejsca. Myślę, że idzie mi całkiem nieźle, choć może ostatnio stałam się bardzo monotematyczna, ale co na to poradzę, skoro w dalekie podróże i tak się wybrać teraz nie można... Nie przestanę pisać, choćby statystki były paskudne (a ostatnio są naprawdę fatalne) i nikt nie chciał nic komentować. Lubię tego bloga. Lubię pisać o miejscach i wrażeniach. Lubię fotografować. To jest moje miejsce i cząstka mnie. Zamiast pisać książki (co wbrew pozorom nigdy nie było moim marzeniem), piszę prosty pamiętnik z podróży i dzielę się nim z tymi, którzy chcą go czytać. Dziękuję Wam, że jesteście. Dziękuję Wam wszystkim razem i każdemu z osobna. Niektórzy są ze mną od samych początków bloga i mam nadzieję, że wytrwacie ze mną kolejne lata :) Inni natomiast wpadają i potem znikają i ja to rozumiem, bo nie każdemu musi się podobać mój styl pisania i tematyka. Nie staram się stworzyć tutaj miejsca idealnego. Zależy mi jedynie na tym, by było realne, być może inspirujące, ale przede wszystkim moje.



Zazwyczaj posta urodzinowego publikuję w dniu urodzin, ale tym razem się nie udało. Za dużo rzeczy na głowie. Za mało czasu. A nie chciałam się spieszyć. Poza tym, kto nie świętował chociaż raz swoich urodzin innego dnia niż wskazywał kalendarz, niech podniesie rękę. Jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze. 

Dzięki temu, że post taki trochę o wszystkim i o niczym, mogłam wykorzystać zdjęcia, które do niczego mi nie pasowały, a nie chciałam ich chować przed światem, bo wydaje mi się, że są całkiem niezłe, nawet jeśli nie jakościowo, to przynajmniej wizualnie, bo widoki są cudne, czyż nie?

Komentarze

  1. Magiczne ujęcia, aż się zatęskniło za takim podróżowaniem bez ograniczeń. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że niedługo znowu będzie można tak podróżować bez ograniczeń ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Gratuluję tylu lat blogowania. Twój blog jest pełen piękna i wartości, a ten post jest naprawdę cudowny, bo i zdjęcia zachwycają i sam tekst. Tata wspaniały, wymarzony. :) Wiesz, ja w życiu bym nie pomyślała, że idąc na próbę do pracy sprzątać halę na weekendy, tak pokocham tę pracę, no w życiu. Smród, ciężka robota, ale Weronika w wieku mojej mamy, czy Tereska jeszcze starsza, Ci ludzie...pokochałam swoją pracę, a w życiu bym się tego nie spodziewałam. Czasami nie wiemy, co nas może uszczęśliwić, dlatego dobrze, że poszukujemy, próbujemy i się przekonujemy tak jak Ty, co do wyspy. :) Naprawdę napisałaś bardzo wartościowy post, taki od serca do serca. Pozdrawiam i życzę wielu lat jeszcze tu na blogu, ogólnie życzę, co najlepsze. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jest wiele takich rzeczy w życiu, o których nigdy nie myśleliśmy, że mogą nas uszczęśliwić, a potem niespodzianka. Tak naprawdę wszystko co się dzieje w naszym życiu, ma sens i koniec końców wychodzi nam na dobre, dlatego zawsze należy szukać pozytywów w każdej sytuacji, bo one na pewno gdzieś tam są, nawet jeśli ukryte pod nawałem wad.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Moje pierwsze wpisy też są, delikatnie mówiąc "ciekawe" i nawet kiedyś miałam myśl, żeby je usunąć. Później jednak stwierdziłam, że to fajna pamiątka a początki pisania fajnie pokazują jaką drogę przeszłam od tamtego czasu, nie tylko w blogopisarstwie.
    Jak czasami brakuje mi chęci i motywacji to sobie czytam wcześniejsze wpisy i naprawdę czerpię z tego przyjemność. Poza tym to skrabnica wspomnień. Ostatnio właśnie czytałam sobie te jedne z pierwszych i sobie przypomniałam o chwilach, o których zdążyłam zapomnieć - o śnie, w którym jedynym słowem, które mogłam wypowiedzieć było tupolew. Albo jak podczas zwiedzania jednego z kościółków w UK zostawiłam na ławce futerał na aparat i kubek z herbatą a jak wróciłam to na kubku leżało maślane ciastko. Albo jak pomagałam bielić ściany jednego z domów podczas zwiedzania Mojacar. I takich wspomnień jest mnóstwo i liczę na to, że właśnie blog pozwoli ocalić je od zapomnienia. Statystyki też mam różne ale najbardziej zdumiewa mnie fakt, że najlepsze są wtedy kiedy najmniej jestem z mojego pisania zadowolona cha cha cha.
    Powodzenia, trzymam kciuki za przyszłość bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi statystykami to mam podobnie ;)
      Fakt, po kilku latach od danej podróży, niektóre wspomnienia blakną i o nich zapominamy, dlatego fajnie jest mieć albumy z podróży, czy różnego rodzaju pamiętniki i blogi, bo dzięki nim te wspomnienia zostają na dłużej.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Nie chciałbym się porównywać, ponieważ musiałbym od razu zlikwidować swojego bloga i ubrać wór pokutny ;) Zdjęcia i Twoje opisy są super i bardzo ciekawie się czyta :)
    Pozdrawiam i gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto się porównać, żeby zobaczyć, jak długą drogę przeszliśmy i jak dużo osiągnęliśmy, bo czasami na pierwszy rzut oka w ogóle się tego nie dostrzega.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Julo!
    Gratuluję tylu lat blogowania. Chociaż komentuję Twoje posty bardzo często z opóźnieniem to czytam je zaraz po opublikowaniu. Doskonale pamiętam Twój pierwszy wyjazd na Majorkę. Z wielka uwagą czytam każdy post i oglądam zamieszczone zdjęcia. I chociaż byłam na Majorce to teraz widzę, że wcale jej nie poznałam. Julo! Życz ę Ci kolejnych tak owocnych lat w poznawaniu Europy i innych kontynentów oraz wielu niezapomnianych przeżyć. Wszystkiego najlepszego!
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo, dziękuję serdecznie :) I zapraszam na Majorkę :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram