Podsumowanie roku 2025

Nie wiem, kiedy to się stało, ale właśnie czas na kolejne roczne podsumowanie na tym blogu. Zazwyczaj miałam już je jako tako przygotowane jeszcze przed końcem roku. Tym razem jednak nowy rok wziął mnie zupełnie z zaskoczenia. Ostatnie dni grudnia były bardzo intensywne, dużo się działo i niestety nie były to tylko pozytywne chwile, więc ten przełom roku jakoś mi umknął. Nie rozpaczam nad tym, bo życie i tak biegnie ciągiem. W związku z rozpoczęciem nowego roku nie było żadnych nagłych skoków do nowej rzeczywistości, wszystko nadal biegnie swoim tempem. U mnie też nie ma żadnych ambitnych postanowień noworocznych. Nie zapisałam się na siłownię. Nie mam w planie wywracać swojego życia do góry nogami. Ale nawet pomimo tego, że koniec roku nie ma dla mnie szczególnego znaczenia, jest to fajny moment dla podsumowań. A podsumowania lubię głównie dlatego, że dopiero wtedy mam pełen obraz na miniony czas i widzę, jak dużo dobrego się wydarzyło. Zazwyczaj mamy skłonność do oceniania danego roku na podstawie traumatycznych przeżyć, na pierwszy plan zawsze wychodzą te mniej przyjemne momenty, a dopiero jak na spokojnie przejdziemy przez wspomnienia z każdego miesiąca, dostrzegamy ile pięknych chwil dane nam było przeżyć. Pierwszą moją myślą jest, że 2025 był raczej przeciętny, ale piszę to podsumowanie z nadzieję, że na koniec okaże się jednak, że to był wyjątkowy rok, tak więc zacznijmy tę krótką podróż do przeszłości po tych ostatnich dwunastu miesiącach.

Wydawałoby się, że na blogu niewiele się działo, ale ja jestem dumna przede wszystkim z faktu, że w każdym miesiącu udało mi się tutaj opublikować przynajmniej jeden wpis. Łącznie na blogu pojawiły się 22 posty. Najczęściej czytanym okazał się Trekking po przylądku Formentor. Natomiast najmniej doceniony był Hamburg w świątecznej odsłonie, ale zrzucam to na moment jego publikacji w święta, więc jeszcze niewiele osób pewnie miało czas tutaj zajrzeć. Pod wszystkimi wpisami opublikowaliście łącznie 182 komentarze, za które jestem Wam bardzo wdzięczna. Mój blog nie należy do najpopularniejszych, ale cieszę się, że mam grono stałych czytelników. Jestem też bardzo wdzięczna, że z niektórymi z Was udało mi się spotkać i mam nadzieję, że takich spotkań będzie więcej, bo są one niezwykle inspirujące. A teraz czas na nieco bardziej szczegółowe podsumowanie miesiąc po miesiącu.

Co się działo w 2025 roku?

Styczeń

Nowy Rok przywitałam w towarzystwie mojej hiszpańskiej rodzinki i to w dodatku na kaszubskiej ziemi, więc był to zdecydowanie wyjątkowy moment. W piżamce, przy grach planszowych, w domowej rodzinnej atmosferze. A potem zaczął padać śnieg i była taka zawierucha, że moja pierwsza podróż 2025 mogła nigdy nie dojść do skutku. Los tak chciał, że akurat na dzień przed moim lotem do Hamburga zaczęło tak padać, że pługi nie nadążały z odśnieżaniem nawet tych najgłówniejszych dróg. Na lotnisko jechałam w zaspach jakieś 30km/h a potem lot miał ogromne opóźnienie w związku z tym, że po każdym starcie pługi musiały oczyścić płytę ze śniegu. Gdy już wznieśliśmy się ponad chmury, pilot tylko nam powiedział, że to był najtrudniejszy start w całej jego karierze. Ale jak już dotarłam do Hamburga to była już tylko radość, bo po raz pierwszy spotkałam się z Moniką z bloga Trzymając się chmur i spędziłyśmy razem wspaniały czas. Monia oprowadziła mnie po Hamburgu i po Bremie, która tak mnie zachwyciła, że już kilkukrotnie gościła na tym blogu i jeszcze nieraz się tutaj pojawi.

Z Hamburga poleciałam dalej na Majorkę, aby ponownie przeżyć niesamowitą atmosferę obchodów związanych z najhuczniejszą fiestą na wyspie - Sant Antoni. Poza tym styczeń okazał się najbardziej płodnym miesiącem, bo na blogu pojawiły się aż 4 wpisy, w tym relacja z wycieczki do serca Majorki.

Luty

Na 2025 miałam postanowienie, że w każdym miesiącu chciałabym odkryć jakieś nowe miejsce, ale luty zweryfikował moje plany i okazało się, że jednak postanowienia noworoczne są beznadziejnie i tak jak pewnie 90% społeczeństwa nie mam wystarczająco dużo motywacji, by się ich trzymać, a co za tym idzie w lutym nigdzie nie byłam. Żyłam sobie spokojnie na tej mojej Majorce, coś tam czytałam, ale też sporo pracowałam, głównie w śmieciowej branży. Śmieję się, że już mam takie doświadczenie w sprzątaniu i wywozie śmieci, że mogłabym sobie je wpisać w CV. Luty minął mi w mgnieniu oka, nawet zbyt wielu zdjęć nie zdążyłam zrobić. O pisaniu nie wspominając, bo na blogu pojawiły się tylko dwa wpisy i to jeszcze z tak odległych w czasie wypraw, jak wycieczka do Murcji czy spacer po prehistorycznej osadzie w centrum Majorki.

Marzec

Tak jak początek roku był obfitujący w wiele niezapomnianych momentów, tak kolejne miesiące trochę zlewają mi się w całość i gdyby nie pojedyncze zdjęcia jakie mam z tego okresu, zupełnie nie wiedziałabym co Wam tutaj o marcu napisać. Nie działo się wiele. Pierwszą połowę miesiąca spędziłam na Majorce, drugą połowę w Polsce na Kaszubach. Znowu było dużo ogarniania przestrzeni, a podróży żadnych. Blogowo też za bardzo nie mam się czym chwalić, bo powstały tylko dwa wpisy, które nieco przybliżyły mnie do wyjścia z blogowych zaległości, czyli relacja z Padwy i z trekkingu po Formentorze. Przeczytałam też kilka książek i wszystkie okazały się tak samo dobre, pomimo że różniły się gatunkowo, a to raczej rzadko się zdarza; coraz trudniej trafić mi na książkę, która mnie zachwyci.

Kwiecień

To był miesiąc załatwiania spraw. Nareszcie zmieniłam okulary. Ukulturalniłam się trochę podczas wizyty w teatrze. Spędziłam sporo czasu z rodziną. Ale też wiele czasu minęło mi na planowaniu architektonicznym. Mało kto tutaj wie, ale po godzinach spędzam czas na budowie lub myśląc o budowie. Budownictwo i remonty to takie moje ukryte hobby. 

W kwietniu wróciłam na Majorkę w związku z rozpoczęciem sezonu turystycznego, a więc laba się skończyła. Mnogość różnorodnych zadań sprawiła, że nie miałam już zbyt wiele czasu na pisanie, nad czym ogromnie ubolewam, bo tematów naprawdę by mi nie brakowało. Udało mi się jednak napisać jeden tekst i to jeszcze o jednym z piękniejszych miejsc na Majorce - o akwenie Cuber ukrytym w samym sercu Tramuntany.

Maj 

Jak co roku nieprzerwanie już od kilku lat maj jest dla mnie niezwykle intensywnym miesiącem ze względu na moją pracę rezydenta. Niby to dopiero początek sezonu i na wyspie nie ma zbyt wielu turystów, ale po półrocznej przerwie ponowne wdrożenie się w obowiązki i rutynę zajmuje trochę czasu. Ale w tym całym chaosie udało mi się wybyć na jeden dzień na Minorkę, co prawda służbowo, ale zawsze to coś. O mojej wizycie na tej wyspie powstał dość szczegółowy wpis tutaj. Poza tym w maju napisałam jeden z moich ulubionych tekstów, czyli relację z Werony; jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji przeczytać, to zapraszam. Nie mogę też zapomnieć o głównym wydarzeniu miesiąca, czyli o ponownym spotkaniu z Ulą z bloga Kierunek na dziś. Ula kompletnie mnie zaskoczyła swoją decyzją powrotu na Majorkę, ale było to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne i cieszę się niezmiernie, że i tym razem udało nam się spotkać. Oby takich spotkań było jak najwięcej.

Czerwiec 

Pomimo tego, że był to pracowity miesiąc (z resztą jak każdy kolejny w tym sezonie), udało mi się naskrobać naprawdę dobre teksty, a przynajmniej ja osobiście jestem z nich bardzo dumna, a mowa o wspomnianej już Minorce i o Wenecji, która okazała się tak piękna, jak sobie wyobrażałam, a nawet piękniejsza. Sporo też udało mi się przeczytać. W pracy dużo czasu spędzam w aucie jeżdżąc pomiędzy hotelami i wykorzystuję sobie ten czas na słuchanie audiobooków. Jednak w tym wszystkim zapomniałam o uwiecznianiu życia na fotografiach i czerwiec to jest jedyny miesiąc w roku, z którego nie mam ani jednego zdjęcia (!); naprawdę nie wiem jak to się stało.

Lipiec

Rozpoczyna się najgorętszy okres w turystyce. Nauczyłam się jednak utrzymywać harmonię pomiędzy pracą a odpoczynkiem i udało mi się z tego miesiąca naprawdę dużo wycisnąć. Była praca, były spotkania ze znajomymi, były wieczory na plaży, były książki, nawet spróbowałam swoich sił w ogrodnictwie. Na bloga też znalazłam trochę czasu i powstał wpis z Ferrary, która niekoniecznie przypadła mi do gustu.

Sierpień

Jak co roku odwiedziła mnie na Majorce moje koleżanka. Tym razem przyjechała na krócej niż zwykle, ale i tak udało nam się co nieco razem zobaczyć. Przede wszystkim, dzięki niej, nareszcie zaczęłam odkrywać zachodnią część wyspy, do której zawsze było mi za daleko. Ale jako że sierpień był chyba jednym z najcieplejszych miesięcy na Majorce, sporo czasu spędziłyśmy po prostu na plaży ukryte w cieniu parasola. Blogowo wpisem o Ravennie zakończyłam relacjonować moją wizytę we Włoszech.

Wrzesień

Ten ostatni miesiąc lata niczym szczególnym się nie wyróżnił. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, kiedy wrzesień się wydarzył. Praca pochłonęła mnie do reszty i dopiero gdzieś pod koniec miesiąca się ocknęłam i choć trochę uszczknęłam z ostatnich ciepłych dni na plaży. Fakt, że tak mało wychodziłam z domu, jeśli praca mnie do tego nie zmuszała, poskutkował tym razem aż dwoma nowymi wpisami na blogu. Wiem, żadne to wielkie osiągnięcie, ale w tym roku blogowanie szło mi raczej opornie, więc cieszę się bardzo, że pomimo tych wszystkich trudności, w każdym miesiącu coś się tutaj na tym blogu pojawiło. Wrzesień stał pod znakiem Majorki: opowiedziałam Wam o szczycie, którego o mało bym nie zdobyła oraz o bardzo spokojnym miasteczku, które pomimo bliskości kurortów pozostaje autentyczne w swej majorkańskości.

Październik

Początek miesiąca był jedną wielką bieganiną. Sezon się kończył, a ja wraz z ostatnim czarterem wracałam do Polski i musiałam wszystko domknąć. Polska powitała mnie deszczem, ale w domu czekały na mnie pieski i kotek, więc wybaczam światu tę niezbyt przyjemną pogodę. 

W październiku ma w zwyczaju zdarzyć się złota jesień, więc zależało mi, żeby w tym roku jakoś udało mi się ją złapać i pierwszy słoneczny weekend spędziłam w kaszubskim lesie. Niestety wieża widokowa, która była w planie, była zamknięta, ale i tak przywiozłam z tamtej wycieczki fajne zdjęcia. Tamten dzień to był też chrzest bojowy dla moich nowych butów trekkingowych; wreszcie po wielu latach kupiłam sobie nowe i póki co jestem z nich bardzo zadowolona, sprawdziły się nawet w śniegu. 

No a resztę czasu przeznaczyłam na zbieranie doświadczenia w budowlance i przez to wszystko prawie w ogóle nie pisałam i opublikowałam tylko jeden wpis - relacja z początku roku, z wycieczki do Hamburga.

Listopad

Budowlanki ciąg dalszy, ale nie będę Was tutaj zanudzać szczegółami. Powiem tylko, że to był bardzo produktywny miesiąc i uważam ten czas za naprawdę dobrze wykorzystany. Po raz pierwszy odważyłam się też zrobić piernik staropolski; na święta Bożego Narodzenie, ale piernik musi dojrzewać od 4 do 6 tygodni, więc dlatego tak wcześnie. Trochę się obawiałam, że nic z tego nie wyjdzie, ale teraz mogę już powiedzieć, że okazał się prawdziwym hitem, więc jeśli życie pozwoli, w przyszłym roku (a właściwie to już w tym) też się za niego wezmę. Poza tym po bardzo długiej przerwie wróciłam do robienia na drutach. Niestety nie udało mi się skończyć żadnego projektu, ale na przyszłą zimę na pewno szalik będzie gotowy. 

Listopad byłby jednym z fajniejszych miesięcy 2025 roku, niestety zniknął nasz kotek i do tej pory nie wiemy, co się z nim stało i chyba w tym momencie marne są szanse, że jeszcze wróci...

Grudzień

Dla rozweselenia tych smutnych i szarych dni, grudzień rozpoczęłam od podróży i to takiej niespodziewanej. Szybka akcja i bilet do Hamburga był kupiony. Na początku roku nawet przez myśl, by mi nie przeszło, że do Hamburga wrócę tak szybko. Życie lubi zaskakiwać. Spędziłam super czas z Moniką i tym razem dołączyła do nas jeszcze Ula, także było podwójnie wesoło. Dziękuję Wam dziewczyny za tak miłe zwieńczenie roku. 

Spotkanie z dziewczynami rozpaliło we mnie magię świąt, dzięki czemu cały grudzień był wyjątkowy, pomimo tego, że tak naprawdę niewiele się działo. Wypiłam hektolitry zimowej herbaty. Zajadałam się ciasteczkami. Cieszyłam się przygotowaniami do świąt. Na bloga też postanowiłam wprowadzić świąteczną atmosferę i pokazałam Wam grudniowy Hamburg i Bremę.

A na koniec roku spadł śnieg i było pięknie.

2025 nie obfitował w wiele podróży, ale i tak był to fajny czas. Na początku roku życzyłam sobie, żeby był to przede wszystkim harmonijny i spokojny czas i teraz widzę, że życzenie się spełniło. Także muszę uważać, czego sobie życzę :D 

Chciałabym, żeby 2026 przynajmniej dorównał poziomowi 2025 roku, ale oczywiście nie mam nic przeciwko, żeby był nawet lepszy. Chociaż akurat po tych pierwszych dniach tego nowego roku nachodzą mnie pewne wątpliwości. Niemniej, życzę nam wszystkim wielu podróży, siły, zdrowia oraz odwagi do ich odbycia, optymizmu i radości z małych rzeczy. Szczęśliwego Nowego Roku!

Komentarze

  1. Niezmiernie się cieszę, że byłam częścią Twojego życia (choć na krótko) i Twoich wpisów w tym roku. Końcówka roku, czyli początek grudnia był wyjątkowy i sprawił, że ten ostatni wyjazd był najfajniejszym w całym roku również dla mnie. Nawet jeśli zwiedzałam inne wspaniale miejsca, to nie miałam tak doborowego i wesołego towarzystwa jak Twoje i Moni. Dzięki Julka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podzielasz moją radość co do naszych spotkań. Było wspaniale. Życzę nam, żeby to się jeszcze powtórzyło :)
      Pozdrawiam słonecznie z Majorki :)

      Usuń
  2. Przyjemnie się czyta Twoje podsumowanie minionego 2025 roku.
    Zainteresowała mnie bardzo Twoja wycieczka promem z Alcudii na Minorkę. W 2024 roku było sporo ofert z biur podróży z bezpośrednimi lotami czarterowymi z Warszawy na tę wyspę, zaś w 2025 zdecydowanie mniej. Myślałam, że może właśnie w 2025 uda mi się tam polecieć. Byłam nawet przygotowana pod kątem jak i co zwiedzać na Minorce, obejrzałam kilka filmów, przeczytałam kilka publikacji. Niestety! Twój post na temat Minorki jest bardzo ciekawy. Z pewnością do niego wrócę, jeżeli uda mi się tam polecieć. Minorka słynie także z wyrobu sandałów damskich Minorquines.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnego równie pięknego podsumowania 2026 roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Ewo.
      Z tego co się orientuję w tym roku powinno być więcej lotów czarterowych na Minorkę, więc jeśli nadal myślisz, żeby się tam wybrać, to zachęcam, bo jest to przepiękna wyspa. Ja mam jej niedosyt i z przyjemnością bym tam wróciła. A jeśli nie Minorka, to możesz się wybrać na Majorkę (jest znacznie więcej ofert) i są stąd organizowane wycieczki jednodniowe na Minorkę z przewodnikiem (to jest właśnie to, co pokazywałam na blogu) albo można też na własną rękę, ale wtedy polecam przylecieć na trochę dłużej, bo na Majorce też warto co nieco pozwiedzać ;)
      Pozdrawiam ze słonecznej Majorki

      Usuń
    2. Na Majorkę, o dziwo, mimo protestów mieszkańców wyspy, od dwóch lat biura podroży oferują coraz więcej lotów i to przez cały rok. Na wyspie byłam dwa razy i sporo zwiedziłam, o czym wspominałam na blogu. Jeżeli w tym roku nie uda mi się bezpośrednim lotem dostać na Minorkę, to spróbuję zakotwiczyć w Alcudii, albo w jej pobliżu. W minionym roku pobyty na Minorce były dość drogie. Czekałam jak zawsze na korzystne last minute, ale nic się nie pojawiało, no i było mniej lotów czarterowych niż 2024 roku.
      Dziękuje za słoneczne pozdrowienia z Majorki. U nas mroźno i śnieżnie, ale też pięknie, prawdziwa polska zima. :) :)

      Usuń
    3. Wpadł mi komentarz anonimowy. Czasami trudno mi się zalogować :) :)

      Usuń
    4. Ewa, pewnie już wiesz, że mieszkam na Majorce i pracuję w turystyce właśnie dla jednego z polskich biur podróży, więc mam pewną wiedzę, jak to tutaj wygląda od kuchni. Protestów się nie bój! Zdążyłam się zorientować, że polskie media lubią wszystko wyolbrzymiać. Mieszkańcy protestują, natomiast nie przeciwko turystyce i turystom a przeciwko kiepskiemu działaniu władzy w temacie turystyki. Lotów rzeczywiście jest coraz więcej i turystów z roku na rok przybywa i w szczycie sezonu mieszkańcy są tym nawałem po prostu zmęczeni i starają się wymusić na władzy jakąś lepszą organizację, aby pomimo masowej turystyki dało się tutaj normalnie żyć. Nie znaczy to jednak, że Majorkańczycy są turystom nieprzychylni. Rada ode mnie, jeśli chcesz się wybrać na Majorkę, to odradzałabym najgorętsze miesiące czyli lipiec i sierpień ze względu na upalną pogodę i na tłumy. Natomiast maj, czerwiec, potem druga połowa września i październik są wspaniałe. I jeśli chodzi o wycieczki na Minorkę, to masz rację, Alcudia i okolice będą najlepszym wyborem z racji bliskości terminala promowego. Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś konkretne pytania, być może bardziej szczegółowe czy chciałabyś prosić o radę, to jak najbardziej służę pomocą tutaj lub możesz się ze mną skontaktować również mailowo tampowrotem@gmail.com
      PS. Polskiej śnieżnej zimy też już udało mi się w tym roku doświadczyć :)

      Usuń
    5. Jula, Twojego bloga śledzę od jakiegoś czasu, czytam Twoje posty i propozycje wycieczek. Wiele z prezentowanych przez Ciebie miejsc zwiedziłam. Na wyspie ostatnim razem byłam w kwietniu 2024, a na początku czerwca tegoż samego, roku po raz kolejny zwiedzałam na kontynencie przepiękną Katalonię - gdzie słyszałam również mallorquín - historyczny i kulturowy język Balearów. Pewnie się nim już posługujesz. Sceptycznie odbieram media, a podróżując wiem, że nie należy wierzyć we wszystko co mówią i piszą.
      Adres mailowy zapisałam. Dziekuję :)

      Usuń
    6. Byłaś na Majorce i do mnie nie napisałaś? Następnym razem, jeśli będziesz miała ochotę, to śmiało pisz i wybierzemy się na kawkę ;)
      Będąc w Katalonii, obstawiam, że słyszałaś raczej kataloński, a nie mallorquí, ale są one do siebie bardzo podobne, bo tak właściwie, to majorkański jest dialektem języka katalońskiego.
      Wysyłam pozdrowienia z Majorki :)

      Usuń
    7. Dzięki, kto wie może zgramy się w czasie dla Ciebie odpowiednim. Ja podróżuję w niskich sezonach, kiedy Ty jak przypuszczam jesteś bardziej dyspozycyjna. Wszystkiego dobrego :)

      Usuń
  3. Kiedy jeszcze pracowałam zawodowo moje podsumowanie roku też często obfitowało w zawodowe powinności, które nie zawsze pozwalały na gospodarowanie czasem, tak jak by się chciało, ale mimo licznych obowiązków i tak sporo podróżowałaś, i do tego odwiedziłaś tak różnorodne miejsca. Zaraz sprawdzę, czy napisałaś coś o Padwie, do której niedługo się wybieram. Włochy to mój ulubiony kierunek. Hiszpanię także lubię, ale z racji tego, że nie lubię długich podróży częściej wybieram takie około trzy godzinne loty, niż te dalsze. Ale może kiedyś się przełamię. Widzę, że z wiekiem nieco się zmieniam, otwieram, więc kto wie. Wspomniałaś u mnie o spotkaniu blogerów, ja się nie wypieram, jeśli termin mi podpasuje to czemu nie, zwłaszcza, że jak piszesz znam już Monikę, a parę osób wirtualnie też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze chcemy więcej i więcej. Wiem, że sporo udało mi się zobaczyć i przeżyć w tamtym roku, ale i tak pozostaje jakiś niedosyt. Podstawą, aby wycisnąć z życia jak najwięcej, jest dobra organizacja, a to coś, co u mnie nieco kuleje.
      O Padwie pisałam i to nawet kilka razy. Możesz spróbować wpisać sobie w wyszukiwarce tutaj u mnie na blogu "Padwa" i powinny Ci się wyświetlić tamte wpisy. Pomimo, że byłam tam przez prawie tydzień, chętnie ponownie bym tam pojechała, bo jest to bardzo ciekawe miasto. A Ciebie to już w ogóle zachwyci, bo mnóstwo tam sztuki w różnorakich wydaniach ;)
      Hiszpania wbrew pozorom nie jest tak daleko, bo mieści się w tych 3h lotu ;) Super, że udaje Ci się przełamywać i pokonywać własne lęki. Ja zauważyłam, że niestety z wiekem, coraz więcej tych lęków mi przybywa niestety.
      Jeśli i mi termin spotkania podpasuje, bo nie ukrywam, że cieplejsze miesiące roku, to dla mnie okres intensywnej pracy zawodowej, to może się poznamy również osobiście :)
      Pozdrawiam cieplutko z Majorki :)

      Usuń
  4. No popatrz trzy godziny, aż niedowierzając sprawdziłam - rzeczywiście 3,10 z Gdańska do Barcelony, to chyba powinnam powtórzyć wycieczkę. Mój jedyny pobyt w Barcelonie podczas objazdowej wycieczki zorganizowanej wspominam nie najlepiej. Wycieczka obejmowała oglądanie trzech stadionów, 15 min pod Sagrada Famiglia i widok z okna na Casa Bathio i Casa Mila - jak dla mnie nieporozumienie, zwłaszcza, że w programie nie podano proporcji owego zwiedzania, iż 1,5 godziny na Stadion FC Barcelona, a na katedrę 15 min :( No ale odkąd podróżuję samodzielnie to ja sobie wybieram, co chcę obejrzeć i ile czasu na to poświęcić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barcelona akurat taka sobie w mojej opinii, chociaż muszę przyznać, że można tam znaleźć perełki. Z Gdańska masz też loty bezpośrednie do Alicante i Madrytu. Kiedyś były do Walencji, ale ostatnio nie widziałam. I jeszcze chyba jest Malaga, ale tam lot trwa już prawie 4h.

      Usuń
  5. To cudownie, że miałaś tak ciekawy, bogaty w fajne wydarzenia rok i chociaż pojawiły się dni, kiedy działy się rzeczy smutniejsze i cięższe do pogodzenia się z nimi to jednak zdecydowanie przeważały te miłe i warte zapamiętania. I wiesz co? Już jakiś czas temu zauważyłam, że częściej niż wcześniej tryskasz dobrą i pozytywną energią, którą czuć w Twoich słowach. Podejrzewam, że to za sprawą wielu fajnych rzeczy, które Ci się przytrafiają ale może też i ludzi z pozytywnym nastawieniem do życia 😃. Wiem już, że styczeń jest wspaniały, luty też powinien być ciekawy, a przynajmniej jego ostatnia dekada 😉 i coś mi mówi, że pozostałe miesiące też mają szansę odnieść sukces w dziedzinie bycia tymi naj. Może po tak ciekawym początku roku łatwiej Ci będzie znaleźć siły i chęci na przygody nawet kiedy będziesz zarobiona po czubek głowy. Tego z całego serca Ci życzę. I jeszcze zapasów blogowych wpisów tak żeby Ci starczyło na najbardziej pracowite miesiące. Ściskam Cię mocno z rzeczywistości skąpanej w słońcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakaś harmonia musi w życiu być, poza tym te gorsze dni sprawiają, że jeszcze bardziej doceniamy te dobre momenty. Faktycznie, chyba wreszcie wypłynęłam na powierzchnię i mam nadzieję, że mój dobry humor będzie mi towarzyszył przez kolejne miesiące. Styczeń jest ekstra. Luty też będzie super. Marzec też mam nadzieję, a dalej w przyszłość na razie nie wybiegam, tylko cieszę się teraźniejszością. Co do zapasów blogowych, to czarno to widzę, ale przynajmniej będę się starać bywać tutaj regularnie.
      Uściski! U mnie dzisiaj też słonecznie :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza wyrażającego Twoją opinię.
Dziękuję za wizytę na blogu. I zapraszam częściej ;)

instagram